Archiwum dla Maj, 2009»
Dom na Przeklętym Wzgórzu
Przeglądając ostatnio jakieś forum internetowe napotkałem ciekawą rozmowę. Osoba pierwsza wypisała listę ostatnio obejrzanych filmów, co druga skomentowała zdziwionym: “A żadnych nowych filmów nie oglądasz? To same starocie!”. A to były rzeczy sprzed kilku lat zaledwie. Gdybym napisał tam o filmie sprzed lat pięćdziesięciu zaszłaby poważna obawa, że ktoś może paść trupem. Dlatego napiszę o tym tutaj, bo to miejsce moje i z zasady pełne antyków.
Dom na przeklętym wzgórzu w reżyserii Williama Castle to twór już kultowy. Zazwyczaj rzeczy kultowe stanowią dla mnie wielką tajemnicę i niewiadomą – znam ze słyszenia co najwyżej. Ale takie to czasy, że kultowieje wszystko i do tego w tempie zastraszającym. Tu jednak nie widzę problemu, by użyć tego epitetu. Więc: “film kultowy”. Co więcej: bardzo dobry.
Znalazłem przed chwilą na forum CarpeNoctem dawny wpis Łukasza Orbitowskiego, w którym deklarował, że jeśli – ówcześnie dopiero tworzony – film Legenda w reżyserii Mariusza Pujszko okaże się filmem dobrym, to Łukasz zje publicznie jakieś swoje teksty.
I dlatego nie wiem, czy właściwie winienem być wdzięczny reżyserowi za ratownie zdrowia aktualnie nam panującego kinga polskiej grozy, czy też ręce załamywać w rozczarowniu. Bo film zdecydowanie należy do kategorii tworów wielopłaszczyznowo spierniczonych. Ma niewątpliwie kilka plusów i o nich zaraz opowiem, ale nie jest to kino warte zapamiętania z innych względów niż przez sam zamysł. Bo to szczytne, by rodaków straszyć… a przynajmniej próbować.
Plusów naliczyłem z grubsza siedem, z czego sześć to aktorki. Kaleczą role dosyć mocno, ale ładnie wyglądają. I momenty są – wielki plus, prawda?
Siódmy plus winien być raczej pierwszym, zaszczytnym. Zamek Czocha to piękne miejsce – nie tak dawno temu miałem okazję przebywać na nim w charakterze osoby towarzyszącej na weselu. Potańcowałem na miarę moich możliwości, najadłem się i napiłem, ale przede wszystkim zwiedziłem nieco. Miło poczułem się widząc te stare i nastrojowe mury w filmie. W dodatku w horrorze.
