Poza sezonem

Jack Ketchum

Rok temu, gdy na polskim rynku ukazała się „Dziewczyna z sąsiedztwa” Jacka Ketchuma, było to wielkie i głośne wydarzenie. Wtedy to mogliśmy zapoznać się z jednym z najważniejszych współcześnie stworzonych horrorów. Podniosły się głosy, że to powieść pod względem okrucieństwa nieporównywalna z niczym innym, że rzecz genialna i przerażająca. Jakoś zignorowałem te sygnały, bo za makabrą nie przepadam. Ale już na wydany rok później – znów za sprawą Papierowego Księżyca – debiut Ketchuma o tytule „Poza sezonem” nie mogłem się nie skusić. Z perspektywy czasu muszę przyznać, że dobrze się stało. „Dziewczyna z sąsiedztwa” to powieść o co najmniej klasę lepsza i mogłaby ogromnie zawyżyć moje oczekiwania.

Jeśli coś zyskaliśmy na trzydziestoletnim poślizgu, to tylko fakt, iż mamy okazję zapoznać się z nieocenzurowaną wersją powieści. W posłowiu autor sumiennie tłumaczy się z faktu, iż pierwsze wydanie zostało mocno pocięte i złagodzone. To, co otrzymujemy dziś, to nie wersja pierwotna, a rekonstrukcja, ponownie przeredagowana; zdecydowanie bardziej krwawa i wulgarna.

Co to jest „slasher” i o co w tym chodzi, wie chyba każdy fan horroru. Co prawda określenie to częściej stosuje się odnośnie do filmów, niż książek, ale tutaj wydaje się być wyjątkowo adekwatne. Dodajmy jeszcze etykietkę „survival” i już właściwie znamy fabułę.

„Poza sezonem” to powieść z lat osiemdziesiątych, więc nie ma co wymagać, by była próbą odejścia od schematu, skoro ten przeżywał właśnie dobre lata. Co więcej: książka zaczyna się banalnie i nie zapowiada nic interesującego. Poznajemy grupę młodych, pięknych i bogatych, którzy zamierzają spotkać się w domku letniskowym przy Dead River w celu uprawiania konsumpcji alkoholowej, seksu i ogólnie pojętej rekreacji. Autor coś niby wspomina o prywatnych problemach, nakreśla lekkie portrety psychologiczne osobników, ale miałem wrażenie, że istotniejsze okazały się dla niego kobiece biusty. W filmach takie podejście ma jakieś walory rozrywkowe, na papierze nieszczególnie.

Za tym słodkim banałem kryje się jednak coś niepokojącego. Jacyś tajemniczy ludzie obserwują nocami, to co dzieje się wewnątrz domku. Atmosfera staje się coraz bardziej nerwowa: policja z Dead River odkrywa niedoszłą denatkę, majaczącą niestworzone historię o grupie morderczych dzieciaków. Ożywają wspomnienia przykrych epizodów z historii miasteczka, stróże prawa zaczynają przeczuwać, iż w powietrzu wisi coś niedobrego. Ale turyści nic o tym nie wiedzą.

Do połowy powieści nie dzieje się więc nic specjalnego – poznajemy banalnych ludzi, mówiących nieświeże sentencje; czasem coś wzbudza słuszny i pożądany niepokój, ale do zachwytów brakuje całkiem sporo. Aż w końcu następuje atak leśnych dzikusów na błogo używających sobie wczasowiczów. I tu Ketchum wyraźnie się rozkręca, dając się ponieść brutalnym fantazjom. Kolejne sto stron to napędzana kanibalizmem walka o przetrwanie, to okaleczenia, krzyki bólu, rozpaczy, opisy obrzydliwości potrafiące solidnie wzruszyć żołądek. Łatwo można zrozumieć, dlaczego trzydzieści lat temu, gdy jeszcze świat nie był przyzwyczajony do brutalności współczesnego kina grozy, debiut Ketchuma został przed wydaniem ogromnie poskreślany i ocenzurowany, by w końcu i tak paść ofiarą niezrozumienia krytyków. Przy takich książkach się nie je, nie pije. Nie czyta się takich rzeczy dla czystego relaksu. Lekturę takich powieści trzeba przerywać czasem dla oddechu, żeby wyprzeć z głowy wstrętne obrazy.

Pomimo upływu wielu lat, powieść Ketchuma to nadal proza niezwykle mocna i intensywna. Owszem, zestarzała się nieco, nie robi takiego wrażenia, jakie musiała budzić w momencie swego poczęcia. W tym czasie pierwsze powieści tworzył Graham Masterton, Stephen King zachwycał czytelników przepychem obyczajowym „Lśnienia”, a tutaj wspominany Jack Ketchum wyrzucił z siebie fabularnie prostacką i językowo oszczędną powieść, której głównym atutem jest bogactwo makabry. I odniósł sukces, odciskając piętno na przyszłości gatunku, bo „Poza sezonem” budzić musi skrajne emocje – i bardzo dobrze. Rekomendacja jest i tak zbędna. Jak na klasykę jest to powieść świeża, więc łatwo przystępna językowo. Nawet jeśli nie wzbudzi zachwytów, warto po nią sięgnąć, skoro w końcu zaczyna się w Polsce drukować horrory na który wiele lat czekaliśmy.

  • Autor: Jack Ketchum
  • Tytuł oryginalny: Off Season
  • Przekład: Marcin Wróbel
  • Wydawca: Papierowy księżyc
  • Data publikacji: 28 kwietnia 2010
  • Cena: 29,90 zł
  • Format: 220 s.
  • Opis z okładki:
    „Poza sezonem” to kultowy horror autora słynnej „Dziewczyny z sąsiedztwa”, który po raz kolejny przesuwa granicę grozy do rejonów niedostępnych innym autorom. Przez wielu nazywany horrorem ostatecznym „Poza sezonem” jest niesamowicie wstrząsającą opowieścią o tym, jakie są granice człowieczeństwa i jak silna jest w nas wola przetrwania, nawet w najbardziej ekstremalnych sytuacjach.
    Wypoczynek w nadmorskim kurorcie zamienia się w straszliwy koszmar dla pięknej nowojorskiej redaktorki i grupy jej przyjaciół. Trzy kobiety i trzech mężczyzn muszą stawić czoła złu, które czai się w lasach wokół Dead River. Zaczyna się polowanie, które zamienia się w krwawą walkę o przetrwanie. Czy opuszczony dom na odludziu będzie miejscem ostatecznej klęski człowieczeństwa?