W ciągu ostatnich kilku lat Łukasz Orbitowski wyrobił sobie markę; powszechnie uważany jest za czołowego twórcę horroru w Polsce, choć – przynajmniej w mojej opinii – powoli coraz bardziej odchodzi od typowej stylistyki dla grozy na rzecz zagłębiania się w psychologię postaci i skręcania w kierunku prozy obyczajowej. Sprawia to, iż trudniejsze jest intuicyjne zaszufladkowanie jego twórczości.
Orbitowski jest również jednym z nielicznych rodzimych autorów, którzy mimo sukcesów, nadal nie stronią od krótkiej formy i regularnie publikuje opowiadania w pismach i antologiach. Jego najnowsza książka – „Nadchodzi” – zbiera właśnie kilka wyróżniających się utworów Orbitowskiego z ostatnich lat1), a na dokładkę zawiera tytułową, premierową mikropowieść, stanowiącą blisko połowę objętości książki. Sprawia to, że zbiór powinien być atrakcyjny zarówno dla osób będących z prozą krakowskiego pisarza na bieżąco, jak i dla pozostałych czytelników.
Najciekawszym koncepcyjnie utworem zbioru jest „Popiel Armeńczyk”, ale pozostałe teksty za zbioru niewiele mu ustępują, a nawet go przewyższają pod niektórymi względami. Bardzo do gustu przypadło mi tytułowe „Nadchodzi”, które czyta się z zapartym tchem, na falach przelewających się refleksji. „Strzeż się gwiazd, w dymie się skryj” oraz (w trochę mniejszym stopniu) „Cichy dom” mają znacznie większą dozę surrealizmu, oderwania od rzeczywistości, w której przyszło nam żyć. Najsłabiej moim zdaniem prezentuje się „Zatoka Tęczy”; być może za sprawą zupełnie nietypowej dla Orbitowskiego scenerii, jak i tematyki dość powszechnie wykorzystywanej w rodzimej fantastyce.

reszta