Kilka słów o Czystości Thomasa Ligottiego

„Zarazki intelektualne, zarazki cielesne”1, czyli kilka słów o Czystości Thomasa Ligottiego

Kilka dni temu uczestniczyłem w krótkiej dyskusji w temacie malejącej popularności klasycznego horroru na naszym podwórku. Wypowiedzi krążyły wokół przyczyn owego zjawiska, tj. kwestii związanych z archaicznością języka wypowiedzi dawnych Mistrzów, a co za tym idzie wokół problemu przyswajania serwowanego przez nich – jak zgrabnie ujął to jeden z rozmówców – „ładunku intelektualnego”. Wymianę tych kilku zdań podsumowało stwierdzenie o konieczności nieustannego promowania dobrej literatury grozy na możliwie szerokim polu kultury. Propagowaniu nie tylko dzieł Matthew Lewisa, Stefana Grabińskiego, Edwarda Bensona, ale także prac współczesnych pisarzy takich jak Mark Danielewski czy Wojciech Gunia2. I choć powyższej konkluzji daleko do miana epokowego odkrycia to uważam, że ową prostą prawdę należy ciągle przypominać. W przeciwnym razie za jakiś czas na polskim rynku wydawniczym zabraknie nie tylko przytoczonych klasyków, ale i współczesnemu horrorowi na stałe zostanie przypięta łatka literatury drugiej kategorii. I z tego też powodu ośmieliłem się popełnić kilka uwag na temat opowiadania Czystość3 autorstwa Thomasa Ligottiego, pisarza będącego w moim przekonaniu kolejnym niesprawiedliwie pomijanym twórcą.

***

Wielokrotnie spotykałem się z opinią, że proza Ligottiego może być dla wielu osób niestrawna. Problem polega na tym, że czytelnicy często mają problem z przyswojeniem trudnego w odbiorze stylu Ligottiego i przez to się do niego zniechęcają. Może dlatego tak ważna podczas lektury jest koncentracja i – cytując Bierce’a – „odpowiednie warunki”. Osobiście siadając do prozy Ligottiego nie sięgam po więcej niż dwa, trzy opowiadania. Wolę taką formę obcowania z jego twórczością niż porzucenie ich na rzecz horroru uprawianego przez dzisiejszych popularnych „królów”. Innymi słowy: horror realistyczny – zwłaszcza w wydaniu Edwarda Lee czy Jacka Ketchuma – zwyczajnie do mnie nie przemawia. Od czasu do czasu w imię szybkiej i niewymagającej rozrywki powrócę do wczesnych powieści Kinga, Mastertona czy też Koontza i to mi w zupełności wystarcza.

Ilekroć siadam do ponownej lektury Ligottiego, zastanawiam się, jak wiele osób oskarża go o nudny i mało przystępny język. Cóż, jeżeli skonfrontujemy Czystość z tekstami zawartymi chociażby w zbiorze 17 szram4 to może faktycznie okazać się, że jedynym tekstem wywołującym senność będzie opowiadanie Ligottiego. Na szczęście, co jednych odstrasza drugich pociąga. Jako czytelnik stroniący od horroru epatującego nagą brutalnością poszukuję w opowieściach nie tyle ulotnego Strachu – szybko wzbudzanego i równie szybko przemijającego – co Lęku na stałe i z wyczuciem wykradającego się do myśli czytelnika. Czystość dzięki wyważonemu i eleganckiemu stylowi wypowiedzi – przywodzącemu na myśli prozę klasycznych Mistrzów – odpowiada mojej literackiej wizji grozy, a przynajmniej niewiele jej do tego brakuje. Co więcej, sposób wyrażania się autora dobrze współgra z zaprezentowanym obrazem rzeczywistości. Miejsce wydarzeń zawsze skrywa tajemnica, a czytelnik musi zadowolić się bardzo silnie oddziałującymi na jego wyobraźnię – wzbudzającymi poczucie nierealności i zawieszenia akcji opowieści gdzieś na granicy jawy i snu – poetyckimi opisami: „Zdeformowany raj niebezpieczeństwa i rozpadu… walących się domów stojących zbyt blisko siebie… wypalonych domów, chylących się ku zupełnej zagładzie… domów straszących czarnymi wyrwami w miejscach drzwi i okien… oraz pustych pół, nad którymi świecił księżyc, w jakiś sposób odmienny od widzianego z każdego innego miejsca na Ziemi”5. Podejrzewam, że między innymi z powodu osobliwego stylu wypowiedzi oraz nietuzinkowej prezentacji świata Ligotti jawi się jako pisarz trudny w odbiorze. Zwłaszcza jeżeli sięgnie po niego osoba skupiona dotychczas wyłącznie wokół np. horroru naturalistycznego.

Osobiście nie przeraża mnie u Ligottiego dekadencki obraz rzeczywistości, ale cytując samego autora „rzeczywistość nieposiadania”6. Codziennie jesteśmy świadkami funkcjonowania jednostek według zasad narzuconych przez zarówno świeckie jak i sakralne autorytety. Autorytety o statusie tak niepodważalnym, że jakikolwiek przejaw niesubordynacji wobec powszechnie akceptowanego ładu jest z reguły natychmiast sprowadzany do poziomu choroby toczącej zdrowe społeczeństwo. Czy moglibyśmy normalnie funkcjonować bez tych kierujących nami Świętości? W opowiadaniu Czystość jednostką rzucającą wyzwanie istniejącemu porządkowi świata jest ojciec głównego bohatera7. W mojej ocenie postać tragiczna – z jednej strony chorobliwie dążąca do oczyszczenia człowieka z narzuconego mu światopoglądu, z drugiej świadoma bezcelowości tych zmagań: „(…) ojciec wykładał nam swoją filozofię „życia na zapożyczonym”. Tłumaczył, że nie ma innego sposobu istnienia, a wiara w możliwość zmiany tego stanu rzeczy była najgorszym rodzajem ułudy”8. Poznajemy go w trakcie prac nad zagadkową maszyną mającą dopomóc w realizacji założonych celów, tj. wypłukania z głów jednostek zarazków intelektualnych, nieczystości uniemożliwiających ludzkości „zbliżyć się do czystej koncepcji istnienia”9.

Przewodnikiem po rzeczywistości wykreowanej w opowiadaniu a także jego głównym bohaterem jest Daniel, będący w moim wyobrażeniu odzwierciedleniem ewentualnego sukcesu wspominanego wcześniej ojca. Stroniący od normalnych ludzi10 („Miałem ochotę zapytać kobietę, czy pozwoliłaby mi skulić się w którymś z kątów domu i nigdy już nie wychodzić”) oraz zainteresowany fizycznym rozkładem otaczającego go środowiska („Dom ten mógł być tak wykoślawiony postępującym rozkładem, iż możliwość zamieszkiwania go przez kogokolwiek rzucała wyobraźnię w wir niosący ku otchłani czarnych tajemnic”, „Nie mogłem uwierzyć, że właśnie znajduję się w jednym z domów tak bardzo podziwianych przeze mnie, odkąd wprowadziliśmy się z rodziną w tę okolicę”11) wydaje się być osobą ideowo czystą, nieskrępowaną w swoich fascynacjach. Jednak śledząc zachowanie Daniela, obserwując wegetację jego starszej przyjaciółki Candy, automatycznie zaczynamy zastanawiać się nad plusami tytułowej czystości. Czy całkowite wyrzeczenie się wspomnianych Świętości nie spowodowałoby tak wielkiej deformacji moralnej, że nie bylibyśmy w stanie sprawnie wykonywać nawet najprostszych codziennych czynności a jedynie wegetowalibyśmy niczym rośliny? W Czystości Ligottiego nie mamy do czynienia ze Złem fizycznym; seryjny morderca dzieci wydaje się być tylko personifikacją totalnego rozkładu dotychczasowych wartości moralnych, społecznych i kulturowych. Tym, co przeraża najbardziej, jest stopniowo kiełkująca w nas pewność, że jakiejkolwiek drogi byśmy nie wybrali, na jej końcu nie czeka nas nic dobrego.

***

Na koniec kilka słów celem wyjaśnienia. Miałem niekłamaną przyjemność przeczytania sporej części tekstów Ligottiego wydanych w Polsce, do których pewnie nie raz będę wracał. Stanowią one idealną odskocznię od horrorów popularnych i sprawiają, że moja wiara w ambitną literaturę grozy jest wciąż żywa. Żeby jednak było wszystko jasne: nie jestem znawcą twórczości Ligottiego i nie zamierzam za takiego uchodzić. Niniejszy tekst jest w pełni subiektywną oceną opowiadania Czystość, o którym – jak wspomniałem na samym początku – ośmieliłem się napisać celem promowania jednego z najoryginalniejszych pisarzy współczesnych.

1T. Ligotti Teatro Grottesco; wyd. Okultura, Warszawa 2014; s.31-32.

2Przytoczone nazwiska stanowią jedynie niewielki ułamek pisarzy klasycznych i współczesnych, po których – w moim przekonaniu – warto sięgnąć. Podobnie jednak, jak nie dążę do szczegółowej analizy pojęć „pisarz klasyczny” czy też „klasyczny horror”, tak nie zamierzam wymieniać wszystkich autorów, których dzieła wypadałoby poznać.

3Opowiadanie Czystość ukazało się na rynku polskim w zbiorze Teatro Grottesco; wydawnictwo Okultura (Warszawa 2014).

4Wspomniany zbiór opowiadań ukazał się dzięki wydawnictwu Replika pod koniec roku 2013. Wśród autorów tekstów znaleźli się m.in. Aleksandra Zielińska, Graham Masterton, Ramsey Campbell, Mort Castle, Łukasz Radecki. Z tego co pamiętam antologia okazała się bardzo nierówna – ale tak jest chyba ze wszystkimi antologiami – i obok tekstów wartych zapamiętania (The Retrospective Campbella czy Ouija Roberta Cichowlasa) pojawiło się także kilka mocno przeciętnych.

5T. Ligotti Teatro Grottesco; wyd. Okultura, Warszawa 2014; s.35-36.

6Tamże; s.31.

7Ojciec głównego bohatera wykładając swoją filozofię sprowadza życie poszczególnych jednostek do mechanicznego funkcjonowania według zasad narzuconych przez trzy pryncypia: narody (państwa), bóstwa oraz rodziny.

8T. Ligotti Teatro Grottesco; wyd. Okultura, Warszawa 2014; s.31.

9Tamże; s.34.

10Normalnych ludzi czy jednostek żyjących według reguł wyznaczonych przez wspomniane Świętości, jednostek godzących się na panujący porządek rzeczy. Za przedstawiciela „normalnych ludzi” w opowiadaniu można uznać agitatora organizacji Obywatele dla Wiary, który odwiedza dom głównego bohatera.

11T. Ligotti Teatro Grottesco; wyd. Okultura, Warszawa 2014; s.36-37.

  • maszynistaGrot

    Wartościowa analiza. Sam przyznam, że z Ligottim początkowo miałem pewien problem. Na pierwszy raz dość opornie szła mi lektura jego opowiadań. Natomiast gdy gdzieś po roku postanowiłem się zmierzyć po raz drugi z jego twórczością, to dopiero wtedy poczułem się usatysfakcjonowany, a co najważniejsze mam zamiar jeszcze powracać do tych opowieści bo są powalające i nieporównywalne z niczym innym, a do tego niejednoznaczne. Ciesze się, że padło nazwisko Guni, bo jak już bym miał na siłę z kimś Ligottiego porównywać to jedynie z nim, choć współczesnej literatury prawie w ogóle nie czytam, więc za bardzo nie orientuje się w teraźniejszej grozie…