<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Paweł Mateja &#187; Odyseja</title>
	<atom:link href="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/tag/odyseja/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja</link>
	<description>Groza, baśniowość i rzeczy nadnaturalne w literaturze.</description>
	<lastBuildDate>Wed, 21 Jul 2010 22:45:28 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Między Skyllą a Charybdą</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2008/07/26/miedzy-skylla-a-charybda/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2008/07/26/miedzy-skylla-a-charybda/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 26 Jul 2008 18:52:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Poezja]]></category>
		<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[Charybda]]></category>
		<category><![CDATA[groza]]></category>
		<category><![CDATA[Homer]]></category>
		<category><![CDATA[mitologia]]></category>
		<category><![CDATA[morze]]></category>
		<category><![CDATA[Odyseja]]></category>
		<category><![CDATA[pieśń]]></category>
		<category><![CDATA[Scylla]]></category>
		<category><![CDATA[Skylla]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2008/07/26/miedzy-skylla-a-charybda/</guid>
		<description><![CDATA[Lekturę Homerowskiej Odyseji zacząłem właściwie po to, by lepiej przygotować się do karkołomnego zadania pokonania Joyce&#8217;owskiego Ulissesa.
Wpierw zatrzymał mnie nazbyt długi początek i wręcz komiczny w kontekście współczesnego języka polskiego początek drugiej pieśni. Pozwolę sobie zacytować:
Gdy świt różanopalcą urodził Jutrzenkę,
Syn Odysa się z łoża porwał, wdział sukienkę
Nic nie pomógł fakt, że Telemach zdecydowanie nie był [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Lekturę Homerowskiej <em>Odyseji</em> zacząłem właściwie po to, by lepiej przygotować się do karkołomnego zadania pokonania Joyce&#8217;owskiego <em>Ulissesa</em>.</p>
<p>Wpierw zatrzymał mnie nazbyt długi początek i wręcz komiczny w kontekście współczesnego języka polskiego początek drugiej pieśni. Pozwolę sobie zacytować:</p>
<p><em>Gdy świt różanopalcą urodził Jutrzenkę,</em><br />
<em>Syn Odysa się z łoża porwał, wdział sukienkę</em></p>
<p>Nic nie pomógł fakt, że Telemach zdecydowanie nie był zwolennikiem damskich ciuszków, nie pomógł przypis, tłumaczący sukienkę jako chiton i chlajnę, ni to, że była ona <em>chędoga.</em> Na głowę spadł mi wtedy fortepian czy może dziesięciu tonowy odważnik. Po patosie, po czytaniu.</p>
<p><span id="more-46"></span>Całe szczęście, przy drugim podejściu nie dałem się zrazić nieco zabawnemu w swej romantycznej polskości tłumaczeniu Siemieńskiego <a href="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2008/07/scylla3.jpg" title="Scylla"><img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2008/07/scylla3.thumbnail.jpg" alt="Scylla" align="left" /></a>i przeczytałem do końca. Teraz rozumiem, dlaczego ten utwór przetrwał grubo ponad dwa tysiąclecia. Po prostu &#8211; to jest dzieło. Pardon, arcydzieło.</p>
<p>Historia łatwo dzieli się przez trzy: historia Telemacha szukającego śladów po Odysie (średnio ciekawe), historia powrotu Odysa do domu i dalsze perypetia (dobre) i opowieść o podróży z ust Odysa (zapiera dech w piersiach).</p>
<p>Generalnie cały utwór, prócz kilku dłużyzn czyta się wyśmienicie. Wcześniej lekko drwiłem z Siemieńskiego, ale trzeba przyznać że odwalił w swoim przekładzie kawał dobrej roboty. Tylko trzeba przymknąć oko na językowe naleciałości z ukraińskiego i ogólnie lekkie dopasowanie słownictwa do jemu współczenych czasów. Dworki szlacheckie, <em>Balladyna</em>, takie tam. Mimo to czyta się dobrze. Nie miałem o prawda na razie przyjemności skonfrontować tego przekładu z innymi, ale autonomicznie sprawuje się prawidłowo. I przynajmniej jest poetycki, w przeciwieństwie do choćby przekładu Parandowskiego. Ale to rzecz gustu, co kto woli: przekładów jest kilka do wyboru.</p>
<p>Do rzeczy: cała historia moim zdaniem deklasuje 90% współczesnej literatury fantasy. I pal licho, że jestem w tym gatunku średnio oczytany; zdania nie zmienię. Zresztą, wystarczy sięgnąć po <em>Odyseję</em> i pokłonić się przed kunsztem ślepego śpiewaka Homera. Taki ogrom fantazji nie może po prostu pójść w zapomnienie. Nastrój patosem i epickością równy jest trylogii Tolkiena, fabuła stała się kultowa do tego stopnia, że wciąż i wciąż inspiruje nowe pokolenia pisarzy i artystów. I nie mówię tu o kiepskich epigonach, jeno o czymś więcej. Najważniejszym przykładem jest tu z całą pewnością wspomniany już <em>Ulisses</em> Jamesa Joyce&#8217;a, jedno z najwybitniejszych dzieł dwudziestowiecznej prozy eksperymentalnej.</p>
<p>Grecja Odysa to miejsce egzystujące gdzieś na krawędzi realizmu i baśni. Ludzkie życie podporządkowane jest boskim igrzyskom, a i można z siłami wyższymi zetknąć się oko w oko. Wszak nie miałby Odys szansy dotrzeć z powrotem do Itaki, gdyby nie pomoc bogini Ateny, stale podążającej jego krokiem i wstawiającej się za nim. Istotnie jest także to, że jej pomoc nie byłaby potrzebna, gdyby bohater trojański nie podpadł Posejdonowi, który to właśnie skazał go na wieczną tułaczkę.</p>
<p>W większej części historii boskie siły ujawniają się jednak w sposób bardzo subtelny. To orzeł przeleci przy okręcie, dając dobrą wróżbę płynącym, tu Atena w ludzkiej postaci dziada, lub pięknej niewiasty naprowadza bohaterów na właściwie ścieżki. Świat mitów żyjących, ale dostępnych nie dla wszystkich. To bóg upatruje sobie wybrańców, zazwyczaj wcale ich tym nie uszczęśliwiając. Są też istoty półboskie, demony, syreny i zmarli w Hadesie. Co ważniejsi bohaterowie i herosi także mają boskie korzenie. Odys rzecz jasna zalicza się do tej grupy. I mówiąc szczerze, wcale nie jest to dlań rzecz szczególnie opłacalna.</p>
<p>Ale wróćmy do fabuły. Odys przebywa od dwudziestu lat gdzieś daleko, syn wciąż czeka na jego powrót z wojny trojańskiej. Żona? Żona przyjmuje nachalnych gachów, którzy żądają jej ponownego zamążpójścia. I mówiąc kolokwialnie: obżerają się odysowowymi zapasami. W tej sytuacji syn &#8211; Telemach postanawia odszukać śladów ojca, dowiedzieć się, czy zginął gdzieś, czy może istnieje choćby jeszcze cień szansy, że zawita znów w rodzime strony. Mądra bogini Atena, zwana też Palladą, sprzyja mu, postanawiając przy tym umożliwić Odysowi powrót. A rzecz wcale nie jest prosta, bo gachowie nie przyjęli by właściciela ich domu rozpusty miło. Dosadniej mówiąc: zarżnęli by go jak prosiaka, gdyby tylko się zbliżył. Najpierw Odysa, później Telemacha. Kolejność zresztą najmniej jest istotna.</p>
<p>Co dalej, o tym sza! Po co psuć przyjemność z czytania.</p>
<p>Dlaczego właściwie wspominam tu ten epos?</p>
<p>Niech mnie diabli, jeśli choćby H. P. Lovecraft nie zaczytywał się w opowieści tułacza. Jest tu jeden fragment bardzo bliski literaturze samotnika z Providence. Mianowicie podróż morska i spotkanie Skylli oraz Charybdy &#8211; dwu istot silnie kojarzących się z mitami Cthulhu. Ich przerażające kształty i monstrualność budzą właśnie tak ceniony przez Lovecrafta horror kosmiczny. W szczególności ogromna Charybda, pijąca słoną wodę morską i wypuszczającą ją w takich ilościach, że naprzemian odsłania dno morskie i wzudza wodne szaleństwo.</p>
<p>Skylla ma nieco mniej odstraszającą fizjonomię &#8211; to sześciogłowy stwór porywający z przepływających statków na raz po sześciu ludzi i pożerający ich.</p>
<p>Można by jeszcze wspomnieć o złośliwym Polifemie, cyklopie, z którego powodu wywiązała się cała kabała Odysowej tułaczki. Jeszcze Kirke, Kalypso, także mroczny fragment, gdzie Odys na krawędzi świata żywych karmi dusze hadesowe krwią, prosząc je o informacje o dalszej swej wędrówce i losie rodziny.</p>
<p>I jeszcze ruchome skały na oceanie, których nikt niemal nie przepłynął żywym. Epizod niczym z <em>Listu znalezinego w butelce</em>, lub <em>Opowieści Artura Gordona Pyma z Nantucket</em> Poego. Nie ma się zresztą co dziwić &#8211; tak mitologia grecka, jak i każda inna to zdumiewające wyobraźnią i potęgą źródło strachu i niesamowitości. Jeśli okiełznać je w epickiej formie poematu takiego jak homerowska Odyseja, otrzmamy dzieło, którego nie zapomina się do końca życia. I nie jest tak naprawdę istotne, gdzie na mapie świata znajduje się wyspa Kalpso, ani czy Homer rzeczywiście istnial i <em>Odyseję</em> stworzył. Ważne jest dzieło, a to broni się samo od tysiącleci.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=46" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2008/07/26/miedzy-skylla-a-charybda/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

<!-- Dynamic Page Served (once) in 0.321 seconds -->
