Archiwa dla Czerwiec, 2008

Recenzja “Przeciwko wszystkim” w Newsweeku.

Polskie demony schyłku lat 80.
Pierwsza powieść z cyklu “Pies i klecha” to horror niezupełnie poważny. Wymyślona przez Orbitowskiego i Urbaniuka historia o tym, jak to siły nieczyste od wielu lat niestrudzenie kierują historią Europy, a szczególnie dobrze bawią się w Warszawie na Wiejskiej, ani przez moment nie przeraża aż tak jak książki Kinga czy Barkera (albo rewelacyjna poprzednia powieść Orbitowskiego “Tracę ciepło”). Tu chodzi raczej o skrzesanie jak największej ilości groteskowych sytuacji, przekonujące odmalowanie rzeczywistości z przełomu lat 80. i 90. oraz humorystyczne ukazanie “niemożliwej przyjaźni” pomiędzy jowialnym milicjantem Zbigniewem Enką, a zatroskanym księdzem Andrzejem Gilem.

reszta tutaj

Sfinks i krejejtiw rajting

Wróciłem z Międzynarodowego Festiwalu Fantastyki w Nidzicy. Byłem tam po trzech latach przerwy (chyba) i jestem w stanie tzw. radosnego zmęczenia. Zmęczenie, bo wiadomo, konwent, a radość ma wiele źródeł: piękne miejsce, mili ludzie, no i miła niespodzianka: dostałem nagrodę Sfinks w kategorii opowiadanie roku. Padło na „Cichy dom” z antologii „AD XIII”. Swoją drogą to zabawne, bo kiedy pisałem to opowiadanie za cholerę nie byłem do niego przekonany, wydawało mi się wymuszone a teraz cholernie je lubię. Tak w ogóle chyba jest z tekstami, te które wydają mi się ważne i trafione w momencie pisania, szybko potem tracą moje serce. A te pisane niby na siłę, z bardziej podskórnymi emocjami zostają na dłużej.

Pisarz John Crowley opowiadał na swoim spotkaniu o kursach creative writing, które prowadzi na amerykańskim uniwerku. Masa pisarzy się tym zajmuje, także tych największych, w rodzaju Stephena Kinga. U nas, jeśli nie liczyć jednego kursu na UJ, coś takiego właściwie nie istnieje. I bardzo dobrze. Pisarz jest jedynym zawodem artystycznym, który można uprawiać niezależnie od tego czy i jaką szkołę się skończyło. Tymczasem facet o talencie i możliwościach Roberta de Niro aktorem i tak nie będzie, jeśli nie skończy aktorskich studiów, to samo z reżyserami, a tylko Bóg wie ilu doskonałych malarzy maluje dla swych żon i kumpli, na tym koniec – jeśli nie skończysz Akademii Sztuk Pięknych, nie dasz się zmasakrować intelektualnie, artystycznie przez bandę starych profesorów to na salony i galerie nie wejdziesz, choćbyś był miksem Picassa i Rembrandta. Wprowadzenie nauki pisania na uniwersytety w Polsce oznaczać będzie koniec wolności, pisarzem będzie tylko ten co odpowiednią szkołę skończył, do widzenia i cześć. Nie dotyczy to ludzi, którzy zbudowali sobie pozycję wcześniej, zamknie jednak drogę dla młodszych.

Poza tym, jak słusznie zauważył Lem w prywatnej rozmowie z Janem Krasnowolskim, należy mieć drugi zawód (sam był lekarzem), bo przecież przyszłość jest niepewna i ludzie niedługo przestaną czytać nawet ostrzeżenia na papierosach.

Nidzica. Lwów-postscriptum.

wybieram się, wraz z przyjaciółmi – Asią Miką i Jarkiem Urbaniukiem na Międzynarodowy Festiwal Fantastyki w Nidzicy. Będą prelekcje, browary, pieczone prosięta. Lubię tam jeździć i cieszę się podwójnie, bo bardzo dawno nie byłem. Warto jechać, zapraszam. Wydaje mi się nawet, że zacząłem się cieszyć podróżowaniem.

Za to dowiedziałem się od koleżanki, że na Ukrainie mają święto z okazji powstania UPA na którym zagrali Modern Talking.

Kafeteria o Prezesie i Kresce

Nie ma chyba bardziej tajemniczego zwierzęcia niż kot. Czarny, bury, rudy – kolor właściwie nie ma znaczenia. Liczą się przede wszystkim oczy i ten sprężysty, dostojny krok. Wszyscy wiedzą, że kot ma charakter, że chadza własnymi drogami, że częściej przywiązuje się do miejsca niż do właściciela. O kotach można mówić (i czytać) w nieskończoność. To właśnie im poświęcił swoją książkę Łukasz Orbitowski – autor zbioru opowiadań Wigilijne Psy, powieści Horror show oraz Tracę ciepło. Jej tytułowymi bohaterami są dwa urocze koty, Prezes i Kreska, które żyją razem w jednym domu i razem zastanawiają się nad istotą kociego świata. Czy oprócz nich istnieją jeszcze jakieś koty? Czy świat kończy się kilka ulic dalej? I czy trawienie ulubionego posiłku wyprzedza istnienie? Odpowiedzi na te pytania zaskoczą nie tylko Prezesa i Kreskę – każdy z nas chętnie przekona się czy to, co widzą koty, nie jest aby prawdą i o naszym świecie. Urok książki Łukasza Orbitowskiego tkwi w tym, że opowieść o kociej rzeczywistości odzwierciedla uniwersalne problemy, z którymi borykali się i wciąż borykają wszelkiej maści filozofowie. Bo któż z nas nie zastanawiał się, czy świat nadal istnieje, kiedy zamykamy oczy i dlaczego śnią się nam tak dziwne sny?

reszta tutaj 

Rozczarowałem się krokodylem

Jakoś młodzi reżyserzy nie umieją przeskoczyć tego, od czego zaczynali: Lucky McKee zadebiutował genialnym „May”, by pojechać standardem w „The woods”, Neil Marshall zauroczył ożywczym „Dog Soldiers”, potem było genialne ”Descent” i już gorzej – film w rodzaju „Doomsday” mógł nakręcić każdy sprawny rzemieślnik. Michael J. Bassett, z którym po „Dolinie cieni” łączyłem ogromne nadzieje wybrał przeciętność w „Wildernes” i jak się wydaje, odpływa teraz w kierunku hollywoodzkich standardów. Na „Rogue” Grega McLeana czekałem z niecierpliwością, facet pokazał w „Wolf Greek” że naprawdę umie – niektóre sceny pamiętam, jakbym zobaczył je przed chwilą. Toteż, na nowy film czekałem z niecierpliwością, zwłaszcza, że miał traktować o morderczym krokodylu i liczyłem na nowe „Szczęki”, McLean jest facetem który mógłby je nakręcić i rzeczywiście, technicznie „Rogue” to świetna robota. Niestety zamiast strachu otrzymujemy mdłą historyjkę o potworku z wody, pogubiły się charaktery, zaś wszystkie, sprawnie nakręcone, dramatyczne sceny wiodą do mdłego zakończenia. Film pozostawia więc ogromne poczucie niedosytu, ale tylko wtedy, gdy ktoś na niego czekał – na tle innych horrorów wypada grubo powyżej przeciętnej. Znakomita praca kamery, świetne zdjęcia, Australia jak się patrzy, do tego zero udawania w scenariuszu i dobra praca aktorów, czyli niewiele brakowało. Swoją drogą – trzy dychy przekroczone, a ja siedzę i gapię się jak głupi na film o krokodylu.

 Rogue, reż. Greg McLean, wyst. Radha Mitchel, Peter Vartan, Australia 2007