Akademia Literatury Popularnej #7

Prawiek i inne czasy Olgi Tokarczuk jest powieścią, która okazała się nie lada wyzwaniem. O ile w przypadku pozostałych pozycji omawianych w ramach Akademii Literatury Popularnej już w trakcie lektury odnajdywałem klucze do analizy, o tyle utwór laureatki Nike skutecznie wymykał się moim koncepcjom, nie pozwalając na obranie jednej, konsekwentnej drogi interpretacji. Znaczący wpływ na to bez wątpienia miało rozdrobnienie fabularne: powieść składa się z kilkudziesięciu niewielkich rozdziałów, z których każdy można traktować jako jedną, osobną, zamkniętą historię. Te opowieści jednak są ze sobą ściśle powiązane i mimo ich pozornej autonomii, stanowią wspólną, integralną całość. I dopiero po poznaniu tej całości można było dojrzeć klucz. Klucz, którym właśnie jest ten system złożony ze współistniejących ze sobą jednostek.

Zanim przejdę do interpretacji, postaram się pokrótce zarysować chociaż rys fabularny omawianej powieści. Jej akcja rozgrywa się w tytułowym Prawieku – jest to fikcyjna wieś położona niedaleko Kielc. Czas akcji rozciąga się na kilka pokoleń, wśród których na pierwszy plan wysuwają się dzieje rodziny Niebieskich. To właśnie z tą rodziną wiąże się większość wątków. Kłoska, wiejska „czarownica”, powiązana jest z nimi właściwie już od pierwszych stron, kiedy to Genowefa Niebieska wręcza jej jałmużnę. Wnuki dziedzica Popielskiego w czasie wakacji przyjeżdżają wynajmować pokoje u wspomnianej rodziny. Paweł Boski ożenił się z córką Genowefy i Michała. Iwan Mukta był swego rodzaju nauczycielem Izydora Niebieskiego. Można by długo jeszcze wymieniać, jednak mija się to z celem, ponieważ streszczenie fabuły zajęłoby kilka dobrych stron. Zarys ten przeprowadziłem po to, by wskazać motyw ważny dla interpretacji – to rodzina Niebieskich, a konkretnie Misia Niebieska stanowią właściwą bazę całej tej historii.

Tym sposobem powracamy do motywu jednostek, które wiążą się w jedną całość. Taka struktura powieściowa nierozerwalnie łączy się z mitycznym modelem świata, który – jak twierdzi Maria Joanna Tarnogórska – „jako szczególny światopogląd (…) stanowi współczesną próbę rozwiązania dylematu części i całości”. Dylemat ten podkreślony jest nie tylko przez formę powieści, ale również przez warstwę fabularną. W Prawieku kilka razy podkreślane są tego typu rozważania, w bardzo ważnych momentach. Pierwszy raz było to w przypadku Kłoski:

Długo wygładzała ziemię na tym grobie, a kiedy podniosła wzrok i popatrzyła wokół, wszystko było inne. To nie był świat składający się z przedmiotów, ze rzeczy, ze zjawisk, które istnieją obok siebie. Teraz to, co widziała Kłoska, stało się jedną bryłą, jednym wielkim zwierzęciem albo jednym wielkim człowiekiem, który przybierał wiele postaci, aby pączkować, umierać i się odradzać.

za drugim i trzecim razem w przypadku Misi:

1)Misia, jak każdy człowiek, urodziła się rozbita na części, niepełna, w kawałkach. Wszystko w niej było osobno – patrzenie, słyszenie, rozumienie, czucie, przeczuwanie i doznania. Całe przyszłe życie Misi miało polegać na złożeniu tego w jedną całość, a potem pozwoleniu na rozpad.

2)Przysunęła krzesło do okna i piła kawę drobnymi łyczkami. Wtedy świat w umyśle Misi wybuchł, a jego drobne odłamki posypały się wkoło. Osunęła się na podłogę, pod stół. Rozlana kawa kapała jej na dłoń.

Dylematy części i całości opisane zostały opisane podczas dwóch najważniejszych dla człowieka procesów: narodzin i śmierci. W przypadku Kłoski była to śmierć nie tylko jej nowonarodzonego dziecka (jednoczesny motyw śmierci i narodzin), ale też jej poprzedniego życia: od tamtej pory stała się kimś w rodzaju czarownicy właśnie, która „widziała siłę, która przenika wszystko, rozumiała jej działanie.” Drugi opis związany z Misią dotyczył wylewu – sama śmierć nastąpiła miesiąc później, jednak istotny jest fakt, że od tego początku końca Misia „cały czas widziała tylko lewą stronę świata”, jedynie jego część.

Nieprzypadkowo relacje części i całości zostały przedstawione właśnie w tych momentach. Skoro są one nierozerwalnie związane z mitycznym modelem świata, powinny opierać się na tym, na czym opiera się mit, a ten „opowiada jakąś historię sakralną, to znaczy prawydarzenie, które dokonało się na początku czasu, ab inirin. A opowiadanie o sprawach sakralnych jest równoznaczne z objawieniem tajemnicy”. Postrzeganie świata, którego doświadczyły bohaterki powieści, jest więc widzeniem, odkrywaniem tajemnicy bytu. Wtedy to Kłoska zaczęła dostrzegać „siłę, która przenika wszystko”, a Misia w czasie narodzin i śmierci dostrzegła swojego anioła stróża. Scaliły się one na swój sposób z sacrum. Anioł ukazał się Misi również wtedy, kiedy rodziła swoje pierwsze dziecko. Są to akty symboliczne: narodziny i śmierć człowieka są cezurami wyznaczającymi jego życie doczesne, a co za tym idzie, graniczą one ze światem pozamaterialnym. Dlatego to w czasie nich odkrywało się tajemnicę sakralną. Zwłaszcza, że w świecie Tokarczuk dusza człowieka pojawia się właśnie podczas narodzin.

W czasie tych wydarzeń bliskość z sacrum jest największa (pomijam tutaj modlitwy i wydarzenia w kościele, które są naturalnymi formami kontaktu z Bogiem), nie znaczy to jednak, że sfera ta istnieje tylko w momentach narodzin i śmierci. Wtedy sacrum jest doświadczane, ale nie znaczy to, że tylko wtedy jest obecne. Mit bowiem „opisuje różne, niekiedy dramatyczne momenty wkroczenia sacrum w świat”. I ta boskość widoczna jest niemal na każdym kroku, co widać choćby przy opisie Prawieku: jest to wieś, której granic strzegą archaniołowie Rafał, Gabriel, Michał i Uriel. Aniołowie pojawiają się w momentach narodzin, a Bóg obecny w jest „w jagodach wielkości śliwek, które dojrzewały w słońcu”. Bliskość z sacrum jest wyeksponowana już od pierwszych linijek tekstu:

Prawiek jest miejsce, które leży w środku wszechświata.

Gdyby przejść szybkim krokiem Prawiek z północy na południe, zabrałoby to godzinę. I tak samo ze wschodu na zachód. A jeśliby kto chciał obejść Prawiek naokoło, wolnym krokiem, przyglądając się wszystkiemu dokładne i z namysłem – zajmie mu to cały dzień. Od rana do wieczora.

W opisie tym wyraźna jest symbolika koła – przejście Prawieku wzdłuż i wszerz zajęłoby godzinę, czyli jeden pełny obrót wskazówki minutowej w zegarze. Zaś obejście wsi naokoło zajmuje czas od początku dnia do jego końca, czyli od wschodu do zachodu słońca. A to właśnie koło jest symbolem m.in. „ruchu słońca na niebie”. Jednak nie to jest najważniejszym znaczeniem w tej symbolice, a fakt, że ta figura geometryczna jest symbolem Boga, nieskończoności, absolutu. Prawiek jest więc bez wątpienia miejscem mitycznym. Podkreślone jest to przez fakt, że istnieje on w centrum wszechświata, a w większości kultur „żyć nieopodal środka świata znaczy to w sumie żyć możliwie najbliżej bogów”. Dlatego to spora część mieszkańców Prawieku ma „sakralne” nazwiska: Niebiescy, Boscy, Serafinowie. Świat Prawieku jest przesiąknięty mitem.

Nieprzypadkowa jest też nazwa wsi. Jest ona miejscem, ale jej nazwa sugeruje ścisły związek z chronologią. Mamy tutaj scalenie się kategorii czasu i przestrzeni, co jest charakterystyczne dla dawnych cywilizacji, które były mocno powiązane ze swoimi mitami. Udowadnia to filozof kultury i religioznawca Mircea Eliade:

W licznych językach autochtonów Ameryki Północnej określenie „świat” (kosmos) jest używane także w sensie „rok”. Jokuci powiadają: „świat przeminął”, chcąc powiedzieć „upłynął rok”. Ludzie z plemienia Juki określają „rok” tym samym terminem co „ziemia” lub „świat”. Mówią podobnie jak Jokuci: ”ziemia przeminęła”, gdy upłynął rok. Słownictwo ujawnia religijny związek między światem a czasem kosmicznym. Kosmos uważany jest za żyjącą jednostkę, która rodzi się, rozwija i zamiera ostatniego dla roku, aby odrodzić się z nowym rokiem. […]

Dla człowieka religijnego kultur archaicznych świat odnawia się co roku.

Scalenie się czasu i przestrzeni ma więc bez wątpienia wymiar sakralny. Rozważania te są wystarczającym dowodem, by umieścić powieść Olgi Tokarczuk w kategorii mitu. Widać to nie tylko na przykładzie bliskości człowieka z sacrum, ale też jego więzi z naturą, co obrazuje chociażby Kłoska, która urodziła potomka… roślinie. Natura jest też pełnoprawnym bohaterem powieści: poza rozdziałami, które są „Czasem Michała”, „Czasem Ruty”, „Czasem Kłoski” mamy też „Czas grzybni”, „Czas sadu”, „Czas lip”, „Czas Lalki” (suki Misi) oraz „Czas Złego Człowieka”, który w wyniku izolacji od ludzi przeistoczył się w coś na kształt zwierzęcia. To wyeksponowanie natury skłoniło wielu krytyków do wniosku, że w Prawieku wykorzystany został mit arkadyjski.

Trzeba jednak odnotować bardzo istotny fakt: mimo że świat przedstawiony utworu jest wyraźnie poddawany zabiegowi mityzacji, równie wyraźnie są aspekty niemityczne. Z jednej strony czas prawieku jest nieokreślony, mityczny – jego akcja zaczyna się w roku czternastym, co sugeruje bliskość z pewnym Początkiem. Jednak nawet przy bardzo pobieżnej lekturze łatwo będzie dostrzec wskazówki, które pozwalają umieścić fabułę powieści w wieku XX – dwie wojny, rozwijający się futuryzm, rzeczywistość socjalistyczna po roku czterdziestym piątym. W związku z tym również przestrzeń jest mityczno-realistyczna: Prawiek jest wprawdzie centrum wszechświata, a jego granice są pod opieką archaniołów, z drugiej jednak strony nieustannie wdzierają się w jego obręb elementy spoza jego granic – żołnierze czy partyjni dygnitarze. Nawet Ruta, która wierzyła, że nie istnieje nic poza Prawiekiem, wyjechała w końcu do Brazylii.

Czas mityczny miesza się z czasem historycznym, co niejako komplikuje status powieści. Jak zauważa Northrop Frye, mit to opowieść, która „bardzo rzadko jest (…) osadzona w historii; jej akcja toczy się na ogół w świecie istniejącym ponad lub przed zwykłym czasem”. Tokarczuk natomiast nie rezygnuje z umieszczenia zdarzeń historycznych w tym „bezczasie”. A skoro zabiegi takie są bardzo rzadkie, ich stosowanie powinno być w jakiś sposób umotywowane. Aby rozwiązać tę zagadkę, warto przyjrzeć się tendencji charakterystycznej dla całej literatury ubiegłego stulecia:

Poczucie samotności, zagubienia człowieka w świecie, który w wieku XX zaczął „przechodzić ludzkie pojęcie”miotany wojennymi kataklizmami, odwracający się od dawnego, sakralnego porządku, bezradny w obliczu kryzysu religii i etyki – sprawiło, że literatura zwróciła się ku mitowi, poszukując w nim z jednej strony uniwersalnej prawdy o człowieku współczesnym i jego rzeczywistości, z drugiej – przywracając (lub kreując) utracony ład. Mit jest bowiem wyrazem tęsknoty do wartości, do uporządkowanej wizji świata, do praw ustanowionych, do uniwersalnych zasad.

Ucieczka w mit jest więc ukojeniem. Jednak jest to tylko chwilowe: wraz z zakończeniem powieści wszystkich – zarówno pisarza, jak i czytelnika – czeka powrót do świata, który przechodzi ludzkie pojęcie. I Tokarczuk unika tego bolesnego zderzenia z rzeczywistością właśnie poprzez – paradoksalnie – nasycenie nią swojego mitu. Początkowo mamy tam istotnie pozorną arkadię, krainę szczęścia i spokoju. Z biegiem jednak czasu wdzierają się do niej elementy świata, od którego chcieliśmy uciec – pełnego wojen, śmierci, grabieży, gwałtów, odwracającego się od sfery sakralnej i jej porządku. Wypadałoby teraz zapytać – w jaki sposób ma to nas uchronić przez bolesnym powrotem ze świata fikcji?

Zanim udzielę odpowiedzi, przywołam fakt, o którym wspomniałem na początku interpretacji: że na pierwszy plan wszystkich wydarzeń wybijają się dzieje rodziny Niebieskich. A konkretnie Misi, córki Michała i Genowefy oraz matki Adelki – jest ona ogniwem centralnym tych trzech pokoleń, spoiwem, które je łączy. I to właśnie w niej znajduje się odpowiedź. A nawet nie tyle w niej, ile w jej młynku do kawy, który pojawiał się w najważniejszych momentach jej życia. Pozwolę je sobie teraz krótko zarysować. Misia po narodzinach, jak już wspomniałem wcześniej, była rozbita, potrzebowała kogoś, kto ją ukształtuje. Tym kimś był jej ojciec: „Od powrotu ojca zaczęła widzieć świat”. Narodziny wprowadziły Misię do świata Prawieku jedynie w aspekcie fizycznym, jej prawdziwa przynależność do niego zaczęła się dzięki ojcu: „Sprzed powrotu ojca Misia nie pamiętała siebie, jakby w ogóle nie istniała„.

Bez wątpienia udział w jej zaistnieniu miał właśnie młynek do kawy, który Michał przywiózł z wojny. Jest to akt symboliczny: Michał stworzył Misię, co widać na przykładzie ich imion: Misia to przecież Michasia. Niebywale istotny jednak jest fakt, który w trakcie lektury powieści łatwo można przeoczyć, uważając go za błahy: Michał jest młynarzem. W momencie, kiedy właściciel młyna wręczył swojej córce młynek, wszystko się dopełniło, symbol stał się kompletny. Najważniejsza pod względem fabularnym postać w Prawieku mogła zaistnieć. Nawet narrator zwraca uwagę na wagę tego pozornie błahego przedmiotu:

Może młynek jest odpryskiem jakiegoś totalnego, fundamentalnego prawa przemiany, bez którego ten świat nie mógłby się obejść albo byłby zupełnie inny. Może młynki do kawy są osią rzeczywistości, wokół której to wszystko się kręci i rozwija, może są dla świata ważniejsze niż ludzie. A nawet może ten jedyny młynek Misi jest filarem tego, co nazywa się Prawiekiem.

Mit arkadyjski w powieści ulega z czasem degeneracji, coraz więcej bohaterów umiera. Wśród nich jest Misia. Przyczyną jej wylewu jest picie zbyt dużych ilości kawy, nastąpił on bowiem po tym, jak „zmełła w młynku porcję prawdziwej kawy, wsypała ją do szklanki i zalała wrzątkiem”.  Przypominam, że od tamtej pory Misia znów widziała świat w kawałkach. Tak, jak młynek pomógł Misi zaistnieć, tak samo sprawił, że jej istnienie stało się przeszłością. Widać wyraźnie, że jest on czymś niebywale istotnym dla życia głównej bohaterki, a co za tym idzie, całego Prawieku

Kiedy w końcu do Prawieku zawitała córka zmarłej Misi, Adelka, zastała całkowite zniszczone miejsce, które wcześniej jawiło się jako Arkadia. Niemal wszyscy poumierali, dom jej ciotki popadł w ruinę, a jedyną osoba, którą spotkała, był jej ojciec – zaniedbany i mocno doświadczony przez czas. Wydawać my się mogło, że to koniec Prawieku, koniec mitu, koniec ukojenia. Adelka jednak wzięła ze sobą młynek matki, by w ostatniej scenie wykonać kolejny akt symboliczny:

Jeszcze z godzinę musiała siedzieć na przystanku, czekając na autobus. Kiedy przyjechał, była jedyną pasażerką. Otworzyła walizkę i wyjęła młynek. Powoli zaczęła obracać korbką, a kierowca rzucił jej przez lusterko zdziwione spojrzenie.

Mimo że arkadyjskość Prawieku została zepchnięta i unicestwiona przez świat, który przechodzi ludzkie pojęcie, to jej filar, kwintesencja i fundament istniał nadal. Kręcenie korbką znów przywodzi na myśl symbolikę koła, czyli osi wszechświata, wieczności, szczęścia i Boga. Tokarczuk w ten sposób pokazała, że „wartości”, „uporządkowana wizja świata”, „prawa ustanowione” i „uniwersalne zasady”, do których tęsknimy, istnieją zawsze. Nawet jeżeli świat dookoła przeraża nas, zniechęca, przechodzi ludzkie pojęcie. Autorka poprzez wprowadzenie historycznej rzeczywistości do mitu sprawiła, że nastąpiło sprzężenie zwrotne – mit przeniknął do naszej rzeczywistości. A jeśli nie sam mit, to przynajmniej wiara, że jest on nadal obecny. I dzięki temu unika się bolesnego zderzenia ze światem po zakończeniu lektury.

To już koniec naszego kolejnego spotkania w Akademii Literatury Popularnej. Następnym razem uwagę skupimy na Terrorze Dana Simmonsa, a to dzięki sugestii Jerry’s Tales. Jednocześnie przypominam o formule cyklu: jeżeli ktoś chciałby przeczytać interpretację danej powieści w karpiowych klimatach zamieszczoną w tym cyklu, wystarczy wpisać jej tytuł i autora w komentarzach do artykułu.

—–

BIBLIOGRAFIA:

M. Eliade, Czas święty i mity, [w:] Antropologia kultury. Zagadnienia i wybór tekstów, red. A. Mencwel, Warszawa 2001.

N. Frye, Mit, fikcja, przemieszczenie, [w:] Studia z teorii literatury. Archiwum przekładów „Pamiętnika Literackiego”, red. M. Głowiński, H. Markiewicz, Wrocław 1977.

M. Kaniewska, A. Legeżyńska, P. Śliwiński, Literatura polska XX wieku, Poznań 2005.

W. Kopaliński, Słownik symboli, Warszawa 1991.

M.J. Tarnogórska, Mit jako kategoria w badaniach literaturoznawczych, [w:] Litteraria: teoria literatury, metodologia, kultura, humanistyka, red. J. Trzynadlowski, Wrocław 1958.