Requiem dla mordercy

Elizabeth Corley

„Requiem dla mordercy” Elizabeth Corley to zgrabnie napisana, choć w moim mniemaniu nierówna i nieco sztampowa, powieść kryminalna, mocno okraszona wątkami obyczajowymi. Ciężko mi mówić o sukcesie literackim, bo historia, jaką serwuje nam Corley, zwyczajnie nie porywa, ale z drugiej strony sprawny warsztat nie pozwala nazwać tej książki literacką porażką.
Jak w każdym rasowym kryminale, tak i tutaj, historię otwiera morderstwo. Młoda pani domu, Deborah Fearnside, zostaje podstępem uprowadzona. Po godzinach tortur oprawca litościwie pozwala jej umrzeć. Gdy policja bezskutecznie próbuje ją odnaleźć, ten planuje już kolejną zbrodnię. Po kilku miesiącach znowu uderza, ginie kolejna młoda kobieta. I chociaż wszystko wskazuje, że był to napad rabunkowy, śledczym udaje się połączyć te dwie na pozór różne sprawy. Okazuje się, że kobiety skrywały przez dwadzieścia lat tajemnicę, o której ktoś się właśnie dowiedział. Wszystko wskazuje na to, że będą kolejne ofiary.
Fabuła nie jest najmocniejszą stroną powieści. Sądzę, że wyrobiony czytelnik, już po zapowiedzi jest w stanie w dużym stopniu przewiedzieć faktyczny przebieg zdarzeń. Na szczęście skomplikowana intryga od początku nie była celem autorki.
Główny bohater, nadkomisarz Andrew Fenwick, który prowadzi obie sprawy, to ciekawa postać. Pracowity i skrupulatny, kulturalny wobec podwładnych, potrafiący kierować zespołem, jednakże pozbawiony czegoś, co wyróżniłoby go z tłumu. Nie posiada wybitnej inteligencji, nadprzyrodzonej intuicji czy niesamowitej charyzmy. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że na tle wszystkich znanych mi książkowych detektywów wypada zwyczajnie blado. Jednak jest w tym jego wycofaniu, łagodnym usposobieniu i zachowawczości coś ujmującego. To kochający ojciec, który zmaga się z piętnem, jaki wywarła na nim choroba psychiczna żony i jej samobójstwo. Facet układa sobie życie i tak się akurat składa, że jest policjantem. I nie jest nachalnie wepchnięty wątek czy tylko wspomniane na marginesie wydarzenie. To po prostu czuć, przeszłość wyraźnie odbija się w zachowaniu i przemyśleniach Fenwicka. A postać nadkomisarza to nie jedyna ciekawie skonstruowana postać.
„Requiem dla mordercy” to jedna z tych powieści, gdzie czytelnik śledzi nie tylko poczynania policji, ale autor pozawala mu od początku obserwować czarny charakter. Ten, którego wymyśliła sobie Corley, na pozór nie różni się od innych książkowych morderców. Jest inteligentny, przewidujący i metodyczny. Działa z olbrzymią precyzją i rozwagą. Plecie wokół ofiary sieć niczym pająk – śledzi tygodniami, analizuje plan dnia, poznaje nawyki i gdy jest pewien sukcesu, atakuje. Tym, co go wyróżnia to fakt, że nie buduje on wokół swoich działań żadnej specjalnej symboliki. Nie kieruje się wzorem, nie odgrywa sceny. Zabija w sposób możliwie najbardziej efektywny.
Z racji budowy powieści, autorka nie może postawić przed czytelnikiem pytania „kto zabił?” – do tego zbyt szybko dochodzimy. Największą tajemnicą powieści jest nie do końca jasna motywacja mordercy. Muszę przyznać, że to przerzucenie środka ciężkości zagadki się jej udało – wyszła z tego obronną ręką. Co więcej, nawet gdy poznajemy motywy sprawcy, „Requiem dla mordercy” ma jeszcze sporo do zaoferowania. Autorka podkręca tempo i dostajemy trzymającą w napięciu sensację.
Co muszę pochwalić to styl. Corley pisze bardzo obrazowo, nie boi się skupiać na detalach, co wszystko dodatkowo uwiarygadnia. Dokładnie opisuje wszystkie etapy przygotowań czy śledztwa i nie zanudza przy tym czytelnika. Przy tym książka nie jest sucha, wręcz przeciwnie: bardzo emocjonalna. Postaci, nawet ci epizodyczni, są bardzo wyraziści. Można z nimi sympatyzować, postawić się na ich miejscu. Widać, że autorka sporo miejsca pozostawiła na psychikę bohaterów i to jej się chwali. Niestety, czuć pewne niezdecydowanie przy prowadzeniu fabuły, wszystko toczy się bardzo powoli, odnosi się momentami wrażenie, że poza wątkiem obyczajowym nic się nie dzieje. To jest mój główny zarzut wobec „Requiem dla mordercy” – tempo powieści jest nierówne, w dużej mierze zbyt tak powolne, że czytelnik zaczyna się nudzić. Trzeba jednak pamiętać, że to pierwsza powieść Elizabeth Corley i jest to debiut udany.

  • Autor: Elizabeth Corley
  • Tytuł oryginalny: Requiem Mass
  • Przekład: Anna Hikiert
  • Wydawca: Zysk i S-ka
  • Data publikacji: 2010-10-26
  • Cena: 34,90 zł
  • Format: 500 s.
  • Opis z okładki:

    Śmierć i zemsta w takt Requiem Verdiego…
    Carol, Deborah, Octavia, Leslie i Kate – przyjaciółki na zabój, „cudowna paczka”. Dwadzieścia lat temu na szkolnej wycieczce w ich szeregach niespodziewanie pojawiła się śmierć – Carol zginęła na klifach Durdle Door. Czy morderczynią była jedna z jej przyjaciółek? A może był to jedynie nieszczęśliwy wypadek? Wydaje się, że po latach sprawa odeszła w niepamięć. Jest jednak ktoś, dla kogo przedawnienie nie istnieje.
    Zaginięcie Deborah i śmierć Kate inicjują śledztwo, które prowadzi nadkomisarz Andrew Fenwick. Ścigając się z czasem, policjant próbuje schwytać mordercę, który rozpoczął polowanie na pozostałe kobiety…