Zmorojewo

Jakub Żulczyk

Powieść Żulczyka to połączenie klasycznej powieści przygodowej dla młodzieży z prawdziwym, dorosłym horrorem. Jej głównym bohaterem jest Tytus Grójecki – maniak gier komputerowych, wielbiciel grozy i zjawisk paranormalnych, z którym identyfikować się może pewnie połowa czytelników „Zmorojewa”. Z kolei żeńską część postaci godnie reprezentuje Anka – zbuntowana, ale bardzo inteligentna nastolatka, która odwagą mogłaby obdzielić kilkoro dorosłych. Dzieciaki poznają się w Głuszycach, gdzie dziadkowie Tytusa prowadzą własne gospodarstwo agroturystyczne. Dzień przed podróżą chłopak znajduje w Internecie informacje o tajemniczej, opuszczonej wiosce Kolonia Głuszyce, gdzie rzekomo zaginęli dwaj badacze-amatorzy, którzy wyruszyli tam w poszukiwaniu dowodów na prawdziwość krążących w sieci plotek, jakoby działo się tam coś nie z tej ziemi. Tytus i Anka, jak przystało na poszukiwaczy przygód z prawdziwego zdarzenia, postanawiają się tam wybrać, a wraz z nimi spragnieni wrażeń czytelnicy. I trzeba przyznać, że Żulczyk, choć zaczyna raczej niemrawo, dość szybko rozkręca fabułę, faszerując ją przy okazji pokaźną dawką grozy. 

Bohaterowie są, jak na literaturę młodzieżową, bardzo wyraziści. Niestety dotyczy to głównie postaci drugoplanowych – zarówno po stronie ludzi, gdzie prym wiedzie para dziarskich staruszków Grójeckich, którymi nawet w podeszłym wieku targają namiętności, jak i wśród stworzeń fantastycznych, ze Strąkiem – pociesznym herosem – na czele. Sami Tytus i Anka są raczej przewidywalni, a zmiany charakterów, jakie przechodzą pod wpływem dramatycznych wydarzeń, powierzchowne i typowe dla tego gatunku. 

Z drugiej strony za samo opus moderandi najważniejszych agentów Leszego, głównego czarnego charakteru powieści, Żulczykowi należą się wielkie brawa. Gangrena morduje w sposób odrobinę dziwaczny, barkerowsko obrzydliwy, a do tego mocno niepokojący, gdy sobie człowiek próbuje to ze szczegółami zwizualizować, dopowiadając brakujące elementy narracji. Z kolei Strzępowaty jest idealnie zbalansowaną mieszanką głupawego pomagiera opętanego żądzą krwi i głównodowodzącego badassa, bo sam Leszy w powieści robi raczej za tło. Pomniejsze monstra nie robią już tak dobrego wrażenia, ale swoją rolę sprawują całkiem nieźle – Żulczyk nie bawi się w upiększanie elementów grozy i wali z grubej rury, nie przejmując się nadmiernie poprawnością polityczną i uczuciami młodego czytelnika. Przy czym nie jest ani wulgarny, ani na siłę mroczny – ot, pisze horror dla spragnionej mroku młodzieży, a nie kolejną opowiastkę dla grzecznych dzieci. 

Zresztą rudno jednoznacznie wskazać target „Zmorojewa” – nie każdy nastolatek może strawić dawkę grozy, którą serwuje Żulczyk, a z kolei nie każdy dorosły będzie w stanie przełknąć mdławe początki i baśniową otoczkę. Ja w każdym razie taki miszmasz i niejednoznaczność kupuję i doceniam za oryginalność. Wbrew pozorom dobrą powieść dla młodszego czytelnika wcale łatwo napisać nie jest, a Żulczyk spisał się naprawdę dobrze. 

W wakacje zachwycałam się debiutancką powieścią Dana Poblockiego „Klucz do zaświatów”, w której znalazłam długo poszukiwaną receptę na dobrą powieść przygodową z dreszczykiem dla młodszego czytelnika. Jednak Poblocki, choć bardziej lekkostrawny, blednie przy Żulczyku, którego „Zmorojewo” jest dwa razy mocniejsze, bardziej pomysłowe i zwyczajnie bardziej straszne, choć odrobinę rozczarowuje w kwestii kreacji pary głównych bohaterów. Można to jednak autorowi wybaczyć – zarówno „Instytut”, jak i najnowsza powieść Jakuba zdecydowanie zasługują na uwagę czytelników Carpe Noctem. Jestem bardzo ciekawa, co jeszcze nam Żulczyk zgotuje.

  • Autor: Jakub Żulczyk
  • Wydawca: Nasza Księgarnia
  • Data publikacji: 2011-01-26
  • Cena: 39,90 zł
  • Format: 496 s.
  • Opis z okładki:
    Nieopodal Zmorojewa rozpoczęła się wojna. Nie była głośna; nie rozbrzmiewały wystrzały, krzyk żołnierzy, huk spadających bomb. Nikt nie zakłócał spokoju lasu. Zapadał zmrok. Nad lasem rozlała się krwista czerwień zachodu słońca. Purpura oblewała korony drzew, spływała po ich pniach, ściekała na krzaki, paprocie i poszycie. Wojny nie było widać, ani słychać, co nie zmieniało faktu, że zaczęła się właśnie w tym momencie.
     
    Zmorojewo, zaginione miasto, jest w największym niebezpieczeństwie od początku swojego istnienia. Leszy wysłał dwoje agentów – Strzępowatego i Gangrenę – aby przygotowali złu drogę do naszego świata…
    Tymczasem Tytus Grójecki, fanatyk horrorów, gier komputerowych i zjawisk nadprzyrodzonych, wiedzie zwyczajne życie. Właśnie wyrusza na Warmię, aby odwiedzić rodzinę. Początkowo nie sądzi, by zabita dechami wieś Głuszyce oferowała jakiekolwiek atrakcje. Do czasu kiedy na forum internetowym poświęconym nadnaturalnym wydarzeniom trafia na intrygującą informację. Nieopodal Głuszyc znajduje się opuszczone miasto, a dwójka eksplorujących je „łowców tajemnic” zaginęła bez wieści…