Zaklęci

Graham Masterton

Jack Reed prowadzi nudne życie właściciela firmy zajmującej się wulkanizacją i wymianą tłumików. Niezbyt układa mu się z żoną – na tyle, że zaczyna myśleć o skoku w bok – a przede wszystkim ciągnie go do zmian. Odkryta przypadkiem w leśnej głuszy posiadłość z miejsca wydaje się idealnym pretekstem, żeby zrobić coś nowego ze swoim życiem. Położony na uboczu gotycki budynek z oryginalnym wnętrzem, basenem i kortami tenisowymi wydaje mu się idealnym miejscem do założenia ekskluzywnego klubu wiejskiego. Jednak „Dęby”, bo tak nazywa się posiadłość, skrywają wielką tajemnicę. 60 lat wcześniej mieścił się tam szpital psychiatryczny, którego pensjonariusze – 137 bardzo groźnych przestępców – jednej nocy zniknęli z powierzchni ziemi.

Główny bohater „Zaklętych” w idiotyczny sposób gubi w „Dębach” syna i gdy okazuje się, że chłopak został uwięziony wewnątrz ścian, popełnia masę kolejnych głupot. Robi wszystko byle tylko go odzyskać – w konsekwencji doprowadza do uwolnienia uwięzionych przez 60 lat psychicznie chorych maniaków, a ci zaczynają porywać i mordować okolicznych mieszkańców. Tym sposobem Mastertonowi udało się stworzyć jednego z najbardziej antypatycznych głównych bohaterów w swojej karierze. Reed od początku kieruje się tylko egoizmem i poświęca każdego, byleby tylko dopiąć celu. Najpierw jest to małżeństwo, później życie kolejnych osób, które próbują mu pomóc. Można zrzucić to na karb ojcowskiej miłości, ale Graham nie daje specjalnie powodów, byśmy chociaż przez chwilę sympatyzowali z głównym bohaterem.

Co mnie zaskoczyło bardzo pozytywnie, to fakt, że postawił tutaj na czystą grozę, a nie na makabrę, która mimo wszystko oczywiście w pewnych ilościach występuje. Więcej tutaj subtelnego budowania klimatu, niż krwistych mordów, chociaż tak jak w jego innych horrorach, tak i tutaj, już od pierwszych stron, akcja pędzi na przód i trudno nie dać się jej porwać. Świetnie wyszły rozdziały, w których Masterton opisał szalejących na wolności, psychopatów. Widać, że dał upust swojej wyobraźni i te fragmenty wyszły mu jak rzadko kiedy. Brytyjczyk zawsze potrafił mnie zaskoczyć odważnymi scenami seksu – w „Zaklętych” erotyki praktycznie brak. Trochę szkoda, bo to jedna z charakterystycznych cech jego pisarstwa i z pewnością książce by to nie zaszkodziło. Co mi się nie do końca podobało, to słabo wykorzystana postać Quintusa Millera – przywódcy szaleńców. Zapowiadany jako pierwszej wody psychopata o olbrzymiej inteligencji, raczej rozczarowuje. Także ci, którzy spodziewają się kogoś na miarę Hannibala Lectera, będą zawiedzeni.

„Zaklęci” to czystej próby horror, który wykorzystuje motywy mitologii celtyckiej, dość luźno podchodząc do obrzędów i ceremonii religijnych druidów. Masterton, swoim zwyczajem, wplata w fabułę również ludową baśń – tym razem o Fleciście z Hameln. Wychodzi mu to naprawdę zgrabnie. Pod tym względem, jest to moim zdaniem, jedna z jego najlepszych powieści.

Polecam tę powieść wszystkim fanom pisarza i spragnionym fachowo napisanego horroru. Jest to już, któreś wznowienie tej książki na rynku, a tym, którzy już mieli już styczność z „Zaklętymi”, polecam sięgnąć po książkę powtórnie. Wydawnictwo Albatros zafundowało czytelnikom nowe tłumaczenie, które mimo niewielkich potknięć, jest o niebo lepsze od starego.

  • Autor: Graham Masterton
  • Wydawca: Albatros
  • Data publikacji: wrzesień 2010
  • Cena: 24,49
  • Format: 416 s.
  • Opis z okładki:

    Gdy Jack Reed zobaczył w strugach deszczu starą posiadłość w gotyckim stylu, natychmiast zapragnął przerobić ją na idylliczny, ekskluzywny hotel. Nie wiedział o tym, że przed 60 laty miejsce to było szpitalem dla psychicznie chorych – morderców i gwałcicieli, a wśród nich dla Quintusa Millera, charyzmatycznego, przerażającego swym wyglądem psychopaty, który przewodził miejscowej społeczności. Któregoś dnia wszyscy pensjonariusze, 137 osób, znikli bez śladu. Okazuje się, że dzięki starożytnej magii ich obmierzłe dusze zostały zaklęte w pokrywających mury posiadłości płaskorzeźbach. Klątwę, która ich więzi można odczynić w jeden sposób – zamordować osiemset istnień ludzkich, wtedy ściany wypuszczą Quintusa Millera i jego orszak śmierci… Fala zbrodni, która przetoczyła się przez USA, sprawiła, że Quintus prawie osiągnął swój cel. Zginęło 799 osób. Pozostała ostatnia ofiara. Jack musi powstrzymać zaklętych, którzy, by się wyzwolić, chcą poświęcić życie jego syna.