kwi 24 2008

Mroczny las Roberta Holdstocka

Posted by Paweł Mateja

Las ożywionego mitu: okładka w wersji rozszerzonej, stworzona przez Geoffa Taylora

Na wstępie uprzedzam, że ta notka nieco wyłamuje się z konwencji, w jakiej blog miał być prowadzony. To jednak nie bez przyczyny.
Otóż zdarzyło mi się ostatnimi czasy sięgnąć po Las ożywionego mitu (w oryginale “Mythago Wood”) Roberta Holdstocka (1948 -), znanego u nas raczej pod pseudonimami Roberta Faulcona czy Blacka. Trafiłem na tą lekturę raczej przypadkowo, ot – chcąc nieco zbliżyć się na powrót do literatury fantasy. Przyznam, że otrzymałem coś, co w ramach tego gatunku mieści się ledwo, ledwo.

Mam wrażenie, że zamykanie w gatunkowej szufladce tej powieści jest z założenia skazane na porażkę. Fantasy? Owszem, jest tu trochę tego, ale mniej więcej do połowy byłem przekonany, że autora inspirował raczej Lovecraft czy Hodgson, nie dziadek Tolkien. Czytaj więcej »

Filed under : Proza, Sztuka | 5 komentarzy »
kwi 15 2008

Groza pantofla, czyli rzecz o Ludwiku Sztyrmerze

Posted by Paweł Mateja

Wstęp
Z miejsca zaznaczam: mowa tu o Pantoflu przez duże pe, o człowieku, którego obdarowano niezbyt chlubnym pseudonimem. Nie pozostawię go jednak samego, bo nie wypada tak, szczególnie, że jest on samotnikiem i raczej dziwakiem. Wpierw jednak kilka słów o autorze tej dosyć specyficznej postaci.

Krótko o życiu autora
Urodził się w roku pańskim 1809, dnia 30 kwietnia z Jakuba Stürmera i Julianny z Linkowskich. Ojciec jego był przybyłym do Polski po rozbiorach Niemcem, z zawodu lekarzem wojskowym. Człowiek ten srogi i surowy negatywnie wpłynął na charakter syna. Mężem był trudnym, jednokrotnie rozwiedzionym i nie stroniącym od alkoholu. Matka to kobieta prosta i dobra, jednak niewykształcona i ledwie potrafiąca nauczyć sie języka polskiego. Spłodzili trzy córki i syna – nieśmiałe i skryte w sobie dziecię. Czytaj więcej »

Filed under : Proza, Sztuka | Brak komentarzy »
kwi 09 2008

Tytułem wstępu czyli wytłumaczenie

Posted by Paweł Mateja

Zacząć należy od tego, że do prowadzenia tego bloga zostałem zaproszony, by publikować tu moje przemyślenia na temat starszej nieco literatury grozy. Szczególnie zajmuje mnie w tym temacie groza polska – nie z racji jej domniemanej genialności, lecz dlatego, że często spotykam się ze stwierdzeniem, jakoby w historii naszego kraju było jej tak niewiele, że właściwie jako zjawisko nie istnieje.

Jest to do pewnego stopnia prawda – choć problemem jest tu raczej nieobecność takowej twórczości w obiegu, a nie jej (nie)istnienie. Widać nigdy nie była specjalnie respektowana, ni popularna. A Stefan Grabiński jest przecież wybitnym przykładem tego, że historie niesamowite obce nam nie były. Mam więc nadzieję spłodzić tu nieco tekstu o właśnie naszych, narodowych twórcach.

Niemniej miejsca dla zagranicznych będzie także pod dostatkiem. Może nie koniecznie w osobach Lovecrafta czy Poego, bo ci są eksploatowani permanentnie. Za to warto będzie wspomnieć nieco o choćby genialnej szkole początku XX wieku w Niemczech, skąd wywodzili się tak wybitni przedstawiciele literatury niesamowitej jak Gustav Meyrnik, Hanns Heinz Ewers, czy Leo Perutz. Równie bogatą tradycję ma Wielka Brytania, słynąca przede wszystkim z romansów gotyckich i ich pochodnych.

Dalej Rosja, która zdecydowanie jest w tym temacie niedoceniana, Francja; w miarę możliwości i dostępności materiałów Czechy i dalej, dalej.

Mam nadzieję znaleźć tu także nieco miejsca na poezję – szczególnie tę właśnie mroczną i niepokojącą. Poezję romantyków, modernistów, parę kropel z kielicha średniowiecza i baroku.

Zadanie które sam przed sobą stawiam jest niezwykle trudne, szczególnie, że wykształcenia humanistycznego nie posiadam i sam muszę je wzbogacać na miarę własnych potrzeb i możliwości.

Cóż, przede wszystkim chciałbym tu jednak Was nieco oczarować zapachem pożółkłego papieru i historii napisanych gdy świat był jeszcze inny – mniej techniczny i pełniejszy ducha. Ile tego ducha we mnie, tyle postaram się tu przenieść.

Ad rem!

Filed under : Osobiste, Sztuka | 2 komentarzy »