Powrót

Wojciech Gunia

Macie czasami tak, że po skończeniu książki czujecie, że obcowaliście z czymś zdecydowanie ponadprzeciętnym, chcielibyście polecić ją do przeczytania innym, ale macie problem, aby to odpowiednio wyartykułować? Jak zachęcić, wykraczając poza banalne „przeczytaj koniecznie”? Jak przekazać, że akurat w tym przypadku udało się autorowi, czasem z prostych składników, wykreować coś zdecydowanie godnego uwagi? Co gorsza, czasem próba zmierzenia się z recenzją takiej książki kończy się porażką, ale i tak człowieka kusi.

Dokładnie taką sytuację mam z debiutanckim zbiorem opowiadań Wojciecha Guni. Zbiorem, który pojawił się mam wrażenie trochę znikąd, ale spotkał się z ciepłym i entuzjastycznym przyjęciem. Z tego względu, a także przez moje umiłowanie do krótkiej formy, oczekiwania wobec „Powrotu” mocno wzrosły. Będąc już po lekturze, mogę powiedzieć, że liczne pochwały nie są ani odrobinę przesadzone, ale i tak nie byłem w pełni przygotowany na to, co otrzymam.

Najbliżej chyba Guni do literatury grozy, czy będąc bardziej precyzyjnym weird fiction, ale zaznaczyć trzeba, że to proza silnie podszyta metafizyką i nie stroniąca od wręcz filozoficznego zacięcia. Grozy w tych opowiadaniach nie brakuje, ale autor operuje zupełnie odmiennymi środkami wyrazu. Próżno tu szukać rozwiązań tak typowych dla większości literatury grozy, czyli epatowania przemocą, wynaturzeniami, czy obrzydliwością. Gunia jest skupiony na wykreowaniu atmosfery niesamowitości, a groza wsącza się w nas niepostrzeżenie, wynikając z poczucia beznadziei, bezsilności, lęku przed nieznanym. A kiedy się już pojawi, zakorzenia się w nas wyjątkowo mocno i nie chce odpuścić. Siła oddziaływania tej prozy jest bardzo duża i przyznam, że dawno już nie miałem tak, by po skończeniu tekstu nie móc się od niego uwolnić. Mało tego, niekoniecznie czuję się na siłach, aby sięgnąć po kolejny. Ale i tak to robię.

„Powrót” wciąga od pierwszych stron, co jest efektem świetnie dobranego na otwarcie opowiadania, ale przez swą przygnębiającą i gęstą atmosferę to proza idealna do dawkowania sobie w mniejszych porcjach. Tym bardziej, że ze względu na sporą domieszkę filozofii i metafizyki, to nie jest łatwą lekturą. Wręcz przeciwnie, wymusza na czytelniku skupienie i bezwzględne poświęcenie jej uwagi. Mam wrażenie, że to może być najbardziej dyskusyjny element tych tekstów. Czasem wypada to znakomicie, jak w „Bardzo długo była tylko ciemność”, gdzie niemal mimochodem otrzymujemy świetny (i bardzo dobrze wpleciony w fabułę) fragment poświęcony komunikacji międzyludzkiej i jej ograniczeniom. Czasem jednak nie udało się autorowi przemycić tego tak zgrabnie i filozoficzny aspekt mamy podany na tacy, w formie niemal osobnego wykładu. To jest choćby mój problem z tytułowym opowiadaniem. Czytając „Powrót” miałem poczucie, że obcuję z opus magnum autora, który nie tylko chce pokazać wszystko, co najlepsze w jego stylu, ale także przedstawić czytelnikom swą filozofię. Niestety, choć udało się w tym tekście wykreować doskonały i szalenie niepokojący klimat to część filozoficzna stoi w tym przypadku trochę nazbyt obok reszty tekstu, co wybija, nieco męczy i dość mocno psuje wrażenia z lektury.

Sprowadzenie jednak opowiadań z „Powrotu” tylko do atmosfery i filozofii, byłoby w moim odczuciu szalenie krzywdzące. Gunia ma kapitalne pomysły, które mogą zawstydzić niejednego pisarza grozy, a do tego potrafi je zwieńczyć naprawdę mocnym finałem. Co ciekawe, tyczy się to zarówno tekstów dłuższych („Wezwanie”, „Bardzo długo była tylko ciemność”, „Wojna”) jak i miniaturek, których tu kilka znajdziemy („Ostrza”, „Susza”). Tym samym można powiedzieć, że to proza kompleksowa, oferująca niebanalne rozwiązania fabularne, niesamowitą atmosferę i element filozoficzny. Ale nawet to nie wyczerpuje składkowych stanowiących o pewnej odmienności i wyjątkowości tej literatury. Do tego dochodzi bowiem jeszcze aspekt językowy. Nigdy nie kryłem, choć to rzecz dość kontrowersyjna, że dla mnie jest to kwestia w dziele literackim drugorzędna. Wydawało mi się, że słabość języka nie psuje mi przyjemności z lektury, jeżeli fabuła mnie potrafi wciągnąć, a z drugiej strony popisy elokwencji częściej mnie irytują niż podnoszą moją ocenę wartości dzieła literackiego. I w tym przypadku Gunia znów mnie zaskoczył. Nie ma co ukrywać, nie operuje on językiem bardzo przystępnym i łatwym w odbiorze. Długie opisy, erudycja, popisy słowne. W każdym innym przypadku wybijałoby mnie to z rytmu i męczyło, tutaj tymczasem stanowi dodatkowy element budujący klimat opowieści. Dawno nie miałem takiego poczucia, że język jest integralną częścią prozy, a całość podana w innej formie straciłaby dużo ze swej siły oddziaływania.

Na koniec chciałbym powiedzieć jeszcze dwa zdania o samym wydaniu. Książka ukazała się nakładem Agharty i choć nie zawsze w przypadku tego wydawcy chwalę samą formę wydania, tym razem czuję się w obowiązku. Podoba mi się już minimalistyczna i świetnie pasująca do całości zbioru okładka, ale duże brawa należą się przede wszystkim za wprowadzenie (i oczywiście rewelacyjne wykonanie) ilustracji. Osobiście ubolewam nad tym, że pokutuje przekonanie o tym, że poważna literatura (czytaj „dla dorosłych”) nie wymaga dodatkowych atrakcji w postaci obrazków. Wymagać może nie wymaga, ale przykład „Powrotu” pokazuje, jak dużo książka może zyskać. Te kilka świetnych ilustracji (chciałoby się więcej!) nie tylko współgra z tekstem, ale wręcz potrafi zwiększyć siłę jego oddziaływania.

W dwóch słowach – przeczytajcie koniecznie. Gunia nie próbuje się wdzięczyć i przypodobać czytelnikowi, przez co „Powrót” stanowi przykład niekoniecznie łatwej, ale świadomej, autorskiej prozy z najwyższej półki. Nie każdemu ten zbiór przypadnie do gustu. Czasem pisarz potrafi czytelnika zmęczyć, a czasem opowiadanie okazuje się być (zbyt) mocno enigmatyczne. Ale moim zdaniem każdy miłośnik literackiej grozy powinien po ten zbiór sięgnąć. Tak, aby samemu się przekonać o sile tych opowiadań.

  • Autor: Wojciech Gunia
  • Wydawca: Agharta
  • Data publikacji: czerwiec 2014
  • Format: s. 226; okładka miękka
  • Opis z okładki: Opo­wia­da­nia Woj­cie­cha Guni czyta się, jakby były efek­tem taj­nej współ­pracy Bru­nona Schulza, Franza Kafki i Tho­masa Ligot­tiego. To nastro­jowa proza sku­piona na spra­wach ostatecznych. Dawid Kain - pro­zaik, tłumacz Woj­ciech Gunia to twórca świa­domy. W Pol­sce dawno nie było lite­ra­tury grozy o takim poten­cjale inte­lek­tu­al­nym, o tak nie­ba­nal­nym podej­ściu do języka. Zbiór "Powrót" powi­nien być wyda­rze­niem wśród wiel­bi­cieli nie­sa­mo­wi­to­ści metafizycznej. Mate­usz Kopacz — tłu­macz, redak­tor por­talu “hplovecraft.pl” Cóż za kosmiczna afera! Jak nie­by­wałe pisar­skie ambi­cje! Co za styl! Zaprawdę, powia­dam wam: się­ga­jąc po "Powrót" Woj­cie­cha Guni, paku­je­cie się w poezję, meta­fi­zykę i grozę. Nie mów­cie, że nie ostrzegałem. Jakub Winiar­ski — pisarz, nauczy­ciel pisa­nia, red. nacz. “Nowej Fan­ta­styki” w latach 2010 – 2013