Wilkołaki mają przechlapane na całego.
W księżycowe noce cierpię na bezsenność i na pocieszenie wyobrażam sobie, że mogłoby być i tak: gną mi się kości, obrastam futrem i pędzę nie wiadomo gdzie, by obudzić się gołym w parku lub dostać srebrną kulkę. Seksualna wartość mojego kudłatego ciała wydaje się co najmniej wątpliwa. Przypuszczam, że wampiry śmiałyby się ze mnie (występowały przecież w dużo lepszych filmach), a wtórowałyby im zombie, jako że wilkołaki nie doczekały się swojego “Cronosa” czy “Świtu żywych trupów” (nawet Jack Nicholson im nie pomógł).

Obawiam się, że jeszcze jedna noc bez snu wzbudzi we mnie nieodparte pragnienie zmiany losu, choćby i na gorsze. Z chęcią poniosę to brzemię, czy raczej pobiegnę z tym brzemieniem i powyję. Mam tylko jedno zastrzeżenie. Jeśli już mam być wilkołakiem, to tym ze “Zdjęć Ginger”, konkretnie z drugiej części. Przynajmniej jak mnie ubiją, nie skonam z poczuciem obciachu.

Film, choć jest kontynuacją części pierwszej, bez kłopotu funkcjonuje jako samodzielne dzieło. Jedynka jest godna obejrzenia ze względu na wartości profetyczne, przewidziała bowiem pokolenie emo oraz żarty z nim związane. Stworzyła też rzadko spotykaną trudność w kręceniu sequela. Ginger, zakochana w gotyku i horrorach nastolatka, zginęła w finale, więc żadnych zdjęć robić nie może. Nawiedza za to swoją siostrę jako widmo. Tak je poznajemy w drugiej odsłonie.

Cześć, dziewczyny!
Siostra, Brigitte, nie ma lekko (w tej roli perfekcyjna Emily Perkins, dziw bierze, że nie zrobiła kariery). Ginger rozszarpana, a jednak gada. Sama Brigitte, zainfekowana likantropią, umyka przed włochatym prześladowcą. Ten nie chce jej schrupać, lecz posiąść, działając w zgodzie z instynktem podtrzymania gatunku. Ujawniają się inne aspekty sytuacji. Brigitte odkryła antidotum, które podawane dożylnie powstrzymuje przemianę. Wstrzykiwanie owego specyfiku łączy się z cierpieniem jak przy łamaniu kości, wskutek czego dziewczyna, targana bólem, wiecznie w drodze, zmienia się w strzęp o uroku wieloletniej użytkowniczki heroiny.

prócz kontynuacji, w nowym numerze nowy naczelny i nowy layout. strach się bać.