Czym jest zombie? – pokłosie konkursu

Zapraszamy do lektury najciekawszych definicji zombie, które Czytelnicy nadesłali na I grudniowy konkurs.

Łukasz (lukasz7995):

Nieumarli dzielą się na dwie grupy. Niestety nigdy nie zostały one przez nikogo nazwane, stąd możemy mówić jedynie o grupach nieumarłych charakteryzujących się pewnymi skłonnościami.
Pierwsza z nich to nieumarli w znaczeniu pejoratywnym. Jak każdy nieumarły jest to dawniejszy człowiek, który w pewnym punkcie swojego życia zmienił jego tryb. Przykłady są bardzo zróżnicowane i najczęściej nie są przypięte mocno to pewnej grupy ludzi, lecz najczęściej są to informatycy czy nastolatkowie pozbawieni przyjaciół. Wszystkich nich łączy trwanie w stanie zawieszenia między światem żywych i umarłych w jednej formie – uzależnieniu od komputera. Jak przystało na nieumarłych nie potrzebują oni wiele do szczęścia za wyjątkiem najnowszego avasta i Skyrim z pełnym pakietem modów. W sumie do niczego tacy się nie przydają, po prostu istnieją i dzięki temu możemy o nich napisać, gdyż każdy o nich zapomina i bezczelnie ich ignoruje. Jeśli któryś z nich kiedykolwiek natknie się na ten tekst, z pewnością poczuje się mniej więcej tak jakby wskoczył na 15 „level”.
Można by było podać jeszcze wielu przedstawicieli tejże zapomnianej i nie docenianej grupy, jak chociażby wierne swoim mężom kobiety ciężko pracujące od rana do wieczora, niestety te mają już swoich przedstawicieli w środowiskach feministycznych, zatem nie widzę potrzeby ponownego ich gloryfikowania (co naturalnie w najmniejszym stopniu nie świadczy o tym, jakbym miał coś przeciw nim).
Drugą wspomnianą wyżej grupą (nie, nie. Jeszcze nieco wyżej. O tak, właśnie tu) są nieumarli superlatywni. Są to wyjątkowe twory których istnienie nie polega na czymś dołującym czy wręcz traumatycznym. Zupełnie odwrotnie. Najczęściej do tej grupy zaliczają się wszelkiej maści urzędnicy państwowi, zasilani kawą z automatu i niebieskimi teczkami z gumką, w których chowają się najróżniejsze różności, jak chociażby Twoje rachunki. Oni są od tego aby się nimi zająć. Jeśli czasem wydaje Ci się, że nikt nie interesuje się Twoim życiem – to wspomnij czasem o nich. Wspomnij ich czerwone, załzawione oczy i pozdzierane opuszki palców. Pomyśl o kawie z trzema plusikami cukru i wygniecionych spodniach. Jeśli właśnie zrobiło Ci się ich żal to możesz zrobić im prezent. Nie zapłać któregoś razu rachunku i daj im możliwość napisania czegoś kreatywnego – na przykład pisma z wezwaniem do zapłacenia. To ich trochę ożywi.
Przykładem nieumarłego superlatywnego którego nie wolno pominąć jest kierownictwo. Ci ludzie to znacznie grubsza sprawa. Niezmordowanie i wytrwale próbują znaleźć najmniejszy Twój błąd niczym Nazgule magicznego pierścienia. Przetrząsają teczki (tzn, w wolnych chwilach, jak nie grają w pasjansa) i wertują internet w poszukiwaniu luki prawnej, umożliwiającej płacenie Ci mniej niż robią to teraz. Albo starają się znaleźć jakieś rozwiązanie, by móc się Ciebie pozbyć. Robią to tak zacięcie i tak maksymalnie się Tobie poświęcają, że nawet Twoja własna żona czy pies śpiący w nogach nie myśli o Tobie częściej niż właśnie oni. Stanowisz ich cały świat, a nie często coś takiego się zdarza. Możesz czuć się doceniony.
Czy wspomniałem o dwóch grupach ? Oh, wybacz mi ten błąd ! Jestem jeszcze ja. Młody człowiek zapatrzony w ekran monitora starający się napisać coś sensownego i oddać temu całą swoją duszę. Piszę kiedy siedzę, kiedy stoję, kiedy leżę a nawet kiedy śnię. W sumie, kiedy śnię to nawet najwięcej piszę. I tak piszę i piszę zawsze pisząc o sobie, stąd z taką radością napisałem o zombiakach.

Agnieszka Pilecka:

Nieumarły? Na chłopski rozum to taki, co sobie nie umarł. 

Ale na zombie mówi się także „umarlak”. No, czyli jednak umarły a nie nieumarły.
Jednak inni nazywają ich po prostu: żywy trup. Czyli jednak żywy. Ale z kolei trup. Jak może być żywy i trup jednocześnie?
No i tak to właśnie jest z tymi zombiakami. Już samo określenie ich stwarza problemy. Nikt tak do końca nie wie, czy to żywe, czy to zdechło. A może zdechło i ożywili? A może żyło i zabili? Poważnie, ciężko to określić…
Ale jednego możemy być pewni. To coś jest. Jest i powłóczy nogami jak jakaś kaleka. Pełza pokracznie. Właściwie to nie wiadomo po co pełza. No ok, wiadomo, szuka mózgu. Żreć mu się chce, więc idzie w poszukiwaniu mózgu. Tak mówią. Ja jednak mam inną teorię. Zombie chce zawładnąć wszechświatem. A żeby to uczynić, chce być najmądrzejszy. A jaki jest sposób na stawanie się mądrzejszym? Dokładnie tak, zjadanie mózgów innych ludzi! Zatem im więcej mózgów pochłoniesz, tym mądrzejszy będziesz. Zombie to wiedzą, dlatego faszerują się nimi ile wlezie. Nie wierzysz? Że niby nie wyglądają na mądre? A no widzisz, są tak sprytne, że wiedzą iż należy udawać. Bo przecież jak ktoś się zorientuje, że ten pełzający zwłok nie jest głupi, to zaraz mu krzywdę zrobi, szantażować będzie czy coś. Z tym trzeba się ukrywać. Ale to mądre trupiaki, nawet Ciebie przechytrzyły, ha!
I to w zasadzie tyle. No ok, zdradzę Wam jeszcze jeden sekret… Śmiem przypuszczać, że mają także jakieś zdolności telepatyczne, o których mało kto wie. Skąd o tym wiem? Otóż kontaktują się teraz ze mną i zmuszają mnie do napisania tej oto definicji, chociaż doskonale wiedzą, że powinnam w końcu zacząć się uczyć, bo jutrzejszy egzamin z pracy resocjalizacyjnej sam się nie zaliczy. Pewnie myślicie też, że zombiaki potrafią namieszać w głowie tak, że pomyliły mi się terminy. Nie, poważnie, niedziela 8 rano! Siedzę tu i się łudzę, że jakiś nieumarły pójdzie tam za mnie…

PS Zombiaki, jeśli mnie słyszycie, w zamian za tą definicję o którą prosiłyście, przyjdźcie jutro rano zaatakować Wydział Nauk Społecznych UG. Dzięki. Do zobaczenia!

Łukasz Zarzeczny:

Zombie <łac. trupus-niepospolitus> – odmiana truposza zwyczajnego <łac.
trupus-pospolitus>, którego nikt nie uświadomił, że jest martwy, w
związku z czym nie zachowuje się jak na przyzwoitego trupa przystało.
Ulubiona rozrywka: jedzenie i spacerki w celu jego zdobycia.
Ulubione pożywienie: mózg.
Leczenie: porcja ołowiu aplikowana za pomocą obrzyna, najlepiej z małej
odległości.

Paulina Tomaszewska:

Zombie – według źródeł encyklopedycznych istota nieumarła. A właściwie to umarła, lecz następnie … odumarła? To człowiek, któremu znudziła się pośmiertna sielanka
Krótki opis? Weźmy na przykład pierwszą lepszą osobę, która przyjdzie nam na myśl. Lub lepiej drugą czy trzecią, darujmy najbliższym nieumarły los.
Więc na przykład rosły, krótkowłosy szatyn dostarczający nam do domu ciepłą pizzę co drugą sobotę. Jednakże wyobraźmy go sobie zmienionego, zupełnie jakby przeleżał od tygodnia do kilku miesięcy pod ziemią. Poszarzała, ba, wręcz biała twarz, puste oczodoły, lecz brak braków w uzębieniu. Potargany i poniszczony restauracyjny uniform. Wnętrzności – na zewnątrz. W pudełku zamiast podwójnej z salami i pieczarkami, zapakowane świeże i smakowite mózgowie. Uroczy widok.
Dlatego i wykorzystywany często w książkach, ilustracjach, filmach.

Zombie jest istotą występującą nie tylko w ujęciu fantastyczno-popkulturowym. Sporadycznie pojawia się w reklamach. Znany od lat slogan „Padłeś? Powstań!” jest tego najlepszym przykładem.

Jako ciekawostkę można dodać, że w czasach ubiegłych nigdy nie pojawiały się zwierzęta-zombie. Dopiero z dwudziestym pierwszym wiekiem przybyły yorki z mordkami umalowanymi czerwoną farbą oraz zzieleniałe „helou kiti” w różowych sukieneczkach.
Czyżby chęć powrotów z zaświatów od zawsze była domeną ludzi?

Hmm. „A w twojej głowie zombie.”

Dominika Pastuszak:

Zombie – istota o ponad ludzkich zdolnościach fizycznych i ograniczonych zdolnościach umysłowych, cechująca się niesamowitą wręcz żądzą zabijania, żywiąca się przedstawicielami gatunku z którego się pierwotnie wywodzi. Praktycznie nieśmiertelna do momentu całkowitego rozszarpania lub pozbawienia głowy. Zombie mają kilka charakterystycznych cech, takich jak:
– odporność na choroby
– niezwykle niski iloraz inteligencji
– upośledzone zdolności motoryczne
Zombie najlepiej czują się w stadach.

Grzegorz Labuda:

Zombie: są zaś li to one czortowe kreatury jakoweś, które onegdaj do grobu złożone na wieki wieków, powstawać z onych poczęły i nawiedzać nas po ciemnicy zapragnęły. O głowę je ukrócić trza, by spokoju zakosztować. A o modlitwie po czynie takowym pamiętać i chyżo sakramenta odprawić.

Artur Wiejaczka:

Zombie – istota powstała z przemiany człowieka pod wpływem czynnika wewnętrznego lub zewnętrznego ( zob. „ Teoria powstania zombie” opracowanie zbiorowe ), zachowująca wszystkie cechy anatomiczne. Nie jest w pełni sprawny ruchowo, a procesy te zanikają wraz z upływem czasu, spowodowane jest to stale postępującymi procesami rozkładu. Jak zaobserwowano rozkład tkanek może być spowolniony lub całkowicie zatrzymany przez dostarczenie do organizmu świeżego białka znajdujące się w ludzkich mięśniach ( wcześniej zupełnie nieznanego ). Tłumaczy to, dlaczego jest tak bardzo agresywny względem człowieka. Stwierdzono, że nie odczuwa bólu podczas zadawania ran wszelkiego rodzaju, a nawet tak drastycznych zdarzeń jak urwanie kończyny. Mózg zdaje się być wyłączony poza kilkoma funkcjami: węch, wzrok, słuch, ruch (ograniczone) i nieograniczony apetyt. Jest to jednostka pozbawiona osobowości i charakteru nastawiona tylko na zabijanie i jedzenie. Jedynym znanym jak do tej pory sposobem na skuteczne unieszkodliwienie jest trwałe mechaniczne uszkodzenie mózgu. Do przemiany człowieka dochodzi bezpośrednio po śmierci lub po ugryzieniu, dlatego zaleca się unikanie jakichkolwiek kontaktów z osobnikami tego rodzaju. 

Patryk Cichy:

Zombie też człowiek

Przede wszystkim nie nazywajcie ich zombie.

Strasznie tego nie lubią. Jeszcze gorsze słowo to zombiaki: określenie bardzo szowinistyczne, jak „czarnuchy” czy „żółtki”. Żywe trupy… Trochę lepiej, ale wciąż brzmi okropnie. Słowo „trup” jest takie… ostateczne. Nieodwołalne. A przecież sam sens ich istnienia jest zaprzeczeniem tej nieuchronności, której wy wciąż się boicie, a oni już nie muszą. Zrozumieli, że za granicą śmierci rozciąga się kolejny rozdział bytu. Niekoniecznie lepszy, ale przynajmniej jest. A czy tenże rozdział jest absolutnie ostatni? Tego sami jeszcze nie wiedzą.

Dlatego ludzie nieumarli wolą być nazywani właśnie tak: nieumarli. Bo nie da się ukryć, że już zakończyli zwykłe życie, ale równie jasne jest, iż nadal żyją. Kiedyś, dawno temu, w języku staroangielskim używano słowa undead, które oznaczało wówczas po prostu istotę żywą. Nie przypisywano mu żadnych straszliwych cech, nie łączono z krwiożerczymi bestiami, nie budziło grozy w środku nocy. Było normalnym słowem, jak każde inne. Dlaczego więc i teraz nie mielibyśmy w taki zwykły sposób z niego korzystać? Skoro mamy dziś „osoby o odmiennej orientacji”, „osoby starsze”, to czemu nie „osoby nieumarłe”? Takie miano odpowiada im najbardziej, a nie ma powodu mówić o nich krzywdząco. Mają i bez tego dostatecznie dużo zmartwień.

Nieumarli to ludzie, którzy powiedzieli śmierci „nie”. Napatrzywszy się na zgony przyjaciół i krewnych, nacierpiawszy się z tego powodu wiele razy, poznawszy smak cierpienia, utraty i bezsilności, uznali że sami takiego losu swoim najbliższym nie zgotują. I choć niestety umrzeć jednak wpierw muszą, to wcale nie muszą w tym stanie pozostać. Dlatego powracają. Stoją przy nas zawsze, choćby nie wiem co, jak nasze lustrzane odbicie, nasz cień, żywi i martwi zarazem. Możemy liczyć na ich obecność. Zamiast nienawiści, winni jesteśmy im z tego powodu wdzięczność. Dozgonną.

Wiem, o czym myślicie. Nie musicie tego nawet mówić, zrobię to za was. Nietrudno zgadnąć o co wam chodzi, przecież zawsze skupiacie się na negatywnych stronach wszystkiego, jak to żywi mają w zwyczaju. Pozytywne nastawienie prędzej przychodzi nieumarłym. Chcecie mi teraz wypomnieć te wszystkie wyprute flaki, pożarte mózgi, powstrzymane w zarodku pandemie, które niemal doprowadziły do apokalipsy (albo raczej: zombie apokalipsy, jak to określają ludzie uprzedzeni i zaściankowi). Przyznaję, że były to smutne incydenty. Czasami wręcz tragedie. Wszyscy o tym wiemy, oni również zdają sobie z tego sprawę. I nie macie pojęcia, jak wielkie trapi ich poczucie winy. Jak ogromne wyrzuty sumienia ma ktoś przynależący do społeczności, z której wywodzą się takie radykalne, mordercze jednostki. A przecież nie każdy nieumarły decyduje się na tak desperacki krok, jak ludożerstwo. Zresztą, skoro są tak naprawdę przedstawicielami innego gatunku – przecież tak ich traktujemy – czy takie preferencje kulinarne można nazwać kanibalizmem? Co bardziej postępowi z nich już znaleźli alternatywne sposoby na odżywianie się, na przykład mięso sojowe. Ale kto o tym wie, kogo to obchodzi, przecież o wiele łatwiej i szybciej jest kogoś osądzać, potępiać w czambuł bez najmniejszej próby zrozumienia. Zauważmy też, że my sami żywimy się zwierzętami, mając w nich jednocześnie wiernych przyjaciół. Zjadamy je, a przecież często razem mieszkamy, traktując jak domowników, nawet członków rodziny. One nam przebaczają, czemu więc my nie możemy przebaczyć tym, którzy zjadają nas? W dodatku jedynie sporadycznie? Hipokryzja w czystej postaci.

Kochajmy zatem naszych umarłych, tych co powstali, i tych co jeszcze spoczywają w grobach. Choć owa miłość – jak każda – ma swoje trudne chwile, choć czasem więcej w niej nienawiści, choć w dużej mierze polega na wojnie jednych z drugimi. Wszak kwintesencją istnienia jest właśnie taka, z góry skazana na obustronną klęskę, walka życia ze śmiercią, a więc ta rywalizacja jest w gruncie rzeczy istotą egzystencji. Wojując z nieumarłymi, człowiek wojuje z samym sobą.

Warto mieć też na uwadze, iż każdy z nich był w przeszłości taki, jak my. I że przynajmniej niektórzy z nas kiedyś do nich dołączą. Już to powinno dać nam wszystkim poczucie braterstwa, jedności, więzi silniejszej, niż śmierć. Pamiętajmy, że dewizą każdego nieumarłego jest znana od starożytności maksyma: quod tu es, fui, quod sum, tu erisbyłem kim jesteś, będziesz kim jestem.

Ach, ta łacina. Niby język martwy, a nadal w codziennym użyciu. Czyżby… umarły nie był taki zły?

A na sam koniec wierszyk autorstwa Szymona Cieślińskiego. Co prawda mamy wątpliwości, czy kwalifikuje się na definicję, ale i tak bardzo nam się podoba!

Gdy w środku nocy, otwierają się groby,
To wiedz, że zombie zaczynają krwawe gody.
Wracają do życia, by siać strach i zniszczenie
I zaspokoić swoje jedyne pragnienie:
Chcą się wgryźć w ludzkie ciało, ciepłą krwią się zbrukać,
A następnie w Twej czaszce pyszny mózg odszukać!
Lecz ich głodu i sto mózgów nie zaspokoi,
Toteż strzeżcie się żywych trupów bracia moi!
Jeśli umarlak pocałunkiem Was obdarzy,
Nie patrzcie w lustro, nie poznacie swojej twarzy.
Stanie się ona blada lub też zielonkawa.
Szybko opadniecie z sił, nie pomoże kawa.
Gdy w końcu serce stanie, w oczach szał rozbłyśnie,
Głód potworny poczujecie, z ust zaś ślina tryśnie.
Przemienicie się w zombie, staniecie się nimi:
Nieumarłymi, nekrofagami bezmózgimi!