Posty otagowane jako ‘baśń’
Landrynki, krówki i toffi

Małgorzata Saramonowicz - Sanatorium
Wszyscy dobrze wiedzą, kto w Polsce pisze horrory: Orbitowski, Kain, Małecki, Grzędowicz i inni. Można by wymieniać, ale po co, skoro i tak wszyscy wiedzą, co tam wstawić. Dlatego ja dodam tylko jedno nazwisko: Saramonowicz. Małgorzata Saramonowicz. Powinna zostać wymieniona w ścisłej czołówce.
Poniekąd właśnie przed momentem skłamałem, bo przeczytane niedawno przeze mnie Sanatorium wcale horrorem nie jest. Ale nie jest nim tylko dlatego, że trzeba by rozciągnąć ramy tematyczne tego gatunku, by tę powieść weń wetknąć. Z drugiej strony, skoro Stephen King wymienił Malowanego ptaka Kosińskiego wśród najlepszych horrorów w historii, to dlaczego by Saramonowicz miała się krępować? Jej realizm magiczny może nie straszy stricte, ale jest niepokojący, jest mroczny. No i może zwyczajnie taka etykieta nieco dodała by wspaniałej pisarce rozgłosu?
Baśnie uwielbiam od zawsze, baśnie tkwią we mnie co najmniej tak głęboko jak język i sztuka chodzenia. Mózg mi przeszedł nimi na wylot i chyba tak zostanie. Wszystko to dlatego, że czytano mi baśnie od małego. Andersen był smutny, przez co mniej czytany, ale przepiękny zbiór Bajarka opowiada był moją ulubioną lekturą przez lata. Takoż baśnie braci Grimm i kilka innych książek, które pogubiłem, zapomniałem, albo zwyczajnie muszę sobie dopiero przypomnieć. Ale baśnie były i rzeźbiły mi wyobraźnię, po to, bym odkrywał je na nowo w opowiadaniach Hoffmanna, w gotyckich romansach i w Śródziemiu Tolkiena. Baśń dojrzała, przybrała inne formy, ale dalej była priorytetem.
