Powieść (prawie) naturalistyczna z fantastycznym finałem

Stefan Grabiński

Roger Caillois, francuski krytyk literacki, stwierdził kiedyś, że wielkimi fantastami mogą być tylko wielcy realiści, którzy warstwę fantastyczną swoich utworów podkreślają mimetycznym tłem, sprawiającym, że wszelka fantastyczność jest jeszcze bardziej wyrazista i ostra. Twórczość Stefana Grabińskiego jest dobitnym dowodem na słuszność tej tezy, bowiem znakiem rozpoznawczym polskiego Poe’a są momenty, gdzie niesamowita groza wkrada się  właśnie do zwykłej, szarej codzienności. „Klasztor i morze”, trzecia powieść rodzimego fantasty, realizuje zasadę mimetyzmu niemal do granic możliwości, sprawiając, że bliżej jest jej nie do utworu fantastycznego, a… naturalistycznego.

Akcja powieści dzieje się w kaszubskim klasztorze Anuncjantek oraz pobliskiej osady rybackiej. Tytułowy budynek sakralny zbudowany został na ruinach poprzedniego klasztoru, w murach którego miało podobno dojść do okropnej zbrodni. Przypomnieniem tamtych czasów jest widmo brodatego mnicha, który czasami pojawia się na ścieżkach „zakazanej” części klasztornego ogrodu. Poza murami zakonu zaś, w niewielkiej osadzie rybackiej, kwitnie między młodym Józkiem Piochem a Hedą Dorszówną nieszczęśliwa miłość, której na drodze ku spełnieniu z tajemniczych powodów staje ojczym dziewczyny, Zygma Kurr. Napięcie między nim a zakochanymi staje się coraz bardziej namacalne, a wszystko wskazuje na to, że Zygma chce po prostu zatrzymać pasierbicę dla siebie.

Dla chyba niemal każdego powieść ta będzie sporym zaskoczeniem, głównie dlatego, że tak niewiele jest w niej miejsca na to, z czym Grabiński jest kojarzony, czyli fantastykę. Łączny czas pojawiania się widma mnicha na kartach powieści można liczyć dosłownie w sekundach, a wszelkie inne budzące niepokój elementy można wyliczyć na palcach jednej ręki. Grabiński w „Klasztorze i morzu” bardziej się skupił na tym, by jak najbardziej szczegółowo opisać życie Morskich Panien, jak nazywane są zakonnice oraz – a raczej przede wszystkim – mieszkańców osady rybackiej. Fachowa terminologia z zakresu marynistyki, wnikliwa obserwacja pracy rybaków w zależności od pór roku, a nawet sprawne i konsekwentne posługiwanie się kaszubską gwarą sprawiają, że „Klasztor i morze” jest prawdziwym rodzynkiem w twórczości Grabińskiego, bowiem w zbiorach bibliotecznych byłoby tej powieści bliżej nie do półki z opowiadaniami Poe’a, a raczej do sąsiedztwa z „Na skałach Calvados” Sygietyńskiego.

Ta wyjątkowość „Klasztoru i morza” będzie jednak łakomym kąskiem zapewne tylko dla pasjonatów Grabińskiego, cała reszta może się poczuć zniechęcona nikłą zawartością fantastyki w powieści. Jednak i dla nich jest światełko w tunelu – finał utworu. Nieliczne, rozrzucone na przestrzeni nieco ponad dwustu stron elementy niesamowitości okazały się niepozornymi nasionkami, które pod koniec powieści w ciągu kilku stron rozkwitły w mroczny gąszcz czystej grozy. Oplatający zmysły czytelnika tym gęściej, im ten bardziej wczuł się w mimetyczne tło większej części powieści. Czy te kilka stron wystarczy, by nasycić głodnego fantastyki fana? Nie. Ale na tym właśnie polega klimat utworów naszego fantasty i „Klasztor i morze” przynajmniej pod tym względem jest standardowy: groza u Grabińskiego jest zbyt subtelna i wyrafinowana, by się nią – przepraszam za określenie – zwyczajnie nażreć. Ją się smakuje, by podrażniła zmysły i zostawiła po sobie ten delikatny, ale jakże wyrazisty posmak niepokoju. I w takiego właśnie stanu doświadczy czytelnik, kiedy przewróci ostatnią kartę powieści.

W „Klasztorze i morzu” podwaliną zakonu Anuncjantek są śluby: ubóstwa, czystości i pokory. I za pomocą tych właśnie ślubów można zdefiniować ten doskonały utwór Grabińskiego – warstwa fantastyczna  tego dzieła, w porównaniu z innymi  powieściami polskiego Poe’a, jest bardzo uboga, jednak groza, którą jesteśmy uraczeni pod koniec powieści, jest czysta i nieskażona żadnymi fałszywymi tonami. A pokora? Cóż. Niestety nie znajdziemy tej powieści na bilbordach reklamowych czy wystawach księgarń, bo jedyne jej wydanie pochodzi sprzed ponad 80-ciu lat. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że znajdzie się wydawca, który pomoże złamać ten ostatni ślub, bo powieść ta bez wątpienia zasługuje na jak najszybsze wznowienie.

  • Autor: Stefan Grabiński
  • Wydawca: Księgarnia F. Hoesicka
  • Data publikacji: 1928
  • Format: twarda oprawa, 224 s.