Ishiguro i fatalistyczna antyprzygoda SF

„Nie opuszczaj mnie” Kazuo Ishiguro czytałam, wiedząc doskonale, jaka wielka tajemnica kryje się za nietypowością losu bohaterów, ponieważ kilka lat temu oglądałam ekranizację tej powieści („Nie opuszczaj mnie”, reż. Mark Romanek, 2010) w ramach zajęć z literatury na studiach. Dlatego w zasadzie znałam całą tę opowieść, choć przez czas, jaki minął od seansu, wiele szczegółów zapomniałam. I z jednej strony nie miałam okazji przeżyć tego większego lub mniejszego zaskoczenia, jakie z pewnością towarzyszyłoby odkryciu prawdy przy pomocy wskazówek podrzucanych przez Ishiguro, z drugiej jednak doskonale czytało mi się tę powieść, wiedząc od razu, do czego zmierza. Cudownie było rozumieć wszystkie podteksty, wszystkie niedopowiedzenia, paradoskalnie cudownie było od początku wczuć się mocno w fatalistyczny wydźwięk powieści. Gdybym przeczytała „Nie opuszczaj mnie”, nie znając tej prawdy o naturze bohaterów, po zakończeniu lektury miałabym ochotę zacząć od nowa, by wyłapać wszystkie smaczki, by połączyć wszystkie niezauważone kropki.

I chociaż w poniższym tekście niczego nie zdradzam, polecam Wam zaspojlerować sobie tę książkę. Nawet obejrzenie ekranizacji tuż przed lekturą nie powinno zniszczyć Wam tej opowieści – chociaż aż tak drastycznych kroków mimo wszystko nie polecam – bo jest zbyt wspaniała, zbyt drobiazgowa i zbyt przekonująco napisana, by się w nią nie wciągnąć.

„Nie opuszczaj mnie” to owoc romansu znanego mainstreamowego pisarza Kazuo Ishiguro z science-fiction. Bardzo mało w tej książce science, za to bardzo dużo humanizmu i opowieści o ludzkim losie. Jeśli zastanawiacie się, czego się spodziewać pod względem konwencji, wyobraźcie sobie realizm magiczny, w którym magię zastępuje nauka – nieważna jest droga do rzeczywistości zastanej w książce, nieważna jest technologia wykorzystana do osiągnięcia celu, to mogłoby równie dobrze być zaklęcie. Istotne są indywidualne doświadczenia bohaterów książki, ich skomplikowana relacja ze sobą nawzajem i resztą świata, ich niezwykłe i niepojęte z naszego punktu widzenia doświadczenie. Nie poznalibyśmy go bez tego nierealnego czy też fantastycznego elementu, lecz nie on wybija się na pierwszy plan.

Trudno mi nie porównywać tej książki z innymi, choć jest tak odmienna od wszystkiego, czego jako czytelnicy fantastyki czy thrillerów science-fiction moglibyście się po niej spodziewać. Motyw wykorzystany przez Ishiguro mógłby z powodzeniem pojawić się w modnych ostatnio dystopijnych powieściach młodzieżowych tudzież young adult, podobne mu znamy z co najmniej jednego blockbustera z efektownymi scenami pościgów, lecz żadna z tych konwencji mimo współdzielenia tematu nie przystawałaby do książki Ishiguro. Po odkryciu prawdy o swoim pochodzeniu bohaterowie „Nie opuszczaj mnie” nie biorą się za walkę z systemem, nie planują spektakularnej ucieczki, a sposób, w jaki podejmują walkę o własną przyszłość, jest tak niepoprawnie literacki, jak tylko można sobie wyobrazić.

Bohaterowie „Nie opuszczaj mnie” w innej, popularnej konwencji byliby skazani na dokonanie wielkich czynów w drodze po wolność, której nigdy im nie dano. Tymczasem powieść Ishiguro jest antytezą epickości, jest nastrojową historią o ludziach, których pogodzenie z własnym losem budzi w czytelniku dyskomfort, a może nawet jest na swój sposób upiorne. Wśród opinii w Internecie pojawiają się stwierdzenia, że postaci książki irytują swoją bezczynnością, że brakuje im młodzieńczego buntu. I w pewnym sensie tak właśnie jest, jednak to tylko zgadza się z obraną przez autora drogą. W innej opinii przeczytałam, że w książce sprawy błahe przyćmiewają te naprawdę ważne, ale to wielka pomyłka – tutaj właśnie te pozorne błahostki są niezwykle istotne, ponieważ to drobiazgowa kreacja jednostek, a nie uniwersalne dywagacje o moralności, są osią tej historii i jej największą siłą. W science fiction często technologia i jej konsekwencje stają na pierwszym planie, lecz Ishiguro stworzył historię na kanwie pomysłu rodem z science-fiction, lecz pozostał wierny swojemu stylowi i snuje opowieść o ludziach, nie systemie. Tworzy przy tym sentymentalny nastrój, który z czasem szarzeje, ciemnieje, a na koniec pozostawia nas – zupełnie nie w duchu literatury popularnej – bez nadziei, zarówno dla bohaterów, jak i ludzkości w ogóle.