mar 09 2010

Opowieść o czarnych ścianach

Posted by Paweł Mateja

swiety_wroclawOstatnio dosyć głośno było o Palińskim. Niby, że to on jest teraz polskim Kingiem, nie Łukasz Orbitowski. Nie czytałem jeszcze Czterech pór mroku, więc nie wiem, czy rzeczywiście. Porównanie to jest jednak moim zdaniem całkiem szczęśliwe. Miano polskiego Kinga to dobra reklama dla pisarza. Wszak u nas czyta się więcej książek autora Miasteczka Salem, niż wszystkich Koontzów i Mastertonów i nawet Orbitowskich razem wziętych. A jeśli chodzi o tego ostatniego, to mu też powinno być na rękę, że mniej porównań do rzekomego króla horroru będzie musiał słuchać. Wszak to pisarz całkowicie samodzielny, doświadczony i dojrzały. O czym można się bardzo łatwo przekonać czytając choćby Święty Wrocław.

Oczywiście, większość zwolenników twórczości Łukasza już dawno ma tę powieść za sobą. Jest już zbiór Nadchodzi, jakieś koty były, psy i klechy. A ja nie miałem jeszcze okazji zapoznać się z tym wszystkim. Cały czas stoję na Tracę ciepło, kilku opowiadaniach i wszelakich felietonach czy to z bloga, czy z prasy. Których chyba nie trzeba polecać, prawda?

Czytaj więcej »

Filed under : Proza, Sztuka | 3 komentarzy »
lut 16 2010

Róże cmentarne

Posted by Paweł Mateja

Róże cmentarne

Róże cmentarne

Uwielbiam cykl Marka Krajewskiego o Eberhardzie Mocku, tropiącym przestępców w przedwojennym Wrocławiu. Uwielbiam opisy miasta, choć – Bóg mi świadkiem – zupełnie nie obchodzi mnie, czy to Breslau, czy Opole. Uwielbiam opisy życia ludzi, jedzenia w knajpach, pejzaże brudnych ulic i równie brudnych kurew. Postać samego Mocka uwielbiam, bo to cham z klasą, taki prawdziwy mężczyzna, taki Franc Mauer z Psów Pasikowskiego, tylko lepszy. To jest gorszy, bo czystej krwi skurwysyn. Gdzieś czytałem, że Krajewski tak go wykreował, by był odpychający. A później dostawał rozmiłowane listy czytelniczek, które szanownego Eberharda zjadłyby na śniadanie. Wątki kryminalne nie są najmocniejszą stroną tego cyklu. Wszystko niby poprawne, inteligentne i daje radość czytelniczą, ale pozostaje jakby cały czas na drugim planie.

Dokładnie odwrotnie jest w Różach cmentarnych duetu Czubaj, Krajewski. Zacznę od tego, że to druga powieść o Jarosławie Paterze – wcześniej była Aleja samobójców. Czas i miejsce akcji to nam już współczesne Trójmiasto. Główny bohater to człowiek chyba od Mocka lepszy, o mocniejszych fundamentach moralnych i oczywiście nieszczęśliwym życiu. Współpracownicy nazywają go Antypater, co znaczy tyle, że nie przepadają za nim. Pomny swej przeszłości studenta filologii polskiej pastwi się ciągle nad rozmówcami, raz za razem poprawiając im szyk i budowę zdań. Pracę stara się wykonywać sumiennie, czasem aż do bólu – trzeba, to zleje dobrze po ryju tego i owego. W życiu osobistym nie dzieje mu się najlepiej – rozwiedziony, stara się budować nowy związek. Próbuje, ale z ogromnymi problemami.

Czytaj więcej »

Filed under : Proza, Sztuka | 3 komentarzy »
sty 23 2010

Landrynki, krówki i toffi

Posted by Paweł Mateja

Saramonowicz - Sanatorium

Małgorzata Saramonowicz - Sanatorium

Wszyscy dobrze wiedzą, kto w Polsce pisze horrory: Orbitowski, Kain, Małecki, Grzędowicz i inni. Można by wymieniać, ale po co, skoro i tak wszyscy wiedzą, co tam wstawić. Dlatego ja dodam tylko jedno nazwisko: Saramonowicz. Małgorzata Saramonowicz. Powinna zostać wymieniona w ścisłej czołówce.

Poniekąd właśnie przed momentem skłamałem, bo przeczytane niedawno przeze mnie Sanatorium wcale horrorem nie jest. Ale nie jest nim tylko dlatego, że trzeba by rozciągnąć ramy tematyczne tego gatunku, by tę powieść weń wetknąć. Z drugiej strony, skoro Stephen King wymienił Malowanego ptaka Kosińskiego wśród najlepszych horrorów w historii, to dlaczego by Saramonowicz miała się krępować? Jej realizm magiczny może nie straszy stricte, ale jest niepokojący, jest mroczny. No i może zwyczajnie taka etykieta nieco dodała by wspaniałej pisarce rozgłosu?

Czytaj więcej »

Filed under : Proza, Sztuka | 5 komentarzy »
paź 12 2009

Chwała za ramola na potęgę!

Posted by Paweł Mateja

Andrzej Sarwa - Cień władcy sabatu

Andrzej Sarwa - Cień władcy sabatu

W naszym polskim światku literackim Andrzej Sarwa jest pisarzem niezwykłym. Powodów wymienię kilka, mając przy tym świadomość, że są to tylko niektóre i niekoniecznie najważniejsze. Pierwiej więc wydaje on prócz beletrystyki także tłumaczenia eposów i wszelakich mocno wiekowych tekstów, także literaturę z zakresu religioznawstwa i zjawisk paranormalnych oraz – uwaga – poradniki jak Egzotyczne rośliny użytkowe w domu i w ogrodzie. Druga sprawa, że posiada własne wydawnictwo – efemeryczną Armorykę. Dalej miast pisać o Warszawie czy Londynie, jak to wielu czyni, osiadł literacko w swoim Sandomierzu. I ostatnie: na przykładzie powieści Cień władcy sabatu stwierdzam, że przystaje do głównego nurtu współczesnego horroru jak pięść do nosa.

I wszystko to powyższe sprawia, że obdarzam pana Sarwę olbrzymią estymą. To jakby kontrkultura bez parcia na szkło, bez prowokacji i awangardy. Taki raczej ogród własnych pasji, do którego właściciel zaprasza chętnych, gdy ładnie poproszą. Spróbujcie wpisać w google Andrzej Sarwa i poszukać jego zdjęcia. Ja widzę jeno okładki wydanych przez niego książek.

Czytaj więcej »

Filed under : Proza, Sztuka | 6 komentarzy »
wrz 26 2009

opętanie.usa.pl

Posted by Paweł Mateja

Szolc - OpętanieChoć Izabela Szolc jest jedną z pierwszych autorek nowej (i właściwie jedynej) fali polskiego horroru, nie doczekała się specjalnej popularności. Kilkukrotnie publikowała opowiadania w fantastycznych periodykach, antologiach; wydała siedem powieści. Opowiadania pamiętam jako świetne. Powieści ktoś czytał? Chyba niewiele osób.

Opętanie, szumnie reklamowane jako konkurencja dla Dziecka Rosemary, czy Egzorcysty to druga z nich, opublikowana w roku pańskim dwa tysiące czwartym. Długo kusiło mnie to tomisko z półek biblioteki, ale zawsze, gdy sięgałem już po nią, gdy wertowałem dla zasmakowania kartki, przychodził sygnał: nie.

Nie lubię niezwykle, gdy autor polski pisze o Stanach Zjednoczonych, nie mając w tym większego interesu. Chyba tylko taki, że USA w literaturze to taki teren uniwersalny, przemawiający do każdego telewidza, każdego amatora czytadeł. I muszę przyznać, że pani Szolc ta literacka emigracja wyszła nawet dobrze. Tyle, że sam zabieg to zwykła literacka kastracja.

Czytaj więcej »

Filed under : Proza, Sztuka | 5 komentarzy »