KP #63: 12 urodziny CN

Z okazji dwunastych urodzin Carpe Noctem, które tradycyjnie obchodzimy w nocy z 2 na 3 września, chcielibyśmy przedstawić Wam rozmowę o naszych początkach w branży i kulisach pracy nad serwisem na co dzień. W rozmowie uczestniczy czworo naszych redaktorów: Agnieszka Brodzik, Szymon Cieśliński, Paweł Mateja i Michał Rakowicz, czyli (bardzo) stara gwardia (Aga), pokolenie nieco młodsze (Paweł) i karpiowy narybek (Szymon i Michał).

  • YouTube jest fajne, ale właśnie tylko wtedy, gdy wizja współtworzy treść. Słuchając was, pozmywałem, sprzątnąłem kącik roboczy i wyprowadziłem psa. Gdybyście nagrali wideo, pewnie korciłoby mnie, by się gapić. Gdybyście z kolei zrobili zwykły podcast i nałożyli na niego statyczny obraz z logo czy czymś tam innym, wkurzałbym się, że musiałbym ściągnąć plik z YT. Bo ja jednak lubię sobie podcasty mieć w odtwarzaczu. Online zawsze mam stracha, że mi się połączenie zerwie.

    Fobię powtórzeniową doskonale rozumiem. Mam podobnie. Do tego jeszcze obsesja na tle rymów wewnętrznych, z którą musiałem trochę przystopować, bo nic bym w życiu nie napisał. Mam też lekką manię symetrii. Akapity muszą u mnie mieć odpowiednią ilość wersów. Co jest o tyle bezsensowne, że po wszystkich poprawkach i publikacji tekst i tak zupełnie inaczej się układa, niż pierwotnie w Wordzie.

    Techniczna strona podcastingu to już w ogóle kosmos. Też kiedyś chodziła mi po głowie myśl, by coś nagrać, ale kiedy otworzyłem Audacity, para gdzieś się ulotniła.

    • Agnieszka Brodzik

      Jeżeli kiedykolwiek wejdziemy na YT (w co wątpię) to na bank jednocześnie będziemy publikować wersję dźwiękową, więc porządki nie ucierpią (a mi się zdarza słuchać przy gotowaniu).
      Och, rymy wewnętrzne! Też wycinam bezlitośnie ;) Całe szczęście mania symetrii jeszcze mnie nie dotyczy (zwłaszcza w pracy, bo trudno, żebym dopisywała zdania do przekładu, żeby było równo hehe), ale bardzo krótkie i bardzo długie akapity we własnym tekście jak najbardziej drażnią.
      Nie bój się Audacity. Ja nie znam tam nawet 1% funkcji i jakoś nagrywam ;) Potem mnie tylko młodszy brat opieprza, że coś tam nierówno, że coś tam jakieś tam kanały, że coś ple ple :P

    • Można nic nie wiedzieć o „technicznej stronie podcastingu” i nagrywać. Ja jestem żywym dowodem :) Czasem efekt może być taki, że trudno będzie to nagrania wracać bez wstydu, ale Audacity (a pewnie też inne programy) są na tyle intuicyjne, że pobawić się tym można praktycznie bez wiedzy i specjalnego sprzętu (prawie każde z nas nagrywało w inny sposób, a czy to bardzo słychać?).

    • skura

      sciagać plik z YT? Czasami sam tak robię, ale teraz ludzie mają ponoć super hiper ipady i internet darmowy nawet na wsi w lesie. :|

      • No to ja, kurde, chyba w innym lesie zamieszkuje. Ale tak na serio to mam jakąś taką archaiczną potrzebę fizycznego posiadania treści, a przynajmniej namiastki w postaci pliku. Kiedyś dłuższe filmy z YT nałogowo ściągałem, choć net mam w sumie niezły, a i na sprzęt – mimo że to nie super hiper mega wypasiony ipad – nie narzekam. Ja po prostu jestem z epoki VHS :) Nawiasem mówiąc, do dziś nie wyrzuciłem kolekcji kaset, mimo że już nie mam magnetowidu.

        • Szymas

          Sam też pobieram z YT rzeczy, których nie oglądam od razu. Linki gdzieś zginą, a filmik na dysku poczeka choćby i rok, dwa na obejrzenie.

          A co do VHS’ów, to również trzymam swoje w szafce. I dopiero Twój komentarz uświadomił mi, że w sumie to nie wiem, po co…
          [Choć ostatnio się przydały do robienia prevki przyszłego podcastu :)]

    • Szymas

      W moim przypadku nie chodziło o przeniesienie się na YT, tylko o wrzucanie ich tam DODATKOWO. To miałby być alternatywny, nie główny, kanał dystrybucji :)

      Znam ten ból :) Obejrzałem masę tutoriali dot. Audacity przed pierwszym montażem, a potem z wielkim bólem starałem się akceptować brzmienie mojego głosu oraz pewną sztuczność pierwszych nagrań :) Przy czym w gruncie rzeczy – o ile nie pracujesz na 5 ścieżkach i 20 plikach audio – montaż nie jest taki skomplikowany. Poza tym człowiek szybko się do niego przyzwyczaja i po pewnym czasie może być myślami hen daleko, a przy tym ręcznie ustawiać poziomy w AC, levelować wave’y i konwertować video z YT na mp3 ;)

      • Agnieszka Brodzik

        Łojezus, ja nigdy takich rzeczy nie robię, ale fstyt! :-O

  • Piotr Borowiec

    Kilka uwag na marginesie. Można?
    Tak? Dziękuje.

    Po pierwsze. Ja staram się czytać recenzje, w szczególności recenzje grozy, a przede wszystkim recenzje polskiej grozy. Jest tego tyle, że nie sposób być na bieżąco. Natomiast czego szukam w necie, a czego jest tam jak na lekarstwo, to literackiej publicystyki, oraz innych gatunków
    krytycznych. Esejów, artykułów przyczynkarskich, monograficznych, przeglądowych. Cieszyłbym się, gdyby takich rzeczy na CN było więcej. Między Bogiem a prawdą, ostatnim tego typu kawałkiem na CN był ten o „Carmilli”.

    Po drugie. Jerry bardzo dobrze powiedział, problemem nie są blogi książkowe jako takie, lecz ów
    brak selekcji naturalnej. Rzeczy dobre giną w potoku blogasków. Myślałem o tym, żeby pomóc blogom dobrym, jakoś je po promować, jakoś nagłośnić miejsca w sieci wartościowe. Jednym pomysłem jaki miałem, to złożyć bloga…. w którym polecałbym inne
    blogi. Idiotyzm.

    Trzecia sprawa. Paweł mi uświadomił, że ja też nie mam pojęcia o współczesnych horrorach. To znaczy tych współczesnych opublikowanych w Polsce po roku 2005 powiedzmy.

    Czwarta sprawa. Spoilery. Onegdaj na fanpejdż Szymasowego podkastu miałem dokumentnie skrytykować „Piłę”. Film zły, ale zły w perfidny sposób, bowiem „Piła” ma pretensje do bycia czymś innym niż jest. Pusty, głupi, wtórny film udający Bóg wie jak oryginalne i ważkie dzieło. Aby jednak
    jakoś to uargumentować, musiałbym odwołać się do fabuły, dokumentnie ją spojlerując. I nie napisałem. Dobrze skrytykować książkę, nie zdradzając szczegółów fabuły to sztuka.

    Piąta sprawa. Lajki. Zmora internetu. One nic nie znaczą. Masa lajków jest z automatu. One nic nie kosztują. Ja sam słucham i podkastów Szymasa i czytam Jerrego, i wpadłem na pomysł aby ich fanpejdżom dać lajka lajkadni temu.

    • Agnieszka Brodzik

      „Myślałem o tym, żeby pomóc blogom dobrym, jakoś je po promować, jakoś nagłośnić miejsca w sieci wartościowe.”

      Z założenia takim miejscem miał być fanpage „Czytam horrory, nie jestem chory”, ale utknęliśmy na etapie zbierania fanów ;) Powoli idzie, bo na fb najważniejsza jest chwytliwa nazwa i choćby się na fp nic nie działo (a się nie dzieje) to co raz ktoś da lajka. Tylko mi już nie styka czasu na szukanie dobry blogów, jakbyś coś znalazł (w naszej tematyce) to daj znać, się udostępni co raz ciekawszą notkę. Tylko potem trzeba kogoś za łeb wziąć, żeby skomentował albo polubił wpis, bo inaczej są tak koszmarnie małe zasięgi, że aż oczy bolą. Blogaski mają na pewno lepsze :P

      • W sumie ja też cały czas siebie dopinguję, żeby więcej lajkować i częściej komentarze pisać. Odkąd założyłem własną stronę, o wiele lepiej rozumiem wszystkie mechanizmy indeksowania, SEO itp. Ale jedna rzecz mnie zaskakuje. Dosyć długo sądziłem, że w środowiskach skonsolidowanych wokół jakichś konkretnych zainteresowań panuje z automatu spory ruch. Na przykład ja prowadzę blog mocno eklektyczny, co jest moją świadomą decyzją i wiedziałem, że ciężko będzie z tzw. grupą docelową. Mnie więc nie tyle frustruje mały feedback – choć to czasem też – co irytująca prawidłowość, że jakoś ludzie zawsze znajdą do mnie drogę, gdy poruszam chodliwy temat. Kiedy piszę coś o polityce, od razu mam skokowy wzrost statystyk, co i tak kiepsko przekłada się na lajki i komcie. Ludzie w sieci ogólnie są leniwi, a techniki aktywizowania to rodzaj takiego trochę żebractwa. Z tym że – tak jak powyżej – wydawało mi się, że grupy fanowskie są na ogół bardziej zaangażowane, niż randomowi internauci.

        Randomowi? Kurde, zaczynam gadać Szymasem :)

        • Agnieszka Brodzik

          No jakbyśmy kiedyś coś dali o polityce to pewnie też by nam statystyki skoczyły :D Ciągle się śmieję, że czas linkować na fejsie przepisy bezglutenowe ;)

          Ogólnie to tak – my narzekamy na brak odzewu i niekoniecznie fajne statystyki, ale też nie chcemy zmieniać tego, co robimy. Tzn. nie zaczniemy pisać laurek zamiast recenzji, by linkowali nas wydawcy; nie zaczniemy dawać recenzji filmów, chociaż filmowe horrory cieszą się tysiąc razy większym zainteresowaniem i każda branżowa strona zajmująca się również filmami z automatu ma więcej fanów od nas; nie zaczniemy sypać samymi tekstami o Kingu, Mastim i HPL-u, chociaż to oni przyciągają najwięcej ludzi; i wreszcie, nie będziemy robić setek konkursów i wrzucać fajnych obrazków na fejsie, bo tak naprawdę i tak nie zarobimy nigdy na CN żadnych pieniędzy, więc zostaje nam tylko satysfakcja z robienia tego, co daje nam przyjemność i robienia tego nie pod dyktando technik aktywizacji ;) Oczywiście przyjemność daje jednak też odzew, czyli te lajeczki i komcie, więc to nie jest tak, że jesteśmy ąę i mamy wyrąbane na fanów – nie, staramy się być w miarę atrakcyjni i jakoś tam jednak działać na rzecz polepszenia statystyk. Bo skoro już coś robimy to chcemy to robić dobrze także pod tym względem.
          W ogóle to techniki aktywizacyjne mieliśmy stosować na drugim fanpage’u, „Czytam horrory, nie jestem chory”, który z zasady miał być taki luźniejszy, bardziej rozrywkowy, służący głównie właśnie to gromadzenia fanów. Bo jednak naszym nadrzędnym zadaniem jest promowanie dobrych rzeczy, więc duży zasięg by się czasem przydał, by pośród setek materiałów o Mastim, HPL-u i Kingu dać np. takiego Gunię czy nawet uwielbiany przez nas wszyskich „Terror” i podetknąć w ten sposób ludziom coś nowego.

          Się rozpisałam :D Tak to jest, jak mało komentujecie, potem się rzucamy na Was jak hieny :D

        • Szymas

          Po prostu ultra :P

      • Piotr Borowiec

        @Agnieszka.

        Będę z Tobą szczery: ni cholery nie ogarniam idei „Nie jestem chory….”. Ja wiem, w założeniu miał to być profil „ocieplający wizerunek” fana literackiego horroru, że my nie jesteśmy upośledzone debile. No dobra, idea jak idea, są mądrzejsze, ale pewnie jest cała masa głupszych. Tylko że realizacja tego pomysłu na profilu jest słaba. Po prostu na „Nie jestem…..” pojawiają się treści, które i tak są publikowane gdzie indziej. Na zasadzie: pojawi się recenzja Mastertona na Grabarzu, to potem ją poleci Seba na profilu Okiem na Horror, potem strona KFASONU no a potem „Nie jestem….”. A ja pytam się PO CO? Przecież jeśli ktoś jest zainteresowany taką
        recenzją, to i tak śledzi OnH i CN.

        I to jest cecha polskiego środowiska, naszego horrorowatego grajdołka. Mówimy dużo, ale mówimy do siebie. To, co mamy do powiedzenia, a mamy do powiedzenia (wbrew pozorom) trochę ciekawych rzeczy – nie wychodzi poza wąski krąg. Swego Kałużyńska w swojej – pożal się Boże – audycji powiedziała, że każdy kto twierdzi że o polskim horrorze się nie mówi, będzie miał z nią do czynienia. Czy coś takiego, cytuję z pamięci. Wybitnie to było durne, nawet jak na audycję Magdy Kałużyńskiej. Takie popadanie w zachwyt że „się mówi” jest głupotą, ponieważ z tego nic nie wynika, oprócz samozadowolenia mówiących.

        Owo „się mówi” polega na tworzeniu kolejnych miejsc w Sieci, które i tak są odwiedzane przez tych samych ludzi. Prawdopodobnie najlepszym wyjściem, aby „odczarować” wizerunek fana horroru, jest wyjście ze świata wirtualnego do realnego. Spotkania, konwenty, warsztaty…. Dlatego też uważam, że dwiema godzinnymi prelekcjami na Pyrkonie (świetnymi zresztą) zrobiliście pierdylion razy więcej, niż rokiem prowadzenia tego czy innego Fanpejdżu.

        • Agnieszka Brodzik

          Ale dlaczego nas się czepiasz, tak po prawdzie? To nie my mamy pierdylion fanpejdży, stronek i blogasków tylko raptem jeden wielki serwisoblog z długoletnią tradycją i jeden rozrywkowy fanpejdż, który prowadzimy sobie ot tak, bez wielkiej idei poza tym, co pisałam już wcześniej. Trochę kulą w płot moim zdaniem, bo jest akurat w tym światku masa osób, które robią to tysiąc razy bardziej i więcej, i głupiej niż my. Nie wrzucaj nas do tego samego wora, co ten „horrorowaty grajdołek”, bo zupełnie nie masz ku temu powodów – nie jesteśmy Kałużyńską i w ogóle śmieszne jest to, że najpierw dostajemy zewsząd zjebki, że za bardzo krytykujemy i za mało promujemy, a teraz od Ciebie, że ponoć razem z resztą ferajny onanizujemy się zajebistością polskiego horroru :P

          • Piotr Borowiec

            Cholera, miało być urodzinowo i
            fajnie, a znowu Ciebie zirytowałem. Uwagi jakie poczyniłem były
            tak i ogólnie i na marginesie. Ot, taka obserwacja, przy okazji. `A
            to że nie wyłapałem po co jest ten rozrywkowy fanpejdż to pewnie
            mój problem, a nie fanpejdża. Więc nie masz się co irytować, ja
            jestem irytujący.

            I co do Twojej uwagi na temat
            konkursów (w innym poście, ale nie che mi się pisać dwóch
            postów). Ja nie mam nic przeciwko konkursom, pod warunkiem że jest
            to jakaś kreatywna zabawa. Konkursów na zasadzie kliknij i
            udostępnij nie nawiedzę. Rok temu pomogłem adminowi Okiem na
            Horror robić konkurs urodzinowy. Uzgodniliśmy, że będzie trudno,
            wymagająco i w czterech etapach. Kazaliśmy ludziom wymyślić hasło
            reklamowe dla bloga, znaleźć aluzje do tytułów w napisanym
            specjalnie opowiadaniu, napisać zabawną recenzję. Słowem, konkurs
            który wymagał od ludzi udowodnienia, że faktycznie są FANAMI.

            Wiesz ile osób bawiło się we
            wszystkich etapach? Na prawie 10 tyś, lajków strony?

            Dlatego zgadzam się, trzeba mieć
            do FB kupę dystansu.

    • Agnieszka Brodzik

      Natomiast jeśli chodzi fejsbuka to warto korzystać z niego świadomie i jednak dawać te lajki, skoro nic nie kosztują, wartościowym wpisom. Łatwo narzekać, że sama szity na wallach i fanpage’ach, ale prawda jest taka, że dużo osób prędzej w przypływie emocji polajkuje dobry dowcip albo wręcz przeciwnie, skomentuje coś negatywnie, bo się wkurzy, niż choć tak drobnym gestem wesprze pozytywną, wartościową treść.
      Oczywiście mamy tonę dystansu do fejsbuka i mam nadzieję, że to słychać na nagraniu. Trudno nie mieć, gdy najwięcej zainteresowania wzbudzają pierdolety o HPL-u (o! piwo z Cthulhu, wow! wow! polajkuję) i ładne zdjęcia.

      • skura

        Poza tym pamietajmy, że to co się więcej lajkuje to jest lepiej pozycjonowane w gogle i więcej wyświetla się innym ludziom na FB. Tak więc-chcesz żeby jakiś wpis miał większe grono odbiorców? Lajkuj, a najlepiej udostępniaj.

        • Agnieszka Brodzik

          O to to właśnie. Takie coś mam na myśli, mówiąc o świadomym korzystaniu z fejsa. Wbrew pozorom to ma sens.

    • Ja mam ambicje, aby coś z publicystyki napisać od dawna, ale mam jakieś problemy ostatnio z czasem. W sensie nie chce być z gumy ;) Nie zmienia to faktu, że naprawdę żałuję, że się do tego nie zebrałem. Spróbuję to jakoś nadrobić.

    • Szymas

      1. Co do tych braków, to my zdajemy sobie z tego sprawę, jednak to dziura, której nie da się łatwo załatać. Sam miałem kilka pomysłów na teksty, ale póki co utknąłem na etapie „pomysłów”. Ba, nawet głupiej recenzji nie mam, kiedy skończyć.
      4. Spoilery w komentarzach wystarczy wyraźnie oznaczyć i problem znika :)
      5. Lajki znaczą wiele. Zauważ, że wszyscy znajomi widzą to, co „lajkujesz” i – jak zauważył Skura – wyszukiwarki również lepiej pozycjonują publikacje powiązane z licznymi aktywnościami na FB. Sam przez długi czas niczego w sieci nie lajkowałem, ale jakiś rok temu zmieniłem podejście, bo jednak mnie to nic nie kosztuje, a innym może pomóc.

  • old weirdman

    Bardzo przyjemnie się Was słuchało. Tak naprawdę już chyba nikt z czytelników strony nie wyobraża sobie Carpenoctem bez podcastów! Dla mnie najcenniejsze te Pana Pawła -przez zbieżne zainteresowania-i Pani Agnieszki oczywiście-przez piękny głos i ciekawe, konkretne poglądy na literaturę i kulturę.

    • Agnieszka Brodzik

      Dzięki :) Chyba będziemy więcej nagrywać, bo do redakcji dołączyło dwóch zapalonych podcasterów, a i ja obiecuję sobie, że będę więcej nagrywać i nawet może nauczę się jakoś sensownie obrabiać te moje nagrania ;)

      • old weirdman

        Wspaniale:-)

      • Szymas

        Aga, Ty się nami nie wykręcaj ;) Widzisz, że weirdman nie chce nas, tylko Ciebie i Pawła :P

        • Mogło być gorzej, mogło być „…nie wyobraża sobie Carpenoctem bez podcastów! Oczywiście oprócz tych, które robią Szymas i Jerry. Odkąd się pojawili drastycznie zaniżają poziom serwisu” :P

  • Sebastian Pasich

    Słucham was już ok. rok, zawsze dostaję dużą dawkę wiedzy i bardzo
    wysoki poziom. Naprawdę świetna robota. Ale nigdy nie przyszło mi do
    głowy, żeby napisać komentarz. Może warto byłoby jakoś zaktywizować
    słuchaczy do podzielenia się poglądami?

    Np. na masakultury.pl jest głosowanie, gdzie głos (i ewentualne uzasadnienie) oddaje się w komentarzu – świetny punkt wyjścia. Często na końcu filmu na YT jest pytanie: „Czy zgadzasz się z naszymi poglądami? Pisz w komentarzach”. Aktywizacja przez pobudzenie do (jakiegokolwiek) działania.

    • Agnieszka Brodzik

      Oczywiście masz rację, tylko my jesteśmy trochę dziwni :D tzn. nie wiem jak chłopaki, ale ja cały czas widzę właśnie te techniki aktywizacji i nie potrafię patrzeć na to inaczej jak właśnie na techniki, sztuczki marketingowe. Jak się napatrzę na te sztuczne prośby o wyrażenie zdania, gdy tak naprawdę firma x albo bloger y tylko liczy komcie i lajeczki, a zdanie ludzi to ma w sumie w dupie, to potem jakoś mi głupio i dziwnie samej takie rzeczy stosować.
      Inna sprawa, że na fejsie czasem dajemy jakieś pytania to nadal rzadko dostajemy odpowiedź. I potem to jeszcze gorzej wygląda :D Bo póki nie pytasz to brak reakcji nie wali po oczach ;)
      Plus zawsze zakładam, idealistycznie, że jak ktoś faktycznie czyta czy słucha to prędzej czy później poczuje potrzebę, żeby np. nie zgodzić się z czymś albo zwrócić uwagę na coś innego. Nigdy nie nachodziło Cię, żeby w ten sposób coś skomentować?

      • Sebastian Pasich

        Też masz rację, jest to trochę sztuczne. Ogólnie aktywizowanie to takie trochę wyciąganie dziecka na środek pokoju i proszenie o wyrecytowanie wierszyka (ale oklasków to się potem fajnie słucha :). U was jest też trochę trudniej się wypowiedzieć, dużo łatwiej napisać gdzieś pod zdjęciem na FB: „hehe, dobre” niż oceniać literaturę. Nie wystarczy wiedzieć, ŻE się podobało, trzeba też wiedzieć, DLACZEGO się podobało.
        Ale aktywizacja to ogólnie dobra rzecz – w czasach, kiedy lenistwo sprawia, że nie możemy wysmarować nawet własnego zdania na jakiś temat.
        No właśnie nachodzi mnie. Ale to wszystko, nic się dalej nie dzieje. Ja odwrotnie niż Jerry często piszę komentarz, którego nie publikuję, bo dochodzę do wniosku, że nie wnosi nic konstruktywnego. Więc może lepiej, że mi przechodzi ;)

        • skura

          „Ogólnie aktywizowanie to takie trochę wyciąganie dziecka na środek pokoju i proszenie o wyrecytowanie wierszyka”
          -a to tu się nie zgodzę do końca bo to zależy od tematu – jeżelie jest jakiś powód, jak np. kiedyś na RasioSK, i prośba by słuchacze wysylali smsy na konkurs blog roku-to wtedy jestem jak najbardziej ZA aktywizacją, i to z przytupem.

        • Szymas

          Tutaj też możesz napisać „hehe, dobre” :) Albo „fajny montaż”, „ciekawa recenzja”, „zachęciliście mnie”, „muszę nadrobić”, „ostatni tekst był ciekawszy”, „słychać jakieś szumy”, itd. Nikt nie wymaga, by każdy wrzucał bardzo długie, bardzo merytoryczne i dobrze uargumentowane komentarze :)

        • Każdy komentarz (poza tym, w których byś chciał napisać, że jesteśmy głupi i się nie znamy) jest konstruktywny i śmiało trzeba go zamieszczać. Często z jakiegoś niepozornego komentarza rodzi się cała dyskusja. Jak na załączonym obrazku ;)

      • Szymas

        Mnie to zawsze bawi, gdy ktoś przez cały miesiąc organizuje sztucznie nabijanie kliknięć („polub FP, posta, udostępnij, poproś 5 znajomych i dwóch krewnych, by też to zrobili, a potem napisz w komentarzu kupa, by dostać książkę” / ew. głupie obrazki z cyklu „X – lubię, Y – komentarz”), a potem chwalą się, że np. 100 lajków przybyło :D A jeszcze zabawniej jest, gdy po takim konkursie ludzie anulują te lajki :D

    • Ja widzę te techniki aktywizacji, ale sam się często na nie łapię, choćby właśnie na Masie Kultury. Ale z drugiej strony ja nie jestem dobrym przykładem, bo dość często komentuję. Jakoś mam tak, że wypowiedź w necie traktuję z automatu jako zachętę do dyskusji na zasadzie „to jest Twoje zdanie, a Ty co myślisz słuchaczu/czytelniku”.

    • skura

      heh, ja chyba w każdej audycji marudzę i narzekam na mały feedback, a Ty dopiero teraz ;)
      Ja mam tak samo jak Jerry-nie musi mi przypominać prowadzący audycję/program/show że jest opcja KOMENTARZE / SUBSKRYBCJA no bo to widać :) Szkoda czasu na antenie.