Mamaloi
Tak się zdarzyło, że w tegoroczne Święta pod choinką znalazłem ponad osiemdziesięcioletnią książkę. Prezent ten ucieszył mnie tym bardziej, że było to Mamaloi H. H. Ewersa, na które już od dawna ostrzyłem sobie pazury. Niemalże czysto kolekcjonersko, bo większość tego i tak niewielkiego tomiku dobrze już znam.
Pokrótce postaram się opisać, co znaleźć można w środku. Opowiadania są tutaj trzy, tytułowe Mamaloi, klasyczny już Pająk oraz może mniej znana Śmierć barona Jezus Marja. Pierwsze z nich przeczytać można także w bardzo dobrze dostępnej Damie tyfusowej, cały czas do znalezienia na allegro, tudzież w antykwariatach. Tam też znaleźć możemy opowiadanie drugie, znane też pewnie wszystkim z antologii opowiadań grozy Czarny pająk. Trzeci z wymienionych tekstów, pod innym tytułem (Śmierć barona Friedela) został nie tak dawno wydany w antologii Maska śmierci, tom I, której to drugiej części jakoś nie możemy się niestety doczekać.
Więc nic straconego, opowiadania spokojnie można sobie przeczytać w innych wydawnictwach. Na nich jednak zawartość tomiku się nie kończy.
Jako ciekawostkę dodano jeszcze fragment Mit meinen Augen - pamiętnika z podróży Ewersa, o tytule Vandoux. Jest to kilkustronicowa rzecz o mrocznych kultach z Haiti. Bardzo ciekawa i świetnie napisana. Aż żałuję, że nie dane jest mi przeczytać całości tejże publikacji. Bezpośrednim powodem zamieszczenia Vandoux zda się być powiązanie tegoż tekstu z tytułowym dla zbioru opowiadaniem. Daje on możliwość zrozumienia metody pisarskiej Ewersa, zrozumienia, skąd i dlaczego, tak a nie inaczej.
I na koniec, jako wisienka na torcie, to o czym winienem wspomnieć na wstępie – czyli przedmowa. Autorem tejże, także tłumaczem całości zbioru jest nie kto inny, jak Stanisław Przybyszewski. Wielki był jego wkład w popularyzację twórczości niemieckiego twórcy makabry w Polsce. Ten kilkustronicowy wstęp czytałem z wielkim zainteresowaniem. Przybyszewski z wielkim zaangażowaniem udowadnia wysoką jakość twórczości Ewersa, broni go przed nieprzychylnymi głosami, nie popadając przy tym w bełkot. Rzecz ta jest na tyle ciekawa – i mam wrażenie, że unikatowa – że postanowiłem udostępnić ją chętnym do przeczytania. Toteż kończę pisaninę i pozostanę już przy zachęcaniu do ściągnięcia poniższego pliku pdf.
H. H. Ewers – Mamaloi
Instytut literacki “Lektor”
Lwów-Warszawa-Poznań-Karków-Lublin 1922

Będzie wpis offtopowy. Ściągnęłam dzisiaj ostatni numer “Grabarza Polskiego” i co widzę – jakieś nazwisko znajome w spisie treści. Tenże to Paweł Mateja, o którym myślę, czy nie ten?
Tenże, jak najbardziej :) Mam nadzieję, że opowiadania się spodobały.
Spodobały :) Bardzo dobry pomysł na publikację, bo ten magazyn chyba całkiem sporo osób czyta.