horror, horror (1): Dorothy Mills
Słyszałem dużo dobrego o „Dorothy Mills”, nadrobiłem zaległości i jestem prawie nie zawiedziony. Towarzyszy mi tylko wrażenie marnowania dobrego materiału. Zwraca uwagę senna atmosfera irlandzkiej wyspy, a nade wszystko rewelacyjny debiut Jenn Murray, wcielającej się w kilka różnych postaci. Czemu się wciela? Dorothy poznajemy, gdy w niesłychanie brutalny sposób karmi dziecko, którym miała się opiekować, sprowadzona na prędce pani od głowy ma sprawdzić co jest grane. W dziewczynce siedzą duchy trojga młodych ludzi, zmarłych, a jakże, w skutek podejrzanego wypadku samochodowego: dokładnie wskazanie winnych tego wydarzenia zamyka filmową intrygę. Murray odgrywa te postacie z klasą dojrzałej aktorki którą niewątpliwie jest, wszystko inne także znajduje się na miejscu, składając się na standardową fabułę dobrego horroru. Jest tylko jedna krótka scena, kiedy matka jednego z zabitych mówi, że nie może stracić Dorothy bo ta oferuje jej kulawy, ale jednak kontakt z jej dzieckiem. Nie pociągnięto tego wątku, a mnie w głowie wystrzeliła opowieść, horror totalny: oto mieszkańcy wioski przetrzymują w ukryciu tę opętaną dziewczynkę, nie godzą się na lekarza i egzorcystę, bo dzięki niej dostają na powrót swoich zmarłych. Niech pani psychiatra walczy o nią teraz. I ze sobą. Też kogoś pochowała. W dobrych rękach mielibyśmy, coś tak czuję, prawdziwe arcydzieło, film graniczny i wychodzący poza gatunek. Nie rozumiem, czemu nie pociągnięto „Dorothy…” w tę właśnie stronę, czemu uporczywie trzymać się zasad poskładanych jeszcze w latach siedemdziesiątych dla celów innego kina. Sam bym o tym pisał, ale nie mogę. Scenarzysta zrobił rzecz najstraszniejszą: miał doskonały pomysł i wypowiedział jego połowę.
Paweł Mateja on 26 wrz 2009 at 6:03 pm #
Wczoraj miałem w końcu okazję zobaczyć ten film. Zgadzam się z Tobą; można było pociągnąć pomysł dalej. Niemniej film bardzo miło kontrastuje z amerykańskim kinem. Bardziej to dramat, niż horror, ale chciałbym więcej takich straszydeł, bez flaków na sufitach, nawet gdyby straszne do końca nie były.