Szczątki

Belinda Bauer

Nie do końca potrafię wytłumaczyć, dlaczego na słowo „thriller” reaguję alergicznie. Coś jest na rzeczy, bo przeczytałem co najmniej kilka książek w ten sposób sygnowanych i chyba nigdy nie dałem się przesadnie zachwycić. Jeśli już zacznie czytać się taką książkę, zazwyczaj szybka akcja połączona z suspensem sprawiają, że trudno się oderwać. Ale gatunek ten kojarzy mi się głównie ze strzelaninami i pretensjonalną walką dobrego gościa ze złym gościem i w tle kołyszącym się biustem.

Przeglądając informacje prasowe nadesłane z wydawnictwa zaniepokoiło mnie właśnie słowo „thriller”, w jednym ze skrótów recenzji. Ale zaryzykowałem. Warto było? Warto.

W swoim literackim debiucie pani Bauer – choć nazwisko tego nie sugeruje, to Brytyjka – opowiada nam historię, w której większe znaczenie ma warstwa psychologiczno-socjalna, niż dreszcze przerażenia. Większość czasu dzieje się niewiele, ale to bardzo dobrze.

Nastoletni Steven ma bardzo kiepskie relacje z rodzicielką. Faworytem jest pięcioletni, słodki Davey – gadający głupstwa i bezmyślnie plączący się pod nogami. Pierworodny znalazł sposób, by zaskarbić sobie miłość rodziny – musi znaleźć na pobliskich wrzosowiskach zakopane w tajemnicy ciało swojego wuja, który niemal dwadzieścia lat wcześniej został zamordowany.

Generalnie nie ma w „Szczątkach” nic szczególnie nowatorskiego. Eksperymentów literackich, pionierskiego podejścia do formuły, łamania niepisanych zasad gatunku. To jest po prostu świetna, solidna literatura. Ujmuje ogromna fachowość autorki i jakość utworu. Mimo iż debiutantka, Bauer deklasuje większość kolegów po fachu zarówno umiejętnością tworzenia nastroju, jak i świetnie wykreowaną warstwą psychologiczną. Ujmuje lekkością pióra, które nie służy jej tylko do tworzenia prostej rozrywki.

Świetna jest postać Avery’ego. Kidnaper, pedofil i morderca – a przy tym osoba wcale nie demoniczna i odległa. Belinda Bauer wtłacza weń życie, szarpiąc przy tym na strunach dobrego smaku i wszelakich tabu.
I nie ma tutaj piersiastych modelek, seksowych policjantek czy pań naukowców. Nie ma Bogarta w odświeżonym wydaniu. Główne skrzypce gra nieszczęśliwy dzieciak, żyjący z zaniedbującą go matką i gniewną babką. Być może zbyt krytycznie i stronniczo oceniam powieści z tego gatunku, ale będąc równie subiektywnym nie mogłem się od „Szczątków” oderwać.

Książka Belindy Bauer to jest to jedna z najlepszych powieści z dreszczykiem, jakie miałem w tym roku okazję przeczytać. Czerpie najlepsze cechy z literatury młodzieżowej (którą jednocześnie nie jest), przytłacza niepokojącą atmosferą, pozwala obcować z realistycznymi i świetnie wykreowanymi bohaterami. Już z niecierpliwością czekam na kolejną powieść tejże autorki, która wyjść ma na początku przyszłego roku. Jeśli poziom nie spadnie, będę musiał zrewidować swoje poglądy na temat dreszczowców i częściej po nie sięgać.

  • Autor: Belinda Bauer
  • Wydawca: Prószyński i S-ka
  • Data publikacji: listopad 2010
  • Cena: 29,00
  • Format: 280 s.
  • Opis z okładki:

    Niewyjaśniona zbrodnia. Przebiegły morderca. Koszmar, który powraca…
    Dwunastoletni Steven Lamb kopie doły na terenie Parku Narodowego Exmoor. Szuka ciała. Dzień w dzień po szkole i w weekendy także. Chce przywrócić spokój duszy wujka, którego nie dane mu było poznać. Zmarły zniknął mając jedenaście lat. Przyjęto, że padł ofiarą seryjnego mordercy, Arnolda Avery’ego.
    Babka Stevena nie uwierzyła w śmierć syna, stale czeka na jego powrót, wbrew rozsądkowi, wbrew opinii rodziny. Steven pragnie ratować sytuację. A skoro w tym celu musi pokazać babce kości zamordowanego dziecka... cóż. Działa logicznie. Pisze starannie przemyślany list do zamkniętego w więzieniu Arnolda Avery’ego. W ten sposób rozpoczyna się niebezpieczna gra w kotka i myszkę między zdesperowanym dzieckiem a znudzonym seryjnym mordercą…