Apokalipsa według Marii

Patrick Graham

Motyw całkowitej zagłady świata zarówno w literaturze, jak i filmie, od lat sprawia wrażenie wyeksploatowanego do granic – pisarze czy reżyserzy niezmiennie prześcigają się w pomysłach, dzięki czemu żaden olbrzymi meteoryt lub wybuch nuklearny w roli kata naszego uniwersum nie jest obcy odbiorcy, a co za tym idzie,  nie może być mowy o jakimkolwiek powiewie świeżości. Apokalipsa to temat ważny również dla Patricka Grahama, który poświęca mu już drugą z kolei książkę. Czy „Apokalipsa według Marii” wnosi jednak coś nowego?

Marie Parks, młoda agentka FBI, tropi morderców dzięki niezwykłej zdolności, pozwalającej na wejście w psychikę ofiary, nabytej po poważnym wypadku samochodowym, w którym bohaterka straciła większość wspomnień. Ów obdarzył również kobietę sennymi wizjami, dzięki którym Marie dostrzega pewnej nocy Holly Habscomb, jedenastolatkę, która przypadkowo weszła w posiadanie ogromnej mocy i, co za tym idzie, stała się celem polowań niebezpiecznego stowarzyszenia. Kiedy Burgh Kassam, naukowiec, któremu udało się wyhodować wirus, będący w stanie doprowadzić do zagłady ludzkości, dowiaduje się, że jedynie moc dziewczynki ma szansę zniweczyć jego plany, wysyła w pogoń za nią swoich najlepszych ludzi. Zaczyna się walka z czasem.

Powieść Grahama to przede wszystkim krytyka tego, w jakim kierunku zmierza cywilizacja i technologia – to ludzie po raz kolejny są ukazani jako ci, którzy sami winni będą swojej zagłady. Autor posuwa się jednak nieco dalej – określa człowieka jako jedyny błąd Boży, będący w stanie zagrozić całemu uniwersum, nie tylko Ziemi. Świetnie ukazany jest również kontrast pomiędzy rozwojem nauki a naturą, widzianą oczami Strażników, prastarego plemienia dysponującego zdolnościami psionicznymi, pozwalającymi na wchodzenie w psychikę innych ludzi, mentalne zadawanie bólu czy nawet przejęcie kontroli nad cudzym ciałem. Zdolność przeglądania myśli owocuje masą dylematów moralnych i etycznych, zmuszających do poważnych refleksji.

Świetnie prezentuje się język, jakim posługuje się autor. Ów, za pomocą często lapidarnych zdań, opisuje wszystko, a w szczególności przemoc, surowo i beznamiętnie – nie gloryfikując, jak i również nie potępiając, dzięki czemu styl Grahama można określić mieszanką Stephena Kinga i  Cormaca McCarthy’ego. Nierzadko pisarz ucieka się również do oniryzmu, szczególnie w sennych wizjach Marie oraz wspomnieniach członków plemienia Strażników. „Apokalipsa…” nie jest jednak książką dla każdego – na każdym kroku epatuje okrucieństwem i przemocą, co z pewnością po pewnym czasie odrzuci czułych odbiorców.

Kolejnym pozytywnym elementem powieści są bohaterowie, w szczególności wspomniana wyżej, trudna osobowość głównej bohaterki. Już po przeczytaniu pierwszych kilkudziesięciu stron wyłania się obraz dręczonej przeszłością alkoholiczki ze skłonnościami do zabijania; kobiety o dwóch twarzach, zagubionej, zaszczutej i pozbawionej wiary w siebie oraz lepsze jutro. Autor nie pozostawia tego jednak bez wyjaśnienia – lwia część wątku poświęconego Marie dotyczy jej przeszłości, która w dużym stopniu ukształtowała (czy raczej zniekształciła) obecny charakter protagonistki. Na wysokim poziomie stoją również postaci poboczne, szczególnie nietypowe usposobienie wspomnianych Strażników oraz relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami, jak choćby nietypowe stosunki Marie z jej przełożonym, Crossmanem.

Czy jest w takim razie na co narzekać? Niestety, tak. Przede wszystkim sam pomysł śmiercionośnego wirusa, mającego przynieść ludzkości zagładę, sprawia wrażenie wyeksploatowanego i nudnego. Konstrukcja fabuły również zawodzi: wydaje się nieco chaotyczna, skutkiem czego czytelnik może poczuć się chwilami zdezorientowany. Największą wadą jednak są długie i niezbyt zajmujące opisy przedwiekowej kultury Strażników, które w zdecydowanie zbyt dużym stopniu przypominają fragmenty pierwszych książek Anne Rice.

„Apokalipsę według Marii” polecić można każdemu, z wyjątkiem nazbyt wrażliwych czytelników. To ponury, poruszający wiele ważnych kwestii thriller, utrzymany w niepokojącym, apokaliptycznym klimacie. Mimo wspomnianego, wypranego z emocji stylu autora, powieść robi ogromne wrażenie i pozostaje na długi czas w pamięci odbiorcy.

  • Autor: Patrick Graham
  • Tytuł oryginalny: L’apocalypse selon Marie
  • Przekład: Wiktoria Melech
  • Wydawca: Albatros
  • Data publikacji: 23 września 2011
  • Cena: 35,90
  • Format: 504 s.
  • Opis z okładki:
    Znakomity, trzymający w napięciu thriller autora kontrowersyjnej „Ewangelii według Szatana”. Inteligentna, łącząca elementy baśni i powieści science-fiction, opowieść o odwiecznej wojnie dobra ze złem.
    Czasy współczesne. Marie Parks, agentka specjalna FBI, obdarzona paranormalnymi zdolnościami, tropi seryjnych zabójców. Traumatyczne przeżycia z dzieciństwa zostawiły na psychice kobiety głęboki ślad – dzięki nawracającym wizjom przeszłości i przyszłości Marie potrafi odnajdywać brutalnych morderców. Jeden z przebłysków ukazuje kobiecie jedenastoletnią dziewczynkę, która woła o pomoc. Czarnoskóra Holly stała się, zrządzeniem losu, następczynią jednej z siedmiu Wielebnych Matek, które chronią ludzkość przed Wielką Zagładą. Marie nie wie, że dziewczynka jest ostatnią nadzieją ludzkości na zwalczenie wywołującego gwałtowne starzenie się i liczne nowotwory wirusa, dzieła psychopatycznego mordercy, pozbawionego moralnych hamulców naukowca Burgha Kassama… Kassam zrobi wszystko, by schwytać dziecko. Gdy do akcji wkracza FBI, rozpoczyna się bezpardonowa walka o Holly.