Kobieta bez twarzy

Anna Fryczkowska

Niewykorzystany materiał

Anna Fryczkowska debiutantką nie jest, ale po raz pierwszy pisze w konwencji kryminału. Jej powieść „Kobieta bez twarzy” stara się obalić mit wsi sielskiej i anielskiej, chociaż nie jestem pewna, czy jest co obalać. Trudno uwierzyć, że ludzie nadal widzą wieś w tak naiwny sposób. W każdym razie bohaterka powieści, Hanna Cudny, po lakonicznie ogłoszonej samobójczej śmierci męża, porzuca miejskie życie i wraz z dziećmi wyprowadza się do prowincjonalnych Świątkowic, żeby odpocząć od problemów.

Drugiego dnia szkoły córka Hanny, Miśka znajduje trupa. Jakiś czas później syn Maks odkrywa nieboszczkę numer dwa. Dwie dotychczasowe ofiary to ukraińskie pracownice okolicznego zakładu. Prezes tegoż zaginął kilka tygodni temu, a krótko po nim pod ziemię zapadła się jego żona. Czy byli zamieszani w śmierć kobiet? Ich dwaj synowie dziczeją w opuszczonym domu i, jak się okazuje, są w posiadaniu taśm grozy, które przyprawiają o mdłości. Nie wnikając w szczegóły, temat jest bardzo śliski, wymagający językowej precyzji i wyczucia, których mi zabrakło. Po namyśle jednak uważam, że trzeba pochwalić autorkę za odwagę w podjęciu zagadnienia.

Miejscowa policja sprawę bagatelizuje, a Hanka czuje się osobiście dotknięta, że ktoś zachwiał jej wiejskim rajem, wobec czego wszczyna prywatne śledztwo. Jej poczynania  z rozbawieniem obserwuje miejscowy policjant, przezwiskiem Karak, jednak szkolny wuefista o pseudonimie Ruta jest już większą pomocą. Obaj smalą cholewki do Hanki, chociaż ta skłania się ku Rucie. Jest też jawiący się jako niegroźny pół-idiota Rumcio, który nieoczekiwanie przeistacza się w obsesyjnego podglądacza i dewianta.

Cała powieść kipi jakimś niezdrowym napięciem seksualnym. Hanka, już pierwszego dnia pobytu na wsi z ledwo co poznanymi Rutą i Karakiem wchodzi w coś rodzaju erotycznego trójkąta. Zdaje się, że tak działa wiejskie, rześkie powietrze. Moje największe zdziwienie wzbudziła kipiąca seksualność trzynastoletniego Maksa, objawiona relacją z mokrego snu podszytego horrorem. Być może jestem bardzo do tyłu, ale czy naprawdę to norma, że trzynastolatki uprawiają seks? Budzi to moją konsternację, bo choć może i tak bywa, w jakim celu umieszczać kontrowersyjny wątek, który prowadzi donikąd?

Hanka i jej dzieci jako mieszczuchy robią quasi etnograficzne spostrzeżenia na temat polskiej wsi. Różne takie pierdółki, jak obrzydzenie Miśki, że króliki hoduje się na pasztet i wiejskie dzieci mówią o tym bez ogródek. Uprzejmość i gościnność na pokaz, sąsiedzkie wścibstwo, skrywane grzeszki. Tego typu obyczajowe ustępy były dla mnie ciężkostrawne. 

Wątek obyczajowo-romantyczny jest mocno rozwinięty i obawiam się, że zdominował intrygę, która został potraktowany po macoszemu. Wprawdzie autorka miała wiele całkiem interesujących pomysłów, ale nie rozwinęła ich należycie. Cała historia domu, bodajże nawiedzonego, w którym mieszkała Hanka  miała duży potencjał – senne koszmary, regularne nocne pobudki o tej samej godzinie, ukryty pokój pod podłogą,  który mógł być miejscem zbrodni, w końcu jeżąca włos na głowie historia dawnej właścicielki domu, tytułowej kobiety bez twarzy. To wszystko stanowi tło, które moim zdaniem zasługuje na więcej uwagi. Może jest to strategia „odkładania na później”, ponieważ autorka planuje wydać drugą część powieści? Obstawiałbym to. Jeśli jest inaczej, to po prostu strata dobrego materiału.

Zakończenie nie przynosi tak naprawdę satysfakcji, bo sprawców zbrodni można się domyśleć na długo przed końcem – co więcej, jak na ludzi zdolnych do takich potworności, to robili wrażenie raczej nieszkodliwych. Zapewne w zamiarze autorki była demaskacja zła, które czai się pod pozorami niewinności, ale czarne charaktery powinny być jak na mój gust mocniej zarysowane. Tu są znane jedynie ze skutków swoich działań, nieprzystających do tego, jak przedstawieni są w fabule.

Nie chciałabym, żeby to zabrzmiało złośliwie, ale „Kobieta bez twarzy” z pewnością spodoba się czytelniczkom „Przyjaciółki”. Tu mogę książkę szczerze polecić. Rozterki sercowe i rodzinne Hanny Cudny zjadły gros stron kosztem intrygi kryminalnej, którą chciałoby się przeczytać napisaną z większą wprawą.

  • Autor: Anna Fryczkowska
  • Wydawca: Prószyński i S-ka
  • Data publikacji: 16 czerwca 2011
  • Cena: 34,00
  • Format: 416 s.
  • Opis z okładki:
    Opowieść kryminalna o kobiecej sile i banalności zła.
    Po tragicznej śmierci męża Hanna Cudny rzuca wszystko i wraz z dwójką dzieci ucieka na wieś. Ma tu uczyć angielskiego, uprawiać ogród i być szczęśliwa. Wiejska sielanka to jednak tylko pozory: córka Hanny znajduje w okolicznych lasach zwłoki, nastoletni syn zaczyna się dziwnie zachowywać, a rodzice jednego z uczniów znikają bez śladu. Odkrywając kolejne elementy tej przerażającej układanki, Hanna trafia na pokłady zła w ludziach, którym ufała.
    Kryminalna opowieść o zdeterminowanej kobiecie, która walczy o przywrócenie porządku w otaczającym ją kawałku wszechświata.