Ze śmiercią jestem po imieniu

To był stary, czteropiętrowy budynek rzucony na róg ruchliwej ulicy w Colorado. Każdego dnia przechodziło tamtędy wiele osób. Ze starą kamienicą sąsiadowało kilka sklepów, naprzeciwko stał bank, w którym codziennie udzielano kredytów.

        Każdy przynajmniej raz dziennie rzucił obojętne spojrzenie na ów stary budynek, który, jak mówili niektórzy, miał służyć za lokum ludziom nie mającym ochoty płacić zbyt dużego czynszu. (…)

 

Opowiadanie publikujemy w formie pliku PDF.