Archiwum dla ‘Okultyzm’ »
Mamaloi
Tak się zdarzyło, że w tegoroczne Święta pod choinką znalazłem ponad osiemdziesięcioletnią książkę. Prezent ten ucieszył mnie tym bardziej, że było to Mamaloi H. H. Ewersa, na które już od dawna ostrzyłem sobie pazury. Niemalże czysto kolekcjonersko, bo większość tego i tak niewielkiego tomiku dobrze już znam.
Pokrótce postaram się opisać, co znaleźć można w środku. Opowiadania są tutaj trzy, tytułowe Mamaloi, klasyczny już Pająk oraz może mniej znana Śmierć barona Jezus Marja. Pierwsze z nich przeczytać można także w bardzo dobrze dostępnej Damie tyfusowej, cały czas do znalezienia na allegro, tudzież w antykwariatach. Tam też znaleźć możemy opowiadanie drugie, znane też pewnie wszystkim z antologii opowiadań grozy Czarny pająk. Trzeci z wymienionych tekstów, pod innym tytułem (Śmierć barona Friedela) został nie tak dawno wydany w antologii Maska śmierci, tom I, której to drugiej części jakoś nie możemy się niestety doczekać.
Zielona twarz
Trudno jest mi pisać o twórczości Gustava Meyrinka. To zadanie zwyczajnie zdaje się mnie przerastać. Jakiś czas temu dzięki lekturze kilku jego opowiadań w antologii Gabinet figur woskowych i w Spotkaniu poza czasem doznałem silnego szoku, spotęgowanego jeszcze powieścią Noc Walpurgii. Czegoś takiego wcześniej nie spotkałem, ni do tej pory nie znalazłem w innym wydaniu. Jakiś czas później odważyłem się podjąć lekturę jego pierwszej powieści Golema. Nieco obawiałem się, czy ogarnę, czy podołam. Cóż, nie udało mi się do końca, bo nie jestem kabalistą, ni znawcą okultyzmu. Czy przeczytałem? Tak: czytałem z wypiekami na twarzy, chłonąc każde zdanie jak czystą magię. Od tego czasu niewiele odkryłem lektur, które choć równać mogłyby się z dziełem Szatana z Pragi.
Prócz tego trafiłem jeszcze na powieść Biały dominikanin oraz kilka opowiadań luzem. Cały czas jednak czułem niedosyt. Trawiła mnie przede wszystkim chęć przeczytania następnej po Golemie powieści, czyli Zielonej twarzy. Kłopot z nią polega jednak na tym, że po wojnie w Polsce nikt nie pokwapił się jej wznowić, więc długo musiałem czekać, by w końcu wpadła w moje ręce. Oto jednak jest, znalazłem, przeczytałem i nie oddam za żadne skarby.
Sześć zaklęć średniowiecznych
Mojej inwencji nie ma tu za wiele. Ot, tyle że sięgnąłem w bibliotece po Muzę łacińską – antologię poezji wczesnochrześcijańskiej i średniowiecznej wydaną przez Zakład narodowy imienia Ossolińskich, czyli po prostu BNkę.
Ciekawe i grubaśne tomisko w dużej mierze zawiera poezje religijne o mniej lub bardziej wysmakowanej formie literackiej. Warto rzucić na nie okiem, zaręczam, choć od deski do deski przeczytać mogą to tylko nadgorliwi studenci filologii polskiej – choć ci pewnie nawet by tej antologii nie tknęli. Ale do rzeczy.
Jest tu kilka dzieł, które bardzo, ale to bardzo mnie zaskoczyły i – co ważne – zachwyciły. Znajdują się w rozdziale Anonimowych zaklęć. Nie sprawię chyba nikomu krzywdy, jeśli je tu przepiszę. Wszak autorów kości już kilka razy zdążyłyby spróchnieć.
Poprzedza je informacja, że są to zaklęcia rymowane z XIII w. Nie wiadomo, czy są to autentyczne zaklęcia, czy ich parodie. Zaręczam jednak, że wrażenie robią.
Czytaj więcej »
