o “nadchodzi” na katedrze
W ciągu ostatnich kilku lat Łukasz Orbitowski wyrobił sobie markę; powszechnie uważany jest za czołowego twórcę horroru w Polsce, choć – przynajmniej w mojej opinii – powoli coraz bardziej odchodzi od typowej stylistyki dla grozy na rzecz zagłębiania się w psychologię postaci i skręcania w kierunku prozy obyczajowej. Sprawia to, iż trudniejsze jest intuicyjne zaszufladkowanie jego twórczości.
Orbitowski jest również jednym z nielicznych rodzimych autorów, którzy mimo sukcesów, nadal nie stronią od krótkiej formy i regularnie publikuje opowiadania w pismach i antologiach. Jego najnowsza książka – „Nadchodzi” – zbiera właśnie kilka wyróżniających się utworów Orbitowskiego z ostatnich lat1), a na dokładkę zawiera tytułową, premierową mikropowieść, stanowiącą blisko połowę objętości książki. Sprawia to, że zbiór powinien być atrakcyjny zarówno dla osób będących z prozą krakowskiego pisarza na bieżąco, jak i dla pozostałych czytelników.
Najciekawszym koncepcyjnie utworem zbioru jest „Popiel Armeńczyk”, ale pozostałe teksty za zbioru niewiele mu ustępują, a nawet go przewyższają pod niektórymi względami. Bardzo do gustu przypadło mi tytułowe „Nadchodzi”, które czyta się z zapartym tchem, na falach przelewających się refleksji. „Strzeż się gwiazd, w dymie się skryj” oraz (w trochę mniejszym stopniu) „Cichy dom” mają znacznie większą dozę surrealizmu, oderwania od rzeczywistości, w której przyszło nam żyć. Najsłabiej moim zdaniem prezentuje się „Zatoka Tęczy”; być może za sprawą zupełnie nietypowej dla Orbitowskiego scenerii, jak i tematyki dość powszechnie wykorzystywanej w rodzimej fantastyce.
Michał on 05 lut 2010 at 2:22 pm #
Hm i bardzo dobrze z tą psychologią postaci. No i właśnie chodzi o to, by się ie dało zaszufladkować
Resztę przeczytam za chwilę, a od siebie dodam dwie rzeczy:
Jeśli już jest (a wnioskuję, że tak) dzisiaj idę po ,,Nadchodzi”. Wreszcie dopłynęła gotówka ^^
Trochę mi nie pasuję (to moja subiektywna całkowite opinia), że mówi się o Tobie ,,Polski Stephen King”. Nie dlatego, że to jest wyróżnienie, bo to dobrze. Chodzi mi o to, że ostatnio wielu ludzi, wiele książek i filmów przyrównuje się do wybitniejszych dzieł. Wszędzie pisze ,,film na miarę ,,Władcy Pierścieni” albo ,,Książka na miarę Stephena Kinga”. Jest to przecież reklama, nijako podczepiająca jakieś dzieło pod dorobek kogoś innego. I może coś takiego działa w stosunku do faktycznie mało ambitnych tworów… nie wiem. Mnie osobiście to zniesmacza.
Ale właśnie. Przecież Twoja proza na to nie zasługuje. Masz taką markę, umiejętności i wielu czytelników, że umieszczanie koło Twojego nazwiska S.Kinga właściwie – moim zdaniem Ci uwłaszcza. Spycha Cię niżej i właśnie podczepia.
Moim zdaniem skoro masz markę i piszesz tak dobrą prozę powinno się mówić ,,Nowa książka Łukasza Orbitowskiego” i tyle. A krytycy porównywaliby Twoje książki do Twoich książek. Nie potrzebujesz już takiej reklamy, samo Twoje nazwisko już nią jest.
Wiem oczywiście, że takie porównywanie ma też drugą stronę – ukazuje wspaniałość Twoich opowiadań… i to szanuję, ale mimo to… nie podoba mi się.
A jak Ty uważasz?