Za pięć rewolta

Dawid Kain

Nagrobek w nagrodę

Mógłbym zacząć od tego, że Dawid Kain napisał nowe bizarro – i mieć z głowy cały problem z próbą definicji gatunkowej. Albo po prostu skonstatować, że jest to naturalna ewolucja stylistyki znanej z „Gęby w niebie” – po prostu kolejna powieść Kaina – pisarza nieszablonowego, bawiącego się jednocześnie groteską, powiastką filozoficzną, horrorem i dystopią o małej zawartości science-fiction. Albo też od napisania, że „Za pięć rewolta” przypomina mieszaninę twórczości Tomasza Piątka oraz Chucka Palahniuka. I zaczynając w ten sposób jednocześnie jest się blisko celu i piekielnie daleko.

Oto mamy mniej więcej rok 2012, filmy w divx-ie, hamburgery i telewizyjne talk-show – ot, zwykłą codzienność. Jednocześnie jednak wykreowany przez autora świat jest nieco od naszego odmienny. To miejsce zdumiewających skrajności, niby normalnych, ale pod pozorami zwyczajności niepokojąco nierealnych. Oto poznajemy Sławka – pracującego jako żywa reklama hamburgerów, wraz ze swoją dziewczyną, cum-doll dla bogatych staruchów. Oboje ledwo wiążą koniec z końcem. Ich wspólne życie jest przygnębiające i pozbawione większych perspektyw, możliwości wskoczenia na wyższy poziom materialny czy choćby czerpania z życia prozaicznych przyjemnostek. Po pracy nie mają już sił ani ochoty na jakiekolwiek życie duchowe czy artystyczne. Przejmująca jest pierwszoosobowa narracja Sławka, pełna fraz wzniosłych i jednocześnie przerażająco smutnych.

Drugim narratorem jest żyjący w przepychu ultra-sabaryta – Tomek – na co dzień trudniący się zawodem copywritera. Człowiek inteligentny i obrotny, ale bezrefleksyjny i płytki. Strony zapisane jego słowami to pozbawiony wielkich liter chaos słów, wulgarny i do granic kiczu wykorzystujący mowę potoczną. Jest postacią absolutnie antypatyczną, koncentrującą się głównie na zaspakajaniu swoich żądz. Losy tych dwóch mężczyzn to niemal kreacje dwóch odmiennych światów – niezwykle subiektywne relacje, które w niecodziennych okolicznościach mają możliwość się połączyć w jednej z najbardziej zakręconych i przygnębiających historii, jakie czytałem w długim czasie.

„Za pięć rewolta” to powieść niedługa, nie ma nawet dwustu stron. Jednak za czarno-białą okładką z hamburgerem kryje się cholernie frapująca historia, która na pewno szybko nie opuści mojej głowy. Podobnie jak we wcześniejszej powieści, „Gębie w niebie”, mamy tutaj konsumpcjonistyczny, groteskowo obdarty z refleksyjności i uczuć świat, w którym wszystko, co poruszające, jest wyreżyserowane, fakty są kreowane przez specjalistów, a życie to wydmuszka. Główny bohater dziwnym zbiegiem okoliczności – tutaj przez obejrzenie pewnego filmu – odkrywa nie tylko błahość tej powszedniości i rutyny, ale wręcz czające się w niej zło – tym samym konieczność od niej ucieczki – co implikuje ciąg wypadków, których finał daleki jest od optymizmu. Choć to naprawdę mało powiedziane. Scenariusz, jaki wykreował w tej powieści Kain, po prostu mnie sponiewierał albo – bardziej obrazowo – dał mi solidnie po mordzie.

Trudno pisze się o podobnych książkach – które wymykają się schematom i sieją w głowie tak ogromny zamęt. Podziwiam talent Kaina, który pozwolił mu napisać równie sprawną syntezę tak różnych pomysłów i nastrojów. Zabawa z popkulturą obok horroru, dowcipkowanie w cieniu przejmującego dramatu, obłęd czający się w rudymentach umysłu, bełkot i banał obok przejmujących konstatacji. Na pewno nie jest to mieszanka, która przypadnie do gustu każdemu. Wymaga ona od czytelnika sporej odporności na dziwactwa i niesmaczne kawałki. Ileż tu potocznego do bólu gadania, brudu, wyuzdanego do przesady seksu – w najmniej wygodnych momentach. Powieść tę czyta się jak pod górkę, by w finale czuć się jak wepchniętym w otchłań.

Polecić tę książkę to rzecz nieprzyzwoita i nie powinno się jej proponować nawet znajomym. Ale co poradzić, gdy kusi ona jak kusił głównego bohatera film „Nagrobek w nagrodę”. Zresztą – czytelnik z pewnością zdaje sobie sprawę, że na tle tych powyższych zachwytów, odradzanie lektury to z mojej strony jedynie mało zgrabne puszczanie oka. „Za pięć rewolta” to jedna z najlepszych rzeczy w swojej kategorii, jakie czytałem w długim czasie. W jakiej kategorii? No właśnie…

  • Autor: Dawid Kain
  • Wydawca: Nisza
  • Data publikacji: 2011-11-04
  • Format: s. 176, okładka miękka
  • Opis z okładki:
    Dwóch mężczyzn z przeciwnych krańców kapitalistycznego łańcucha pokarmowego: Sławek przebrany za hamburgera reklamuje sieć fast food, Tomek z kolei jest bogatym copywriterem faktów – wymyśla i symuluje wydarzenia dla portalu Szczersza Prawda.
    Sławek, szukając ucieczki od ponurej codzienności, trafia na spotkanie sekty, której członkowie przekonują go, że rzeczywistość jest więzieniem, a ludzkie ciała to cele z kości i mięsa.
    Tomek dowiaduje się, że w jego mieście ktoś popełnił autentyczną zbrodnię, pierwszą od lat. Czy jednak w świecie, gdzie wszystko zostało zasymulowane, coś takiego mogło się naprawdę zdarzyć?