Wilczy amulet

S. A. Swann

Rzadko spotykam się z sytuacjami, gdy kontynuacja powieści jest o klasę lepsza swojej poprzedniczki. Zazwyczaj – jeśli akurat nie rozmawiamy o seriach kryminalnych – jest tak, że pomysł długo ciągnięty zaczyna męczyć i czytelnika i samego twórcę. Tymczasem w drugiej ze swych wilkołackich powieści Swann pokazuje, że wcale nie jest tak przeciętnym pisarzem, za jakiego miałem go wcześniej.

Sto lat po wydarzeniach opisanych w „Wilczym miocie” znów mamy okazję odwiedzić średniowieczną Polskę, gdzie w życie zwykłych, prostych ludzi wdzierają się gwałtem ponure i nadnaturalne siły. Oto do grodu Narwii trafia krzyżacki oddział, bezprawnie przebywający na terenie państwa polskiego. Poranieni, kalecy i śmiertelnie znużeni przybysze proszą o pomoc i opiekę, milcząc na temat swojej misji i natury stworzenia, które zadało im poważne rany. Zarzekają się tylko, iż ich misja jest tajemnicą, którą zdradzić mogą tylko za pozwoleniem Kościoła.

Młoda i niewinna służka Maria, mieszkająca w sąsiedzkim gospodarstwie, a usługująca rannym, wpada w miłosny potrzask między jednym z przybyłych mnichów – Josefem – a tajemniczym młodzieńcem z lasu, którego bierze nieco romantycznie za banitę i który jest tyle czarujący co i dziki, przerażający. Objawia się on tylko na krótkie chwile, by kraść jej serce i delikatnie wprowadzać w odkrycie jej własnej natury. Namawia ją do porzucenia srebrnego amuletu, którego dziewczyna obiecała nigdy nie zdejmować z szyi. Co kierować może jego dziwnym nagabywaniem i co za siły kryją się w czeluściach duszy dziewczyny?

Ciekawa rzecz, iż fabuła tej powieści tworzy coś, co mogłoby się stać pięknym, bardzo porywającym mitem, podaniem czy eposem. Prosta historia pełna jest dramatyzmu, ciekawych zwrotów akcji, motywów ogranych już do zdarcia, ale nadal chwytliwych, jak walka między dobrem a złem, jak dylemat młodego, kobiecego serca, które rozdarte jest między miłością instynktowną i dziką, a delikatną i szlachetną. I właśnie pod względem fabularnym nie mam nawet ochoty czegokolwiek powieści zarzucać. Sztampa czy odgrzewanie kotleta wcale tu nie wadzi, wszystko się zgadza i gra jak w szwajcarskim zegarku.

Gorzej jest już z samą formą, w jakiej historia jest opowiedziana. Owszem, napisana jest poprawnie i w gruncie rzeczy przyzwoicie, ale jednocześnie to właśnie stanowi jej największy minus. Styl jest bezbarwny, nijaki, zupełnie bez polotu czy charakteru.

Dodatkowo – choć może nie dla każdego będzie to wadą – utwór ten czerpie całkiem sporo ze stylistyki paranormal romance. W wersji momentami brutalnej i zdziczałej, ale podświadomie czuję, że coś źle gra w powieści, kiedy likantropy, pożerające surowe mięso i kłapnięciem zębami potrafiące rozerwać gardło, są słodkie i romantyczne.

W ogólnym rozrachunku nowa powieść Swiniarskiego – bo tak naprawdę nazywa się Swann – jest o klasę lepsza od swojej poprzedniczki. Dostarcza godziwej rozrywki może nie klasy najwyższej, ale raczej czytelnik nie będzie miał poczucia zmarnowanego czasu. Tylko najlepiej od razu, nie tracąc czasu na lekturę „Wilczego miotu”, przeczytać jego kontynuację. Zależności między utworami są pomijalne małe, a różnica jakościowa znacząca. Jeśli ktoś lubi mroczne historie o wilkołakach, a nie przeszkadza mu czerpanie z popularnych młodzieżowych trendów, może się przy tej powieści nieźle bawić.

  • Autor: S. A. Swann
  • Wydawca: Prószyński i S-ka
  • Data publikacji: 2011-04-05
  • Cena: 31,00
  • Opis z okładki:
    Od wydarzeń opisywanych w „Wilczym miocie” mija sto lat. Żelazna pięść Zakonu Krzyżackiego niestrudzenie miażdży karki wrogów Kościoła. Mnisi stracili jednak najpotężniejszych sojuszników. Dotychczas posłuszne wilkołaki wybrały wolność, ściągając na siebie gniew dawnych panów. Śladem buntowników ruszają okrutni łowcy – wolfjegrzy.
     
    Przyjazd Zakonników do polskiej fortecy burzy spokojne życie pracującej tam Marii. Dziewczyna odkąd pamięta nosi na szyi podarowany jej przez ojca amulet – srebrny krzyżyk, mający chronić ją przed Diabłem. Nie powiedziano jej jednak, że bestia kryje się w niej samej.