Droga

Cormac McCarthy

Jedyne co wiemy na pewno to to, że zegary stanęły o 1:17. Potem nastąpiła zagłada i piekło na ziemi. Większość ludzi nie przeżyła. Świat przykrył popiół i wieczny mrok. 

McCarthy nie traci czasu na opisy katastrofy, szczegóły zaistniałej sytuacji czy nawet krótkie streszczenia. Zostajemy od razu wrzuceni do świata, w którym samotnie wędrujący ojciec i syn, muszą poradzić sobie z głodem, wszechogarniającym zimnem i złymi ludźmi. Tak nazywają grupki kanibali polujących na kobiety i mężczyzn, którym sumienie, przyzwoitość, religia czy najzwyklejsze (choć w tych czasach już unikatowe) dobro, nie pozwala zmienić się w zwierzęta. 

Chłopiec ma osobliwe, złe sny. Bardzo rzeczywiste. Nie pamięta „normalnego świata”, gdyż urodził się zaraz po albo tuż przed kataklizmem, wobec tego często zadaje pytania o „stary porządek”. Ojciec opowiada synowi zmyślone, choć spokojne i piękne historie. Wiele razy powtarza, że „cokolwiek włożysz do głowy, zostaje tam na zawsze” i nie każe chłopcu patrzeć na zwęglone trupy czy sceny masakr urządzone przez kanibali. Jednak zarówno mężczyzna jak i jego syn zdają sobie sprawę, że żyją w świecie, gdzie niedługo nawet Śmierć nie będzie miała już czego szukać. Żyją w świecie, w którym nawet dzieciom nie można już “mydlić oczu”. 

Podczas wędrówki spotykają ich różne przeciwności losu, a także niespodzianki. Choć należałoby rozróżnić ich dwa rodzaje: pierwsze – niewyobrażalnie cenne, gdy natrafiają na skład z żywnością czy butlę z gazem, drugie to te, które nawet ich koszmary nie były w stanie zobrazować (schodzą do piwnicy, która jest żywą spiżarnią kanibali, pragnienie śmierci). Jedzą wszystko co da się zjeść, piją wszystko co da się wypić. Coraz częściej mają wrażenie, że to czym się żywią to już i tak tylko brud, pył, kurz, gnuśność i śmierć. 

Mógłbym tak naprawdę opisać całą książkę, scena po scenie, bo przez 265 stron wszystko wygląda podobnie i jednolicie (sen, szukanie jedzenia, uciekanie, jedzenie, ognisko, spanie i tak w kółko), tak jak jednolity stał się świat po apokalipsie. Jednak istota książki zawiera się w dwóch ostatnich akapitach, w których, gdy je czytałem, wydawało mi się, że sięgnąłem dna jakiejś ziemskiej tajemnicy istnienia. Jakbym dotknął samego rdzenia życia. Kapitalne i wzruszające zakończenie.

Przeczytałem tę książkę w dwa wieczory. Mało brakowało, a wszystko połknąłbym za jednym razem, ale miałem czasami wrażenie, że gdybym pociął zdania i ułożył je w wersy, czytałbym poezję. Poezję zbyt intensywną bym mógł ją przeżyć we właściwy sposób. Oszczędność, a nawet jak powiedział Jacek Dukaj: „chirurgiczność prozy” C.McCarthy’ego jest wciągająca, hipnotyczna i wspaniała. Tak pisze człowiek, który wie czym jest pisanie, wie o czym chce powiedzieć, co chce przekazać. Wie kim jest każdy z nas.

  • Autor: Cormac McCarthy
  • Tytuł oryginalny: The Road
  • Przekład: Robert Sudół
  • Wydawca: Wydawnictwo Literackie
  • Data publikacji: 2008-03-10
  • Cena: 29,90 zł
  • Format: 270 s.
  • Opis z okładki:
    Przerażająca postapokaliptyczna wizja przyszłości Ameryki w powieści uznanej za największe arcydzieło Cormaca McCarthy’ego.
     
    Spalona Ameryka, ciemność, proch i kurz przesłaniające niebo. Kamienie pękają od mrozu, a śnieg, który pada, jest szary. Ani jednego ptaka, ani jednego zwierzęcia, gdzieniegdzie tylko zdziczałe bandy kanibali. Jakiś straszliwy a nienazwany kataklizm zniszczył naszą cywilizację i większość życia na ziemi. Na tle martwego pejzażu po katastrofie dwie ruchome figurki – to ojciec i syn przemierzają zniszczoną planetę. Zmierzają ku wybrzeżu lecz co tam zastaną? Przed nimi długa i pełna niebezpieczeństw droga w nieznane. Wokół nich – świat, w którym nawet nadzieja już umarła, lecz nadal – dzięki łączącej ich więzi – trwa miłość…
     
    „Droga” Cormaca McCarthy’ego to połączenie powieści drogi, powieści przygodowej oraz gotyckiego horroru. To przypowieść o świecie apokalipsy spełnionej, ponura odpowiedź na niepokojące pytanie jak świat wyglądałby bez człowieka. Krytyka literacka zalicza tę powieść do nurtu prozy amerykańskiego minimalizmu, w latach 80-tych nazywanego „brudnym realizmem”.