Archiwum miesiąca Marzec 2010

Mój drogi pamiętniku…

poniedziałek, 22 Marzec 2010

W pisaniu, jak w życiu, piękne są tylko chwile.

A więc, mój drogi pamiętniku, dziś o męce tworzenia, choć tak naprawdę jeszcze niewiele wiem na ten temat. Dwie książki za mną: Plagi tej ziemi i Psalmodia (13 kwietnia), i Chichot – na ukończeniu, uprawniają mnie wyłącznie do kilku luźnych uwag. Lekki ton wpisu uzasadniam tym, że to Pan D. sili się na wielkie myśli, nie ja.

Ale skradnę Panu D. pomysł. Opiszę związane z moją pracą niebezpieczeństwa i pokusy za pomocą siedmiu grzechów głównych (a może przy okazji wymyślę i zdradzę ósmy):

Pycha.

Przepełniony tym grzechem uwierzyłem, że ktoś przeczyta to, co napisałem. Ustawicznie dziergałem literki na papierze – większość makulatury szła do szuflady, ale  zdarzyło mi się też podesłać coś do  redakcji  jednego z tzw. czasopism branżowych. Też zgrzeszyli, bo nie przyjęli.

A jak już mi wyszło to bycie pisarzem, a choćby nawet i pisarczykiem to – tak czy inaczej – ten fakt zwiększył do niebotycznych rozmiarów moje ego. Inaczej się teraz czeszę i chodzę wyprostowany. To chyba wszystko.

Chciwość:

Zanim cokolwiek napiszę, wpierw myślę, w ilu egzemplarzach to coś się sprzeda. Ale najbardziej jestem łasy na egzemplarze autorskie, te wystawiam na allegro za ogromne pieniądze. Nikt jeszcze żadnego nie kupił.

Nieczystość:

Plugawy jestem, to pewne. Ale, wybaczcie, odsyłam choćby do artykułu na fantazmatach, bo nie będę się tu powtarzał.

Zazdrość:

Z tym się urodziłem. Chcę po prostu jak inni autorzy, stać (nie dosłownie) na półkach dziesiątków Empików w nieskończonej liczbie egzemplarzy. Pragnę, żeby mój nieco zmęczony ryjek był na plakatach i na forach internetowych, bo nasza klasa mi już nie wystarcza.

Łakomstwo:

To akurat pokusa, która towarzyszy mi przy pisaniu. Musze mieć jakiś nałóg, żeby pomógł mi oderwać się od pisania, pozwolić odsapnąć. Więc kiedyś paliłem, teraz piję kawę, aż do bólu głowy.  Wiem, że wielu z Was skojarzyłaby ten grzech w jedzeniem, ale ja nie jadam, bo zbyt długo trwa przygotowanie kanapki. Tutaj jest pewien plus, bo otyłość odpada, jako skutek tej niewdzięcznej pracy.

Gniew:

Klawiaturę straciłem, dwie myszki straciłem… Więcej wyznać się wstydzę.

Lenistwo:

Aj, to jest dopiero grzech. Zniewala. Wybrałbym go na miss grzechów głównych.

Najbardziej mnie boli, gdy nie piszę, choć mam czas. Tracę wtedy godziny na patrzenie jak zamiast sroki cholerne wróbelki za oknem żrą słoninę zawieszoną na drzewie albo przyglądam się klientom w kawiarni. Piszesz? Pyta znajoma kelnerka. Tak, piszę, odpowiadam. A co piszesz? Książkę? Nie, znów pada odpowiedź, piszę, na blog jakieś pierdoły, ale tylko to, co Pan D. mi podpowiada.

Tuż niedaleko jest Kościół Mariacki. Przejdę się tam i wyspowiadam.

Konfesja II

poniedziałek, 15 Marzec 2010

Na początek kilka słów o moim wyglądzie, bo obiecałem go Wam nieco przybliżyć.

Żadnych kopyt, ani rogów nie posiadam, mój fallus choć pokaźny – przyznaję – mieści się w gaciach. Na tyłku mam dżinsy, na nogach kapcie. Teraz jestem rozluźniony, popijam kawę. To chyba tyle.

Aha, siedzę w fotelu i stukam w klawiaturę.

W ten sposób mogę dotrzeć do Was wszystkich. Mógłbym zakpić, że właśnie gromadzicie się w mym kościele, w miękkim fotelu, przed ekranem.

Niech punktem wyjścia do naszych rozważań będzie siedem grzechów głównych, potwierdzam ich istnienie. Ale niech nikomu nie przyjdzie do głowy, że w ten sposób wyróżniam chrześcijaństwo. To takie samo chomąto jak inne  religie, gdzie wiernych bolą kolana.

Wiec pierwszy grzech główny:

Pycha…

Sama obecność Z Ł A w świecie musi być dobra, skoro je Bóg dopuszcza. Ponoć świat jest w swojej budowie celowy. Wszystko ma w nim swoje miejsce. Święty Bazyli napisał o tym padole, że to warsztat, gdzie boski rzeźbiarz wystawia swe dzieła, by ludzie cieszyli nimi oko. Świetne! Dodajmy teraz, co rzekł  Augustyn, że potwory też mają w nim rację bytu, bo na ich tle błyszczy piękno.

I od razu czuję się potrzebny.

To kpina.

Z Wami nic nie jest proste.

Wyobraźcie sobie zdjęcie. Kaci w mundurach nad masowym grobem, uśmiechnięci, jeden z nich pali papierosa. W dole, dziesięć metrów na dziesięć, ludzie poupychani jak sardynki. Nadzy, bladzi.

I nieżywi.

Dość osobliwy to (boski) warsztat, przyznacie.

Wskażcie mi potwora na tym zdjęciu. No, gdzie jestem?  Przecież się nie ukryłem. A na sądzie ostatecznym, niemal jak w Norymbergii, kaci będą krzyczeć: to ON mi kazał. Oj, przecież to żałosne.

Nie mogę brać odpowiedzialności za coś, czego nie zrobiłem. To nie był mój pomysł.

Widzicie zdjęcia poniżej.

Te drzwi gdzieś prowadzą. Gdybym nie znał historii, mógłbym rzec, że…

Sztutowo_drzwiFot: Karolina Nowak

…do piekła.

A buty.

Sztutowo 021Fot: Karolina Nowak

Nie ja je ściągałem. Wzdrygam się na myśl, że każdy kto je nosił, miał imię.

Teraz mógłbym zrobić zdjęcie kału.

I podpisać, że gówno jesteście warci, gdy tak na mnie zwalacie całą winę. Tyle.

Pycha. Że niby to ja zgrzeszyłem?

Pan D.

Fot: Karolina Nowak

Koszmarnie nam tu razem będzie…

niedziela, 7 Marzec 2010

Należy się Wam kilka słów wyjaśnień, ode mnie, nie od Pana D.

Nie jestem odpowiedzialny za żadne jego słowo. A będzie szydził i kłamał, to pewne, rozrzucał kalumnie jak błoto. Przyznaję, że będę się starał „ujarzmić” polot jego słów. Nie pozwolę mu wszystkiego dopisać do Waszych komentarzy. Już teraz wyzywa mnie od faszysty. Kpi, że słowo „cenzura” powinno być wpisane w kanon siedmiu grzechów głównych choćby zamiast lenistwa, tej tępoty duchowej, która jest przypisana naszemu wiekowi. Tak twierdzi. Zresztą z tego co wiem, ma wyrobioną opinię na każdy z grzechów, o czym zapewne niedługo wspomni.

Pozwolę mu pisać, ale nie na tyle, by zdominował ten blog, więc zwracajcie uwagę, kto podpisuje wpisy albo komentarze.

Stworzę też osobną kategorię wyłącznie dla siebie.

A jak to się stało, że On tutaj jest. Możecie uznać to za przechwałkę, ale po prostu – nieważne jak – złapałem drania. Siedzi tuż obok mnie, zerka tęsknym wzrokiem na moją klawiaturę i szepcze do mnie:

- S p i e r d a l a j stąd.

Pomimo wszystko życzę Wam wszystkimi, żebyście złapali swego diabła, oswoili się z nim, posadzili obok siebie i…

Co z nim zrobicie, to już Wasza sprawa.