KP #87: Dlaczego i tak kupisz czytnik

Miała być dyskusja o plusach i minusach czytania na urządzeniach elektronicznych, ale mimo prób nie udało nam się znaleźć zbyt wielu minusów, więc jeśli należysz do tych dziwnych ludzi, którzy jeszcze czytnika nie mają, koniecznie posłuchaj. Oczywiście tych czytujących w ten sposób regularnie też zachęcamy — zawsze to miło upewnić się w swoim wyborze, czyż nie? Dajcie nam znać, czy macie podobne doświadczenia.

  • old weirdman

    Dzięki za Wasze refleksje. Oczywiście w pełni się z Wami zgadzam-użycie czytnika;jego poręczność,prostota obsługi a jednocześnie mnogość funkcji,małe gabaryty,lekkość to jedno, druga-być może istotniejsza -kwestia to dostęp do coraz obszerniejszych zasobów dzieł dostępnych czytelnikom w wersji elektronicznej, trzecia-z mojego punktu widzenia najistotniejsza-kwestia to spory -i stale się powiększający -zbiór dzieł dostępnych praktycznie wyłącznie w wersji elektronicznej! Dam prosty przykład i Paweł na pewno się ze mną zgodzi: Jan Huskowski. Jego dwa zbiory opowiadań ukazały się kolejno w 1909 i 1912 roku. O zawartych tam opowiadaniach wypowiadał się ciepło sam Grabińskiego,również Irzykowski. Zbiory te nie były wznawiane po wojnie. Zakup ich dla współczesnego czytelnika jest praktycznie niemożliwy jednak dla osób posiadających czytniki i oczywiście otwartych na korzystanie z nich zdobycie obydwu zbiorów Huskowskiego-oczywiście będących już w domenie publicznej-to dosłownie kilka minut. Takich autorów jest więcej,takich dzieł jest więcej. Tu już praktycznie dochodzimy do kwestii: przeczytać w wersji elektronicznej bądź nie przeczytać wogóle.

  • Czytnika na razie nie kupiłem, ale pewnie w końcu to zrobię. Teraz czytam głównie na smartfonie, choć tak po prawdzie z uwagi na wadę wzroku częściej konsumuję teksty w wersji audio. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy to się nazywało „książka mówiona” i słuchało się ich na kasetach. Papier lubię, choć rzeczywiście zauważam, że coraz rzadziej sięgam po wydane na nim rzeczy. Z niezrozumiałych dla mnie samego względów w ten sposób czytam np. tygodniki opinii. I w sumie ciekawa kwestia, bo właśnie z racji tego, iż od dzieciństwa obcowałem z książkami niekoniecznie na papierze, zawsze uważałem siebie za osobę bardzo na nowe technologie i formy przekazu otwartą, jednak papierowy konserwatysta niespodziewanie odezwał się we mnie, gdy sam zacząłem pisać. Dziś już nie mam poczucia, że prowadząc blog, robię coś drugorzędnego w stosunku do tradycyjnych gazet, niemniej fakt debiutu na papierze był dla mnie szalenie istotny. To samo z moją pierwszą powieścią. Trzy lata temu wyszła tylko w e-booku (i nie był to selfpublishing), ale cały czas miałem jakieś poczucie niedosytu, jakiejś jej widmowości, nierealności. Kiedy wydawca zaproponował mi druk papierowej wersji, odetchnąłem z ulgą i nie mogłem się doczekać, kiedy przyślą egzemplarze autorskie. Ironia losu, bo e-book sprzedaje się dużo lepiej, a mimo to jakoś mi ciepło koło serca z myślą, że na półce kurz zbiera fizyczna książka. Fetyszyzm?

    • old weirdman

      Nie Marcinie-tęsknota za dziecięcym zachwytem książką jako taką.

    • Agnieszka Brodzik

      Wiesz, taka książka to fajna pamiątka i rozumiem Twoje podejście. Tylko nie dajmy się zwariować i przekonywać, że wydanie elektroniczne jest jakieś wybrakowane. Ja to widzę w przyszłości w ten sposób, że drukujemy jakiś mały nakład dla tych, co chcieliby daną książkę postawić na półce, ze względów kolekcjonerskich, a głównie do sprzedaży idą e-booki, które są też możliwe jak najtańsze :)

  • Isc

    Nie powiedzieliście o jednym aspekcie, który mnie osobiście przekonał do kupna czytnika :) Czyli długaśne serie, które chciałem przetestować/przeczytać, a niekoniecznie marzyło mi się późniejsze inwestowanie w 10 tomów jakiejś pulpy, która będzie zajmować tylko miejsce na półce. Tak więc kupiłem starszego Classica 5 i byłem niesamowicie szczęśliwym człowiekiem. Zakup w dychę, robiło dokładnie to co miało robić, guziczki wciskało się wygodnie, tekst wyświetlał się pięknie, trzymało się lepiej niż 500 stron i przewracało się kartki szybciej. Jak się później okazało ilość książek kupowanych przeze mnie nie zmalała, a wzrosła, bo nowa zabawka rozbudziła we mnie chęć czytania. Więc zacząłem kupować papierowe wydania ebooków, które mi się spodobały i ebooki książek, które już miałem upatrzone żeby to co mam w papierze móc wygodniej przeczytać na czytniku.

    Pewnego dnia Classica pożyczyłem ojcu. Akurat nic nie miałem na tapecie, ojciec mógł spokojnie testować. Jeden ebook, drugi, piętnasty i właściwie przywłaszczył sobie mojego classica, więc dostał go w prezencie, a ja teraz śmigam na nowym Paperwhite. Pierwsze wrażenia miałem podobne, że classic w zupełności działał i wystarczał, ale z czasem pokochałem światełko i „bardziej biały” wyświetlacz. Zresztą dotykowy ekran jest wygodniejszy do tworzenia folderów, wybierania opcji i wszystkiego właściwie, chociaż żałuję, że fizyczne guziczki zniknęły, bo jednak wygodniej musnąć guzik na krawędzi niż wyciągać kciuka do ekranu, ale po jakimś czasie się przyzwyczaiłem i jestem niesamowicie szczęśliwy.

    W pełni rozumiem przerażenie czytnikami, cena zabawki trochę odstrasza, zwłaszcza że taki Kindle nie ma androida, nie jest kolorowy, jedyne co robi to wyswietla tekst, ale sporo sceptyków nie miała w ręku Kindle’a i nie wie o czym mówi, a hejci dla zasady. Ja gorąco polecam, ciężko później wrócić do papieru.

    • Agnieszka Brodzik

      Jeśli „testowanie” pierwszych tomów długich serii oznacza to, co ściąganie pirackich gier „na próbę” to chyba się domyślasz, dlaczego o tym nie rozmawialiśmy ;)

      Jeszcze w kwestii guzików to dodam, że pomysł na zainstalowanie ich po obu stronach jest genialny, a doceniłam go wtedy, gdy po jednej stronie guziczki przestały działać. Jezus, jakie to niewygodne teraz :D W sumie to ostatnio nauczyłam się zmieniać strony, podnosząc kindla i przyciskając go do nosa albo brody. Wbrew pozorom wygodniejsze, bo lubię trzymać czytnik w prawej ręce, a wtedy nie musiałabym lewą wyjmować spod koca, żeby przerzucić stronę (działają przyciski po lewej). A tak — myk — i strona przerzucona :D

  • hultaj _

    To chyba jest regułą, gdzie na światło wychodzi nowostka a wersja starsza jest nawet(!) agresywnie miażdżona. Niesamowicie napędzany jest negatywnymi emocjami obecny czas. Inaczej – armia np amerykańska, jest kilka jak nie kilkadziesiąt lat do przodu ze światem elektronicznym, a to co dostaje `pospolity`ludzki ryneczek, to `odpady` ich dążeń do gadżeciarskiej doskonałości. Być może w chwili obecnej powinniśmy mieć urządzenia hologramowe, ale… ekonomia nie śpi :) Te wszystkie emocjonalia, które idą w parze z `musze mieć` ten telewizor lub telefon czy dylemat co jest lepsze, nie wydają sie… pocieszne? ;) Wszystko jest dla ludzi… chyba ;) Mam starszą wersje czytnika i gdyby padł na glebe, powróciłby taki sam, bo szuranie po ekranie… nie za bardzo. Ze względu na wygode, byłem i jestem z niego zadowolony i tak raczej zostanie. Wydawało mi sie też, że papier odszedł do lamusa a tu pare dni temu zamówiłem fizyczną bryłe Arthura Clarka – Odyseje 4w1, a wcześniej kilka innych – mniam :) I dobrze, że nie skończyłem na dobre w ramionach ebooka – można na powrót cieszyć się wersją do podarcia :) Inaczej – wystarczy większe niż dotychczasowe erupcje na słońcu, i po chwili całą sieć energetyczną zastąpi krzesiwo i nafta na dłuuugie lata (chyba że wcześniej pełną gębą odezwie sie wolna energia) – wówczas tysięczna stronica na półce, bedzie pieszczona uśmiechem :)

    Słuchając różnych podcastów można oprócz treści usłyszeć o zaharowanym życiu prowadzących, więc… dużo zdrówka, niech kręci sie pasja i miłego tygodnia i kolejnych ;) Wszystko dla ludzi ;)

    • Agnieszka Brodzik

      No tak, zdecydowanie przy braku prądu książka papierowa wygrywa ;)

      Dziękujemy za życzenia :)