Powiecie, że będę bluźnił.
Mówcie tak.
Powiecie, że jestem winien.
Pluję na to.
Nazwiecie bękartem, synem kurwy.
Proszę bardzo.
Oskarżycie o zło.
Miło mi.
Powiecie, że gdyby nie ja…
A ja odpowiem, że gdyby nie wy…
Rzygam na wasze symbole, od Jerozolimy aż po Akwizgran. W Tuluzie i Gedanensis. Podczas mszy świętej i żałosnego pogrzebu. Szczam na was od czasów Apochonepta III aż po wiek, w którym Abelardowi obcięto jaja. Zresztą zdradzę wam tajemnicę. Listy od pięknej Heloizy pisał sam do siebie.
Wieszczą mój powrót, zastanawiają się, czy zostanę normalnie zrodzony, czy z jakiegoś inkuba i kurwy, czy może jako bękart ułomnego księcia. Przestrzegają, że wyskoczę z łona żydowskiej nierządnicy.
Słyszano już wiele, że narodziłem się w okolicach Paryża, a moja matka miała na imię Blanche. A niechby nawet. Ładnie przecież.
W Tuluzie, w Cyrene i w Aleksandrii obwieszczali moje narodziny i w wielu, wielu innych miastach, za imion cesarzy i królów, których nie spamiętam.
Nie zliczę na palcach, ilu świętoszkowatych psów w habitach i zwykłych szelmów oszukałem.
Z wami jednak postąpię łaskawie. Uwierzycie mi.
PAN D.