Greywalker

Kat Richardson

Ech, ileż to razy dzielna kobieta, po przejściach wszelkiego rodzaju, odkrywała, że obecny świat nie jest jedynym, a niebezpieczeństw czeka wkoło mnoga ilość? I ileż to razy stawiała owym mrocznym niebezpieczeństwom czoła z wiadomym skutkiem? Ileż razy musiałem potem o tym czytać? Tak… Tak właśnie pomyślałem, gdy w ręce me trafiła powieść „Greywalker” Kat Richardson. Prawda jest jednak taka, że nawet najbardziej ograne pomysły można opisać ciekawie, a najbardziej oryginalne zabić kiepskim stylem. Po przeczytaniu pierwszych kilku stron postanowiłem dać pani Richardson szansę.

Bohaterką powieści jest prywatny detektyw, Harper Blaine. Kobieta w trakcie ostatniej sprawy zostaje brutalnie pobita i umiera. W stanie śmierci klinicznej znajduje się jedynie przez dwie minuty, wystarcza to jednak w zupełności by zmieniło się jej postrzeganie świata. Od tej chwili zaczyna widywać duchy oraz odkrywać u siebie zdolności, które wkrótce mogą stać się niezwykle przydatne. Już wkrótce bowiem pewna matka prosi o pomoc w odnalezieniu chorego syna, a jeden z klientów nie pojawia się na nagraniach z kamery…

Lektura powieści może przynieść skojarzenia z niskobudżetowym filmem akcji, względnie horrorem. Tu od początku wszystko jest bardzo umowne, skrótowe i dynamiczne. Autorka nie bawi się w szczegółowe opisywanie postaci czy lokacji, nie dba też o kreowanie głębi psychologicznej postaci. Akcja gna do przodu od pierwszych zdań i czasami tylko podskakuje na wybojach starających się ją uzasadnić dialogów. Tym samym powieść sprawdza się znakomicie jako czytadło, mimo swoich słusznych rozmiarów da się dość szybko okiełznać, szczególnie, że zadbano tu także o to, by intrygi za bardzo nie skomplikować i nie utrudnić. Wszystko jest proste, jasne i przyjemne. Nawet elementy grozy raczej sugerują tylko miejsce na nią, niż ukazują ją w istocie.

Proszę mnie źle nie zrozumieć, tę powieść naprawdę dobrze się czyta, jeśli się niczego od niej nie oczekuje. Jeśli bowiem zawierzymy głoszącemu z okładki sloganowi, że mamy do czynienia z porywającym mixem thillera i powieści detektywistycznej, możemy się bardzo rozczarować. Emocji nie ma tu zbyt wiele, bowiem początkowe utarczki i spotkania z duchami szybko zastępuje ograny do cna świat wampirów a niżej podpisanemu robi się w takich wypadkach niedobrze i czeka do najbliższego przystanku. Powieść detektywistyczna owszem, jeśli się weźmie pod uwagę metody pracy Harper, szczegółowo i mozolnie zbierającej kolejne elementy układanki, niemniej nie ma tu nic z dekadenckiego klimatu tego typu utworów.

Spodziewającym się arcydzieła czy też powieści wyjątkowej odsyłam pod inny adres, zwolenników nie do końca poważnych, skrzących się od przygód, mrocznych historyjek zapraszam do lektury. O zasadności zakończenia sugerującego drugi tom nie wspomnę…

  • Autor: Kat Richardson
  • Wydawca: Fabryka Słów
  • Data publikacji: czerwiec 2008
  • Cena: 34,00
  • Format: 520 s.
  • Opis z okładki:
    Porywający mix thrillera i powieści detektywistycznej.
    Ze świetnie skrojoną bohaterka oraz uderzeniową dawką grozy i humoru. Łykasz jednym haustem!
    Brutalnie napadnięta detektyw Harper Bleine odchodzi w stronę światła. Czyli umiera, ale… nie na zawsze. Dwuminutowy stan śmierci klinicznej znacząco ożywia jej zmysły. Oprócz tego co zwykle, widzi Szarą Mgłę, szarzejącą między światem żywych i duchów. I nie myśl, że zwariowała.
    „Szara strefa” staje się dla Harper przekleństwem. Inaczej dla jej nowych klientów: matki poszukującej coraz bardziej blednącego syna czy Siergiejewa, który łączy się z panią detektyw nawet przy wyłączonym telefonie, nakłaniając ją do odnalezienia artefaktu nekromanckiej mocy. Życie Harper wywraca się do góry nogami. I nie może być inaczej. Jako Chodząca w Szarości jest – co prawda – człowiekiem, ale nie do końca.