Karpiowe podsumowanie roku #1

Rok 2011 ma się już ku końcowi i powoli rozpoczyna się sezon podsumowań. Pośród zestawień gospodarczych i list przebojów musi się znaleźć także miejsce na Karpiowe podsumowanie roku, w którym typujemy trzy najważniejsze wydarzenia związane z literackim horrorem, thrillerem i kryminałem.

W pierwszej kolejności zapraszamy Was do lektury głosów naszych redaktorów: Agnieszki Brodzik, Michała Budaka, Marcina Bukalskiego, Pawła Matei, Rafała Sicińskiego oraz Pawła Szczepanika. Już niedługo rok 2011 na naszych łamach podsumują zaprzyjaźnieni pisarze i publicyści.

Agnieszka Brodzik

Replikowy szturm na grozę

Wydawnictwo Replika jest już od dłuższego czasu obecne na polskim rynku wydawniczym, ale właśnie w tym roku przypuściło szturm na horror. Dwie antologie z opowiadaniami polskich i zagranicznych autorów, powrót do wydawania Ramseya Campbella, wprowadzenie na rynek Edwarda Lee, zbiór opowiadań Ketchuma, a na początek przyszłego roku kolejna powieść tegoż i – co szczególnie mnie cieszy – książka zupełnej świeżynki, czyli Billa Husseya, którego dobrze przyjęty debiut „Through a Glass, Darkly” recenzowaliśmy na naszych łamach. Było suto i mam nadzieję, że na następny rok wydawnictwo szykuje nam kolejne smakołyki!

Antologia „Jest legendą”

Bardziej jako wydarzenie wydawnicze niż książka sama w sobie. To pierwsza premiera SQNa w naszym klimacie, zwiastująca kolejne, a po drugie – tu odrobina perfidnej prywaty – moje pierwsze profesjonalne tłumaczenie, dokonane wspólnie z Bartkiem Czartoryskim. Powiedziałabym, że mam nadzieję na kolejne ciekawe premiery od SQN, ale z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że to fakt, więc pozostaje mi tylko trzymać kciuki. Nigdy za mało entuzjastów horroru wśród wydawców!

Łukasz Orbitowski stypendystą Ministra Kultury

O tym, że uważam Łukasza Orbitowskiego za najlepszego rodzimego pisarza grozy, wie chyba każdy, kto śledzi moje recenzje czy wypowiedzi na forum Gotham Cafe, albo po prostu kiedykolwiek rozmawiał ze mną na temat polskiego horroru, bo powtarzam to na każdym kroku. Dlatego chociaż Łukasz nie wydał w tym roku żadnej książki, w moim podsumowaniu i tak się znalazł, a to za sprawą bardzo radosnego wydarzenia, jakim było przyznanie mu stypendium Ministra Kultury. Osobisty sukces Łukasza to również świetna wiadomość dla wszystkich miłośników inteligentnej grozy – oto nasz pisarz został doceniony przez mainstream.

 

Najbardziej wyczekiwane wydarzenie roku 2012: premiera „Nicości” Billa Husseya

Gdy zobaczyłam „Nicość” wśród zapowiedzi Repliki, pomyślałam sobie „wow, odważny ruch”. Wprowadzenie zupełnie nieznanego autora na nasz i tak dość problematyczny rynek jest ryzykowne, ale też godne pochwały – ileż razy można wznawiać Mastertona albo odkopywać kolejnego klasyka horroru? Bill Hussey nie tylko dla nas jest nowym nazwiskiem – dotychczas ukazały się zaledwie dwie jego książki, obie bardzo dobrze przyjęte zarówno przez krytyków, jak i czytelników.  Porównuje się go do Ramseya Campbella, a jeden z recenzentów nazwał pisarza „nowym M. R. Jamesem”, co niekoniecznie napawa mnie optymizmem – bo entuzjastką klasyki horroru nie jestem  – ale pokazuje, jakie wielkie wrażenie lektura „Nicości” wywarła na autora tych słów i mam nadzieję, że i mi przyjdzie recenzować ją w podobnym tonie. 

Michał Budak

Rok Grabińskiego

Nie byłbym sobą, gdybym na pierwsze miejsce wśród wydarzeń roku 2011 nie wytypował rosnącej popularności Stefana Grabińskiego. W ciągu tych dwunastu miesięcy byliśmy świadkami prawdziwego rozkwitu jego twórczości – wydawnictwo Kabort wydało Demony perwersji, gdzie mogliśmy przeczytać mało znane opowiadania polskiego Poe’a,  Zysk i S-ka uraczył nas wznowieniem kanonicznych tekstów naszego klasyka, a krakowska Agharta poza Tragedią na wieży rzuciła prawdziwą bombę – Klasztor i morze, który do niedawna był białym krukiem „schodzącym” po kosmicznych cenach na aukcjach internetowych. Zwieńczeniem tego urodzaju była inauguracja „Roku Grabińskiego” – cyklu imprez poświęconym pisarzowi, nad którym Carpe Noctem objęło patronat medialny.  Ranga wszystkich tych wydarzeń została jeszcze podkreślona faktem, że 12 listopada 2011 obchodził Grabiński swoisty jubileusz – 75. rocznicę śmierci. Wszystko to sprawiło, że Grabiński zaczął z coraz większą konsekwencją przebijać się do świadomości czytelników i wiele wskazuje na to, że na tym nie poprzestanie. Grabiński kojarzy się przede wszystkim z koleją, więc tym skojarzeniem zakończę tę notatkę: mam nadzieję, że pociąg jego popularności będzie zabierał ze sobą coraz więcej pasażerów, a jego wędrówkę będzie można skwitować słowami piosenki: „ruszyła maszyna, już nikt nie zatrzyma, kto wejdzie pod koła, ten uciec nie zdoła”.

Jo Nesbo

Jo Nesbo na polskim rynku obecny jest już od kilku dobrych lat, jednak dopiero w 2011 miałem okazję się z nim zapoznać. I co? I była to miłość od pierwszego wejrzenia, a raczej od „Pierwszego śniegu”. Intryga tej powieści jest wielopoziomowa i skomplikowana, a sposób, w jaki autor ją prowadzi, jest prawdziwym majstersztykiem – zwodzi on czytelnika nie tylko fałszywymi tropami, ale też samą narracją: a to wspomni niby mimochodem za dużo o danej postaci, a to a to inną z kolei zarysuje w taki sposób, że od razu czuć, że ma ona coś za uszami. Nesbo potrafi zrobić taką wodę z mózgu, że niewiele brakowało, bym zaczął podejrzewać samego głównego bohatera. Potem przyszła pora na „Czerwone gardło”, gdzie Nesbo prowadził historię z bezczelną wręcz pewnością siebie – opisywał wprost działania mordercy, pozwalał na śledzenie niemal każdego jego ruchu, by potem ostatnim twistem wywrócić całą fabułę do góry nogami i zburzyć moją koncepcję, kto jest zabójcą. Niemal widziałem, jak Nesbo stoi obok mnie i z protekcjonalnie klepie mnie po plecach, mówiąc: „może uda się następnym razem”. Tym ‘następnym razem’ były „Karaluchy”, o których nie chcę się rozpisywać: po pierwsze dlatego, że powieść do tej pory budzi we mnie – zgodnie z zamierzeniem autora – odrazę, a po drugie dlatego, że Nesbo znów wywiódł mnie w pole z taką łatwością, że aż wstyd o tym pisać. I wreszcie nadeszła kolej na „Łowców głów”, którymi norweski pisarz udowodnił, że potrafi pleść nie tylko niezwykłe intrygi, ale też doskonale czuje się w roli… parodysty, ponieważ uczynił z tej powieści przepyszny, prześmiewczy pastisz kryminałów spod znaku Cobena czy Abbotta. Konwencja „zabili go i uciekł” jeszcze nigdy nie miała w sobie tyle klasy, ile w wykonaniu Nesbo. Umieszczenie norweskiego pisarza na liście wydarzeń roku 2011 może mu jednak uwłaczać. Po pierwsze dlatego, że to nie wydarzenie, a objawienie, a po drugie nie roku, ale co najmniej dekady. Bez fałszywej przesady mogę stwierdzić, że jest on najlepszym autorem kryminałów, którego miałem przyjemność czytać.

Nowa odsłona Carpe Noctem

Nasze „Top 3” jest rankingiem czysto subiektywnym, więc na szczęście mogę bez oporów wskazać na trzecim miejscu nową wersję naszego serwisu, mimo że jej otwarcie nie przebiegunowało Ziemi, nie zmieniło biegów rzek ani nawet nie znalazło się na pierwszych stronach gazet. Było to jednak dla mnie – i jestem pewien, że dla reszty redakcji również – bardzo ważne wydarzenie, ponieważ dało ogromnego kopa i energię do pracy nad serwisem. I w tym momencie, o ironio, zabrakło mi weny ;-) Bez zbędnego przedłużania więc, właśnie wspomnieniem naszego re-otwarcia zakończę podsumowanie roku 2011 i przejdę do tego, jak wyobrażam sobie nadchodzący rok 2012.

Najważniejsze wydarzenie nadchodzącego roku:

Jako że nie jestem zwolennikiem definitywnego dzielenia na „stare” i „nowe”, nadchodzący rok jawi mi się przede wszystkim jako przedłużenie tego, co najważniejsze było dla mnie w 2011. Mam więc  nadzieję, że o Grabińskim nadal będzie głośno. Największa odpowiedzialność za to spoczywać będzie na barkach organizatorów „Roku Grabińskiego”, którzy szykują dla nas masę atrakcji, w których organizacji będziemy pomagać. Na 2012 zaplanowane też są interesujące wydarzenia związane z Jo Nesbo – nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego ukaże się jego najnowsza powieść „Upiory”, a doskonały reżyser Martin Scorsese już w tym właśnie roku może rozpocząć prace nad ekranizacją „Pierwszego śniegu”. I wreszcie liczę też na to, że Carpe Noctem będzie się rozwijało i stawało coraz prężniejszą i ciekawszą inicjatywą. A ja może trochę schudnę. 

Marcin Bukalski

Łukasz Drobnik „Nocturine. Cunninghamella

Dwie minipowieści Drobnika znalazły się na miejscu pierwszym z prostego powodu – zapełniły mój niedosyt prozy dziwnej, wkradającej się głęboko w tkankę podświadomości. Literatura to trudna i bezkompromisowa wobec czytelnika. Wymagająca obeznania nie tylko w dziedzinie literatury, ale praktycznie w całej popkulturze, swobodnie igrająca z odwołaniami i motywami. Odważna, bardzo plastyczna proza. Jeśli P.K. Dick przeczytałby książkę Drobnika, byłby dumny.

Jakub Kijuc – Wydawnictwo Czarna Materia

Jakub Kijuc na rodzimym rynku komiksowym dokonał rzeczy niebywałej – nie tylko powołał do życia własne wydawnictwo, ale pokazał też, że zapomniana i niszowa forma komiksu zeszytowego nadal cieszy się spora popularnością. Co ciekawe, Kijuc nie poszedł na łatwiznę i nie stworzył komiksu, który z założenia ma się sprzedać. „Konstrukt” to komiksowa, postmodernistyczna awangarda w najlepszym tego słowa znaczeniu. Co najważniejsze jednak, Czarna materia udowodniła, że nawet na takim niedużym rynku jak rodzimy jest miejsce na wiele różnych, nawet eksperymentalnych tworów.

Wzrastająca popularność bizarro fiction w Polsce

Bizarro fiction swoje wysokie miejsce zawdzięcza mojemu upodobaniu do wszelakich literackich eksperymentów i nowinek. Jak na razie, literatura ta nie do końca mnie „kupiła”– ani Polska, ani ta z zachodu. To jeszcze takie gatunkowe powijaki, ale mimo wszystko sam fakt zaistnienia tej formy na rodzimym (nadal dość konserwatywnym) rynku jest zaskakująca, i jeśli nie będzie tylko i wyłącznie przemijająca modą, może stać  się jednym z ciekawszych trendów ostatnich lat.

Gdy próbuję podsumować rok 2011, pierwszą rzeczą, jaka przychodzi mi do głowy jest moja obecność na Carpe Noctem – jeszcze kilka miesięcy temu, słysząc taka przepowiednie pobłażliwie dla wieszcza, popukałbym się w czoło i poszedł dalej. Los okazał się jednak łaskawy i przewrotny, jak to ma w zwyczaju i oto jestem. Dzięki dla Agnieszki i reszty redakcji.

Z publikacji książkowych nic nie powaliło mnie na kolana. Było sporo bardzo dobrych pozycji od wydawnictwa Forma: „Nocturine. Cunninghamella” Łukasza Drobnika, „Osiem” Krzysztofa Maciejewskiego czy druga część antologii City. Cieszy fakt, że to wszystko młodzi polscy autorzy, którzy prezentują całkiem wysoki poziom literackiego rzemiosła. Innym wydawnictwem, które w kończącym się już roku dawało nam niemałe powody do radości jest Replika – chociażby za „Sukkuba” Lee (swoją drogą ciekawa powieść, ale nie w moich klimatach) czy „Zły wpływ” Cambella, który to w końcu przestaje być traktowany na naszym rynku wydawniczym po macoszemu. W obszarze komiksu, największe wrażenie zrobił na mnie Jakub Kijuc – człowiek, który stworzył własne wydawnictwo dla niszowego, ale ambitnego projektu. Nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że Kijucowi udało się zaistnieć w dość szerokim gronie odbiorców.

Nie sposób nie wspomnieć o wręcz masowej fali wznowień Grabińskiego; można by powiedzieć, że w końcu, po wielu nieudanych próbach się udało. Razem z naszym „polskim Poe” wypłynęło kilka ciekawych wydań prozy innych klasyków grozy: Hodgsona, Meyrinka czy Ewersa. Sytuacja to znacząca; zwłaszcza, że większość z tych tekstów była dotychczas zupełnie niedostępna dla przeciętnego czytelnika.

Osobiście intrygującym dla mnie zjawiskiem jest wzrost zainteresowania polskich twórców i fanów bizarro fiction – gatunkiem, który dopiero ma szanse wypłynąć na szersze wody. Doczekaliśmy się nawet zbioru opowiadań „Bizarro dla początkujących” a także utworów rozrzuconych po antologiach, prasie i internecie. Ciekawe, jak będzie wyglądała dalej ekspansja tego gatunku…

Na tym wypadało by zakończyć wywody o roku 2011. Było w nim sporo dobrych publikacji, ciekawych trendów wydawniczych – nic jednak nie rzuciło mnie na kolana. Ot, kolejny solidny rok bez większych ekscesów. Zabrakło trochę publikacji tylko ocierających się o grozę, tych z gatunku trudnych do zaszufladkowania. Pozostaje mieć nadzieję, że przyszły nie będzie gorszy. W dalszym ciągu przydało by się kilka nowych tłumaczeń czy wznowień – tego nigdy nie za wiele. Jak będzie w rzeczywistości? O tym się już niedługo przekonamy na własnej skórze. 

Paweł Mateja

Stefan Grabiński

Nikogo chyba nie zaskoczę tym wyborem: Stefan Grabiński – choć od ponad stu lat jego twórczość elektryzuje fanów opowieści niesamowitych, ostatni czas przyniósł mnóstwo ciekawych wydarzeń i publikacji z nim związanych: zbiorze opowieści niesamowitych “Demony perwersji” wydawnictwa Kabort, w “Tragedii na wieży” oraz legendarnej, ale niezwykle do niedawna trudnej do zdobycia powieści “Klasztor i morze” wznowionej przez Aghartę, wreszcie “Demon ruchu i inne opowiadania” Zysku – publikacji znakomitej zwłaszcza dla czytelników jeszcze pisarze nie znających. Wreszcie ogłoszenie roku 2012 rokiem Grabińskiego (czego inauguracja odbyła się niedawno) to wszystko zbiegło się w tym roku i tak naprawdę nie wiem, co mogłoby przebić podobny zestaw. Nie liczę na to, że twórczość „polskiego Poego” przeżyje intensywny renesans, ale na pewno będzie inspirować i żyć w naszych głowach i na papierze jeszcze przez kolejne lata.

Publikacje Repliki

Tegoroczne publikacje wydawnictwa Replika same w sobie mogłyby zdominować całe zestawienie. Zbiór opowiadań Ketchuma, „Sukkub” Edwarda Lee czy „Zły wpływ” Campbella. Jako wisienka na torcie dwie antologie horroru – a to przecież tylko najlepsze pozycje, jakimi nas uraczyli. Trudno nie docenić tego, jaki wkład wniosło to wydawnictwo do tegorocznego zestawienia najlepszych lektur grozy! 

William Hope Hodgson

W końcu doczekaliśmy się wydania w Polsce opowiadań o łowcy duchów – Carnackim – Hodgsona. Wiadomość ta pewnie ekscytuje tylko garstkę fanów grozy – ale niesłusznie. Oto wydawnictwo C&T kontynuując swoją politykę corocznego dostarczania nam prozy kolejnych mało znanych w Polsce, ale legendarnych twórców opowieści niesamowitych sprzed lat, postawiła tym razem na ogromnie mocną markę. Pisarza, którego sam H. P. Lovecraft ogromnie doceniał, który w swoich ghost-story jednocześnie nawiązywał do tradycji romansów gotyckich i horroru kosmicznego, którego jakości do tej pory niewielu pisarzy potrafi dorównać.

Rok 2011 był znakomitym czasem dla horroru. W powyższych punktach upakowałem informacje w sposób nader ogólny, a więc i pojemny – a mimo wszystko i trzykroć tyle miejsc mogłoby nie wystarczyć. Należy przecież docenić też publikacje wydawnictwa SQN, Fu Kang, „Masterton. Twarzą w twarz z pisarzem” Mastertona, Pocztarka i Cichowlasa wydaną przez Albatrosa (dziękuję Mariuszowi Juszczykowi za poprawkę!), wspomnieć o Ramseyu Campbellu, który gościł na tegorocznych Dniach Fantastyki, o nowej i znakomitej powieści Dawida Kaina, wreszcie o tym, że Carpe Noctem przeszło renowację, w której sukces mało kto już chyba wierzył, ale która sprawiła, że nasza ciężka praca, choć nadal jest równie ciężka, to przynajmniej odbywa się w o wiele dogodniejszych warunkach.

Cieszy mnie też ogromnie to, że wydawnictwo Papierowy Księżyc wznowiło „Dziewczynę z sąsiedztwa” autorstwa Jacka Ketchuma- i wreszcie, że autora tego podebrała im Replika. Bowiem okazuje się, że horror, którego autorem nie jest Stephen King ani Graham Masterton, może się dobrze sprzedawać.

I co najważniejsze, zbliżający się nowy rok będzie prawdopodobnie jeszcze bardziej urodzajny!

Rok Grabińskiego będzie pełen atrakcji, na które już czekam z niecierpliwością, zapowiedziane są kolejne powieści Ketchuma i Lee, ale liczę na to, że na nasz rynek wpadnie kilka nowych nazwisk. Pragnę już dostać w swoje ręce długo wyczekiwane „Wichrowate linie” Grabińskiego, a na myśl o nazwiskach zapowiedzianych przez C&T aż dostaję dreszczy (opowiadania Stockera, Onionsa, Chambersa!). Niedługo przyjdzie nam też pewnie czekać na pierwszy numer branżowego pisma „Coś na progu”, które kontynuować będzie misję Lśnienia. Na Polconie zjawić ma się mistrz makabry i perwersji – Edward Lee. Mam nadzieję, że będziemy mieli też sposobność przeczytać w końcu jakieś bizarro z importu i porównać z produktem krajowym.

Wreszcie mam nadzieję, że Carpe Noctem – informując o tym wszystkim i czynnie biorąc udział w życiu rozwijającej się w Polsce “kultury grozy”, sprawi, że jeszcze nie raz zjeżą Wam się włosy ze strachu – oczywiście literackiego!

Rafał Siciński

Trzy najważniejsze wydarzenia mijającego roku związane z grozą?

Na pewno numerem jeden była wizyta Ramsey’a Campbella na tegorocznych Dniach Fantastyki we Wrocławiu. Dla mnie Campbell jest człowiekiem, który literacki horror wyciągnął z grajdoła tanich makabrycznych historyjek. I nie chodzi mi tylko o jego pisarstwo, ale także pracę redaktorską i publicystykę. Jeżeli można mówić, że na horror w Europie patrzy się w tej chwili bez głupawego uśmieszku, dyskutuje  się o nim poważnie, to z pewnością olbrzymią część zasług należy przypisać właśnie Campbellowi. Fantastycznym jest, że ten fenomenalny pisarz, jeden z największych popularyzatorów tego gatunku, znalazł czas i przyjechał na średniej wielkości konwent, do kraju, gdzie wydano zaledwie dwie jego powieści i garstkę opowiadań.

Swoją drogą, strasznie mnie cieszy, że blok horrorowy na Dniach Fantastyki rozwija się i jego organizatorzy ściągają tak nietuzinkowych gości.

Drugie wydarzenie… na pewno wydanie „Uzumaki. Spirala” Junji Ito przez J.P.Fantastica. Ciężko mi znaleźć na polskim rynku drugi taki komiks – tak kompletny, tak chory i tak straszny. Mamy do czynienia z czystej wody horrorem, który autentycznie przeraża treścią i rysunkiem. Momentami popadająca w groteskę historia jest jak tytułowa spirala, po której czytelnik spada w coraz to głębsze odmęty obłędu. I nawet nie chodzi mi tu tylko o prastarą tajemnicę jaką skrywa nadmorskie miasteczko czy wynaturzone potwory prosto z najmroczniejszych koszmarów. Tym co odróżnia „Spiralę”, od wydawałoby się podobnych tytułów, jest specyficzny klimat, bo jest rzecz na wskroś japońska – ostro popieprzona,  surrealistyczna, momentami, aż ciężka do przełknięcia. Wszystkim fanom nietuzinkowego horroru Ito zabił tą mangą niezłego ćwieka. 

Trzecie wydarzenie, to wprowadzenie na polski rynek horroru ekstremalnego z najwyższej półki – chodzi mi tutaj o twórczość Edwarda Lee. Przed rokiem 2011 można było przeczytać jedno jego opowiadanie w pierwszym tomie antologii „999” (tekst mocny, ale niestety nie będący horrorem). Tylko ten rok to „Sukkub” – powieść wydana przez Replikę, a także opowiadania: „Matka” i „Stół”. Kolejne teksty Lee zapowiedziano na przyszły rok, i tym samym, to właśnie jest wydarzenie, na które najbardziej czekam (no i może wydanie „Drooda” Simmonsa). Od momentu kiedy pierwszy raz przeczytałem o powieściach Edwarda Lee wiedziałem, że jest to autor, którego na polskim rynku bardzo brakuje i nie zastąpią go nam kolejne książki Barkera, Mastertona czy Huberta.

Rok 2011 dla miłośników horrorów był na pewno hojny w wydarzenia. Pojawiła się spora ilość ciekawych nowości (antologia poświęcona twórczości Richarda Mathesona, dwie antologie od Repliki, książki Kinga, Ketchuma, Campbella, romansujące z horrorem „Rozgwiada” i „Wir” Wattsa), wznowiono naprawdę wartościowe pozycję (począwszy od wielu tekstów Grabińskiego, poprzez „Wydrążonego człowieka” Simmonsa, skończywszy na „Ślepowidzeniu”) i posypały się bardzo interesujące zapowiedzi. Cieszy fakt, że sięga się po nowe nazwiska i gatunki. Widać progres i to jest chyba najważniejsze. 

Paweł Szczepanik

Dni Fantastyki we Wrocławiu

Wrocławski konwent urósł w moich oczach do bardzo ważnego punktu w corocznym kalendarzu imprez od 2010 roku, kiedy to miałem okazję uczestniczyć w nim po raz pierwszy i spotkać Jacka Katchuma. Podobnie było w tym roku. Gwiazdą konwentu był Ramsey Campbell, nie trudno zauważyć, że pokłosiem tej wizyty jest rosnące zainteresowanie tym pisarzem w Polsce. Jak zawsze świetny klimat – zarówno miejsca jak i towarzyszący całości imprezy, bardzo interesujący blok tematyczny poświęcony „Horrorowi i grozie”, polscy i zagraniczni pisarze na wyciągnięcie długopisa oraz wspaniałe towarzystwo!

Edwarda Lee na polskim rynku

Debiut z wykopem, który niestety pokazuje, że w Polsce brakuje jeszcze wielu pisarzy, a fan horroru z tego powodu jest najbardziej pokrzywdzony – każde nowe nazwisko to ryzykowna inwestycja, dlatego półki uginają się od jednych i tych samych nazwisk. Pozostaje czytać książki w oryginale, ale wtedy nie ma z kim pogadać. O Edwardzie Lee słyszało się na długo zanim pojawił się w Polsce, w samych superlatywach i nie było to czcze gadanie. Sukkub jest bardzo dobry, zdecydowanie najlepszy horror jaki czytałem w 2011 roku.

Halloweenowy zbiorek „31.10”

Grupa pisarza – z małym dorobkiem na koncie i stare wygi – skrzyknęła się aby własnym sumptem wydać zbiorek opowiadań na Halloween. Wyskoczyło to nagle, bez zapowiedzi większych, na portalach społecznościowych. Co więcej, wydali to za darmo, w formie e-booka. Warto takie inicjatywy doceniać i im przyklaskiwać, zwłaszcza że wyszło świetnie a sukces publikacji zaskoczył chyba samych twórców. 

Najważniejsze wydarzenie nadchodzącego roku: Polcon 2012

Nie może być inaczej! W  nadchodzącym roku nie będzie Wrocławskich Dni Fantastyki, ponieważ prawo do organizacji Polconu dostał właśnie Wrocław. Ale powiedzmy sobie też szczerze, organizacja konwentu w ostatni weekend czerwca, ze względu na Euro 2012, byłaby strzałem w kolano. Spotykamy się więc pod koniec sierpnia, inna miejscówka, ale klimat mam nadzieję ten sam, w końcu organizatorzy pozostają bez zmian. Poza tym potwierdzono już przybycie Edwarda Lee :) Zapowiada się wyśmienita impreza dla fana horroru!