<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Paweł Mateja</title>
	<atom:link href="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja</link>
	<description>Groza, baśniowość i rzeczy nadnaturalne w literaturze.</description>
	<lastBuildDate>Wed, 21 Jul 2010 22:45:28 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Maska śmierci, tom II &#8211; przed czytaniem</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/07/22/maska-smierci-tom-ii-przed-czytaniem/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/07/22/maska-smierci-tom-ii-przed-czytaniem/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Jul 2010 22:45:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[antologia]]></category>
		<category><![CDATA[bortnik]]></category>
		<category><![CDATA[fossegrim]]></category>
		<category><![CDATA[grabiński]]></category>
		<category><![CDATA[groza]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[klasyka]]></category>
		<category><![CDATA[Meyrink]]></category>
		<category><![CDATA[panizza]]></category>
		<category><![CDATA[strobl]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=308</guid>
		<description><![CDATA[Od kilku dni mam na biurku drugi tom antologii Maska śmierci, opowieści niezwykłe, wydaną właśnie przez wydawnictwo Kabort z Przemyśla. Pierwszy tom chwaliłem pod niebiosa, po drugim nie spodziewam się rzeczy wcale gorszych &#8211; szczególnie że w tomie zmieściło się aż pięć opowiadań Gustava Meyrinka. Panizzy nie znam zupełnie, bo jeszcze w Polsce go wcześniej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/07/maska_smierci.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-317" title="maska_smierci" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/07/maska_smierci-198x300.jpg" alt="Maska śmierci - opowieści niezwykłe" width="198" height="300" /></a>Od kilku dni mam na biurku drugi tom antologii <em>Maska śmierci, opowieści niezwykłe</em>, wydaną właśnie przez wydawnictwo Kabort z Przemyśla. Pierwszy tom chwaliłem pod niebiosa, po drugim nie spodziewam się rzeczy wcale gorszych &#8211; szczególnie że w tomie zmieściło się aż pięć opowiadań Gustava Meyrinka. Panizzy nie znam zupełnie, bo jeszcze w Polsce go wcześniej bodaj nie tłumaczono, Grabińskiego zna każdy chyba, Strobla z zielonego wydania Civis Pressu (tytuł <em>Kościana ręka</em>) kilka osób też pewnie pamięta.</p>
<p>Całość zaczyna się znakomitym około dwudziestostronicowym wstępem, tom kończy kilka poezji Grabińskiego w aneksie. Środek to trzysta stron opowieści niesamowitych, czy jak chcieliby twórcy antologii, arabesek zarówno w nowych, jak i starych, ale poprawionych przekładach i wersjach. Kwestię doboru pozostawiam do indywidualnej oceny, mnie ona bardzo odpowiada.</p>
<p>Antologia do kupienia jest na Allegro, mailowo pod adresem <a href="mailto:litpis@wp.pl">litpis@wp.pl</a> oraz pocztą tradycyjną na adres KABORT ul. St. Augusta 16A/3 37-700 Przemyśl.</p>
<p>Jak tylko całość przeczytam, napiszę kilka kolejnych słów. Na razie niech wystarczy ta reklama &#8211; bo jak mam nie zachwalać?</p>
<h2>Spis treści:</h2>
<p>Od redakcji</p>
<p><strong>Oskar Panizza:</strong></p>
<ul>
<li> Kościół w Zinsblech;</li>
<li> Zbrodnia w Tavistock Square;</li>
</ul>
<p><strong>Gustav Meyrink:</strong></p>
<ul>
<li> Kwiaty doktora Cinderelli;</li>
<li> Sugestia;</li>
<li> Bal Macabre;</li>
<li> Tajemnica zamku Hathaway;</li>
<li> Urna z St. Gingolph;</li>
</ul>
<p><strong>Karl Hans Strobl:</strong></p>
<ul>
<li> Anatom;</li>
<li> Moneta bizantyńska;</li>
<li> Bezecna mniszka;</li>
<li> Gesty są tam obmierzłe;</li>
<li> Głowa;</li>
</ul>
<p><strong>Stefan Grabiński:</strong></p>
<ul>
<li> Szary pokój;</li>
<li> Zez;</li>
<li> Na tropie;</li>
<li> Opowieść o grabarzu;</li>
<li> Tajemnica hrabiego Maspery;</li>
<li> Lepianka w czystym polu;</li>
<li> Jak Myrjam odeszła;</li>
<li> Wezwanie;</li>
<li> Podzwonne;</li>
<li> Szalona zagroda;</li>
<li> Sad umarłych;</li>
<li> Sympatyk Proń;</li>
<li> Porumbica;</li>
<li> Wizyta;</li>
</ul>
<p><strong>Wiktor Eryk Fossegrim:</strong></p>
<ul>
<li> Pod powierzchnią;</li>
<li> Banshee;</li>
<li> Szatański figiel;</li>
<li> Obiad u państwa D.;</li>
<li> Gdy rozum śpi;</li>
<li> Dzień z życia namiestnika</li>
</ul>
<p><strong>Aneks:<br />
Stefan Grabiński (utwory poetyckie):</strong></p>
<ul>
<li>Węzły czasu;</li>
<li> Czas i klepsydra;</li>
<li> Etyka linii;</li>
<li> Ironia (wyjątki).</li>
</ul>
<p><em>Maska śmierci. Opowieści niezwykłe, t. 2</em>, wyd. Kabort, Przemyśl 2010, ss. 332, ISBN 978-83-927953-1-5.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=308" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/07/22/maska-smierci-tom-ii-przed-czytaniem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kilka słów na boku</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/05/15/kilka-slow-na-boku/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/05/15/kilka-slow-na-boku/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 15 May 2010 18:02:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Osobiste]]></category>
		<category><![CDATA[Poezja]]></category>
		<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[baśń]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka]]></category>
		<category><![CDATA[grabarz polski]]></category>
		<category><![CDATA[groza]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[magazyn fantastyczny]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=290</guid>
		<description><![CDATA[



Właśnie wyszedł nowy numer Magazynu  Fantastycznego &#8211; dostać można go w Empikach i jakiś kioskach. W środku znaleźć można moje opowiadanie o przydługim tytule Kłosówka,  trzęślica, kostrzewa. Nie jest to co prawda horror, ale też nic  gatunkowo konkretnego. Taka dziwna fantastyka baśniowa.
Wczoraj  wyszedł też nowy numer Grabarza Polskiego. W nim jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/05/magazyn_fantastyczny.png"><img class="alignleft size-medium wp-image-291" title="Magazyn Fantastyczny numer 18" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/05/magazyn_fantastyczny-206x300.png" alt="" width="206" height="300" /></a><a href="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/05/grabarz.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-292" title="Grabarz Polski numer 22" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/05/grabarz.jpg" alt="" width="220" height="300" /></a></p>
<p><span style="color: #ffcc99"></span></p>
<p><span style="color: #ffcc99"><br />
</span></p>
<p>Właśnie wyszedł nowy numer <a href="http://magazynfantastyczny.blogspot.com/2010/05/18-mf-juz-w-kioskach-i-empikach.html">Magazynu  Fantastycznego</a> &#8211; dostać można go w Empikach i jakiś kioskach. W środku znaleźć można moje opowiadanie o przydługim tytule <em>Kłosówka,  trzęślica, kostrzewa</em>. Nie jest to co prawda horror, ale też nic  gatunkowo konkretnego. Taka dziwna fantastyka baśniowa.</p>
<p>Wczoraj  wyszedł też nowy numer Grabarza Polskiego. W nim jak zawsze cała masa  fajnych rzeczy i na koniec moje wiersze &#8211; częściowo improwizowane  dziwactwa o duchach i dziwach, które spłodziłem dawno temu. Numer do  zassania jak zawsze ze strony <a href="http://grabarz.net/">Grabarza</a>.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=290" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/05/15/kilka-slow-na-boku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fantasy &amp; Science Fiction</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/04/27/fantasy-science-fiction/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/04/27/fantasy-science-fiction/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Apr 2010 22:21:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Sztuka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=285</guid>
		<description><![CDATA[Jestem jeszcze pod dużym wrażeniem pierwszego numeru polskiej edycji tego kwartalnika, więc napiszę kilka słów, chociaż bardzo zapóźnionych.
Dla mnie Fantasy &#38; Science Fiction jest dokładnie tym, czym powinna być Nowa Fanstastyka, a czym jest nieszczególnie. To znaczy ambitnym pismem poświęconym fantastyce, bogatym w długie, interesujące materiały publicystyczne. Bez zbędnych wodotrysków i mnogości obrazków. Wszystko drobną [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jestem jeszcze pod dużym wrażeniem pierwszego numeru polskiej edycji tego kwartalnika, więc napiszę kilka słów, chociaż bardzo zapóźnionych.</p>
<p>Dla mnie <em>Fantasy &amp; Science Fiction</em> jest dokładnie tym, czym powinna być <em>Nowa Fanstastyka</em>, a czym jest nieszczególnie. To znaczy ambitnym pismem poświęconym fantastyce, bogatym w długie, interesujące materiały publicystyczne. Bez zbędnych wodotrysków i mnogości obrazków. Wszystko drobną czcionką, na książkowym papierze, w małym rozmiarze. Po prostu marzenie. Oczywiście większą część numeru zajmują opowiadania &#8211; które zazwyczaj przy lekturze innych periodyków pomijam (mało to książek na półkach mam?), tutaj jakoś mnie zachęciły &#8211; choćby tym, że publikowane na A5 czyta się po prostu wygodnie. Do tego nazwiska Scotta Carda, Ursuli Le Guin, Forda, China Miéville&#8217;a &#8211; czego chcieć więcej?</p>
<p>Numer ma jakieś 190 stron, z czego około pięćdziesięciu to wywiady, recenzje i felietony. I niech nikogo nie zniechęca mały format pisma. Treści jest tutaj aż nadto &#8211; dzięki temu, że strony nie są rozepchane wielkimi nagłówkami i powciskanymi wszędzie obrazkami.</p>
<p>Co bardzo przyjemne, większość numeru poświęcona jest fantastyce zagranicznej. Sam jestem w niej bardzo zapóźniony, więc z ogromną przyjemnością zanurzyłem się w eseju Jeffa VanderMeera o steampunku, tudzież przeczytałem wywiad z Neilem Stephensonem.</p>
<p>Redakcji gratuluję świetnego pomysłu na pismo i zobowiązuję się kupować kolejne numery. Mam nadzieję, że Fantasy &amp; Science Fiction zostanie <em>stricte</em> kwartalnikiem, nie borykając się z problemami, jakie nawiedzają <em>Magazyn Fantastyczny</em> i <em>Lśnienie</em>.</p>
<p>Swoją drogą marzy mi się podobne pismo poświęcone literaturze grozy. <em>Lśnienie</em>, będące wspaniałą inicjatywą <em>ex definitione </em>poświęcone jest ogółowi kultury horroru, więc też muzyce, filmowi, komiksom. Takoż <em>Grabarz Polski</em>, również otaczany przeze mnie wielką estymą. Ale chciałbym pismo, które skupiłoby się na aktualnościach literaturze strachu, dało mi możliwość czytania tego oczywiście po polsku. Może przyjdzie taki piękny dzień.</p>
<p>Tyle mam do powiedzenia. Pismo jest bardzo dobre, spełniło moje oczekiwania i z niecierpliwością czekam na kolejny numer.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=285" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/04/27/fantasy-science-fiction/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Karnawał w październiku</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/04/06/karnawal-w-pazdzierniku/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/04/06/karnawal-w-pazdzierniku/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 Apr 2010 13:08:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka]]></category>
		<category><![CDATA[groteska]]></category>
		<category><![CDATA[groza]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadanie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=264</guid>
		<description><![CDATA[Ray Bradbury to prawdziwy klasyk dwudziestowiecznej literatury fantastycznej. Znany głównie jako twórca historii osadzonych w estetyce science-fiction, pisywał także grozę &#8211; już choćby jego debiut Mroczny karnawał wydany przez legendarne Arkham House. Było to w roku 1946. Po ośmiu latach autor dokonał wyboru najlepszych opowiadań z tegoż tomiku, uzupełnił go kilkoma nowymi tytułami i po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/04/pazdziernikowa-kraina_200.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-267" title="pazdziernikowa-kraina_200" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/04/pazdziernikowa-kraina_200.jpg" alt="Październikowa kraina" width="200" height="284" /></a>Ray Bradbury to prawdziwy klasyk dwudziestowiecznej literatury fantastycznej. Znany głównie jako twórca historii osadzonych w estetyce science-fiction, pisywał także grozę &#8211; już choćby jego debiut <em>Mroczny karnawał</em> wydany przez legendarne <em>Arkham House.</em> Było to w roku 1946. Po ośmiu latach autor dokonał wyboru najlepszych opowiadań z tegoż tomiku, uzupełnił go kilkoma nowymi tytułami i po przeredagowaniu wydał jako <em>Październikową krainę</em> &#8211; w Polsce wydaną w roku 2009 nakładem nieocenionego C&amp;T we wspaniałej serii <em>Biblioteki grozy</em>.</p>
<p>Ilekroć wracam do tej serii, piszę w niemal samych superlatywach. Tym razem nie jest inaczej; nie znając wcześniej specjalnie Bradbury&#8217;ego, notabene w Polsce z jakiegoś powodu mocno niedocenionego i nie nagłośnionego pisarza, nie miałem zupełnie pojęcia, czego mogę się spodziewać. Tytuł sugerował mi coś gotyckiego &#8211; no tak, październik, więc kolorowe liście lecące z drzew, melancholia.</p>
<p><span id="more-264"></span>Tymczasem kluczem jest tutaj raczej słowo <em>kraina</em>. Może być nim też <em>karnawał</em> z tytułu debiutu. Dziewiętnaście opowiadań, w przekładzie Tomasza S. Gałązki, to prawdziwy festiwal różnorodności, to ogromne bogactwo pomysłów zgrabnie poutykanych w krótkiej formie opowiadań. Elegancko opakowanych, spisanych pięknym językiem &#8211; słowem: świetnych.</p>
<p>Z racji tego, iż niełatwo znaleźć tutaj klucz do ujęcia całości, obowiązek oprowadzania czytelnika znajduję jako raczej męczący. Jeśli w tym karnawałowej ferii kolorów odnaleźć punkt centralny, wokoło którego wiruje całe to widowisko, będzie to chyba po prostu umiejętność zaglądania w dusze bohaterów, opisywanie ich niezwykłych stanów umysłu, podążanie w melancholię, szaleństwo.</p>
<p><a href="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/04/ray_bradbury.jpg"><img class="size-medium wp-image-268 alignleft" title="ray_bradbury" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/04/ray_bradbury-233x300.jpg" alt="Ray Bradbury" width="233" height="300" /></a>Gdybym miał odnieść zawartość tego tomiku do innego pisarza, to z jednej strony postawiłbym Stephena Kinga, z drugiej Hannsa Heinsa Ewersa. <em>Październikową krainę</em> położyłbym gdzieś między nimi i powiedział: King uczył się od Bradbury&#8217;ego opisywać stany wewnętrzne bohaterów, ba! nawet pióra się uczył. Z drugiej strony od niemieckiego mistrza makabry uczył się Ray groteski i umiejętności ukazywania wstrząsających stanów psychicznych. O słuszności tego pierwszego jestem raczej przekonany (czy czasem autor <em>Danse Macabre</em> nie wspominał o swoim uwielbieniu dla bohatera tegoż tekstu?), o tyle drugie to już mój wątpliwy domysł. Niemniej skojarzenie wydaje mi się trafne, szczególnie odnośnie tekstów takich, jak <em>Karzeł</em>: subtelnie okrutna historia niezwykle niskiego mężczyzny, szukającego ukojenia w gabinecie krzywych luster (Boże, jeszcze teraz mam ciarki!), czy w kolejnym, drugim opowiadaniu o tytule, nomen omen<em>:</em> <em>Następna</em>, gdzie młode małżeństwo w podróży po Meksyku postanawia zobaczyć lokalne mumie na cmentarzu w małym miasteczku, których widok przemienia mężatkę w blade, drżące i cielesne widmo. Tekst ten mógłby nazywać się po prostu <em>Memento mori</em>.</p>
<p><a href="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/04/dark_carnival.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-269" title="dark_carnival" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/04/dark_carnival-209x300.jpg" alt="Mroczny karnawał" width="209" height="300" /></a>Z drugiej strony w tomiku znajdują się opowiadania jak kończąca <em>Niesłychana śmierć Dudley&#8217;a Stone&#8217;a</em>, czyli utwór o zabarwieniu jeśli nie komicznym, to z pewnością groteskowym, będący niemal paszkwilem na zbyt zadufany w sobie światek ludzi literatury (takoż utwór <em>Czujny żeton pokerowy H. Matisse&#8217;a)</em>.</p>
<p>Zauważalne jest także skupienie twórcy na dzieciach i ich świecie. Na subtelnej baśniowości, która przebija się do świata rzeczywistego, do miejsca rzeczy prostych i oczywistych. I nie zawsze kończy się szczęśliwie, nie zawsze jest tym, czego można się spodziewać. Ale jest w tym magia, delikatność, coś ulotnego, zakorzenionego głęboko w dziecięcej psychice.</p>
<p>Nie wiem, na ile udało mi się przekazać to, co chciałem: mianowicie, że <em>Październikowa kraina</em> to zbiór naprawdę bogaty i różnorodny. Naprawdę trudno przedstawić to w kilku słowach, a nie chcę tworzyć tu listy skrótów kolejnych opowiadań. Taki rzeczy znajduję nudnymi i zbędnymi. Wrócę więc jeszcze do pióra Bradbury&#8217;ego, bo to bardzo mocny punkt programu. Krótko mówiąc jest ono wyśmienite; nie od parady wspominałem wyżej Stephena Kinga. Nie ryzykowałbym jednak stwierdzenia, iż uczeń przerósł mistrza. Ręka pisarza stworzyła piękne, sugestywne sceny, bardzo żywe dialogi; opisywane sytuacje budzą empatię i zdziwienie, szok, fascynację. Przy połączeniu ze wspaniałymi i ogromnie oryginalnymi (nawet teraz, po ponad pięćdziesięciu latach) pomysłami, daje to piorunujący efekt. Oczywiście, są teksty lepsze, są i gorsze. Nie przypominam sobie, bym czytał kiedykolwiek jakikolwiek zbiór opowiadań, który od deski do deski byłby perfekcyjny. <em>Październikowa kraina</em> jednak należy do najlepszych, jakie miałem w rękach w ostatnim czasie.</p>
<p>Jeszcze kilka słów o polskim wydaniu. To nie różni się wiele od poprzednich tomów <em>Biblioteki grozy</em>: jest proste i oszczędne, ale estetyczne i eleganckie. Front zdobi ładna, chyba nieprzesadnie związana z treścią, ilustracja, małe logo serii, tytuł i miano autora. Co jednak stawiam za wielki minus, to brak ilustracji (które może w poprzednich tomach serii nie zachwycały mnie przesadnie, ale stanowiły miły suplement) i nade wszystko zaginął gdzieś wstęp pana Marka Nowowiejskiego; także nie ma opracowanej przezeń bibliografii. Po trzecie: brak jest szkicu aparycji Bradbury&#8217;ego na tylnej okładce. Wielka szkoda, bo te elementy bardzo, bardzo sobie ceniłem; mam nadzieję, że w kolejnych tomach powrócą.</p>
<p>Słowem podsumowania nazwę <em>Październikową krainę</em> kolejnym świetnym tomem we wspaniałej serii wydawnictwa C&amp;T, które to, chciałbym by ukazywały się coraz to częściej. Jest więc tom ten lekturą równie obowiązkową dla każdego fana literatury grozy w Polsce, jak i poprzednie. Nie będę wskazywał palcem: <em>Ty, ty i ty!, ale..</em>. Nowego Kinga można nie przeczytać, można odpuścić sobie kolejnego Mastertona, czy setne wydanie opowiadań Poego. Bradbury&#8217;ego przeczytać trzeba.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=264" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/04/06/karnawal-w-pazdzierniku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Najciemniejsza część lasu</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/03/26/najciemniejsza-czesc-lasu/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/03/26/najciemniejsza-czesc-lasu/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 26 Mar 2010 10:34:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[campbell]]></category>
		<category><![CDATA[groza]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[najciemniejsza część lasu]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=252</guid>
		<description><![CDATA[Przyznam się od razu, że z nowinkami w literaturze jestem od zawsze na bakier. Czy to w horrorze, czy to w każdym innym gatunku, jestem gdzieś daleko w tyle; to, czym inni ekscytowali się kilka miesięcy, albo i lat wcześniej, ja muszę odkryć jako ostatni. Że zdarzają się od tej reguły wyjątki, stanowi choćby fakt [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/03/najciemniejszaczesclasu.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-258" title="najciemniejszaczesclasu" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/03/najciemniejszaczesclasu.jpg" alt="" width="100" height="160" /></a>Przyznam się od razu, że z nowinkami w literaturze jestem od zawsze na bakier. Czy to w horrorze, czy to w każdym innym gatunku, jestem gdzieś daleko w tyle; to, czym inni ekscytowali się kilka miesięcy, albo i lat wcześniej, ja muszę odkryć jako ostatni. Że zdarzają się od tej reguły wyjątki, stanowi choćby fakt zakupienia przeze mnie <em>Najciemniejszej części lasu</em> Campbella bodaj kilka dni po premierze. Polskiej premierze, bo powieść ma już kilka dobrych lat.</p>
<p>Wydarzenie to miałem już na oku od dawna, tu i tam słyszałem ciepłe słowa, kierowane w stronę tego klasyka współczesnego horroru. Ha! kolejny klasyk, na świecie otoczony ogromną estymą, a w Polsce po latach, nieomal wstydliwie, drukujemy jego drugą dopiero powieść. Ale dobre i to na początek.</p>
<p><span id="more-252"></span>Mam taką oto drażniącą właściwość, że lubię kategoryzować, nie mając do tego odpowiednich podstaw. Bo owszem, wielu wydanych ostatnio horrorów nie czytałem, owszem, wielu i starszych nie miałem jeszcze w rękach, ale i tak pozwolę sobie zauważyć, że wyżej wymieniona powieść to jeden z najlepszych horrorów, jakie w naszym pięknym, nadwiślańskim kraju wydano. Koniec, basta. Nie zamierzam tłumaczyć się z tej opinii. Taka mi w głowie wyrosła po lekturze i taka zostanie. Ale kilku słów o powieści napisać nie omieszkam.</p>
<p>Rzecz, która w trakcie czytania bardzo mi się spodobała i  warta jest nadmienienia: niemal na każdej stronie powieści występuje słowo ze zbioru: las, drzewo, liście, gałęzie. Nie liczyłem, czy moje kalkulacje są dokładne, ale zaręczam, że na oko tak to wygląda. I to nie razi, to się podoba! A dlaczego? Bo Campbell to świetny pisarz -dlatego.  Powtórzenia te tylko zacieśniają wokół czytelnika worek wypełniony dusznym, gnijącym powietrzem lasu Goodsman. Lasu, który stanowi punkt centralny powieści. Jest początkiem i końcem spisanej przez Campbella historii.</p>
<p>Fabuła <em>Najciemniejszej części lasu</em> to historia trzech pokoleń rodziny Price&#8217;ów, jednocześnie zmagających się z natrętną obecnością zbyt bliskich i pociągających cieni lasu. Szalony ojciec rodu wraz ze współpacjentami szpitala dla psychicznie chorych robi wyprawy między drzewa, gdzie prowadzą owiane tajemnicą obserwacje. Półsłówkami wprowadza w swój świat nie potrafiącego odnaleźć się w życiu wnuka. Los przyciąga w newralgicznym punkcie ciotkę chłopca, powracającą, niczym syn marnotrawny, w rodzime strony z dalekich podróży. Babka, ekscentryczna artystka, szuka w pniach inspiracji do kolejnych rzeźb.</p>
<p>A w lesie coś żyje, coś oddycha, odwiedza okolice domów, smużąc się po ziemi, imitując drzewa. Dzieci z sąsiedztwa opowiadają sobie historie o <em>Lepkim</em>, na te jednak nikt nie chce zwracać uwagi. To las też doprowadził przed laty seniora rodu do szaleństwa, od lat stanowiąc jego <em>idée fixe.<em> </em></em>To wreszcie las stał się powodem, dla którego Price&#8217;owie sprowadzili się do Anglii ze USA. Las otacza ich, w tajemnicy kierując życiem.<em><br />
</em></p>
<p>Mam nadzieję, że nie zepsuję nikomu zabawy mówiąc, że nie ma co szukać tutaj krwi i flaków. Od początku do ostatnich stron Campbell szuka strachu w mitycznych siłach, w cieniu drzew, w dziczy. Bliski jest w tym choćby wizji z Blackwoodowych <em>Wierzb</em>, albo mitów Cthulhu Lovecrafta. Zaś obecny brytyjski folklor przypomina mi lekturę opowiadań Machena. Przy tym Campbell pozostaje pisarzem nowoczesnym, a <em>Najciemniejszej części lasu</em> nie może być nazwana epigońskim ramolem. Poczytuję to Ramseyowi za ogromny plus. Kolejny stawiam za stworzenie interesujących sylwetek bohaterów. Bez kluchowatości charakterystycznej dla Kinga, bez <em>twardych penisów</em> i <em>ogromnych piersi</em> Mastertona. Zamiast wykładać czytelnikowi na ławę ich charakterystyki, pisarz pozostawia nas właściwie z nimi sam na sam. Daje nam okazję obserwować ich działania i na tej podstawie samemu oceniać.</p>
<p>Campbell jest ogromnie charakterystyczny (piszę to po lekturze jeno jednej powieści!), jego sposób prowadzenia historii łykam bez zastrzeżeń. Tyczy się to przede wszystkim jego pióra. Słowa stawia ciężko, często tworząc karkołomne opisy, animizujące rzeczy martwe, zmusza czytelnika do pewnego wysiłku. Który procentuje, rzecz jasna.</p>
<p>Niemal trzysta siedemdziesiąt stron gęstego druku nie mija może zbyt szybko, bo nie jest to lektura nadmiernie lekka, ale mija niewątpliwie przyjemnie. Jeśli oczywiście strachy i groza sprawiają czytelnikowi przyjemność. Jeśli kocha leśny mrok i stare legendy, jeśli kocha horror. A wierzę, że nie tylko w moim przypadku tak jest. Dodatkowo pochwalić pragnę ładną okładkę, jaką książce przyszykowała Książnica. Papier też jest świetny, taki jaki lubię najbardziej, bo nie biały, a przyjemnie zżółkły.</p>
<p>Na razie jeszcze nie słyszałem o planach na wydanie kolejnych tomów Campbella. A jest tych co nie miara. A warto by było i czekam na to ogromnie. Zachęcam więc do lektury <em>Najciemniejszej części lasu</em> i towarzyszenia mi w czekaniu.</p>
<p>Przypominam, iż na portalu Carpe Noctem znajduje się wielce interesujący artykuł Tomasza Surowieckiego <a href="http://www.carpenoctem.pl/pages/art_campbell.htm">Ramsey Campbell &#8211; żywa legenda</a>. Naprawdę warto się zapoznać.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=252" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/03/26/najciemniejsza-czesc-lasu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Opowieść o czarnych ścianach</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/03/09/opowiesc-o-czarnych-scianach/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/03/09/opowiesc-o-czarnych-scianach/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Mar 2010 18:36:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[groza]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[Orbitowski]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=237</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnio dosyć głośno było o Palińskim. Niby, że to on jest teraz polskim Kingiem, nie Łukasz Orbitowski. Nie czytałem jeszcze Czterech pór mroku, więc nie wiem, czy rzeczywiście. Porównanie to jest jednak moim zdaniem całkiem szczęśliwe. Miano polskiego Kinga to dobra reklama dla pisarza. Wszak u nas czyta się więcej książek autora Miasteczka Salem, niż [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright size-medium wp-image-248" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/03/swiety_wroclaw-188x300.jpg" alt="swiety_wroclaw" width="188" height="300" />Ostatnio dosyć głośno było o Palińskim. Niby, że to on jest teraz polskim Kingiem, nie Łukasz Orbitowski. Nie czytałem jeszcze <em>Czterech pór mroku</em>, więc nie wiem, czy rzeczywiście. Porównanie to jest jednak moim zdaniem całkiem szczęśliwe. Miano <em>polskiego Kinga</em> to dobra reklama dla pisarza. Wszak u nas czyta się więcej książek autora <em>Miasteczka Salem</em>, niż wszystkich Koontzów i Mastertonów i nawet Orbitowskich razem wziętych. A jeśli chodzi o tego ostatniego, to mu też powinno być na rękę, że mniej porównań do rzekomego króla horroru będzie musiał słuchać. Wszak to pisarz całkowicie samodzielny, doświadczony i dojrzały. O czym można się bardzo łatwo przekonać czytając choćby <em>Święty Wrocław</em>.</p>
<p>Oczywiście, większość zwolenników twórczości Łukasza już dawno ma tę powieść za sobą. Jest już zbiór <em>Nadchodzi</em>, jakieś koty były, psy i klechy. A ja nie miałem jeszcze okazji zapoznać się z tym wszystkim. Cały czas stoję na <em>Tracę ciepło</em>, kilku opowiadaniach i wszelakich felietonach czy to z bloga, czy z prasy. Których chyba nie trzeba polecać, prawda?</p>
<p><span id="more-237"></span>No ale <em>Święty Wrocław</em> wyszedł rok temu,  więc rzecz nie jest jeszcze na tyle stara, by stać się <em>passe</em>. Szczególnie, że naprawdę dobrze rzeczy powoli się starzeją.</p>
<p>I właściwie nie wiem od czego zacząć, więc zacznę od końca, który mnie rozczarował. Powieść liczy sobie niemal trzysta stron i jakieś sto za mało. Nie dlatego, że historia jest niekompletna, czy urwana. Po prostu czuję niedosyt.</p>
<p>Orbitowski nie zaczyna jak startująca z peronu lokomotywa. Otwieramy książkę i już wiemy, że jesteśmy w trasie. Co nie znaczy, że prujemy przestworza. To taki polski pociąg. <em>Święty Wrocław</em> to powieść oryginalna i jako horror i jako tako w ogóle.</p>
<p>Jedno z Wrocławskich osiedli staje się obiektem kultu ludzi zjeżdżających się z całej Polski. Dlaczego? Bo zdarzył się tam cud. Jaki? Nie wiadomo. Tylko tyle, że mieszkańcy bloków zdzierają tynk, tapety, wykładziny i klepki, by dogrzebać się do przemienionej powierzchni budynków. Teraz całych ciepłych i czarnych jak płynna smoła. Osiedle zaczyna żyć w izolacji od całego świata, giną w nim coraz to nowe osoby, ciągnące doń jak ćmy do lampy. Nie wychodzi niemal nikt.</p>
<p>A nam opowiedziana zostaje historia <em>nudnej do bólu, zwyczajnej</em> miłości dwojga młodych. Oczywiście w rzeczywistości jest i ciekawie i nietypowo. Ale to przez dziwne okoliczności tejże miłości towarzyszące.</p>
<p>Jeśli można powiedzieć, że Orbitowski jest w czymś dobry &#8211; a raczej że coś mu idzie najlepiej &#8211; to zdecydowanie jest to kreowanie żywych i wiarygodnych postaci. Tutaj mamy takich spore grono. Są soczyści, charakterni i przy tym do bólu zwyczajni, nawet jeśli to dziwacy.</p>
<p>Świetny jest też język i warsztat pisarski. Gęsty, nowoczesny a przy tym solidny jak opoka. Nie ma <em>nowomowy,</em> ale określeń potocznych już mamy mnóstwo. I nie rażą, jeno działają jak przyprawa. Z ogromną werwą komentowana jest rzeczywistość, mnożą się krótkie, celne przemyślenia. Obraz żyje, jest swojski, ale nie banalny.</p>
<p>Gdyby Bosch żył w Polsce XXI wieku, mógłby czerpać ze <em>Świętego Wrocławia</em>. Mroczne, unurzane w deszczu blokowiska, z wściekle czarnym centrum, wokół którego gromadzą się młodzi i starzy, schorowani i dresiarze. Rozbijają namioty, przejmują działki. Wewnątrz tego kręgu kordon policji, która znużona sama nie wie, czego i przed kim broni. Wokoło smutni ludzie krążą po ulicach, szukając swoich bliskich; tu i tam ktoś rozpoczyna lincz. A gdzieś pod tą czernią, gdzieś w otchłani czai się koszmar na miarę mitologicznych wizji, w swojej grozie bliski Lovecraftowemu.</p>
<p>Co jeszcze mogę napisać? Powieść wydało Wydawnictwo Literackie, co już samo w sobie jest wielką rekomendacją. Jak i w przypadku <em>Tracę ciepło</em> odwalili kawał świetnej roboty od strony estetyki wydania. Tekst jest pięknie poskładany, aż chce się strony oglądać. Okładka po prostu super &#8211; może nie jest tak niepokojąca jak w wyżej wspomnianym dziele, ale nie mogę jej nic zarzucić. Bez przepychu <em>Fabryki Słów</em>, który <em>notabene</em> lubię, ale elegancko i ze smakiem.</p>
<p>Nie widzę wiec powodu, by specjalnie narzekać. Orbit napisał powieść grozy jak się patrzy. Z jajem, po polsku i bez żenady. Powinno się to wydać na zachodzie, a w Krakowie, czy Warszawie, czy Wrocławiu zatknąć flagę piracką. Mamy swój horror, niech inni wiedzą. A gdyby powstał film o tym tytule, byłbym pierwszy przed kinem.</p>
<p>Teraz nadchodzi <em>Nadchodzi</em>. Czy przeczytam za rok, czy za tydzień, tak samo będę się ślinił na książkę.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=237" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/03/09/opowiesc-o-czarnych-scianach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Masterton na miękko</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/24/masterton-na-miekko/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/24/masterton-na-miekko/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Feb 2010 21:18:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka]]></category>
		<category><![CDATA[groza]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[makabra]]></category>
		<category><![CDATA[opowiadania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=220</guid>
		<description><![CDATA[
Masterton jawił mi się zawsze jako autor sympatycznych (co za słowo!), ale raczej niespecjalnie ambitnych powieści. Przy Wyklętym ciarki chodziły po plecach, Walhalla potrafiła przerazić całkiem mocno, a taki Manitou to nie była znowu taka żenada, jak często się powtarza. Tylko finał był z przysłowiowej dupy. To akurat zresztą zdarzało się Grahamowi nadzwyczaj często. Świetne [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignright size-medium wp-image-225" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/02/okladka_Strach_ma_wiele_twarzy-187x300.jpg" alt="Strach ma wiele twarzy" width="187" height="300" /></p>
<p>Masterton jawił mi się zawsze jako autor sympatycznych (co za słowo!), ale raczej niespecjalnie ambitnych powieści. Przy <em>Wyklętym</em> ciarki chodziły po plecach, <em>Walhalla</em> potrafiła przerazić całkiem mocno, a taki <em>Manitou</em> to nie była znowu taka żenada, jak często się powtarza. Tylko finał był z przysłowiowej dupy. To akurat zresztą zdarzało się Grahamowi nadzwyczaj często. Świetne pomysły jakoś traciły na subtelności i w finale zazwyczaj coś wybuchało, albo wielkie demony robiły generalny remont w organizmach bohaterów i ich otoczeniu. Do mnie to nie trafiało, a mimo to bawiłem się dobrze. Był seks, była makabra i dobrze kreowany (do momentu) nastrój, to się człowiek cieszył. I nie przeszkadzało mi specjalnie, że przemoc była wybitnie obrzydliwa a płyny fizjologiczne i alkohol lały się na prawo i lewo. Masterton robił <em>horror</em>, ustalał reguły tak, że trzeba było nieco przymknąć oko. Dlatego mam też do niego ogromny sentyment.</p>
<p><span id="more-220"></span>Do sięgnięcia po <em>Strach ma wiele twarzy</em> &#8211; jeden ze zbiorów opowiadań tegoż twórcy, nie było mi jednak wcale spieszno. Mimo iż książka leżała na półce dobre pół roku. No ale w końcu postanowiłem sprawdzić, czy faktycznie Masterton jest taki dobry w krótkiej formie, jak wielu powtarza.</p>
<p>Uroczyście oświadczam, że jest. To zupełnie inny pisarz, niż ten znany z powieści. Na osiem opowiadań wypełniających zbiór, tylko jedno okazało się być przeciętne &#8211; właśnie przez to, iż w klimacie powieści. <em>Nota bene</em> opowiadanie to nawiązuje po raz kolejny do serii <em>Manitou</em>. Jest przy tym całkiem dobre, ale odstaje od reszty.</p>
<p>Co mnie ujęło: mało tutaj makabry, przemocy i banałów typu <em>wielki i mroczny demon</em>. Autor postanowił zabawić się z czytelnikiem inaczej &#8211; budując nastrój tajemnicy, sięgając do legend nie tak, by odkryć w nich przemoc, ale mroczną baśniowość. Jednocześnie należy pamiętać, że są rzeczy, których odmówić sobie nie potrafił. Więc znowu co chwila widzimy kołyszące się pełne piersi i twarde członki. Niech ma.</p>
<p>Makabra też jest &#8211; wbrew moim wcześniejszym zapewnieniom. Ale nawet w opowiadaniu o kanibalizmie, gdzie można było pisać poematy o smażonych ludzkich nerkach i marynowanych uszach &#8211; a w szczególności o ich oddzielaniu od ciała &#8211; pisarz podchodzi do rzeczy raczej delikatnie. Podkreślam: dosyć. Jak na Mastertona.</p>
<p>Oczywiście, opisując, musiałem nieco podkolorować, bo jedno z opowiadań jest na przykład o masturbacji <em>z emocjami</em>, to jest z podduszaniem. Są trupy, sperma i takie tam. Ale dalej to nie ten Masterton, co w <em>Kostnicy</em> na przykład.</p>
<p>Osiem historii, w których możemy usłyszeć o wracających się pożegnać duszach, o światach równoległych i niebezpieczeństwie niesionym przez spełnione życzenia. Są też historie pełne perwersji, za to pozbawione nadnaturalności. Historie niebanalnie podchodzące do tematu ludzkich żądz i seksualności.</p>
<p>Masterton doskonale czuje się w przewidzianej na opowiadanie objętości. Nie musi tutaj pisać nic nad to, co jest niezbędne; nie musi tworzyć wielkich finałów i przeciągać opowieści w nieskończoność, przez co tak często jego opowieści traciły impet.</p>
<p>O ile powieści tegoż autora można nazwać <em>groszowymi</em>, to już opowiadania należałoby przeliczać na złotówki. Panie Grahamie, na miękko, bez przesadnej makabry i nadmiernego rozciągania takie rzeczy to ja mogę czytać i czytać. Jeśli ktoś nie wierzy w jego talent pisarski, niech sięgnie po <em>Strach ma wiele twarzy</em>. A powieści?</p>
<p>Nie wiem, dawno nie czytałem żadnej. Może skontrastowanie któreś z opisywanym tu zbiorem nie przyniosłoby im znowu wielkiego wstydu. Ale na nie jakoś nie mam chęci. Na opowiadania przeciwnie. I niech to będzie tym razem rekomendacją.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=220" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/24/masterton-na-miekko/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Róże cmentarne</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/16/roze-cmentarne/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/16/roze-cmentarne/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Feb 2010 19:46:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[czrny kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[czubaj]]></category>
		<category><![CDATA[krajewski]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>
		<category><![CDATA[róże cmentarne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=208</guid>
		<description><![CDATA[Uwielbiam cykl Marka Krajewskiego o Eberhardzie Mocku, tropiącym przestępców w przedwojennym Wrocławiu. Uwielbiam opisy miasta, choć &#8211; Bóg mi świadkiem &#8211; zupełnie nie obchodzi mnie, czy to Breslau, czy Opole. Uwielbiam opisy życia ludzi, jedzenia w knajpach, pejzaże brudnych ulic i równie brudnych kurew. Postać samego Mocka uwielbiam, bo to cham z klasą, taki prawdziwy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_211" class="wp-caption alignright" style="width: 180px"><img class="size-full wp-image-211" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/02/roze_cmentarne.jpg" alt="Róże cmentarne" width="170" height="225" /><p class="wp-caption-text">Róże cmentarne</p></div>
<p>Uwielbiam cykl Marka Krajewskiego o Eberhardzie Mocku, tropiącym przestępców w przedwojennym Wrocławiu. Uwielbiam opisy miasta, choć &#8211; Bóg mi świadkiem &#8211; zupełnie nie obchodzi mnie, czy to Breslau, czy Opole. Uwielbiam opisy życia ludzi, jedzenia w knajpach, pejzaże brudnych ulic i równie brudnych kurew. Postać samego Mocka uwielbiam, bo to cham z klasą, taki <em>prawdziwy mężczyzna</em>, taki Franc Mauer z <em>Psów</em> Pasikowskiego, tylko lepszy. To jest gorszy, bo czystej krwi skurwysyn. Gdzieś czytałem, że Krajewski tak go wykreował, by był odpychający. A później dostawał rozmiłowane listy czytelniczek, które szanownego Eberharda zjadłyby na śniadanie. Wątki kryminalne nie są najmocniejszą stroną tego cyklu. Wszystko niby poprawne, inteligentne i daje radość czytelniczą, ale pozostaje jakby cały czas na drugim planie.</p>
<p>Dokładnie odwrotnie jest w <em>Różach cmentarnych</em> duetu Czubaj, Krajewski. Zacznę od tego, że to druga powieść o Jarosławie Paterze &#8211; wcześniej była <em>Aleja samobójców</em>. Czas i miejsce akcji to nam już współczesne Trójmiasto. Główny bohater to człowiek chyba od Mocka lepszy, o mocniejszych fundamentach moralnych i oczywiście nieszczęśliwym życiu. Współpracownicy nazywają go Antypater, co znaczy tyle, że nie przepadają za nim. Pomny swej przeszłości studenta filologii polskiej pastwi się ciągle nad rozmówcami, raz za razem poprawiając im szyk i budowę zdań. Pracę stara się wykonywać sumiennie, czasem aż do bólu &#8211; trzeba, to zleje dobrze po ryju tego i owego. W życiu osobistym nie dzieje mu się najlepiej &#8211; rozwiedziony, stara się budować nowy związek. Próbuje, ale z ogromnymi problemami.</p>
<p><span id="more-208"></span>Pater jest bardziej ludzki i prosty niż swój odpowiednik z Breslau. Przez to o wiele mniej interesujący. Owszem, ma charyzmę, ale gdzie mu do radcy kryminalnego Eberharda? Bije od niego zmęczenie, męczy go praca i przy życiu trzyma chyba tylko myśl o szybkiej emeryturze, o miłości, która może kiedyś się w końcu określi. Poszedł kiedyś do burdelu, to prawie się zakochał. Lubi jazz, King Crimson, wycofanie, wkurza go prawie wszystko.</p>
<p>Słabsze, niż w przypadku solowych wyczynów Krajewskiego są też opisy, sam styl. Coś ewidentnie się uprościło. Sądzę, że pewna w tym zasługa Czubaja, przy całym należnym mu szacunku, który pewnie trochę pohamował wybujałe, kwieciste popisy łacinnika. Inna rzecz, że wiele rzeczy jest takich, jakimi je widzimy. Nie trzeba tylu słów, co w przypadku miasta sprzed stu lat. Ale brakuje mi czegoś. Krajewskiego ceniłem za styl ogromnie, a tutaj co najwyżej powiem, że jest dobry. Obaj autorzy tworzyli na zmianę, rozpisując i poprawiając kolejne sceny. Na równych prawach, zasadzie <em>raz ty, raz ja</em>. Jakoś się to w kolejnych poprawkach ujednoliciło, bo całość wygląda spójnie. Ale nie zachwyca &#8211; po prostu jest solidna.</p>
<p>Czas na plusy. Akcja, intryga są zdecydowanie bardziej wysunięte do przodu. Dzieje się dużo i dosyć ciekawie. Jest trochę przemocy, są oczywiście nadmorskie knajpy pełne rozkrzyczanych turystów, bezwzględna policja i sprawa kryminalna. A raczej sprawy.</p>
<div id="attachment_212" class="wp-caption alignleft" style="width: 210px"><img class="size-full wp-image-212 " src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/02/krajewski_marek.jpg" alt="Marek Krajewski" width="200" height="205" /><p class="wp-caption-text">Marek Krajewski</p></div>
<p>Pater potrzebuje wakacji, już w myślach planuje bliski wypoczynek w Grecji, gdy zostaje przydzielony do sprawy tajemniczego mordercy-naśladowcy, wskrzesza zbrodnie sprzed lat, zostawiając policji poszlaki sugerujące kolejne zdarzenia. Przemieszcza się po Polsce i pech chciał, że stawia w stan pogotowia całe policyjne wybrzeże swoim listem. Kolejna osoba ma zostać zamordowana w najbliższych dniach. Jeśli zbrodniarz nie zostanie ujęty. Pater traci szanse na urlop, z wściekłością i niechęcią godząc się na nastaną sytuację. Gdy w trakcie śledztwa poszlaki zaczynają wskazywać na powiązania mordercy z nierozwiązaną zbrodnią sprzed lat, która dręczy głównego bohatera. Ten angażuje się już całym sercem. Tymczasem już pierwsze strony powieści równolegle prezentują odkrycie zasuszonego trupa w tartaku. Jest upalny lipiec, a robi się jeszcze bardziej gorąco. Intryga jest zdecydowanie kluczową sprawą w tej powieści.</p>
<p>O ile w przypadku poprzedniej książki duetu, dominującym tematem muzycznym był jazz z nazwiskami Milesa Daviesa i Coltrane&#8217;a w szczególności, co doskonale współgrało z morderstwem w domu spokojnej starości, o tyle w <em>Różach cmentarnych</em> gra głównie rock i metal. Od Black Sabbath i Led Zeppelin, do młodzieżowych kapel metalowych. Bo i towarzystwo tutaj mniej wiekowe i czas wakacji.</p>
<div id="attachment_213" class="wp-caption alignright" style="width: 180px"><img class="size-full wp-image-213" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/02/czubaj.jpg" alt="Mariusz Czubaj" width="170" height="255" /><p class="wp-caption-text">Mariusz Czubaj</p></div>
<p>I właśnie <em>targetem</em> tejże powieści są, mam wrażenie, urlopowicze. Czy to w słoneczne dni i leżak na piachu, czy deszczowe, w które książką można się nieco rozgrzać. Idealna, gdy człowiek chce przeczytać coś wciągającego, ale lekkiego i niezobowiązującego. To powieść dobra do pociągu, na kanapę. Dobra też przecież na teraz, gdy na dworze tony śniegu i lodu zniechęcają już do wszystkiego chyba nawet najbardziej zagorzałych zwolenników zimy.</p>
<p>Słowem: <em>Róże cmentarne</em> to po prostu czytadło. Dobre, elegancko skrojone. To kryminał napisany sprawnie, z werwą, ale znowu nie prowadzący do radosnego ślinotoku. Przyznam, że o wiele mocniej czekam na kolejny tom ze słowem <em>Breslau</em> w tytule (albo i bez), niż na nową powieść o Jarosławie Paterze. Będzie, to przeczytam &#8211; pewnie. Ale chyba już rzeczywiście w wakacje.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=208" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/16/roze-cmentarne/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mordercze sarny?</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/14/mordercze-sarny/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/14/mordercze-sarny/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Feb 2010 10:27:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=177</guid>
		<description><![CDATA[Najnowsza powieść Olgi Tokarczuk wzbudzać może mieszane uczucia od pierwszego wejrzenia. To jest od tytułu &#8211; Prowadź pług swój przez kości umarłych. Dziwić się można, dumać, ale wszystko jest w środku. Nie trzeba zębami zgrzytać, że od okładki pretensjonalne. Bo z tym właśnie epitetem autorka niewiele miała i ma wspólnego.
Słowa z jakiegoś utworu Blake&#8217;a &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_191" class="wp-caption alignright" style="width: 180px"><img class="size-full wp-image-191" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/02/prowadz.jpg" alt="Okładka" width="170" height="226" /><p class="wp-caption-text">Okładka</p></div>
<p>Najnowsza powieść Olgi Tokarczuk wzbudzać może mieszane uczucia od pierwszego wejrzenia. To jest od tytułu &#8211; <em>Prowadź pług swój przez kości umarłych</em>. Dziwić się można, dumać, ale wszystko jest w środku. Nie trzeba zębami zgrzytać, że od okładki pretensjonalne. Bo z tym właśnie epitetem autorka niewiele miała i ma wspólnego.</p>
<p>Słowa z jakiegoś utworu Blake&#8217;a &#8211; nie pomnę, jakiego &#8211; stanowią właśnie tytuł. Ten mistyk, poeta obecny jest w ustach i umysłach bohaterów przez całą długość powieści. Wszystko ma więc sens.</p>
<p>Zapomniałem jednak, że zacząć ten komentarz chciałem od mniej więcej takiej konstatacji: Olga Tokarczuk to niewątpliwie jedna z najoryginalniejszych i &#8211; z estymą &#8211; najlepszych pisarek polskich. To jest pisarzy w ogóle. Będę tak twierdził, pomny mojej ignorancji w kwestii znajomości literatury współczesnej a głównonurtowej. Przy takiej jak ta twórczyni jednak po porostu to zdanie przychodzi mi na myśl. A ja, mimo wszystko, trochę wierzę mojej głowie. Zresztą, nagroda Nike za Biegunów to duże, choć spóźnione wyróżnienie. Więc pewnie nie mylę się specjalnie.</p>
<p>Co więc jest oryginalnego i tak wspaniałego w tejże powieści? Już by tylko główna bohaterka: starsza już kobieta, mieszkająca samotnie w Opolskim, gdzieś w górach, lasach, na osiedlu, które tylko latem ożywa, wraz z wracającymi z miasta właścicielami.</p>
<p><span id="more-177"></span>Zimą jest tam tylko ona, samotnik Matoga (który zresztą naprawdę nazywa się inaczej) i Wielka Stopa, który zostaje zamordowany przez sarny. No i jeszcze sarny właśnie, larwy robaków, ptaki, zające i inna dziczyzna. Jest cisza, samotnia, starsza kobieta &#8211; nauczycielka angielskiego w niedalekiej szkole &#8211; opiekująca się domami sąsiadów i szukająca życiowej pomocy w samodzielnie stawianych horoskopach. Jeszcze do tego współtłumacząca utwory Blake&#8217;a, ale nie wiem, czy to już nie przesyca rysu charakterystyki.</p>
<p>Mordercze sarny? Wspominałem coś takiego? No tak, wspomniałem też o Wielkiej Stopie. Nie będzie nic z kryptozoologii. To tylko pseudonim zdziczałego lekko kłusownika. A że zginął tak, nie inaczej, twierdzi właśnie główna bohaterka, Janina Duszejko.</p>
<p>Moment na wzbogacenie charakterystyki. To także wegetarianka i samodzielna lokalna obrończyni praw zwierząt, nienawidząca zabijania ich nawet w celach konsumpcyjnych. Generalnie uznawana jest za lekko stukniętą.</p>
<p>Czyli powieść zachęcająca jest od samego już początku, od postaci jeno (a jeśli wygląda to inaczej, biorę to na karb mojej indolencji, nie talentu pisarki), to dalej może być już tylko lepiej. Prowadź swój pług przez kości umarłych to kryminał bez Marlowe&#8217;a, tudzież Mocka. Bez sączonych w ciemnych knajpach alkoholi. To kryminał-antykryminał, pastisz napisany w poważnym tonie.</p>
<p>Ani mroczne Breslau, ani Londyn, ni Nowy Jork. Małe sioło, by nie rzec: zadupie. Dentysta-pijak wywleka fotel do zabiegów na ulicę i znieczula pacjentów wódką. Jest second-hand, Żabka, szkoła,posterunek policji. Jest swojsko.</p>
<p>Problemy są też wybitnie prowincjonalne: zimą śnieg utrudnia komunikację, myśliwi polują po lasach jak kłusownicy, pastwią się nad zwierzyną. Dla nich to żadna różnica, czy celują w królika, czy psa. Jest i zadufany w sobie wiejski biznesmen, głęboko w dupie mający świat poza sobą samym. W podłych warunkach hodujący lisy na futro. Jak więc zwierzęta mają nie wziąć zemsty we własne ręce? To wszystko jest przecież w horoskopach. Wystarczy tylko dokładna data urodzenia danej osoby, łącznie z godziną i minutą. Trochę znajomości układów gwiazd, ascendentów, odpowiedni program komputerowy do pomocy &#8211; i już ma się w rękach wiedzę o tym, co dziś czy jutro nie będzie Ci sprzyjać. Być może to dzikie zwierzęta, albo alkohol. Trzeba uważać.</p>
<p>Ale nikt nie słucha starej wariatki. Trudno się dziwić? Policjanci starają się zbyć ją jak najszybciej, urzędnicy nie odpowiadają na listy. A śmierć kłusownika to tylko pierwsza z cyklu. Kto będzie następny? Czy może nie warto było posłuchać staruszki gadającej o zemście lasu? Dziwaczki, mówiącej niby po polsku, ale jakoś dziwnie.</p>
<p>Olga Tokarczuk to prawdziwa mistrzyni pióra. Doskonale radzi sobie ze słowem pisanym, potrafi je naginać do swej woli, panuje nad nim totalnie i absolutnie. Sama już narracja z ust Janiny Duszejko jest doskonała. Choć początkowo ma się wrażenie, że główna bohaterka żyje w innym świecie, jest po prostu dziwaczką, to z czasem autorka sugestywnie daje do zrozumienia, iż to raczej cała reszta świata składa się z niesprawiedliwych, złych i żyjący wbrew naturze. Z czasem przestają dziwić słowa pisane wielką literą. Te ciągłe enigmatyczne <em>Dolegliwości</em> , <em>Zwierzęta</em> zamiast <em>dolegliwości</em> i <em>zwierząt</em>.</p>
<p>Tokarczuk jest sugestywna, pisze plastycznie i malowniczo. Jest nieskażona chyba jakimikolwiek zewnętrznymi wpływami literackimi. To solidny, piękny monolit. Nie sposób nic zarzucić, można tylko podziwiać. Historia od początku do końca prowadzona jest tak wzorowo. Trzyma w napięciu, jednak nie porywając nadmiarem akcji. Tempo rozwoju zdarzeń dostosowane jest do osobowości narratorki. To ona kreuje świat, nadaje mu barwy i wartości. Przy tym, aż do samego końca okazuje się być postacią niejednoznaczną.</p>
<div id="attachment_192" class="wp-caption alignright" style="width: 210px"><img class="size-full wp-image-192" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/02/tokarczuk.jpg" alt="Olga Tokarczuk" width="200" height="150" /><p class="wp-caption-text">Olga Tokarczuk</p></div>
<p>W przypadku książek Olgi Tokarczuk próżno szukać jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: po co? Trochę z tym jak z <em>Dekalogiem</em> Kieślowskiego. Można interpretować na różne sposoby, koncentrując się na różnych zagadnieniach wyekstrahowanych z całości, można po prostu podziwiać portrety psychologiczne wplecione w zawiłe sytuacje. Może jestem leniwy, albo zwyczajnie za głupi, ale o wiele więcej przyjemności sprawia mi zazwyczaj to drugie. W życiu, jak i w powieściach nie ma miejsca na jednoznaczne odpowiedzi. Trudno zachować jednoznaczność nawet w kwestii własnej moralności, będąc jeno zwykłym człowiekiem. Na pytanie o swoją wiarę, jeden z bohaterów powieści mówi, że jest wierzący, jest ateistą.</p>
<p>I właśnie teraz tak zastanawiam się nad tym, czy to właśnie nie jest jedne z istotniejszych motywów powieści: niebezpieczeństwo kryjące się w radykalnych poglądach. Zostawiam to na razie. Swoją drogą zastanawiam się, ile z pani  Olgi, jest w samej powieści &#8211; wikipedia twierdzi, że należy ona do partii Zielonych. Mam jednak wrażenie, że ta powieść, choć ma charakter silnie proekologiczny, jednocześnie jest swego rodzaju upomnieniem dla wszystkich działaczy tego czy innego rodzaju. Nie będę zdradzał szczegółów, bo to wszystko tkwi w fabule.</p>
<p>Rzadko zdarza mi się tu mówić negatywnie o czytanych przeze mnie książkach. Po prostu czytam to, co lubię. Lubię czytać. Tym razem nie jest inaczej. Nową powieść Olgi Tokarczuk mogę polecić każdemu. To świetna lektura i mówić będzie się o niej pewnie jeszcze długo. Jeśli nie, to pani Olga napisze kolejną książkę i znów będzie co czytać i o czym mówić. Tego właśnie sobie i Wam życzę.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=177" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/02/14/mordercze-sarny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Landrynki, krówki i toffi</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/01/23/landrynki-krowki-i-toffi/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/01/23/landrynki-krowki-i-toffi/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 23 Jan 2010 17:38:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Paweł Mateja</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[baśń]]></category>
		<category><![CDATA[fantastyka]]></category>
		<category><![CDATA[groza]]></category>
		<category><![CDATA[horror]]></category>
		<category><![CDATA[kryminał]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[powieść]]></category>
		<category><![CDATA[realizm magiczny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/?p=158</guid>
		<description><![CDATA[Wszyscy dobrze wiedzą, kto w Polsce pisze horrory: Orbitowski, Kain, Małecki, Grzędowicz i inni. Można by wymieniać, ale po co, skoro i tak wszyscy wiedzą, co tam wstawić. Dlatego ja dodam tylko jedno nazwisko: Saramonowicz. Małgorzata Saramonowicz. Powinna zostać wymieniona w ścisłej czołówce.
Poniekąd właśnie przed momentem skłamałem, bo przeczytane niedawno przeze mnie Sanatorium wcale horrorem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_165" class="wp-caption alignright" style="width: 150px"><img class="size-full wp-image-165" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/01/sanatorium.jpg" alt="Saramonowicz - Sanatorium" width="140" height="221" /><p class="wp-caption-text">Małgorzata Saramonowicz - Sanatorium</p></div>
<p>Wszyscy dobrze wiedzą, kto w Polsce pisze horrory: Orbitowski, Kain, Małecki, Grzędowicz i inni. Można by wymieniać, ale po co, skoro i tak wszyscy wiedzą, co tam wstawić. Dlatego ja dodam tylko jedno nazwisko: Saramonowicz. Małgorzata Saramonowicz. Powinna zostać wymieniona w ścisłej czołówce.</p>
<p>Poniekąd właśnie przed momentem skłamałem, bo przeczytane niedawno przeze mnie <em>Sanatorium</em> wcale horrorem nie jest. Ale nie jest nim tylko dlatego, że trzeba by rozciągnąć ramy tematyczne tego gatunku, by tę powieść weń wetknąć. Z drugiej strony, skoro Stephen King wymienił <em>Malowanego ptaka</em> Kosińskiego wśród najlepszych horrorów w historii, to dlaczego by Saramonowicz miała się krępować? Jej realizm magiczny może nie straszy <em>stricte</em>, ale jest niepokojący, jest mroczny. No i może zwyczajnie taka etykieta nieco dodała by wspaniałej pisarce rozgłosu?</p>
<p><span id="more-158"></span>Przyznam, że sam na <em>Sanatorium</em> trafiłem zwyczajnym przypadkiem. Błądząc wzrokiem po wypełnionych tomami półkach biblioteki, jakoś moje oko przyciągnął właśnie grzbiet tego olumenu. Nie wiem dlaczego &#8211; książka cienka, niepozorna. Może to niepokojąca ilustracja z okładki, czerwona, rozmyta sylwetka; może to tytuł pisany gotykiem. Coś mnie tknęło, postanowiłem że przeczytam.</p>
<p>I jakoś tak wsiąkłem między delikatnie zapisane strony, w na w pół magiczną polską wieś, pełną jeszcze nie zagojonych ran II wojny światowej; w miejsce, gdzie komunizm staje się nową plagą, ludzie są pełni bólu, gdzie jeszcze podłogi w niszczejących zabudowaniach kryją ślady krwi, przykryte kurzem. To miejsce magiczne, choć na pewno nie Kraina czarów. To kraina bólu, z którym nikt nie potrafi sam sobie poradzić. Może prócz dzieci. Sierot i pół sierot, dziwnych, samotnych, tworzących własny mały świat pełen dziwów. Jeden chłopiec jest kaleką bez nogi, inny chodzi w sukience, jest dziewczynka, rozmawiająca tylko telepatią i inna, jeszcze mała i nie rozumiejąca otaczającego ją świata. Tęskniąca za matczynym ciepłem. I jest narrator, chłopiec, rozmawiający z obrazami.</p>
<p>To pierwsza płaszczyzna. Druga to tytułowe sanatorium, gdzie główny bohater wiele lat później spotyka śledczego, niegdyś badającego sprawę morderstwa we wsi.</p>
<p>Gdzie ten horror? Gdzie groza?</p>
<p>W baśniowości, we snach i fantazji. W powieści Saramonowicz rzeczywistość miesza się ze snami, nie ma wyraźnej granicy. Są tu anioły schodzące z obrazów, duchy. Wszystko to uderza w czytelnika cicho, niepostrzeżenie wkradając się do serca. Opowieść snuje się delikatnie, usypia, albo po prostu przenosi w ten na poły realny świat. A kiedy czytelnik już się w nim znajdzie, wtedy jest czas na magię, na sen głębszy. I nawet przebudzenie nie jest do końca jawą.</p>
<p>Zastanawiam się, jak głęboko winno się interpretować tę powieść. Mam wrażenie, że jest tu podobnie jak u Kafki. Dogłębna analiza potrafiłaby przemaglować mnogość symboli, poukładać je i przetłumaczyć. Na wiele sposobów. Można by szukać tu różnych głębi i odnaleźć je doskonale głębokie. Ale można po prostu przeżywać, zamknąć obrazy w głowie i pozwolić im tam żyć i wstrząsać. Zatopić się w dziwach i niepokojach. I takimi je pozostawić, niebezpiecznymi, nieokiełznanymi.</p>
<div id="attachment_169" class="wp-caption aligncenter" style="width: 410px"><img class="size-full wp-image-169" src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/files/2010/01/saramonowicz.jpg" alt="Małgorzata Saramonowicz" width="400" height="308" /><p class="wp-caption-text">Małgorzata Saramonowicz</p></div>
<p>Na koniec może jeszcze kilka słów o samej autorce. Wydała trzy powieści: <em>Siostra</em> (1995), <em>Lustra</em> (1998) i <em>Sanatorium</em> (2005). Niewiele, przyznacie. Do tego współtworzyła scenariusz do filmu <em>Leidis </em>oraz serialu <em>Tango z aniołem. </em>Może to już mniejsza chluba, bo o tym pierwszym nie można chyba zbyt wiele dobrego powiedzieć, drugiego nie znam. Niemniej podkreślę słowo <span style="text-decoration: underline">współtworzyła</span><em>, </em>będąc święcie przekonanym, że spod jej ręki wychodziło tam wszystko to, co najlepsze. Więcej trzeba? Niewiele więcej znalazłem, więc niech starczy.</p>
<p>Małgorzata Saramonowicz. Saramonowicz. Będę powtarzał to nazwisko, bo warto je znać. Do tej pory moją polską pisarką numer jeden była Olga Tokarczuk. Teraz miałbym już problem z wyborem. Bo to jest, proszę państwa, lektura, która wstrząsa. To jest piękna powieść, magiczna i tajemnicza. Inteligentna i nietypowa. Sam sięgnę niedługo po poprzednie twory Małgorzaty Saramonowicz, czekać będę też na kolejne. I wam też to zalecam. Sanatorium nie leczy duszy, ale tak pięknie ją drażni, że nie mogę, po prostu nie mogę nie zachęcić do wizyty.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=158" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/pmateja/2010/01/23/landrynki-krowki-i-toffi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

<!-- Dynamic Page Served (once) in 0.593 seconds -->
