lubię, jak ta dziewczyna pisze, bo pisze ładnie, czyli tak:

Mówi, że pisze, bo nie wie. Jak. Pisać. Żeby się rozliczyć z widmami. Dosyć to u niego dosłowne. W jego powieściach widma żyją na tych samych prawach, co ludzie. Mówi, że pisze o śmierci, bo nie wie. Czym jest. Śmierć. Anioł u niego ginie w pierwszej scenie opowiadania z nowej książki „Nadchodzi”. Duży brodacz o twarzy mnicha (skąd skojarzenie z Wojtkiem Bonowiczem? Wojtku, przepraszam). Ciało nie dematerializuje się cudownie, nie idzie od anioła żaden nieziemski zapach („Mnie też psują się zęby” – skąd skojarzenie z „Niebieskim” Kieślowskiego? Panie Krzysztofie, przepraszam!). Trzeba je taszczyć, krwawi, psuje się. Trzeba się go „pozbyć”. Skrzydło trudno upakować do auta, taki anioł – jako ciało – dość jest nieporęczny. Oczywiście w lesie gubią drogę, jest strach, dzikie psy skupiają się wokół nich jak owocówki nad malinowym chruśniakiem. Robi się dość niesamowicie.

reszta