Archiwum dla Kwiecień, 2008»
Mroczny las Roberta Holdstocka

Na wstępie uprzedzam, że ta notka nieco wyłamuje się z konwencji, w jakiej blog miał być prowadzony. To jednak nie bez przyczyny.
Otóż zdarzyło mi się ostatnimi czasy sięgnąć po Las ożywionego mitu (w oryginale “Mythago Wood”) Roberta Holdstocka (1948 -), znanego u nas raczej pod pseudonimami Roberta Faulcona czy Blacka. Trafiłem na tą lekturę raczej przypadkowo, ot – chcąc nieco zbliżyć się na powrót do literatury fantasy. Przyznam, że otrzymałem coś, co w ramach tego gatunku mieści się ledwo, ledwo.
Mam wrażenie, że zamykanie w gatunkowej szufladce tej powieści jest z założenia skazane na porażkę. Fantasy? Owszem, jest tu trochę tego, ale mniej więcej do połowy byłem przekonany, że autora inspirował raczej Lovecraft czy Hodgson, nie dziadek Tolkien. Czytaj więcej »
Wstęp
Z miejsca zaznaczam: mowa tu o Pantoflu przez duże pe, o człowieku, którego obdarowano niezbyt chlubnym pseudonimem. Nie pozostawię go jednak samego, bo nie wypada tak, szczególnie, że jest on samotnikiem i raczej dziwakiem. Wpierw jednak kilka słów o autorze tej dosyć specyficznej postaci.
Krótko o życiu autora
Urodził się w roku pańskim 1809, dnia 30 kwietnia z Jakuba Stürmera i Julianny z Linkowskich. Ojciec jego był przybyłym do Polski po rozbiorach Niemcem, z zawodu lekarzem wojskowym. Człowiek ten srogi i surowy negatywnie wpłynął na charakter syna. Mężem był trudnym, jednokrotnie rozwiedzionym i nie stroniącym od alkoholu. Matka to kobieta prosta i dobra, jednak niewykształcona i ledwie potrafiąca nauczyć sie języka polskiego. Spłodzili trzy córki i syna – nieśmiałe i skryte w sobie dziecię. Czytaj więcej »
Zacząć należy od tego, że do prowadzenia tego bloga zostałem zaproszony, by publikować tu moje przemyślenia na temat starszej nieco literatury grozy. Szczególnie zajmuje mnie w tym temacie groza polska – nie z racji jej domniemanej genialności, lecz dlatego, że często spotykam się ze stwierdzeniem, jakoby w historii naszego kraju było jej tak niewiele, że właściwie jako zjawisko nie istnieje.
Jest to do pewnego stopnia prawda – choć problemem jest tu raczej nieobecność takowej twórczości w obiegu, a nie jej (nie)istnienie. Widać nigdy nie była specjalnie respektowana, ni popularna. A Stefan Grabiński jest przecież wybitnym przykładem tego, że historie niesamowite obce nam nie były. Mam więc nadzieję spłodzić tu nieco tekstu o właśnie naszych, narodowych twórcach.
Niemniej miejsca dla zagranicznych będzie także pod dostatkiem. Może nie koniecznie w osobach Lovecrafta czy Poego, bo ci są eksploatowani permanentnie. Za to warto będzie wspomnieć nieco o choćby genialnej szkole początku XX wieku w Niemczech, skąd wywodzili się tak wybitni przedstawiciele literatury niesamowitej jak Gustav Meyrnik, Hanns Heinz Ewers, czy Leo Perutz. Równie bogatą tradycję ma Wielka Brytania, słynąca przede wszystkim z romansów gotyckich i ich pochodnych.
Dalej Rosja, która zdecydowanie jest w tym temacie niedoceniana, Francja; w miarę możliwości i dostępności materiałów Czechy i dalej, dalej.
Mam nadzieję znaleźć tu także nieco miejsca na poezję – szczególnie tę właśnie mroczną i niepokojącą. Poezję romantyków, modernistów, parę kropel z kielicha średniowiecza i baroku.
Zadanie które sam przed sobą stawiam jest niezwykle trudne, szczególnie, że wykształcenia humanistycznego nie posiadam i sam muszę je wzbogacać na miarę własnych potrzeb i możliwości.
Cóż, przede wszystkim chciałbym tu jednak Was nieco oczarować zapachem pożółkłego papieru i historii napisanych gdy świat był jeszcze inny – mniej techniczny i pełniejszy ducha. Ile tego ducha we mnie, tyle postaram się tu przenieść.
Ad rem!
