Posty otagowane jako ‘horror’
Od kilku dni mam na biurku drugi tom antologii Maska śmierci, opowieści niezwykłe, wydaną właśnie przez wydawnictwo Kabort z Przemyśla. Pierwszy tom chwaliłem pod niebiosa, po drugim nie spodziewam się rzeczy wcale gorszych – szczególnie że w tomie zmieściło się aż pięć opowiadań Gustava Meyrinka. Panizzy nie znam zupełnie, bo jeszcze w Polsce go wcześniej bodaj nie tłumaczono, Grabińskiego zna każdy chyba, Strobla z zielonego wydania Civis Pressu (tytuł Kościana ręka) kilka osób też pewnie pamięta.
Całość zaczyna się znakomitym około dwudziestostronicowym wstępem, tom kończy kilka poezji Grabińskiego w aneksie. Środek to trzysta stron opowieści niesamowitych, czy jak chcieliby twórcy antologii, arabesek zarówno w nowych, jak i starych, ale poprawionych przekładach i wersjach. Kwestię doboru pozostawiam do indywidualnej oceny, mnie ona bardzo odpowiada.
Antologia do kupienia jest na Allegro, mailowo pod adresem litpis@wp.pl oraz pocztą tradycyjną na adres KABORT ul. St. Augusta 16A/3 37-700 Przemyśl.
Jak tylko całość przeczytam, napiszę kilka kolejnych słów. Na razie niech wystarczy ta reklama – bo jak mam nie zachwalać?
Spis treści:
Od redakcji
Oskar Panizza:
- Kościół w Zinsblech;
- Zbrodnia w Tavistock Square;
Gustav Meyrink:
- Kwiaty doktora Cinderelli;
- Sugestia;
- Bal Macabre;
- Tajemnica zamku Hathaway;
- Urna z St. Gingolph;
Karl Hans Strobl:
- Anatom;
- Moneta bizantyńska;
- Bezecna mniszka;
- Gesty są tam obmierzłe;
- Głowa;
Stefan Grabiński:
- Szary pokój;
- Zez;
- Na tropie;
- Opowieść o grabarzu;
- Tajemnica hrabiego Maspery;
- Lepianka w czystym polu;
- Jak Myrjam odeszła;
- Wezwanie;
- Podzwonne;
- Szalona zagroda;
- Sad umarłych;
- Sympatyk Proń;
- Porumbica;
- Wizyta;
Wiktor Eryk Fossegrim:
- Pod powierzchnią;
- Banshee;
- Szatański figiel;
- Obiad u państwa D.;
- Gdy rozum śpi;
- Dzień z życia namiestnika
Aneks:
Stefan Grabiński (utwory poetyckie):
- Węzły czasu;
- Czas i klepsydra;
- Etyka linii;
- Ironia (wyjątki).
Maska śmierci. Opowieści niezwykłe, t. 2, wyd. Kabort, Przemyśl 2010, ss. 332, ISBN 978-83-927953-1-5.
Kilka słów na boku
Właśnie wyszedł nowy numer Magazynu Fantastycznego – dostać można go w Empikach i jakiś kioskach. W środku znaleźć można moje opowiadanie o przydługim tytule Kłosówka, trzęślica, kostrzewa. Nie jest to co prawda horror, ale też nic gatunkowo konkretnego. Taka dziwna fantastyka baśniowa.
Wczoraj wyszedł też nowy numer Grabarza Polskiego. W nim jak zawsze cała masa fajnych rzeczy i na koniec moje wiersze – częściowo improwizowane dziwactwa o duchach i dziwach, które spłodziłem dawno temu. Numer do zassania jak zawsze ze strony Grabarza.
Karnawał w październiku
Ray Bradbury to prawdziwy klasyk dwudziestowiecznej literatury fantastycznej. Znany głównie jako twórca historii osadzonych w estetyce science-fiction, pisywał także grozę – już choćby jego debiut Mroczny karnawał wydany przez legendarne Arkham House. Było to w roku 1946. Po ośmiu latach autor dokonał wyboru najlepszych opowiadań z tegoż tomiku, uzupełnił go kilkoma nowymi tytułami i po przeredagowaniu wydał jako Październikową krainę – w Polsce wydaną w roku 2009 nakładem nieocenionego C&T we wspaniałej serii Biblioteki grozy.
Ilekroć wracam do tej serii, piszę w niemal samych superlatywach. Tym razem nie jest inaczej; nie znając wcześniej specjalnie Bradbury’ego, notabene w Polsce z jakiegoś powodu mocno niedocenionego i nie nagłośnionego pisarza, nie miałem zupełnie pojęcia, czego mogę się spodziewać. Tytuł sugerował mi coś gotyckiego – no tak, październik, więc kolorowe liście lecące z drzew, melancholia.
Najciemniejsza część lasu
Przyznam się od razu, że z nowinkami w literaturze jestem od zawsze na bakier. Czy to w horrorze, czy to w każdym innym gatunku, jestem gdzieś daleko w tyle; to, czym inni ekscytowali się kilka miesięcy, albo i lat wcześniej, ja muszę odkryć jako ostatni. Że zdarzają się od tej reguły wyjątki, stanowi choćby fakt zakupienia przeze mnie Najciemniejszej części lasu Campbella bodaj kilka dni po premierze. Polskiej premierze, bo powieść ma już kilka dobrych lat.
Wydarzenie to miałem już na oku od dawna, tu i tam słyszałem ciepłe słowa, kierowane w stronę tego klasyka współczesnego horroru. Ha! kolejny klasyk, na świecie otoczony ogromną estymą, a w Polsce po latach, nieomal wstydliwie, drukujemy jego drugą dopiero powieść. Ale dobre i to na początek.
Opowieść o czarnych ścianach
Ostatnio dosyć głośno było o Palińskim. Niby, że to on jest teraz polskim Kingiem, nie Łukasz Orbitowski. Nie czytałem jeszcze Czterech pór mroku, więc nie wiem, czy rzeczywiście. Porównanie to jest jednak moim zdaniem całkiem szczęśliwe. Miano polskiego Kinga to dobra reklama dla pisarza. Wszak u nas czyta się więcej książek autora Miasteczka Salem, niż wszystkich Koontzów i Mastertonów i nawet Orbitowskich razem wziętych. A jeśli chodzi o tego ostatniego, to mu też powinno być na rękę, że mniej porównań do rzekomego króla horroru będzie musiał słuchać. Wszak to pisarz całkowicie samodzielny, doświadczony i dojrzały. O czym można się bardzo łatwo przekonać czytając choćby Święty Wrocław.
Oczywiście, większość zwolenników twórczości Łukasza już dawno ma tę powieść za sobą. Jest już zbiór Nadchodzi, jakieś koty były, psy i klechy. A ja nie miałem jeszcze okazji zapoznać się z tym wszystkim. Cały czas stoję na Tracę ciepło, kilku opowiadaniach i wszelakich felietonach czy to z bloga, czy z prasy. Których chyba nie trzeba polecać, prawda?


