lut 16 2010

Róże cmentarne

Napisał Paweł Mateja

Róże cmentarne

Róże cmentarne

Uwielbiam cykl Marka Krajewskiego o Eberhardzie Mocku, tropiącym przestępców w przedwojennym Wrocławiu. Uwielbiam opisy miasta, choć – Bóg mi świadkiem – zupełnie nie obchodzi mnie, czy to Breslau, czy Opole. Uwielbiam opisy życia ludzi, jedzenia w knajpach, pejzaże brudnych ulic i równie brudnych kurew. Postać samego Mocka uwielbiam, bo to cham z klasą, taki prawdziwy mężczyzna, taki Franc Mauer z Psów Pasikowskiego, tylko lepszy. To jest gorszy, bo czystej krwi skurwysyn. Gdzieś czytałem, że Krajewski tak go wykreował, by był odpychający. A później dostawał rozmiłowane listy czytelniczek, które szanownego Eberharda zjadłyby na śniadanie. Wątki kryminalne nie są najmocniejszą stroną tego cyklu. Wszystko niby poprawne, inteligentne i daje radość czytelniczą, ale pozostaje jakby cały czas na drugim planie.

Dokładnie odwrotnie jest w Różach cmentarnych duetu Czubaj, Krajewski. Zacznę od tego, że to druga powieść o Jarosławie Paterze – wcześniej była Aleja samobójców. Czas i miejsce akcji to nam już współczesne Trójmiasto. Główny bohater to człowiek chyba od Mocka lepszy, o mocniejszych fundamentach moralnych i oczywiście nieszczęśliwym życiu. Współpracownicy nazywają go Antypater, co znaczy tyle, że nie przepadają za nim. Pomny swej przeszłości studenta filologii polskiej pastwi się ciągle nad rozmówcami, raz za razem poprawiając im szyk i budowę zdań. Pracę stara się wykonywać sumiennie, czasem aż do bólu – trzeba, to zleje dobrze po ryju tego i owego. W życiu osobistym nie dzieje mu się najlepiej – rozwiedziony, stara się budować nowy związek. Próbuje, ale z ogromnymi problemami.

Pater jest bardziej ludzki i prosty niż swój odpowiednik z Breslau. Przez to o wiele mniej interesujący. Owszem, ma charyzmę, ale gdzie mu do radcy kryminalnego Eberharda? Bije od niego zmęczenie, męczy go praca i przy życiu trzyma chyba tylko myśl o szybkiej emeryturze, o miłości, która może kiedyś się w końcu określi. Poszedł kiedyś do burdelu, to prawie się zakochał. Lubi jazz, King Crimson, wycofanie, wkurza go prawie wszystko.

Słabsze, niż w przypadku solowych wyczynów Krajewskiego są też opisy, sam styl. Coś ewidentnie się uprościło. Sądzę, że pewna w tym zasługa Czubaja, przy całym należnym mu szacunku, który pewnie trochę pohamował wybujałe, kwieciste popisy łacinnika. Inna rzecz, że wiele rzeczy jest takich, jakimi je widzimy. Nie trzeba tylu słów, co w przypadku miasta sprzed stu lat. Ale brakuje mi czegoś. Krajewskiego ceniłem za styl ogromnie, a tutaj co najwyżej powiem, że jest dobry. Obaj autorzy tworzyli na zmianę, rozpisując i poprawiając kolejne sceny. Na równych prawach, zasadzie raz ty, raz ja. Jakoś się to w kolejnych poprawkach ujednoliciło, bo całość wygląda spójnie. Ale nie zachwyca – po prostu jest solidna.

Czas na plusy. Akcja, intryga są zdecydowanie bardziej wysunięte do przodu. Dzieje się dużo i dosyć ciekawie. Jest trochę przemocy, są oczywiście nadmorskie knajpy pełne rozkrzyczanych turystów, bezwzględna policja i sprawa kryminalna. A raczej sprawy.

Marek Krajewski

Marek Krajewski

Pater potrzebuje wakacji, już w myślach planuje bliski wypoczynek w Grecji, gdy zostaje przydzielony do sprawy tajemniczego mordercy-naśladowcy, wskrzesza zbrodnie sprzed lat, zostawiając policji poszlaki sugerujące kolejne zdarzenia. Przemieszcza się po Polsce i pech chciał, że stawia w stan pogotowia całe policyjne wybrzeże swoim listem. Kolejna osoba ma zostać zamordowana w najbliższych dniach. Jeśli zbrodniarz nie zostanie ujęty. Pater traci szanse na urlop, z wściekłością i niechęcią godząc się na nastaną sytuację. Gdy w trakcie śledztwa poszlaki zaczynają wskazywać na powiązania mordercy z nierozwiązaną zbrodnią sprzed lat, która dręczy głównego bohatera. Ten angażuje się już całym sercem. Tymczasem już pierwsze strony powieści równolegle prezentują odkrycie zasuszonego trupa w tartaku. Jest upalny lipiec, a robi się jeszcze bardziej gorąco. Intryga jest zdecydowanie kluczową sprawą w tej powieści.

O ile w przypadku poprzedniej książki duetu, dominującym tematem muzycznym był jazz z nazwiskami Milesa Daviesa i Coltrane’a w szczególności, co doskonale współgrało z morderstwem w domu spokojnej starości, o tyle w Różach cmentarnych gra głównie rock i metal. Od Black Sabbath i Led Zeppelin, do młodzieżowych kapel metalowych. Bo i towarzystwo tutaj mniej wiekowe i czas wakacji.

Mariusz Czubaj

Mariusz Czubaj

I właśnie targetem tejże powieści są, mam wrażenie, urlopowicze. Czy to w słoneczne dni i leżak na piachu, czy deszczowe, w które książką można się nieco rozgrzać. Idealna, gdy człowiek chce przeczytać coś wciągającego, ale lekkiego i niezobowiązującego. To powieść dobra do pociągu, na kanapę. Dobra też przecież na teraz, gdy na dworze tony śniegu i lodu zniechęcają już do wszystkiego chyba nawet najbardziej zagorzałych zwolenników zimy.

Słowem: Róże cmentarne to po prostu czytadło. Dobre, elegancko skrojone. To kryminał napisany sprawnie, z werwą, ale znowu nie prowadzący do radosnego ślinotoku. Przyznam, że o wiele mocniej czekam na kolejny tom ze słowem Breslau w tytule (albo i bez), niż na nową powieść o Jarosławie Paterze. Będzie, to przeczytam – pewnie. Ale chyba już rzeczywiście w wakacje.

Plik w kategorii : Proza, Sztuka | 3 komenarzy »

3 Responses to “Róże cmentarne”

  1. crusia mówi:

    A mi się “Aleja samobójców” nie podobała. Trąciła strasznym schematem, aż męczyła czasami. Takie trochę naiwne były pewne momenty. Ale czytać się dało, tylko po co…

  2. Paweł Mateja mówi:

    Ale już “Róże cmentarne” czyta się dużo lepiej. Mnie osobiście Krajewski kręci w podobny sposób, jak co niektórych King (tylko mniej mimo wszystko), więc nie muszę specjalnie szukać powodów, by sięgać po niego ;). A mając przed oczyma sytuację, gdy ktoś nie może się zdecydować: czytać “Komórkę”, czy “Róże…”, ja od razu mogę powiedzieć, że polecam to drugie. To zdecydowanie nie jest powieść niosąca w sobie wielki ładunek wypasu, ale rozrywki dostarcza. Dla mnie po sesji była tak akurat :) Choć nie ukrywam, że Krajewski solo wychodzi lepiej.

  3. crusia mówi:

    ale o tej “Komórce” to mógłbyś spróbować napisać. potraktuj to jak wyzwanie ;>

Leave a Reply

Spam Protection by WP-SpamFree Plugin