<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Paweł Mateja</title>
	<atom:link href="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja</link>
	<description>Groza, baśniowość i rzeczy nadnaturalne w literaturze.</description>
	<lastBuildDate>Tue, 09 Mar 2010 18:36:51 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Opowieść o czarnych ścianach</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/03/09/opowiesc-o-czarnych-scianach/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/03/09/opowiesc-o-czarnych-scianach/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Mar 2010 18:36:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[groza]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[Orbitowski]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=237</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnio dosyć głośno było o Palińskim. Niby, że to on jest teraz polskim Kingiem, nie Łukasz Orbitowski. Nie czytałem jeszcze Czterech pór mroku, więc nie wiem, czy rzeczywiście. Porównanie to jest jednak moim zdaniem całkiem szczęśliwe. Miano polskiego Kinga to dobra reklama dla pisarza. Wszak u nas czyta się więcej książek autora Miasteczka Salem, niż [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright size-medium wp-image-248" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/03/swiety_wroclaw-188x300.jpg" alt="swiety_wroclaw" width="188" height="300" />Ostatnio dosyć głośno było o Palińskim. Niby, że to on jest teraz polskim Kingiem, nie Łukasz Orbitowski. Nie czytałem jeszcze <em>Czterech pór mroku</em>, więc nie wiem, czy rzeczywiście. Porównanie to jest jednak moim zdaniem całkiem szczęśliwe. Miano <em>polskiego Kinga</em> to dobra reklama dla pisarza. Wszak u nas czyta się więcej książek autora <em>Miasteczka Salem</em>, niż wszystkich Koontzów i Mastertonów i nawet Orbitowskich razem wziętych. A jeśli chodzi o tego ostatniego, to mu też powinno być na rękę, że mniej porównań do rzekomego króla horroru będzie musiał słuchać. Wszak to pisarz całkowicie samodzielny, doświadczony i dojrzały. O czym można się bardzo łatwo przekonać czytając choćby <em>Święty Wrocław</em>.</p>
<p>Oczywiście, większość zwolenników twórczości Łukasza już dawno ma tę powieść za sobą. Jest już zbiór <em>Nadchodzi</em>, jakieś koty były, psy i klechy. A ja nie miałem jeszcze okazji zapoznać się z tym wszystkim. Cały czas stoję na <em>Tracę ciepło</em>, kilku opowiadaniach i wszelakich felietonach czy to z bloga, czy z prasy. Których chyba nie trzeba polecać, prawda?</p>
<p><span id="more-237"></span>No ale <em>Święty Wrocław</em> wyszedł rok temu,  więc rzecz nie jest jeszcze na tyle stara, by stać się <em>passe</em>. Szczególnie, że naprawdę dobrze rzeczy powoli się starzeją.</p>
<p>I właściwie nie wiem od czego zacząć, więc zacznę od końca, który mnie rozczarował. Powieść liczy sobie niemal trzysta stron i jakieś sto za mało. Nie dlatego, że historia jest niekompletna, czy urwana. Po prostu czuję niedosyt.</p>
<p>Orbitowski nie zaczyna jak startująca z peronu lokomotywa. Otwieramy książkę i już wiemy, że jesteśmy w trasie. Co nie znaczy, że prujemy przestworza. To taki polski pociąg. <em>Święty Wrocław</em> to powieść oryginalna i jako horror i jako tako w ogóle.</p>
<p>Jedno z Wrocławskich osiedli staje się obiektem kultu ludzi zjeżdżających się z całej Polski. Dlaczego? Bo zdarzył się tam cud. Jaki? Nie wiadomo. Tylko tyle, że mieszkańcy bloków zdzierają tynk, tapety, wykładziny i klepki, by dogrzebać się do przemienionej powierzchni budynków. Teraz całych ciepłych i czarnych jak płynna smoła. Osiedle zaczyna żyć w izolacji od całego świata, giną w nim coraz to nowe osoby, ciągnące doń jak ćmy do lampy. Nie wychodzi niemal nikt.</p>
<p>A nam opowiedziana zostaje historia <em>nudnej do bólu, zwyczajnej</em> miłości dwojga młodych. Oczywiście w rzeczywistości jest i ciekawie i nietypowo. Ale to przez dziwne okoliczności tejże miłości towarzyszące.</p>
<p>Jeśli można powiedzieć, że Orbitowski jest w czymś dobry &#8211; a raczej że coś mu idzie najlepiej &#8211; to zdecydowanie jest to kreowanie żywych i wiarygodnych postaci. Tutaj mamy takich spore grono. Są soczyści, charakterni i przy tym do bólu zwyczajni, nawet jeśli to dziwacy.</p>
<p>Świetny jest też język i warsztat pisarski. Gęsty, nowoczesny a przy tym solidny jak opoka. Nie ma <em>nowomowy,</em> ale określeń potocznych już mamy mnóstwo. I nie rażą, jeno działają jak przyprawa. Z ogromną werwą komentowana jest rzeczywistość, mnożą się krótkie, celne przemyślenia. Obraz żyje, jest swojski, ale nie banalny.</p>
<p>Gdyby Bosch żył w Polsce XXI wieku, mógłby czerpać ze <em>Świętego Wrocławia</em>. Mroczne, unurzane w deszczu blokowiska, z wściekle czarnym centrum, wokół którego gromadzą się młodzi i starzy, schorowani i dresiarze. Rozbijają namioty, przejmują działki. Wewnątrz tego kręgu kordon policji, która znużona sama nie wie, czego i przed kim broni. Wokoło smutni ludzie krążą po ulicach, szukając swoich bliskich; tu i tam ktoś rozpoczyna lincz. A gdzieś pod tą czernią, gdzieś w otchłani czai się koszmar na miarę mitologicznych wizji, w swojej grozie bliski Lovecraftowemu.</p>
<p>Co jeszcze mogę napisać? Powieść wydało Wydawnictwo Literackie, co już samo w sobie jest wielką rekomendacją. Jak i w przypadku <em>Tracę ciepło</em> odwalili kawał świetnej roboty od strony estetyki wydania. Tekst jest pięknie poskładany, aż chce się strony oglądać. Okładka po prostu super &#8211; może nie jest tak niepokojąca jak w wyżej wspomnianym dziele, ale nie mogę jej nic zarzucić. Bez przepychu <em>Fabryki Słów</em>, który <em>notabene</em> lubię, ale elegancko i ze smakiem.</p>
<p>Nie widzę wiec powodu, by specjalnie narzekać. Orbit napisał powieść grozy jak się patrzy. Z jajem, po polsku i bez żenady. Powinno się to wydać na zachodzie, a w Krakowie, czy Warszawie, czy Wrocławiu zatknąć flagę piracką. Mamy swój horror, niech inni wiedzą. A gdyby powstał film o tym tytule, byłbym pierwszy przed kinem.</p>
<p>Teraz nadchodzi <em>Nadchodzi</em>. Czy przeczytam za rok, czy za tydzień, tak samo będę się ślinił na książkę.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=237" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/03/09/opowiesc-o-czarnych-scianach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Masterton na miękko</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/24/masterton-na-miekko/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/24/masterton-na-miekko/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Feb 2010 21:18:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka]]></category>
		<category><![CDATA[groza]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[makabra]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=220</guid>
		<description><![CDATA[
Masterton jawił mi się zawsze jako autor sympatycznych (co za słowo!), ale raczej niespecjalnie ambitnych powieści. Przy Wyklętym ciarki chodziły po plecach, Walhalla potrafiła przerazić całkiem mocno, a taki Manitou to nie była znowu taka żenada, jak często się powtarza. Tylko finał był z przysłowiowej dupy. To akurat zresztą zdarzało się Grahamowi nadzwyczaj często. Świetne [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright size-medium wp-image-225" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/02/okladka_Strach_ma_wiele_twarzy-187x300.jpg" alt="Strach ma wiele twarzy" width="187" height="300" /></p>
<p>Masterton jawił mi się zawsze jako autor sympatycznych (co za słowo!), ale raczej niespecjalnie ambitnych powieści. Przy <em>Wyklętym</em> ciarki chodziły po plecach, <em>Walhalla</em> potrafiła przerazić całkiem mocno, a taki <em>Manitou</em> to nie była znowu taka żenada, jak często się powtarza. Tylko finał był z przysłowiowej dupy. To akurat zresztą zdarzało się Grahamowi nadzwyczaj często. Świetne pomysły jakoś traciły na subtelności i w finale zazwyczaj coś wybuchało, albo wielkie demony robiły generalny remont w organizmach bohaterów i ich otoczeniu. Do mnie to nie trafiało, a mimo to bawiłem się dobrze. Był seks, była makabra i dobrze kreowany (do momentu) nastrój, to się człowiek cieszył. I nie przeszkadzało mi specjalnie, że przemoc była wybitnie obrzydliwa a płyny fizjologiczne i alkohol lały się na prawo i lewo. Masterton robił <em>horror</em>, ustalał reguły tak, że trzeba było nieco przymknąć oko. Dlatego mam też do niego ogromny sentyment.</p>
<p><span id="more-220"></span>Do sięgnięcia po <em>Strach ma wiele twarzy</em> &#8211; jeden ze zbiorów opowiadań tegoż twórcy, nie było mi jednak wcale spieszno. Mimo iż książka leżała na półce dobre pół roku. No ale w końcu postanowiłem sprawdzić, czy faktycznie Masterton jest taki dobry w krótkiej formie, jak wielu powtarza.</p>
<p>Uroczyście oświadczam, że jest. To zupełnie inny pisarz, niż ten znany z powieści. Na osiem opowiadań wypełniających zbiór, tylko jedno okazało się być przeciętne &#8211; właśnie przez to, iż w klimacie powieści. <em>Nota bene</em> opowiadanie to nawiązuje po raz kolejny do serii <em>Manitou</em>. Jest przy tym całkiem dobre, ale odstaje od reszty.</p>
<p>Co mnie ujęło: mało tutaj makabry, przemocy i banałów typu <em>wielki i mroczny demon</em>. Autor postanowił zabawić się z czytelnikiem inaczej &#8211; budując nastrój tajemnicy, sięgając do legend nie tak, by odkryć w nich przemoc, ale mroczną baśniowość. Jednocześnie należy pamiętać, że są rzeczy, których odmówić sobie nie potrafił. Więc znowu co chwila widzimy kołyszące się pełne piersi i twarde członki. Niech ma.</p>
<p>Makabra też jest &#8211; wbrew moim wcześniejszym zapewnieniom. Ale nawet w opowiadaniu o kanibalizmie, gdzie można było pisać poematy o smażonych ludzkich nerkach i marynowanych uszach &#8211; a w szczególności o ich oddzielaniu od ciała &#8211; pisarz podchodzi do rzeczy raczej delikatnie. Podkreślam: dosyć. Jak na Mastertona.</p>
<p>Oczywiście, opisując, musiałem nieco podkolorować, bo jedno z opowiadań jest na przykład o masturbacji <em>z emocjami</em>, to jest z podduszaniem. Są trupy, sperma i takie tam. Ale dalej to nie ten Masterton, co w <em>Kostnicy</em> na przykład.</p>
<p>Osiem historii, w których możemy usłyszeć o wracających się pożegnać duszach, o światach równoległych i niebezpieczeństwie niesionym przez spełnione życzenia. Są też historie pełne perwersji, za to pozbawione nadnaturalności. Historie niebanalnie podchodzące do tematu ludzkich żądz i seksualności.</p>
<p>Masterton doskonale czuje się w przewidzianej na opowiadanie objętości. Nie musi tutaj pisać nic nad to, co jest niezbędne; nie musi tworzyć wielkich finałów i przeciągać opowieści w nieskończoność, przez co tak często jego opowieści traciły impet.</p>
<p>O ile powieści tegoż autora można nazwać <em>groszowymi</em>, to już opowiadania należałoby przeliczać na złotówki. Panie Grahamie, na miękko, bez przesadnej makabry i nadmiernego rozciągania takie rzeczy to ja mogę czytać i czytać. Jeśli ktoś nie wierzy w jego talent pisarski, niech sięgnie po <em>Strach ma wiele twarzy</em>. A powieści?</p>
<p>Nie wiem, dawno nie czytałem żadnej. Może skontrastowanie któreś z opisywanym tu zbiorem nie przyniosłoby im znowu wielkiego wstydu. Ale na nie jakoś nie mam chęci. Na opowiadania przeciwnie. I niech to będzie tym razem rekomendacją.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=220" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/24/masterton-na-miekko/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Róże cmentarne</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/16/roze-cmentarne/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/16/roze-cmentarne/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Feb 2010 19:46:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[czrny kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[czubaj]]></category>
		<category><![CDATA[krajewski]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>
		<category><![CDATA[róże cmentarne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=208</guid>
		<description><![CDATA[Uwielbiam cykl Marka Krajewskiego o Eberhardzie Mocku, tropiącym przestępców w przedwojennym Wrocławiu. Uwielbiam opisy miasta, choć &#8211; Bóg mi świadkiem &#8211; zupełnie nie obchodzi mnie, czy to Breslau, czy Opole. Uwielbiam opisy życia ludzi, jedzenia w knajpach, pejzaże brudnych ulic i równie brudnych kurew. Postać samego Mocka uwielbiam, bo to cham z klasą, taki prawdziwy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_211" class="wp-caption alignright" style="width: 180px"><img class="size-full wp-image-211" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/02/roze_cmentarne.jpg" alt="Róże cmentarne" width="170" height="225" /><p class="wp-caption-text">Róże cmentarne</p></div>
<p>Uwielbiam cykl Marka Krajewskiego o Eberhardzie Mocku, tropiącym przestępców w przedwojennym Wrocławiu. Uwielbiam opisy miasta, choć &#8211; Bóg mi świadkiem &#8211; zupełnie nie obchodzi mnie, czy to Breslau, czy Opole. Uwielbiam opisy życia ludzi, jedzenia w knajpach, pejzaże brudnych ulic i równie brudnych kurew. Postać samego Mocka uwielbiam, bo to cham z klasą, taki <em>prawdziwy mężczyzna</em>, taki Franc Mauer z <em>Psów</em> Pasikowskiego, tylko lepszy. To jest gorszy, bo czystej krwi skurwysyn. Gdzieś czytałem, że Krajewski tak go wykreował, by był odpychający. A później dostawał rozmiłowane listy czytelniczek, które szanownego Eberharda zjadłyby na śniadanie. Wątki kryminalne nie są najmocniejszą stroną tego cyklu. Wszystko niby poprawne, inteligentne i daje radość czytelniczą, ale pozostaje jakby cały czas na drugim planie.</p>
<p>Dokładnie odwrotnie jest w <em>Różach cmentarnych</em> duetu Czubaj, Krajewski. Zacznę od tego, że to druga powieść o Jarosławie Paterze &#8211; wcześniej była <em>Aleja samobójców</em>. Czas i miejsce akcji to nam już współczesne Trójmiasto. Główny bohater to człowiek chyba od Mocka lepszy, o mocniejszych fundamentach moralnych i oczywiście nieszczęśliwym życiu. Współpracownicy nazywają go Antypater, co znaczy tyle, że nie przepadają za nim. Pomny swej przeszłości studenta filologii polskiej pastwi się ciągle nad rozmówcami, raz za razem poprawiając im szyk i budowę zdań. Pracę stara się wykonywać sumiennie, czasem aż do bólu &#8211; trzeba, to zleje dobrze po ryju tego i owego. W życiu osobistym nie dzieje mu się najlepiej &#8211; rozwiedziony, stara się budować nowy związek. Próbuje, ale z ogromnymi problemami.</p>
<p><span id="more-208"></span>Pater jest bardziej ludzki i prosty niż swój odpowiednik z Breslau. Przez to o wiele mniej interesujący. Owszem, ma charyzmę, ale gdzie mu do radcy kryminalnego Eberharda? Bije od niego zmęczenie, męczy go praca i przy życiu trzyma chyba tylko myśl o szybkiej emeryturze, o miłości, która może kiedyś się w końcu określi. Poszedł kiedyś do burdelu, to prawie się zakochał. Lubi jazz, King Crimson, wycofanie, wkurza go prawie wszystko.</p>
<p>Słabsze, niż w przypadku solowych wyczynów Krajewskiego są też opisy, sam styl. Coś ewidentnie się uprościło. Sądzę, że pewna w tym zasługa Czubaja, przy całym należnym mu szacunku, który pewnie trochę pohamował wybujałe, kwieciste popisy łacinnika. Inna rzecz, że wiele rzeczy jest takich, jakimi je widzimy. Nie trzeba tylu słów, co w przypadku miasta sprzed stu lat. Ale brakuje mi czegoś. Krajewskiego ceniłem za styl ogromnie, a tutaj co najwyżej powiem, że jest dobry. Obaj autorzy tworzyli na zmianę, rozpisując i poprawiając kolejne sceny. Na równych prawach, zasadzie <em>raz ty, raz ja</em>. Jakoś się to w kolejnych poprawkach ujednoliciło, bo całość wygląda spójnie. Ale nie zachwyca &#8211; po prostu jest solidna.</p>
<p>Czas na plusy. Akcja, intryga są zdecydowanie bardziej wysunięte do przodu. Dzieje się dużo i dosyć ciekawie. Jest trochę przemocy, są oczywiście nadmorskie knajpy pełne rozkrzyczanych turystów, bezwzględna policja i sprawa kryminalna. A raczej sprawy.</p>
<div id="attachment_212" class="wp-caption alignleft" style="width: 210px"><img class="size-full wp-image-212 " src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/02/krajewski_marek.jpg" alt="Marek Krajewski" width="200" height="205" /><p class="wp-caption-text">Marek Krajewski</p></div>
<p>Pater potrzebuje wakacji, już w myślach planuje bliski wypoczynek w Grecji, gdy zostaje przydzielony do sprawy tajemniczego mordercy-naśladowcy, wskrzesza zbrodnie sprzed lat, zostawiając policji poszlaki sugerujące kolejne zdarzenia. Przemieszcza się po Polsce i pech chciał, że stawia w stan pogotowia całe policyjne wybrzeże swoim listem. Kolejna osoba ma zostać zamordowana w najbliższych dniach. Jeśli zbrodniarz nie zostanie ujęty. Pater traci szanse na urlop, z wściekłością i niechęcią godząc się na nastaną sytuację. Gdy w trakcie śledztwa poszlaki zaczynają wskazywać na powiązania mordercy z nierozwiązaną zbrodnią sprzed lat, która dręczy głównego bohatera. Ten angażuje się już całym sercem. Tymczasem już pierwsze strony powieści równolegle prezentują odkrycie zasuszonego trupa w tartaku. Jest upalny lipiec, a robi się jeszcze bardziej gorąco. Intryga jest zdecydowanie kluczową sprawą w tej powieści.</p>
<p>O ile w przypadku poprzedniej książki duetu, dominującym tematem muzycznym był jazz z nazwiskami Milesa Daviesa i Coltrane&#8217;a w szczególności, co doskonale współgrało z morderstwem w domu spokojnej starości, o tyle w <em>Różach cmentarnych</em> gra głównie rock i metal. Od Black Sabbath i Led Zeppelin, do młodzieżowych kapel metalowych. Bo i towarzystwo tutaj mniej wiekowe i czas wakacji.</p>
<div id="attachment_213" class="wp-caption alignright" style="width: 180px"><img class="size-full wp-image-213" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/02/czubaj.jpg" alt="Mariusz Czubaj" width="170" height="255" /><p class="wp-caption-text">Mariusz Czubaj</p></div>
<p>I właśnie <em>targetem</em> tejże powieści są, mam wrażenie, urlopowicze. Czy to w słoneczne dni i leżak na piachu, czy deszczowe, w które książką można się nieco rozgrzać. Idealna, gdy człowiek chce przeczytać coś wciągającego, ale lekkiego i niezobowiązującego. To powieść dobra do pociągu, na kanapę. Dobra też przecież na teraz, gdy na dworze tony śniegu i lodu zniechęcają już do wszystkiego chyba nawet najbardziej zagorzałych zwolenników zimy.</p>
<p>Słowem: <em>Róże cmentarne</em> to po prostu czytadło. Dobre, elegancko skrojone. To kryminał napisany sprawnie, z werwą, ale znowu nie prowadzący do radosnego ślinotoku. Przyznam, że o wiele mocniej czekam na kolejny tom ze słowem <em>Breslau</em> w tytule (albo i bez), niż na nową powieść o Jarosławie Paterze. Będzie, to przeczytam &#8211; pewnie. Ale chyba już rzeczywiście w wakacje.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=208" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/16/roze-cmentarne/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mordercze sarny?</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/14/mordercze-sarny/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/14/mordercze-sarny/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Feb 2010 10:27:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=177</guid>
		<description><![CDATA[Najnowsza powieść Olgi Tokarczuk wzbudzać może mieszane uczucia od pierwszego wejrzenia. To jest od tytułu &#8211; Prowadź pług swój przez kości umarłych. Dziwić się można, dumać, ale wszystko jest w środku. Nie trzeba zębami zgrzytać, że od okładki pretensjonalne. Bo z tym właśnie epitetem autorka niewiele miała i ma wspólnego.
Słowa z jakiegoś utworu Blake&#8217;a &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_191" class="wp-caption alignright" style="width: 180px"><img class="size-full wp-image-191" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/02/prowadz.jpg" alt="Okładka" width="170" height="226" /><p class="wp-caption-text">Okładka</p></div>
<p>Najnowsza powieść Olgi Tokarczuk wzbudzać może mieszane uczucia od pierwszego wejrzenia. To jest od tytułu &#8211; <em>Prowadź pług swój przez kości umarłych</em>. Dziwić się można, dumać, ale wszystko jest w środku. Nie trzeba zębami zgrzytać, że od okładki pretensjonalne. Bo z tym właśnie epitetem autorka niewiele miała i ma wspólnego.</p>
<p>Słowa z jakiegoś utworu Blake&#8217;a &#8211; nie pomnę, jakiego &#8211; stanowią właśnie tytuł. Ten mistyk, poeta obecny jest w ustach i umysłach bohaterów przez całą długość powieści. Wszystko ma więc sens.</p>
<p>Zapomniałem jednak, że zacząć ten komentarz chciałem od mniej więcej takiej konstatacji: Olga Tokarczuk to niewątpliwie jedna z najoryginalniejszych i &#8211; z estymą &#8211; najlepszych pisarek polskich. To jest pisarzy w ogóle. Będę tak twierdził, pomny mojej ignorancji w kwestii znajomości literatury współczesnej a głównonurtowej. Przy takiej jak ta twórczyni jednak po porostu to zdanie przychodzi mi na myśl. A ja, mimo wszystko, trochę wierzę mojej głowie. Zresztą, nagroda Nike za Biegunów to duże, choć spóźnione wyróżnienie. Więc pewnie nie mylę się specjalnie.</p>
<p>Co więc jest oryginalnego i tak wspaniałego w tejże powieści? Już by tylko główna bohaterka: starsza już kobieta, mieszkająca samotnie w Opolskim, gdzieś w górach, lasach, na osiedlu, które tylko latem ożywa, wraz z wracającymi z miasta właścicielami.</p>
<p><span id="more-177"></span>Zimą jest tam tylko ona, samotnik Matoga (który zresztą naprawdę nazywa się inaczej) i Wielka Stopa, który zostaje zamordowany przez sarny. No i jeszcze sarny właśnie, larwy robaków, ptaki, zające i inna dziczyzna. Jest cisza, samotnia, starsza kobieta &#8211; nauczycielka angielskiego w niedalekiej szkole &#8211; opiekująca się domami sąsiadów i szukająca życiowej pomocy w samodzielnie stawianych horoskopach. Jeszcze do tego współtłumacząca utwory Blake&#8217;a, ale nie wiem, czy to już nie przesyca rysu charakterystyki.</p>
<p>Mordercze sarny? Wspominałem coś takiego? No tak, wspomniałem też o Wielkiej Stopie. Nie będzie nic z kryptozoologii. To tylko pseudonim zdziczałego lekko kłusownika. A że zginął tak, nie inaczej, twierdzi właśnie główna bohaterka, Janina Duszejko.</p>
<p>Moment na wzbogacenie charakterystyki. To także wegetarianka i samodzielna lokalna obrończyni praw zwierząt, nienawidząca zabijania ich nawet w celach konsumpcyjnych. Generalnie uznawana jest za lekko stukniętą.</p>
<p>Czyli powieść zachęcająca jest od samego już początku, od postaci jeno (a jeśli wygląda to inaczej, biorę to na karb mojej indolencji, nie talentu pisarki), to dalej może być już tylko lepiej. Prowadź swój pług przez kości umarłych to kryminał bez Marlowe&#8217;a, tudzież Mocka. Bez sączonych w ciemnych knajpach alkoholi. To kryminał-antykryminał, pastisz napisany w poważnym tonie.</p>
<p>Ani mroczne Breslau, ani Londyn, ni Nowy Jork. Małe sioło, by nie rzec: zadupie. Dentysta-pijak wywleka fotel do zabiegów na ulicę i znieczula pacjentów wódką. Jest second-hand, Żabka, szkoła,posterunek policji. Jest swojsko.</p>
<p>Problemy są też wybitnie prowincjonalne: zimą śnieg utrudnia komunikację, myśliwi polują po lasach jak kłusownicy, pastwią się nad zwierzyną. Dla nich to żadna różnica, czy celują w królika, czy psa. Jest i zadufany w sobie wiejski biznesmen, głęboko w dupie mający świat poza sobą samym. W podłych warunkach hodujący lisy na futro. Jak więc zwierzęta mają nie wziąć zemsty we własne ręce? To wszystko jest przecież w horoskopach. Wystarczy tylko dokładna data urodzenia danej osoby, łącznie z godziną i minutą. Trochę znajomości układów gwiazd, ascendentów, odpowiedni program komputerowy do pomocy &#8211; i już ma się w rękach wiedzę o tym, co dziś czy jutro nie będzie Ci sprzyjać. Być może to dzikie zwierzęta, albo alkohol. Trzeba uważać.</p>
<p>Ale nikt nie słucha starej wariatki. Trudno się dziwić? Policjanci starają się zbyć ją jak najszybciej, urzędnicy nie odpowiadają na listy. A śmierć kłusownika to tylko pierwsza z cyklu. Kto będzie następny? Czy może nie warto było posłuchać staruszki gadającej o zemście lasu? Dziwaczki, mówiącej niby po polsku, ale jakoś dziwnie.</p>
<p>Olga Tokarczuk to prawdziwa mistrzyni pióra. Doskonale radzi sobie ze słowem pisanym, potrafi je naginać do swej woli, panuje nad nim totalnie i absolutnie. Sama już narracja z ust Janiny Duszejko jest doskonała. Choć początkowo ma się wrażenie, że główna bohaterka żyje w innym świecie, jest po prostu dziwaczką, to z czasem autorka sugestywnie daje do zrozumienia, iż to raczej cała reszta świata składa się z niesprawiedliwych, złych i żyjący wbrew naturze. Z czasem przestają dziwić słowa pisane wielką literą. Te ciągłe enigmatyczne <em>Dolegliwości</em> , <em>Zwierzęta</em> zamiast <em>dolegliwości</em> i <em>zwierząt</em>.</p>
<p>Tokarczuk jest sugestywna, pisze plastycznie i malowniczo. Jest nieskażona chyba jakimikolwiek zewnętrznymi wpływami literackimi. To solidny, piękny monolit. Nie sposób nic zarzucić, można tylko podziwiać. Historia od początku do końca prowadzona jest tak wzorowo. Trzyma w napięciu, jednak nie porywając nadmiarem akcji. Tempo rozwoju zdarzeń dostosowane jest do osobowości narratorki. To ona kreuje świat, nadaje mu barwy i wartości. Przy tym, aż do samego końca okazuje się być postacią niejednoznaczną.</p>
<div id="attachment_192" class="wp-caption alignright" style="width: 210px"><img class="size-full wp-image-192" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/02/tokarczuk.jpg" alt="Olga Tokarczuk" width="200" height="150" /><p class="wp-caption-text">Olga Tokarczuk</p></div>
<p>W przypadku książek Olgi Tokarczuk próżno szukać jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: po co? Trochę z tym jak z <em>Dekalogiem</em> Kieślowskiego. Można interpretować na różne sposoby, koncentrując się na różnych zagadnieniach wyekstrahowanych z całości, można po prostu podziwiać portrety psychologiczne wplecione w zawiłe sytuacje. Może jestem leniwy, albo zwyczajnie za głupi, ale o wiele więcej przyjemności sprawia mi zazwyczaj to drugie. W życiu, jak i w powieściach nie ma miejsca na jednoznaczne odpowiedzi. Trudno zachować jednoznaczność nawet w kwestii własnej moralności, będąc jeno zwykłym człowiekiem. Na pytanie o swoją wiarę, jeden z bohaterów powieści mówi, że jest wierzący, jest ateistą.</p>
<p>I właśnie teraz tak zastanawiam się nad tym, czy to właśnie nie jest jedne z istotniejszych motywów powieści: niebezpieczeństwo kryjące się w radykalnych poglądach. Zostawiam to na razie. Swoją drogą zastanawiam się, ile z pani  Olgi, jest w samej powieści &#8211; wikipedia twierdzi, że należy ona do partii Zielonych. Mam jednak wrażenie, że ta powieść, choć ma charakter silnie proekologiczny, jednocześnie jest swego rodzaju upomnieniem dla wszystkich działaczy tego czy innego rodzaju. Nie będę zdradzał szczegółów, bo to wszystko tkwi w fabule.</p>
<p>Rzadko zdarza mi się tu mówić negatywnie o czytanych przeze mnie książkach. Po prostu czytam to, co lubię. Lubię czytać. Tym razem nie jest inaczej. Nową powieść Olgi Tokarczuk mogę polecić każdemu. To świetna lektura i mówić będzie się o niej pewnie jeszcze długo. Jeśli nie, to pani Olga napisze kolejną książkę i znów będzie co czytać i o czym mówić. Tego właśnie sobie i Wam życzę.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=177" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/14/mordercze-sarny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Landrynki, krówki i toffi</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/01/23/landrynki-krowki-i-toffi/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/01/23/landrynki-krowki-i-toffi/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 23 Jan 2010 17:38:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[baśń]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka]]></category>
		<category><![CDATA[groza]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>
		<category><![CDATA[realizm magiczny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=158</guid>
		<description><![CDATA[Wszyscy dobrze wiedzą, kto w Polsce pisze horrory: Orbitowski, Kain, Małecki, Grzędowicz i inni. Można by wymieniać, ale po co, skoro i tak wszyscy wiedzą, co tam wstawić. Dlatego ja dodam tylko jedno nazwisko: Saramonowicz. Małgorzata Saramonowicz. Powinna zostać wymieniona w ścisłej czołówce.
Poniekąd właśnie przed momentem skłamałem, bo przeczytane niedawno przeze mnie Sanatorium wcale horrorem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_165" class="wp-caption alignright" style="width: 150px"><img class="size-full wp-image-165" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/01/sanatorium.jpg" alt="Saramonowicz - Sanatorium" width="140" height="221" /><p class="wp-caption-text">Małgorzata Saramonowicz - Sanatorium</p></div>
<p>Wszyscy dobrze wiedzą, kto w Polsce pisze horrory: Orbitowski, Kain, Małecki, Grzędowicz i inni. Można by wymieniać, ale po co, skoro i tak wszyscy wiedzą, co tam wstawić. Dlatego ja dodam tylko jedno nazwisko: Saramonowicz. Małgorzata Saramonowicz. Powinna zostać wymieniona w ścisłej czołówce.</p>
<p>Poniekąd właśnie przed momentem skłamałem, bo przeczytane niedawno przeze mnie <em>Sanatorium</em> wcale horrorem nie jest. Ale nie jest nim tylko dlatego, że trzeba by rozciągnąć ramy tematyczne tego gatunku, by tę powieść weń wetknąć. Z drugiej strony, skoro Stephen King wymienił <em>Malowanego ptaka</em> Kosińskiego wśród najlepszych horrorów w historii, to dlaczego by Saramonowicz miała się krępować? Jej realizm magiczny może nie straszy <em>stricte</em>, ale jest niepokojący, jest mroczny. No i może zwyczajnie taka etykieta nieco dodała by wspaniałej pisarce rozgłosu?</p>
<p><span id="more-158"></span>Przyznam, że sam na <em>Sanatorium</em> trafiłem zwyczajnym przypadkiem. Błądząc wzrokiem po wypełnionych tomami półkach biblioteki, jakoś moje oko przyciągnął właśnie grzbiet tego olumenu. Nie wiem dlaczego &#8211; książka cienka, niepozorna. Może to niepokojąca ilustracja z okładki, czerwona, rozmyta sylwetka; może to tytuł pisany gotykiem. Coś mnie tknęło, postanowiłem że przeczytam.</p>
<p>I jakoś tak wsiąkłem między delikatnie zapisane strony, w na w pół magiczną polską wieś, pełną jeszcze nie zagojonych ran II wojny światowej; w miejsce, gdzie komunizm staje się nową plagą, ludzie są pełni bólu, gdzie jeszcze podłogi w niszczejących zabudowaniach kryją ślady krwi, przykryte kurzem. To miejsce magiczne, choć na pewno nie Kraina czarów. To kraina bólu, z którym nikt nie potrafi sam sobie poradzić. Może prócz dzieci. Sierot i pół sierot, dziwnych, samotnych, tworzących własny mały świat pełen dziwów. Jeden chłopiec jest kaleką bez nogi, inny chodzi w sukience, jest dziewczynka, rozmawiająca tylko telepatią i inna, jeszcze mała i nie rozumiejąca otaczającego ją świata. Tęskniąca za matczynym ciepłem. I jest narrator, chłopiec, rozmawiający z obrazami.</p>
<p>To pierwsza płaszczyzna. Druga to tytułowe sanatorium, gdzie główny bohater wiele lat później spotyka śledczego, niegdyś badającego sprawę morderstwa we wsi.</p>
<p>Gdzie ten horror? Gdzie groza?</p>
<p>W baśniowości, we snach i fantazji. W powieści Saramonowicz rzeczywistość miesza się ze snami, nie ma wyraźnej granicy. Są tu anioły schodzące z obrazów, duchy. Wszystko to uderza w czytelnika cicho, niepostrzeżenie wkradając się do serca. Opowieść snuje się delikatnie, usypia, albo po prostu przenosi w ten na poły realny świat. A kiedy czytelnik już się w nim znajdzie, wtedy jest czas na magię, na sen głębszy. I nawet przebudzenie nie jest do końca jawą.</p>
<p>Zastanawiam się, jak głęboko winno się interpretować tę powieść. Mam wrażenie, że jest tu podobnie jak u Kafki. Dogłębna analiza potrafiłaby przemaglować mnogość symboli, poukładać je i przetłumaczyć. Na wiele sposobów. Można by szukać tu różnych głębi i odnaleźć je doskonale głębokie. Ale można po prostu przeżywać, zamknąć obrazy w głowie i pozwolić im tam żyć i wstrząsać. Zatopić się w dziwach i niepokojach. I takimi je pozostawić, niebezpiecznymi, nieokiełznanymi.</p>
<div id="attachment_169" class="wp-caption aligncenter" style="width: 410px"><img class="size-full wp-image-169" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/01/saramonowicz.jpg" alt="Małgorzata Saramonowicz" width="400" height="308" /><p class="wp-caption-text">Małgorzata Saramonowicz</p></div>
<p>Na koniec może jeszcze kilka słów o samej autorce. Wydała trzy powieści: <em>Siostra</em> (1995), <em>Lustra</em> (1998) i <em>Sanatorium</em> (2005). Niewiele, przyznacie. Do tego współtworzyła scenariusz do filmu <em>Leidis </em>oraz serialu <em>Tango z aniołem. </em>Może to już mniejsza chluba, bo o tym pierwszym nie można chyba zbyt wiele dobrego powiedzieć, drugiego nie znam. Niemniej podkreślę słowo <span style="text-decoration: underline">współtworzyła</span><em>, </em>będąc święcie przekonanym, że spod jej ręki wychodziło tam wszystko to, co najlepsze. Więcej trzeba? Niewiele więcej znalazłem, więc niech starczy.</p>
<p>Małgorzata Saramonowicz. Saramonowicz. Będę powtarzał to nazwisko, bo warto je znać. Do tej pory moją polską pisarką numer jeden była Olga Tokarczuk. Teraz miałbym już problem z wyborem. Bo to jest, proszę państwa, lektura, która wstrząsa. To jest piękna powieść, magiczna i tajemnicza. Inteligentna i nietypowa. Sam sięgnę niedługo po poprzednie twory Małgorzaty Saramonowicz, czekać będę też na kolejne. I wam też to zalecam. Sanatorium nie leczy duszy, ale tak pięknie ją drażni, że nie mogę, po prostu nie mogę nie zachęcić do wizyty.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=158" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/01/23/landrynki-krowki-i-toffi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mamaloi</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2009/12/28/mamaloi/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2009/12/28/mamaloi/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 28 Dec 2009 20:31:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Okultyzm]]></category>
		<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[Ewers]]></category>
		<category><![CDATA[groza]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania]]></category>
		<category><![CDATA[Przybyszewski]]></category>
		<category><![CDATA[wstęp]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=148</guid>
		<description><![CDATA[Tak się zdarzyło, że w tegoroczne Święta pod choinką znalazłem ponad osiemdziesięcioletnią książkę. Prezent ten ucieszył mnie tym bardziej, że było to Mamaloi H. H. Ewersa, na które już od dawna ostrzyłem sobie pazury. Niemalże czysto kolekcjonersko, bo większość tego i tak niewielkiego tomiku dobrze już znam.
Pokrótce postaram się opisać, co znaleźć można w środku. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tak się zdarzyło, że w tegoroczne Święta pod choinką znalazłem ponad osiemdziesięcioletnią książkę. Prezent ten ucieszył mnie tym bardziej, że było to <em>Mamaloi</em> H. H. Ewersa, na które już od dawna ostrzyłem sobie pazury. Niemalże czysto kolekcjonersko, bo większość tego i tak niewielkiego tomiku dobrze już znam.</p>
<p>Pokrótce postaram się opisać, co znaleźć można w środku. Opowiadania są tutaj trzy, tytułowe <em>Mamaloi</em>, klasyczny już <em>Pająk</em> oraz może mniej znana <em>Śmierć barona Jezus Marja</em>. Pierwsze z nich przeczytać można także w bardzo dobrze dostępnej <em>Damie tyfusowej</em>, cały czas do znalezienia na allegro, tudzież w antykwariatach. Tam też znaleźć możemy opowiadanie drugie, znane też pewnie wszystkim z antologii opowiadań grozy <em>Czarny pająk</em>. Trzeci z wymienionych tekstów, pod innym tytułem (<em>Śmierć barona Friedela</em>) został nie tak dawno wydany w antologii <em>Maska śmierci, tom I</em>, której to drugiej części jakoś nie możemy się niestety doczekać.</p>
<p><span id="more-148"></span>Więc nic straconego, opowiadania spokojnie można sobie przeczytać w innych wydawnictwach. Na nich jednak zawartość tomiku się nie kończy.</p>
<p>Jako ciekawostkę dodano jeszcze fragment <em>Mit meinen Augen </em>- pamiętnika z podróży Ewersa, o tytule <em>Vandoux</em>. Jest to kilkustronicowa rzecz o mrocznych kultach z Haiti. Bardzo ciekawa i świetnie napisana. Aż żałuję, że nie dane jest mi przeczytać całości tejże publikacji. Bezpośrednim powodem zamieszczenia <em>Vandoux</em> zda się być powiązanie tegoż tekstu z tytułowym dla zbioru opowiadaniem. Daje on możliwość zrozumienia metody pisarskiej Ewersa, zrozumienia, skąd i dlaczego, tak a nie inaczej.</p>
<p>I na koniec, jako wisienka na torcie, to o czym winienem wspomnieć na wstępie &#8211; czyli przedmowa. Autorem tejże, także tłumaczem całości zbioru jest nie kto inny, jak Stanisław Przybyszewski. Wielki był jego wkład w popularyzację twórczości niemieckiego twórcy makabry w Polsce. Ten kilkustronicowy wstęp czytałem z wielkim zainteresowaniem. Przybyszewski z wielkim zaangażowaniem udowadnia wysoką jakość twórczości Ewersa, broni go przed nieprzychylnymi głosami, nie popadając przy tym w bełkot. Rzecz ta jest na tyle ciekawa &#8211; i mam wrażenie, że unikatowa &#8211; że postanowiłem udostępnić ją chętnym do przeczytania. Toteż kończę pisaninę i pozostanę już przy zachęcaniu do ściągnięcia poniższego pliku <a title="Wstęp do Mamaloi" href="http://www.mediafire.com/?inmzomym4dk">pdf</a>.</p>
<p>H. H. Ewers &#8211; <em>Mamaloi</em><br />
Instytut literacki &#8220;Lektor&#8221;<br />
Lwów-Warszawa-Poznań-Karków-Lublin 1922</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=148" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2009/12/28/mamaloi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chwała za ramola na potęgę!</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2009/10/12/chwala-za-ramola-na-potege/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2009/10/12/chwala-za-ramola-na-potege/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Oct 2009 14:55:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[andrzej sarwa]]></category>
		<category><![CDATA[cień władcy sabatu]]></category>
		<category><![CDATA[groza]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[makabra]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>
		<category><![CDATA[powieść gotycka]]></category>
		<category><![CDATA[sarwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=134</guid>
		<description><![CDATA[W naszym polskim światku literackim Andrzej Sarwa jest pisarzem niezwykłym. Powodów wymienię kilka, mając przy tym świadomość, że są to tylko niektóre i niekoniecznie najważniejsze. Pierwiej więc wydaje on prócz beletrystyki także tłumaczenia eposów i wszelakich mocno wiekowych tekstów, także literaturę z zakresu religioznawstwa i zjawisk paranormalnych oraz -- uwaga -- poradniki jak Egzotyczne rośliny [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="wp-caption alignright" style="width: 110px"><img src="http://www.carpenoctem.pl/pages/rys/okladki/cienwladcysabatu.jpg" alt="Andrzej Sarwa - Cień władcy sabatu" width="100" height="160" /><p class="wp-caption-text">Andrzej Sarwa - Cień władcy sabatu</p></div>
<p>W naszym polskim światku literackim Andrzej Sarwa jest pisarzem niezwykłym. Powodów wymienię kilka, mając przy tym świadomość, że są to tylko niektóre i niekoniecznie najważniejsze. Pierwiej więc wydaje on prócz beletrystyki także tłumaczenia eposów i wszelakich mocno wiekowych tekstów, także literaturę z zakresu religioznawstwa i zjawisk paranormalnych oraz -- uwaga -- poradniki jak <em>Egzotyczne rośliny użytkowe w domu i w ogrodzie</em>. Druga sprawa, że posiada własne wydawnictwo -- efemeryczną Armorykę. Dalej miast pisać o Warszawie czy Londynie, jak to wielu czyni, osiadł literacko w swoim Sandomierzu. I ostatnie: na przykładzie powieści <em>Cień władcy sabatu</em> stwierdzam, że przystaje do głównego nurtu współczesnego horroru jak pięść do nosa.</p>
<p>I wszystko to powyższe sprawia, że obdarzam pana Sarwę olbrzymią estymą. To jakby kontrkultura bez parcia na szkło, bez prowokacji i awangardy. Taki raczej ogród własnych pasji, do którego właściciel zaprasza chętnych, gdy ładnie poproszą. Spróbujcie wpisać w google <em>Andrzej Sarwa</em> i poszukać jego zdjęcia. Ja widzę jeno okładki wydanych przez niego książek.</p>
<p><span id="more-134"></span>Miało być o książce, ad rem. <em>Cień władcy sabatu</em> to powieść, w której akcja dzieje się początkowo gdzieś w dziewiętnastowiecznych Niemczech, w mrocznym gabinecie ojcowskim, gdzie znaleźć można zakurzone, stare książki i jeszcze starszą, niepokojącą mapę odległej wyspy. Dalej wnijdziemy z głównym bohaterem w mury klasztorne, gdzie mieszka jego wuj. Dowiadujemy się nieco na temat tajemniczej klątwy wiszącej nad rodziną, klątwą, która zabiła ojca. Kilkadziesiąt stron później jesteśmy już we wspomianym wcześniej Sandomierzu, skąd rodzina von Semberków się wywodzi. Tutaj jest i karczma i stare ruiny i mroczne podziemia. I finalnie przenosimy się na wyspę. O tym, co tam się dzieje już sza!</p>
<p>Czy czytelnik po przetrawieniu powyższego podłej jakości streszczenia nie drapie się po głowie, szukając w pamięci tytułu książki, która właśnie stanęła mu przed oczyma? Jakąś ramotę sprzed stu lat najmniej; rzeczy jak <em>Opowieść Artura Gordona Pyme&#8217;a</em> tudzież jakiegoś opowiadania pióra Strobla? Jeśli nie, to winę ponoszę jedynie ja, mało wyraziście streszczając.</p>
<p>Nie mam tu -- zaznaczam -- wcale zamiaru szkalować Sarwy. To zwyczajnie długawe podejście do następującej sentencji: Andrzej Sarwa zadbał o to, byśmy mieli jakąś starą powieść grozy, którą można by się przed światem pochwalić. Prawda, że wydana została w roku pańskim 2006, ale czyta się -- mimo subtelności upływu kilku dekad -- jak powieść romantyczna o mrocznym wydźwięku.</p>
<p>Mimo iż historia obdarzyła nasz naród Grabińskim, niewiele możemy dobrego powiedzieć o starszej literaturze grozy znad Wisły. Cały czas kurczowo trzymam za pióro Hoffmanna, który przecież nie tylko w Polsce zamieszkiwał, ale i żonę miał jurną potomkinę Lecha. Ale nie zmienię tego, że i pisał po niemiecku i Niemcem był. Mamy Dziekońskiego, Jędrkiewicza, Łozińskiego; był Lange, Sztyrmer, Barszczewski, ale kto ich czytał? Mimo iż często ich teksty -- na przykład z <em>Polskiej noweli fantastycznej</em> -- są całkiem niezłe, to polskiego Poego mamy tylko jednego i każdy pewnikiem <em>Demona ruchu</em> czytał nie raz.</p>
<p>I tu przychodzi Sarwa, człowiek, który na pewno ma o powyższych co najmniej spore pojęcie. I człowiek ten tworzy powieść, która ma nadrobić nasze zaległości. Zaręczam, że <em>Cień władcy sabatu</em> po pewnych modyfikacjach mógłby stać się środkiem bardzo zręcznej literackiej mistyfikacji. Styl, w którym powieść do na przykład tekstów Orbitowskiego w ogóle się nie ma. To dwa różne światy. Sarwa nie próbuje nawet przekonać czytelnika, że to literatura napisana w XXI wieku. Nie ma dynamiki, za to sporo jest opisów -- kwiecistych rzecz jasna. Jest trochę egzaltacji, nie ma porno, seksu, ćpania i szarych blokowisk. Bohaterem jest majętny młodzieniec sprzed niemal dwóch wieków. I powieść napisana jest jak dla chłopaka w tamtych czasach żyjącego.Wada? Nie, zaleta oczywiście. Szczególnie, że powieść ta jest co najmniej przyzwoita już po abstrahowaniu od ram czasowych. Mamy tu całe mnóstwo dobrze kreowanej atmosfery, mroczne podziemia, bardzo zawiłą tajemnicę rodową, diabelskie moce, sporo egzotyki, trochę makabry. Wszystko to pisarz serwuje nam tak, by za dużo na raz nie opowiedzieć, by raz za razem odkrywać nowe fragmenty tajemnicy, zmieniając przy tym o dobrych kilkanaście stopni wydźwięk rodowej klątwy. Naprawdę, zaczyna się tak, że koniec do głowy by nie przyszedł.</p>
<p>I tak tylko zastanawiam się, jaki wpływ na zawartość powieści miały inne prace pana Andrzeja. Wszak demonologia i religie zajmowały go od dawna. Sam jestem w tym temacie amatorem i trudno mi oceniać. Niemniej nie do końca ogarnąłem warstwę mistyki wiszącą gdzieś w tle obserwowanych wydarzeń. Raz wydawała mi się mocno naiwna, jakieś pieczęcie na magicznych księgach, indziej diabeł. Miło to wyglądało, ale sprawiało wrażenie mocno chaotyczne. Trochę tak, jak w Harrym Potterze, gdzie świstoklikiem był puchar, o który chłopiec musiał zabiegać przez kilkaset stron, a można by w sumie podsunąć mu tenże artefakt w herbatniku albo długopisie&#8230; Bredzę?</p>
<p>Anyway, <em>Cień władcy sabatu</em> to rzecz na pewno interesująca dla amatorów tematu, to jest tych, którzy cenią sobie straszenie sprzed stu i więcej lat. Im ta powieść powinna sprawić sporo radości -- tak jak mnie na przykład. Dla innych może być to ciekawostka; większość potencjalnych zjadaczy horroru nawet jej nie zauważy, tak jak ja nie zauważam kolejnych powieści Koontza.</p>
<p>Na koniec znaleziony na YouTube fragment opowiadania <em>Strzyga</em> z jakiegoś audiobooka. Autor to oczywiście Andrzej Sarwa, a wrzucam to, dla tych, którzy wolą najpierw przekonać się, czy taki styl opowieści im pasuje.</p>
<p>	<!-- Smart Youtube -->
	<span class="youtube">
		<object width="425" height="355">
			<param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/7j9Afvdx8jM&amp;rel=1&amp;color1=d6d6d6&amp;color2=f0f0f0&amp;border=0&amp;fs=1&amp;hl=en&amp;autoplay=0&amp;showinfo=0&amp;iv_load_policy=3&amp;showsearch=0" />
			<param name="allowFullScreen" value="true" />
			<embed wmode="transparent" 
				src="http://www.youtube.com/v/7j9Afvdx8jM&amp;rel=1&amp;color1=d6d6d6&amp;color2=f0f0f0&amp;border=0&amp;fs=1&amp;hl=en&amp;autoplay=0&amp;showinfo=0&amp;iv_load_policy=3&amp;showsearch=0" 
				type="application/x-shockwave-flash" 
				allowfullscreen="true" 
				width="425" 
				height="355">
			</embed>
			<param name="wmode" value="transparent" />
		</object>
	</span><a href="http://www.youtube.com/watch?v=7j9Afvdx8jM">www.youtube.com/watch?v=7j9Afvdx8jM</a></p>
<p>ps. Słowo <em>ramol </em>użyte w stosunku do książki -- zresztą użyte celowo, by rzucać się w oczy -- nie obrażać -- mam nadzieję, nikomu subiekcji nie czyni? Panie Andrzeju Sarwo, to na pewno nie do pana! Uff, uprzedziłem.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=134" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2009/10/12/chwala-za-ramola-na-potege/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>opętanie.usa.pl</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2009/09/26/opetanie-usa-pl/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2009/09/26/opetanie-usa-pl/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 26 Sep 2009 17:07:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[Izabela Szolc]]></category>
		<category><![CDATA[Opętanie]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=115</guid>
		<description><![CDATA[Choć Izabela Szolc jest jedną z pierwszych autorek nowej (i właściwie jedynej) fali polskiego horroru, nie doczekała się specjalnej popularności. Kilkukrotnie publikowała opowiadania w fantastycznych periodykach, antologiach; wydała siedem powieści. Opowiadania pamiętam jako świetne. Powieści ktoś czytał? Chyba niewiele osób.
Opętanie, szumnie reklamowane jako konkurencja dla Dziecka Rosemary, czy Egzorcysty to druga z nich, opublikowana w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="size-full wp-image-116 alignright" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2009/09/opetanie.jpg" alt="Szolc - Opętanie" width="200" height="327" />Choć Izabela Szolc jest jedną z pierwszych autorek nowej (i właściwie jedynej) fali polskiego horroru, nie doczekała się specjalnej popularności. Kilkukrotnie publikowała opowiadania w fantastycznych periodykach, antologiach; wydała siedem powieści. Opowiadania pamiętam jako świetne. Powieści ktoś czytał? Chyba niewiele osób.</p>
<p><em>Opętanie</em>, szumnie reklamowane jako konkurencja dla <em>Dziecka Rosemary</em>, czy <em>Egzorcysty</em> to druga z nich, opublikowana w roku pańskim dwa tysiące czwartym. Długo kusiło mnie to tomisko z półek biblioteki, ale zawsze, gdy sięgałem już po nią, gdy wertowałem dla zasmakowania kartki, przychodził sygnał: nie.</p>
<p>Nie lubię niezwykle, gdy autor polski pisze o Stanach Zjednoczonych, nie mając w tym większego interesu. Chyba tylko taki, że USA w literaturze to taki teren uniwersalny, przemawiający do każdego telewidza, każdego amatora czytadeł. I muszę przyznać, że pani Szolc ta literacka emigracja wyszła nawet dobrze. Tyle, że sam zabieg to zwykła literacka kastracja.</p>
<p><em><span id="more-115"></span>Opętanie</em> to historia Carol, dziewczyny, która ma być inkarnacją Antychrysta; wychowana przez (bardzo marginalnie zakreśloną) grupę dziwaków, balansuje na krawędzie człowieczeństwa i szatańskich zapędów. Postaci mamy tu zresztą całkiem sporo. Przyjaciel głównej bohaterki, nie rozumiejący jej zachowań, ale bardzo zakochany; jest ksiądz egzorcysta i inni, którzy wprowadzili do treści masę zamieszania.</p>
<p>Właśnie mam spory problem ze zrozumieniem <em>Opętania</em>. Jeśli bez ogólnej nagany będę mógł zaryzykować stwierdzenie, że da się wykrystalizować ramy literatury kobiecej i męskiej, to konsekwentnie umieszczę powieść Izabeli Szolc gdzieś w głębi szufladki <em>płci odmiennej</em>. Fabuła się rwie, pełna jest nagłych przeskoków między bohaterami i narracjami, nafaszerowana emocjonalnymi obrazami, pełna rzeczy, które dla mnie są niedomówieniami, a dla kobiet Bóg i one chyba tylko wiedzą czym. Może kto inny to ogarnie, ja &#8211; niedźwiedzio owłosiony samiec &#8211; rozkładam ręce. Być może, gdybym nie czytał tego po autobusach i poczekalniach, dworcach, może wtedy więcej bym tu czuł się pewnie. Ale wcale nie jestem tego pewien.</p>
<p>Co mnie jednak oczarowało, to świetny styl pisarki. Profesjonalny, wyposażony w bogaty język, masę doskonałych, lekko przypominających lektury Palahniuka, zagrań. Pani Szolc jednocześnie tworzy rzeczy bardzo poetyckie, jak też nurza się w naturalizmie, w tak zwanym bagnie życiowym; grzebie w psychice bohaterów, w ich intymności, dając czytelnikowi na żer co soczystsze kawałki. Ja przełykam to i aż się prosi o jeszcze. Ale konstrukcja stworzona z tych cegieł staje mi w gardle.</p>
<p>Gdzieś do połowy objętości książki, myślałem, że będę tutaj słał różane dywany, piał peany i kłaniał się w pas. Tymczasem dalsza lektura mocno ochłodziła moją reakcję. Dalej twierdzę, że Pani Izabela Szolc to piekielnie zdolna pisarka. Twierdzę nieco na wyrost, bo dopiero weryfikacja przez lekturę kolejnych jej książek pokaże mi, czy mam rację. Tymczasem jednak nie mam zamiaru po nie sięgać. Może kiedyś &#8211; kiedyś na pewno.</p>
<p>Na razie porównanie do <em>Dziecka Rosemary</em> Iry Levina jest mocno na wyrost. Chwyt marketingowy &#8211; to oczywiste, ale jakoś od początku to wydawało mi się mało sensowne. Coś tam było jeszcze o prawdziwych modlitwach egzorcyzmów. Nie podratowały &#8211; pardon za wyrażenie &#8211; bełkotu, który wypełniał ostatnie strony. Wszystko się tam rozlazło.</p>
<p>Tak więc nie będę krzyczał, że to zapomniany klejnot, że rzecz niedoceniona. Książka wróciła już na półkę w bibliotece. Teraz już nie będę miał wyrzutów sumienia. Zachęcać nie będę, bo jeszcze ktoś się pogniewa, że źle poleciłem. Kto będzie chciał, niech poczyta; amatorzy <em>Opętania</em> pewnie się znajdą. Ja nadal będę twierdził, że umieszczanie akcji polskiego horroru w USA to duży błąd. Że literatura kobieca facetom czasem nie służy, mówić chyba nie trzeba.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=115" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2009/09/26/opetanie-usa-pl/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Muzycznie i mrocznie II &#8211; Dolne miasto OST</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2009/09/18/muzycznie-i-mrocznie-ii-dolne-miasto-ost/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2009/09/18/muzycznie-i-mrocznie-ii-dolne-miasto-ost/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Sep 2009 11:53:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[Dolne miasto OST]]></category>
		<category><![CDATA[Poezja]]></category>
		<category><![CDATA[Towary Zastępcze]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2009/09/18/muzycznie-i-mrocznie-ii-dolne-miasto-ost/</guid>
		<description><![CDATA[Wspominałem już, że bardzo lubię netmuzykę. Taką, co to można za darmo i legalnie pobrać z Internetu i radować się jej dźwiękami bez większych ograniczeń. Czas więc na drugą odsłonę muzyki mrocznej a darmowej, nieco skromniejszą ilościowo niż uprzednio, ale jakże bogatą treścią.
Towary Zastępcze, to polski zespół wykonujący muzykę z pogranicza electro, alternatywy rockowej, jazzu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2009/09/towary_zastepcze__3__by_marcin_krajka.jpg" alt="Towary Zastępcze" align="right" />Wspominałem już, że bardzo lubię netmuzykę. Taką, co to można za darmo i legalnie pobrać z Internetu i radować się jej dźwiękami bez większych ograniczeń. Czas więc na drugą odsłonę muzyki mrocznej a darmowej, nieco skromniejszą ilościowo niż uprzednio, ale jakże bogatą treścią.</p>
<p>Towary Zastępcze, to polski zespół wykonujący muzykę z pogranicza electro, alternatywy rockowej, jazzu i poezji śpiewanej. Pierwsze i jak na razie nieodzowne skojarzenie numer jeden to Świetliki. Tyle, że Towary są tworem już dojrzałym i o własnej tożsamości. Niemniej muzyka i koncept artystyczny przypomina ten Świetlickiego.</p>
<p>Pierwszą płytę wydali trzy lata temu. Były to smutne, melancholijne dźwięki i jeszcze smutniejsze, jeszcze bardziej melancholijne wiersze. Bez wielkiego zadęcia, ale pięknie wykonane pod każdym względem. Album nosi nazwę <em>Ciche dni</em>.</p>
<p><span id="more-117"></span>Tegoroczne, drugie dziecko urodziło się z gdańskiej kurwy i papierosowego dymu. Nazywa się <em>Dolne miasto</em> i imituje soundtrack do kryminału w stylu chandlerowskim. Powinienem napisać: album, ale to mało powiedziane. To jest całe przedsięwzięcie, czyli ze dwadzieścia, chyba, minut paradokumentów o zamordowaniu pewnej prostytutki. Takie rozmowy ze świadkami, osobami, które o czymś słyszały, coś wiedzą. Czarno-białe, świetnie zrealizowane, wprowadzają w nastrój historii. Dalej mamy pytania, na które trzeba odpowiedzieć poprawnie, by album ściągnąć. Dalej świetną muzykę, przegenialne teksty, świetnych wokalistów i nastrój dobrego kryminału.</p>
<p><img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2009/09/dolne_miasto_ost__12__by_pawel.jpg" alt="dolne_miasto_ost__12__by_pawel.jpg" align="right" />Dla chętnych są także płyty w cenie 25zł. Zakochany w albumie kupiłem i zakochany jestem jeszcze mocniej. Dostałem pocztą teczkę jak z akt policji, w środku CD, zdjęcia z miejsca zbrodni i &#8211; cholera &#8211; połamany tips czerwony w foliowym opakowaniu. Proszę państwa, tak się powinno płyty wydawać! Do tego egzemplarzy jest jeno 997. Mój ma numer dwieście pierwszy.</p>
<p>Po więcej zapraszam na <a href="http://towary.art.pl/">stronę</a> twórców mojego numeru jeden w polskiej muzyce 2009. Można tam znaleźć oba opisane powyżej albumy do darmowego ściągnięcia.</p>
<p>Zapraszam również na stronę <a href="http://netaudio.pl/blog/2009/09/17/towary-zastepcze-%E2%80%93-dolne-miasto-ost/">netaudio.pl</a>, gdzie także jest moja recenzja tego krążka.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=117" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2009/09/18/muzycznie-i-mrocznie-ii-dolne-miasto-ost/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ptaki w stanie wściekłym</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2009/09/16/ptaki-w-stanie-wscieklym/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2009/09/16/ptaki-w-stanie-wscieklym/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Sep 2009 20:51:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[Daphne du Maurier]]></category>
		<category><![CDATA[groza]]></category>
		<category><![CDATA[Hitchcock]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[Makabreski]]></category>
		<category><![CDATA[Ptaki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2009/09/16/ptaki-w-stanie-wscieklym/</guid>
		<description><![CDATA[Był to jakiś niezwykle szczęśliwy zbieg okoliczności, że na nadmorski wypoczynek wziąłem ze sobą &#8211; już od dawna na półce zalegające &#8211; Makabreski Daphne du Maurier.
Zacząć należy od tego, od czego zaczyna się zbiór. To jest od osławionych przez Hitchcocka Ptaków. Właśnie to opowiadanie, czytane pod namiotem, a wspominane na plaży, jest największą perłą w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Był to jakiś niezwykle szczęśliwy zbieg okoliczności, że na nadmorski wypoczynek wziąłem ze sobą &#8211; już od dawna na półce zalegające &#8211; <em>Makabreski</em> Daphne du Maurier.</p>
<p>Zacząć należy od tego, od czego zaczyna się zbiór. To jest od osławionych przez Hitchcocka <em>Ptaków</em>. Właśnie to opowiadanie, czytane pod namiotem, a wspominane na plaży, jest największą perłą w kieszonkowo wydanej kolekcji. Tam ataki ptaków obserwowane były przez bohatera w nadmorskim domku, tam mewy i kormorany wirowały chmurą nad wodą, kołysały się ogromnymi stadami na falach, czekając pory do ataku. W Ustce było o wiele bezpieczniej &#8211; ptaszyskom niespieszno było dzioby moczyć w ludzkiej krwi. Ale jak to działa na wyobraźnię! Tekst taki niby prosty &#8211; ot, jak pierwowzór <em>Nocy żywych trupów</em>, jeno zwłoki ludzkie zastąpiły żywe i wściekłe ptaki. Poza tym to absolutnie klasyczny <em>survival horror</em>. Arcydzieło gatunku.</p>
<p><span id="more-113"></span>Po takim wstępie bałem się sięgać po kolejne opowiadania. Bo jak przebić <em>Ptaki</em>? No jak?! Autorka nawet nie próbowała. Po prostu zanurzyła się w inne rejony, strasząc już nie katastrofą, ale to mitycznym bożkiem, to nawiedzoną jabłonią, to znów natrętnymi myślami.</p>
<p>Du Maurier zaskoczyła mnie. Zbiór bez słabych punktów &#8211; oczywiście nie licząc beznadziejnego wydania, w którym oszczędzano kleju, jakby co najmniej ze złota był robiony.</p>
<p>Zaskoczony jestem, nie dlatego, że teksty były dobre. Po prostu były jeszcze lepsze. Autorka operująca świetnym, naturalnym, i mimo upływu połowy wieku, lekkim stylem potrafiła przedstawić tak wiarygodne i interesujące sylwetki bohaterów, że zwyczajnie żałowałem kończenia każdego opowiadania, każdego rozstania.</p>
<p>Trudne to zadanie opisywać antologię &#8211; szczególnie, jeśli nie ma się nic jej do zarzucenia. Właściwie mógłbym już skończyć, zaznaczając tylko, że w końcu Hitchcock nie raz, a trzy razy ekranizował dzieła tej, tak zapomnianej już, autorki. Trzy razy! Hitchcock! Z mojej strony to jest rekomendacja wobec której wszystkie wypływające z moich ust superlatywy, wszystkie ochy i achy zdają się być nieistotne.</p>
<p>Zdarza się Wam czasem, że po przeczytaniu jakiegoś opowiadania grozy macie wątpliwości?<em> Zaraz? To już? To wszystko? Gdzie reszta? </em>Odetchnijcie z ulgą &#8211; tutaj jest bezpiecznie.</p>
<p><em>Makabreski</em> nie zestarzały się ani trochę &#8211; wręcz przeciwnie. Oferują smaki, jakich możecie nie znaleźć we współczesnych opowiadaniach. Operują kolorami, widokami pięknymi, czystością, ładem. Makabrą w niewielkich ilościach również, ale nie ma tam flaków na kijach i kijów w mózgach. Nie ma ciągle i ciągle tylko szarych blokowisk &#8211; które mimo urokliwości &#8211; czasem mogłyby zostać w końcu pomalowane.</p>
<p>Du Maurier oferuje suspens, oferuje miły dreszczyk &#8211; strachu może nieco mniej, ale ile opowiadań grozy starszy tak naprawdę? A ile razy czyta się je nie dla strachu, a dla przyjemnego uczucia niepokoju, uczucia po prostu, jakie towarzyszy lekturze <em>Zagłady domu Usherów</em> albo <em>Psa Baskerville&#8217;ów</em>. W <em>Makabreskach</em> jest tego dużo. W odpowiednim lekkim stylu, bez napuszenia, bez zbędnej egzaltacji.</p>
<p>Na pewno napiszę w przyszłości o innych dziełach Daphne du Maurier. Nie odpuszczę, przeczytam kolejne już bez odkładania na półkę.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=113" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2009/09/16/ptaki-w-stanie-wscieklym/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

<!-- Dynamic Page Served (once) in 0.521 seconds -->
<!-- Cached page served by WP-Cache -->
