Archiwum dla ‘Osobiste’ »
Kilka słów na boku
Właśnie wyszedł nowy numer Magazynu Fantastycznego – dostać można go w Empikach i jakiś kioskach. W środku znaleźć można moje opowiadanie o przydługim tytule Kłosówka, trzęślica, kostrzewa. Nie jest to co prawda horror, ale też nic gatunkowo konkretnego. Taka dziwna fantastyka baśniowa.
Wczoraj wyszedł też nowy numer Grabarza Polskiego. W nim jak zawsze cała masa fajnych rzeczy i na koniec moje wiersze – częściowo improwizowane dziwactwa o duchach i dziwach, które spłodziłem dawno temu. Numer do zassania jak zawsze ze strony Grabarza.
Przez miesiąc nic na blogu nie napisałem, więc troszkę mi wstyd. Kilka zdań w ramach zadośćuczynienia światu skreśliłem o Błędach Małeckiego, ale jeszcze się wytłumaczę.
W dużej mierze nie pisałem nic, nie przeczytałem stosownych książek. Poza tym kilka dni spędziłem w pracy jako młodszy łopatowy, także pomocnik taczkarza. To jest tworzyłem łopatą parking, jakieś ładne skarpy i takie tam. Banalna wakacyjna praca, po której miałem siłę tylko na Family Guy’a.
Jeszcze byłem nad morzem na tydzień, aby się wymoczyć w słonej zalewie. Jeszcze odwiedziłem Off Festival, Magię Rocka, jakieś Dni Miasta Kędzierzyna-Koźla; gdzieś łaziłem po ludziach, dawałem się wrobić w bycie kierowcą. A bywało, że mi się nie chciało. Ale teraz nie planuję cudów, to kilka rzeczy tutaj napiszę w ramach nadrobienia. O ile wrzesień mi panów nie zmieni. A zmieni na pewno, z czym walczyć zamierzam.
Amen.
Dickens sam w domu
Pewnie w czasie Świąt oglądałbym telewizję gdybym się nudził. Po raz n-ty zliczyłbym rendez-vous z Kevinem, walczącym z przygłupimi złodziejami, czy inne osobliwe show, które telewizja przygotowała nam specjalnie na tę okazję. Kto wie, może i dobrze bym się bawił. Problem w tym, że ja raczej nie zwykłem się nudzić. Takie życie – książki leżą wszędzie i w milczeniu domagają się atencji.
Tak więc święta spędziłem pod znakiem książki – różnica w stosunku do reszty roku była głownie w intensywności lektury, bo zazwyczaj nie mogę sobie pozwolić na taką rozpustę. Książka, kilka filmów, masa jedzenia i takie tam. Może mało świątecznie, ale w tym roku nie było lepszych planów.
Będzie krótko.
Właściwie chciałem po prostu uprzedzić, że wakacje spędzam pod znakiem pracy. Całe szczęście, że tym razem w Polsce. Niemniej jako sezonowy pomocnik młodszego magazynowego mam mocno zajęty czas i raczej trochę muszę się opamiętać z czytaniem. Wszak tyle innych rzeczy jest do roboty, szczególnie że mam mimo wszystko wakacje.
No i z życiem trzeba się uporać. Tu poprawić, tam przygładzić, żeby się oddychać w końcu dało. A teraz biorę oddech i znikam. Za kilka dni postaram się napisać coś o grekach i morskich podróżach. Można to poraktować jako zagadkę, ale chyba zbyt to proste, prawda?
Przede wszystkim pragnę się pochwalić następującą statystyką:
- Około piętnastu miesięcy pracy
- Jakieś dwa tysiące pięćset do trzech tysięcy złotych w sumie
- Około sześćdziesięciu godzin przygotowań w sumie
- Siedem terminów
- Dwa udane podejścia do teorii (drugie po dezaktualizacji papierka)
- Kilka litrów potu
- Dziesiątki myśli skrajnie pesymistycznych
- Całe tony stresu
Do jasnej cholery – zdałem prawo jazdy! I czuję ulgę, jakbym doznał pierwszego stopnia zbawienia.
Druga rzecz jest następująca: wyprowadziłem się z akademika do domu rodzinnego. Trochę więcej będzie dojazdów, ale i więcej czasu.
A gdzie książki? Książki będę czytał w pociągu, w autobusie i przy śniadaniu, miast przeglądać joemonster. Inaczej mówiąc: będę miał o czym tu pisać.
I – na Boga – będę jadł normalne obiady.
Dziękuję za uwagę, następnym razem wracam do konkretów. Będzie raczej surrealistycznie i przygnębiająco, choć Ameryki nie odkryję. Choć będę niemal o krok od niej. To jednak za kilka dni.


