Podsumowanie roku 2012

Kończy się luty, już na dobre wrośliśmy się w rok 2013, ale cofnijmy się jeszcze na chwilę. Zapraszamy do lektury podsumowania najciekawszych wydarzeń ubiegłego roku, jakie przygotowali Michał Budak i Paweł Mateja.

Michał Budak

Nowe tłumaczenie opowiadań Lovecrafta

Do twórczości Howarda Philipsa Lovecrafta przez długi czas bardzo długo nie mogłem się przekonać. Uważałem, że jest zbyt przereklamowany, a jego popularność napędzana jest głównie poprzez obrazki internetowe z Chtulhu w roli głównej. Wszystko zmieniło się, kiedy wziąłem w swoje ręce Zgrozę w Dunwich oraz inne przerażające opowieści w przekładzie Płazy. Już pierwszy tekst uderzył mnie z siłą spadającej cegły do samego niemal końca nie mogłem się otrząsnąć z magii tych utworów. Nie wszystkie swoje dotychczasowe opinie zweryfikowałem na korzyść pisarza (Góry szaleństwa, traktowane jako jedno z kanonicznych dzieł HPL-a, nadal uważam za zwyczajnie nudne), ale nie zmienia to faktu, że właśnie to wydarzenie uważam za najważniejsze dla mnie w mijającym roku. Bo rzadko zdarza się, bym zmienił zdanie o jakimś twórcy w tak diametralny sposób. I to bynajmniej nie ze strachu przez Cthulhu, a z powodu szczerego zafascynowania niepokojącym klimatem tych kapitalnych utworów.

 

Wydanie Wichrowatych linii Stefana Grabińskiego

Czekałem na to niemal rok, ale w końcu doczekałem się: wydane zostały prawdziwe białe kruki, jeśli chodzi o twórczość Grabińskiego. W zbiorku znalazły się opowiadania publikowane w przedwojennych czasopismach, które do tej pory nie doczekały się wznowienia. I nic to, że większość z nich jest koszmarnie wręcz zła. Nie dostarczyły one wprawdzie niezapomnianych wrażeń literackich, ale wypełniły białe plamy na mapie twórczości pisarza, rzucając na nią nowe światło. Nie ma tu oczywiście mowy o jakimś trzęsieniu ziemi, przez które dotychczasowe sądy o Grabińskim trzeba będzie znacząco zweryfikować, jednak bez wątpienia zbiorek wprowadza pewne korekty. Niewielkie, ale znaczące. I co najważniejsze: Wichrowate linie są na swój sposób dokończeniem projektu Grabińskiego, w realizacji którego przeszkodziła mu przedwczesna śmierć. Traktuje więc tomik jako swoiste kontynuowanie misji, jakiej podjął się nasz polski Poe, i bez wahania umieszczam to zdarzenie na podium „The Best Of” mijającego roku.

 

Drood Dana Simmonsa

Simmonsa pokochałem po lekturze Terroru, w którym to pokazał, że ma zadatki na prawdziwy artyzm jeśli chodzi o łączenie faktów historycznych z fantastyką. Powieść tę można było czytać zarówno jako dokument historyczny, jak i świetną, klimatyczną powieść grozy. Nic więc dziwnego, że kiedy tylko ukazał się Drood, w którym autor zastosował podobną formułę, poczułem dreszczyk ekscytacji. I nie zawiodłem się. Simmons osadził historię w biografii Charlesa Dickensa, próbując wyjaśnić okoliczności powstania niedokończonego kryminału Tajemnica Edwina Drooda. Wyjaśnić oczywiście w fantastyczny, mroczny i nietuzinkowy sposób. Powieść czyta się wspaniale, narracja budowana jest bardzo inteligentnie, a mglisty, mroczny Londyn XIX wieku zahipnotyzuje nawet najwybredniejszego czytelnika. Jeżeli ktoś jeszcze nie czytał tej lektury, to ma kolejne noworoczne postanowienie: przeczytać tę powieść powinien każdy szanujący się fan niebanalnej grozy.

 

Czego oczekuję?

Cóż, mam właściwie trzy życzenia. Pierwsze to takie, by Nesbo nie kontynuował cyklu o Harrym Hole. Dziewiąta część serii, zatytułowana Upiory, jest genialną powieścią i właśnie w tak genialny sposób norweski pisarz powinien zakończyć przygody niepokornego policjanta. Byłbym bardzo zawiedziony, gdyby za pomocą jakiegoś niesamowicie wymuszonego „kambeku” postanowił ciągnąć tę historię dalej. Drugie wiąże się z pierwszym: by mimo to pisał nadal genialne kryminały. Brak Harry’ego zniosę, ale gdyby skandynawski mistrz postanowił w ogóle zrezygnować z pisania opowieści z dreszczykiem, byłby to ogromny cios. I wreszcie trzecie życzenie: by Carpe Noctem nadal wspierało literaturę grozy z taką gracją, jak do tej pory. ;-)

 

Paweł Mateja

Ekspansja wydawnictwa Agharta

Po tym, jak wydawnictwo Agharta wydało swoją pierwszą publikację – Tragedię na wieży – nie wróżyłem im większego powodzenia. Pomimo iż był to zbiór o mocnych punktach i budzący zainteresowanie, to mankamenty, jak literówki, kiepska dystrybucja, nikła medialność i mała dbałość o jakość wydania nie napawały optymizmem. Szybko jednak nadzieję zasiały we mnie zapowiedzi wznowienia Klasztoru i morza Grabińskiego oraz jego zbioru utworów rozproszonych.

Start wydawnictwa był mozolny, ale rokiem 2012 Stanisław Żuławski udowodnił, że choć nie zamierza konkurować z tuzami jak Replika czy Rebis, to niszowa literatura grozy i literatura okołogatunkowa pod jego skrzydłami znalazła miejsce. I możemy czuć się o wiele spokojniej. Zwłaszcza że tegoroczne publikacje i zapowiedzi są coraz ciekawsze, a każdy kolejny tom to krok w przód także w kwestii dbałości o jakość wydania. To w tej chwili chyba wydawnictwo, na którego rozwój najbardziej liczę.

 

Nadciąga Thomas Ligotti!

Na razie są to dopiero pierwsze znaki. Wywiad i opowiadanie w Coś na progu, prelekcja na Polconie, opowiadania na blogach Zaćmienie czy Labirynt z liści. Na razie tylko efemeryczne zapowiedzi wydawnictwa Okultura.

Ale jest też grupa zapaleńców, rozproszona po Polsce, więc wszystko ma się ku dobremu. Jeden z najznakomitszych twórców weird fiction coraz mocniej zaznacza swą obecność w świadomości polskiego fana horroru. Daleko mu jeszcze pod względem popularności do Ketchuma, Lee czy Mastertona, ale też nie ma się co oszukiwać, nigdy równie popularny nie będzie. Za to jestem przekonany, że część czytelników, kiedy będzie miała okazję zapoznać się choćby z genialnym zbiorem Teatro Grottesco, przestanie sobie zawracać głowę wyżej wspomnianymi. To zupełnie inna liga.

 

Zgroza w Dunwich

Chyba niewiele osób wierzyło, że zapowiedziany przez wydawnictwo Vesper zbiór opowiadań H. P. Lovecrafta będzie czymś więcej niż ciekawostką. Rzeczywistość przerosła najśmielsze oczekiwania! Jest to nie tylko najbardziej fachowo przetłumaczony, opracowany i zaprojektowany wybór opowieści Howarda Phillipsa, ale też bodaj najlepszy zbór z klasyki grozy zeszłego roku. A konkurencja w postaci książek wydawnictwa Agharta czy kolejnych tomów Biblioteki Grozy wydawnictwa C&T była naprawdę znakomita!

Wydawnictwo Vesper tym tomem ogromnie zyskało z pewnością w oczach niejednego fana horroru i mam nadzieję, że jego twórcy są świadomi tego, że czekamy na więcej. Na wiele więcej.

 

W kilku słowach

Dwie najlepsze rzeczy, jakie w roku 2012 wpadły mi w ręce to Teatro Grottesco Thomasa Ligottiego oraz Xsiądz Faust, polskiego ekscentrycznego wizjonera, Tadeusza Micińskiego. Obie książki absolutnie niezwykłe. Arcydzieła literatury niesamowitej, pozostające gdzieś na pograniczach zainteresowania większości maniaków horroru. Rzeczy, które potrafią nie tylko zmienić sposób myślenia o literaturze, ale wręcz o postrzeganie rzeczywistości.

Zbiór Ligottiego jednak nie został jeszcze w Polsce wydany, a powieść Micińskiego wznowiona została już kilka lat temu. Nie mogę jednak nie zauważyć kilku naprawdę godnych uwagi ubiegłorocznych premier. Absolutne pierwszeństwo mają Wichrowate linie Grabińskiego – najbardziej kompetentny i istotny zbiór utworów mistrza gatunku od chyba klasycznego wyboru Hutnikiewicza. Drugie to wspomniana wyżej Zgroza w Dunwich.

Dalej znakomity był drugi, uzupełniający zbiór opowiadań M. R. Jamesa Opowieści o duchach. Co prawda nieco mniej interesujący od wydanych kilka lat wcześniej, kultowych Opowieści starego antykwariusza, ale nadal robiący ogromne wrażenie. Jak każda premiera w Bibliotece grozy.

Dalej: kontynuacja serii o Tytusie Groanie Mervyna Peake’a. Może i wznowienie, ale w wielkim stylu! Kolejne wznowienia: Chimeryczny lokator Topora i W kleszczach lęku Henry’ego Jamesa. Nieznajomość tych pozycji jest wręcz niewybaczalna.

W dziedzinie kryminału większe wrażenie zrobiły na mnie jedynie powieści genialnego Monsa Kallentofta. Choć na potrzeby cyklu o Malin Fors wymyślił on już jedną dodatkową porę roku, wcale nie pogniewałbym się o następne.

Rok 2012 obfitował w wiele znakomitych momentów, przede wszystkim jednak zainicjował wiele działań, które owoce zebrane zostaną w przyszłości. Z utęsknieniem czekam na kolejne pozycje Agharty i C&T, które już zaczęły rok w wielkim stylu. Mam nadzieję, że termin weird fiction okrzepnie i da się poznać w praktyce w dużej ilosći znakomitej literatury. Życzyłbym sobie też więcej dobrego polskiego współczesnego horroru, bo ten w ostatnim roku nie raz mnie rozczarował. Kilka jednak wyłowionych pereł niesie nadzieję na wyjście ze złej passy. Ja trzymam kciuki i jestem dobrych myśli.