KP #88: O co chodzi z tym czytelnictwem cz. 1

W najnowszym odcinku Karpiowego Podcastu silna, czteroosobowa grupa Karpiów rozmawia o zamieszaniu, jakie wywołały badania czytelnictwa w Polsce. Nagraliśmy prawie dwie godziny materiału, więc postanowiliśmy podzielić podcast na dwa odcinki. W pierwszym rozmawiamy głównie o samym badaniu i histerii związanej z jego wynikami, zaś za tydzień zaprosimy Was do wysłuchania części drugiej, o snobizmie czytelniczym.

  • maszynistaGrot

    Interesująca dyskusja. Wychodzi z tego, że badania czytelnictwa były robione byle jak lub też osoby biorące udział w ankiecie odpowiadały chaotycznie, bez przygotowania, na szybko. A może jedno i drugie jednocześnie.

    Co do mnie, to zgadzam się z głosami w podcaście, że obecnie jest dużo więcej różnych możliwości spędzania wolnego czasu i naturalnie że liczbowo mniej ludzi czyta niż kiedyś.

    Jednak jest też druga strona medalu. Książek jest coraz więcej, księgarń, tytułów, form (audiobooki, tradycyjne) czy też możliwości zdobycia informacji opisów, zakupu (internet), portale (lubimy czytać, carpenoctem itp) także ta grupa co czyta książki sądzę że jest dużo lepiej zorientowana w świecie książkowym niż to było kiedyś.

    Moim przepisem na zwiększenie czasu na książki jest zmniejszenie/ ograniczenie innych rozrywek;
    1. Nie oglądam telewizji – z wyjątkiem ważnych transmisji sportowych (informacje o świecie czerpie z radia)
    2. Biegam 2-3 razy w tygodniu i to nieduże dystanse, a więc w pozostałe dni mam więcej czasu na czytanie. Fajny sport bo nie trzeba go uprawiać codziennie, a nawet nie jest wskazane przynajmniej dla mnie, chyba, że zależy mi na kontuzji :)
    3. Nie korzystam z portali społecznościowych typu facebook czy twitter, które pewnie są sporymi pożeraczami czasu. Ze znajomymi spotykam się w realu, ewentualnie kontaktuje poprzez telefon czy gg.
    4. Znajduje szybko i zamawiam książki w internecie, co skraca mój pobyt w księgarni.

    • Szymas

      Wydaje mi się, że wszystkie badania CAPI wyglądają podobnie. To spore przedsięwzięcie i nie każdy sie na to zgadza, więc ośrodki starają się od razu przeprowadzać większe badania, a te z kolei są dość męczące dla respondenta. Problem polega na tym, że nie widzę żadnej alternatywy dla tej sytuacji. Pomimo wielu niedociągnięć tego chyba nie da się przeprowadzać „lepiej”.

      Mhm, tutaj nie ma mowy o przygotowaniu. Dostajesz propozycję (prośbę dot.) wzięcia udziału w badaniu, potem przyjeżdża do Ciebie reprezentant ośrodka z gotowym programem i zaczyna się badanie. Gdyby w grę wchodziło w przygotowanie, to dopiero otwierałoby to pole dla licznych manipulacji…

      Co do orientacji, to ja się z tym niestety nie zgodzę. Wspominam o tym w drugiej części nagrania, ale zaspoileruję ten wątek: Krytyka literacka co do zasady odrzuca popkulturę, a przez to na rynku książki popularnej zaczyna rządzić reklama. Innymi słowy: rynek książki popularnej nie wypracował jeszcze dobrych narzędzi krytyki literackiej. Istnieją portale / blogi / fora poświęcone książkom, ale to nadal kropla w morzu potrzeb. Takie CN jest jedno i niestety zasięgiem nie obejmuje wszystkich czytelników horroru, kryminału i thrillera. Dlatego wielu czytelników po prostu szuka znanych nazwisk czy tytułów, które kojarzy z plakatów / reklam / wystaw księgarni / TOP 100 Empików. Ci bardziej świadomi przeglądają recenzje lub podpytują pracowników bibliotek / księgarń, ale… niektóre portale oceniają wszystko bardzo pozytywnie, a i osoby pracujące na co dzień z książkami nie zawsze interesują się nimi prywatnie :( My obracamy się w środowisku osób w miarę zorientowanych, więc wydaje nam się, że wszyscy tacy są, ale osobiście niemalże codziennie przekonuję się, że to tylko złudzenie….

      Mhm, Twój „przepis” pokazuje prostą prawdę: nie masz czasu na A? Ogranicz więc czas, który zużywasz na B, C, D itd. :)

      • maszynistaGrot

        Być może lepsze, czy też bardziej miarodajne wyniki ankiet byłyby jeśliby były robione na większej grupie badanych.

        Skoro jednak jak piszesz jest problem z chętnymi do wzięcia w nim udziału to może lepiej by było selekcjonować uczestników spośród osób w miarę regularnie czytających książki a nie tych co czytali kiedyś dawno temu w czasach szkolnych i w pamięci im tylko pozostały nazwiska Sienkiewicza czy Mickiewicza, a teraz nie czytają w ogóle.
        Owszem, takie coś byłoby trudniejsze do przeprowadzenia, więcej czasu by zajęło ale może warto by było. Wiadomo, że wyniki nie byłby w tym sensie całościowe, bo z góry odrzucałyby część osób, ale przynajmniej mielibyśmy jakiś tam pogląd na rzeczywistych, aktualnych czytelników. Myślę, że takie osoby, które rzeczywiście lubią książki składałyby wiarygodne informacje, nawet jeśliby wiązało się to z pewnymi dla nich trudnościami.

        A co do tej reklamy, promocji. Możemy narzekać na jej jakość, ale jest. Obecnie dzięki internetowi każdy może błyskawicznie sprawdzić informacje na temat książek, pisarzy, promocji, zapowiedzi, recenzji bez wychodzenia z domu, Może nie zawsze jest to na wysokim poziomie, ale jest, w przeciwieństwie do czasów „słusznie minionych” gdzie o internecie nikt nie słyszał ,a prasa i telewizja była cenzurowana, gdzie były w sumie jedynie dwa programy do wyboru,

      • Przyznam się, że mam pewien uraz do potencjalnego bycia obiektem takich badań. Jeszcze na studiach kumpela poprosiła, żebym wypełnił jej jakąś bzdurną ankietę, bo akurat znalazła pracę w jakiejś sondażowni i musiała się wykazać. Efekt był taki, że przez kilka miesięcy nie mogłem się opędzić od różnych telefonicznych ankieterów, niekiedy bardzo nachalnych, chcących się wpraszać do domu. W końcu już naprawdę zacząłem wymyślać kosmiczne powody – włącznie z pogrzebem dziadka, który zmarł dziesięć lat wcześniej – żeby się odczepili. Swoją drogą to mógłby być niezły temat na opowiadanie grozy. Umawiają się z tobą na badanie czytelnictwa i odwiedza cię porżnięty ankieter – taki ciut w typie Żarłoka – z walizeczką pełną przyrządów do egzekwowania właściwych odpowiedzi :) A potem w mediach rozchodzi się news, że naród wreszcie zaczął czytać.

        Co do krytyki… no fakt, brakuje trochę poważnego podejścia do popkultury i w efekcie rzeczywiście rządzi reklama. Ale to jest w ogóle szerszy problem. Krytyka ( nie mylić z recenzjami) tak naprawdę zamiera wszędzie – w głównonurtowych mediach za bardzo nie ma na nią miejsca ani popytu, specjalistyczne pisma egzystują gdzieś w niszach i na ogół walczą o przetrwanie, a net… no, może tu rzeczywiście coś drga, ale wydaje mi się – nie wiem, może mylnie – że tzw. poważni krytycy czy eseiści raczej tkwią jeszcze w paradygmacie 1.0 i uważają sieć za gorszy sort, a perspektywę publikowania w niej a nie pod jakimś prestiżowym szyldem za rodzaj deklasacji.

        Mój stosunek do podziału na kulturę „niską” i „wysoką” znasz. Ja wyszedłem z Phantom Pressu – czego absolutnie się nie wstydzę – a potem zacząłem zapuszczać się w inne rejony, bo ktoś mi pokazał, że istnieją. I rzeczywiście przez pewien czas wyznawałem ten podział. Wydawało mi się, że muszę należeć albo tu, albo tu. Ale później zrozumiałem, że jest to doświadczenie integralne i odrzucenie któregoś elementu zuboży całość. Słowem, że nie albo Updike, albo Masterton, tylko i Updike i Masterton. Nie zanegowanie czegoś kosztem czegoś innego, lecz synteza.

        Może z czasem rzeczywiście blask Mastertona nieco przygaśnie na rzecz Updike’a, ale od każdego można wziąć coś cennego. A poza tym dzięki tej konwergencji być może nawet u Mastertona dopatrzymy się rzeczy zaskakujących. Może nawet takich, których on sam nie podejrzewa :) Grunt to się nie uprzedzać.

    • Przyznam się, że ja osobiście mam coraz większy problem z tą ilością książek. Tak jak kiedyś buszowanie po księgarniach było dla mnie rozkoszą – na przykład często w ten sposób spędzałem okienka między zajęciami na uczelni – tak teraz na widok tych ton zadrukowanego papieru ogarnia mnie przygnębienie połączone z frustracją. Przygnębienie, bo wiem, że większości z nich nikt albo prawie nikt nie przeczyta (w końcu mamy ograniczone możliwości przerobowe), a frustracja, bo nie wiem, czy jest sens cokolwiek do tego oceanu słów dolewać, skoro ewentualność, że w nim zginie, jest statystycznie o wiele bardziej prawdopodobna, niż że nie. Humor zdecydowanie poprawia mi robienie zakupów przez internet. No i też zauważyłem, że o ile kiedyś lubiłem po prostu polować na niespodziewane okazy, tak teraz coraz bardziej kieruję się konkretnymi nazwiskami czy zagadnieniami, już z góry selekcjonując. Pewnie w naszym świecie przeładowanym wszelkimi treściami taka postawa będzie się coraz mocniej upowszechniać.

      PS Kurcze, to ktoś jeszcze używa gg???