Archiwum dla Wrzesień, 2008»
Maska śmierci… po raz trzeci
Jeszcze kilka informacji na temat antologii grozy Maska śmierci.
Wielka szkoda, że nie można jej zakupić w księgarniach. Informuję jednak, że jeśli komuś nie udało się dostać jej na allegro, może ją zamówić mailowo pod adresem litpis(MAŁPA)wp.pl. Od pana Krzysztofa Bortnika uzyskałem także informację, iż niedługo do dyspozycji winna zostać oddana strona internetowa. Pozwolę sobie zacytować fragment maila:
Dla rozwiania wątpliwości pojawiających się w niektórych komentarzach
pozwolę sobie także nadmienić, że książka wydana jest jak najbardziej
oficjalnie, choć faktycznie jak dotąd dystrybuowana była przede
wszystkim przez internet. Taka była bowiem pierwotna idea. Nie mamy
jednak nic przeciw, aby księgarnie zakupiły ten tytuł. Zamówić go, jak
też uzyskać inne informacje, można pod tym właśnie adresem:
litpis(MAŁPA)wp.pl. Niedługo powinna również zostać uruchomiona strona
internetowa.
Kolejną miłą niespodzianką jest fakt, że w przyszłym roku możemy się spodziewać drugiej części antologii – na pewno równie ciekawej i zawierającej mało znane utwory zapomnianych pisarzy. Czyli na pewno jest na co zbierać pieniądze.
Pozostaje więc czekać i liczyć na to, że ta rewelacyjna inicjatywa nie przejdzie bez echa. Więc kto nie kupił, niech kupuje. Kto nie czytał, niech czyta. A ja – jeśli dowiem się czegoś nowego – nie omieszkam się tego tu ogłosić.
A oto strona z innymi informacjami: http://koronki.webpark.pl/
Raz już pisałem o tej mało znanej i raczej świeżej jeszcze antologii. Wtedy jednak zapoznany z nią byłem jedynie in promptu. Przyznam szczerze, że i teraz nie przeczytałem jej od deski do deski. Ot, po co, skoro sporą część tekstów w niej się znajdujących już znam.
I fakt ten – iż kilka tekstów ze zbiorku jest łatwo dostępna i właściwie zbędna (bo ktoś nieznający zupełnie twórczości Poego na przykład raczej od tego tomiku nie zacznie) to właściwie jedyny minus, jakiego się dopatrzyłem. Poza tym drobiazgiem jest to jedna z najlepszych antologii, które dane było mi czytać. Raz: dobry dobór autorów, dwa: estetyczne i skromne wydanie, trzy to dobre przypisy i teksty niebeletrystyczne dotyczące Poego i Ewersa, cztery: czterysta stron. Czyli po prostu jest się z czego cieszyć i tym bardziej jest co czytać.
Metamorphoseon libri
Mam nadzieję, że ta książka jest dla Was pewnym zaskoczeniem, bo przecież Apulejusz to pisarz niezbyt znany i raczej rzadko czytany. W pełni to rozumiem, niemniej uważam, że należy mu się trochę większa atencja. Szczególnie że nie czyta się go nie dlatego, że jest słaby. Tylko to nie King, nie Masłowska. Apulejusz był Rzymskim pisarzem, pochodzącym z prowincji Africa, czyli explicite terenu dzisiejszej Algierii i Tunezji. Żył w spokojnych czasach, w II wieku naszej ery. Odziedziczył po rodzicach spory majątek, co pozwoliło mu na zdobycie dobrego wykształcenia i odbycie wielu inspirujących podróży. Zresztą fakt narodzenia w prowincji nie skazywał go na egzystowanie w niej. Świadczy o tym okres nauki w Atenach, czy dług pobyt w samym Rzymie. Był jednym z największych uczonych swych czasów; filozofem, adwokatem, retorem, a dla nas przede wszystkim pisarzem.
Metamorfozy albo złoty osioł to jego głownie dzieło, powieść szkatułkowa, w język polski wdrożona za sprawą Edwina Jędrkiewicza (nota bene także twórcy, o którym chciałbym niedługo wspomnieć). To dzieło wielkie, choć objętościowo nie szokujące. Około dwieście siedemdziesiąt stron in folio nie licząc brakujących fragmentów. Wszak w pogoni wieków, od starożytności miały prawo zniknąć. Jakim prawem? Prawem upływu czasu przecie.
