prawy, lewy, złamany

 

 plz

 

Powieść “prawy, lewy, łamany”.

Opis:


Młodzi mieszkańcy jednego z krakowskich osiedli dowiadują się, że ktoś filmuje ich bez ich zgody i wiedzy, z poszczególnych ujęć montując sceny, które budzą przerażenie i niesmak. Kim jest tajemniczy reżyser i w jakim celu przenosi na taśmę swe koszmarne wizje?
Dlaczego w żadnym mieszkaniu nie można znaleźć kamer ani mikrofonów?
Co wspólnego mają schizofreniczne omamy zafascynowanego grami komputerowymi i miękkimi dragami nastolatka, z undergroundowymi filmami mającymi druzgocący wpływ na psychikę widza?
I czemu spotykani przez bohaterów ludzie wyglądają, jakby w ostatnich dniach postarzeli się o wiele lat?
Odpowiedź na wszystkie te pytania kryje się w trzech słowach: prawy, lewy, złamany.


Wydawnictwo: FORMA
Stron: 126
Cena: 25 zł

Kup w Merlinie!

Kup w Empik.com!

Fragmenty recenzji:

Kilka dziwnych, zakręconych historii i tylko jeden klucz Prawy, lewy, złamany. Głównym przesłaniem powieści jest ukazanie, iż rzeczywistość niekoniecznie jest taka, jak ją postrzegamy. Co jeśli jest tylko urojeniem i wymysłem naszej psychiki, wielkim złudzeniem czy fantazją? (…) Prawy, lewy, złamany jest doskonałą formą, skłaniającą czytelnika do zastanowienia się nad problemem kontroli i chorej inwigilacji, które towarzyszą nam coraz częściej w codziennym życiu. Największy tego przejaw widoczny jest w mediach, które poprzez różnego rodzaju środki przekazu starają się wpłynąć na wnętrze człowieka. Próbują one zwrócić naszą uwagę, by tylko pobudzić zainteresowanie i wywrzeć odpowiednie wrażenie. A my, często nieświadomi, dajemy ponieść się tym działaniom i brniemy w cudowny świat pozornego szczęścia.
Molly, www.horror.com.pl

Tak naprawdę Prawy, lewy, złamany to (…) nie tylko krytyka mediów, co ponury i brutalny dramat o Apokalipsie. Z tym, że Apokalipsa u Kaina nie wstrząsa od razu całym światem, każdy przeżywa ją po swojemu, w samotności i w odpowiednim czasie. Pięknie przedstawił Kain walącą się w gruzy rzeczywistość jednego z bohaterów, kiedy wszystko wokół niego zamienia się w migoczący obraz niczym z psującego się telewizora; do tego sprytnie i subtelnie połączył ze sobą losy bohaterów i kazał nam oglądać wszystko z kilku zniekształconych perspektyw; wmanewrował nas też w kwestionowanie obiektywnego obrazu świata i zachęcił do przewietrzenia głowy w jakimś pozbawionym telewidzów miejsca. Udała mu się ta książka.
Bartłomiej Paszylk, Czachopismo

Kain swą pierwszą powieścią składa hołd P. K. Dickowi, Dawidowi Lynchowi i innym znakomitym autorom, którzy węszyli w poszukiwaniu ‘matrixa’. Jest ich godnym następcą (broń Boże naśladowcą) i myślę, że żaden z nich nie powstydziłby się takiego dzieła. W książce słychać echa pop kulturowych tworów (The Ring), są także nawiązania do klasyki (Alicja w krainie czarów) i rodzimego podwórka jakim jest polityka (oczywiście w konwencji humorystycznej). Prawy, lewy, złamany to niesamowity amalgamat, który pierze mózg na całego, a po skończonej lekturze pozostawia bardzo intensywne uczucie niepokoju i zagubienia.
Paweł Deptuch, www.carpenoctem.pl

Ostatnio modne jest, zarówno w grozie filmowej jak i w literaturze, wykorzystywanie różnorakich nośników medialnych i nowoczesnych urządzeń do straszenia czytelnika. Wystarczy wspomnieć choćby o Kręgu, gdzie niezmiernie ważną rolę odgrywała kaseta video czy też o Komórce Stephena Kinga. A to zaledwie czubek góry lodowej. Dawid Kain idzie nieco dalej, bo nie dość, że u niego niezmiernie ważną rolę sprawuje telewizor, to nie poprzestaje tylko na tym, dodając od siebie całą masę różnych smaczków, które nadają lekturze niewątpliwie nowy wymiar. Pisarz bawi się konwencjami i garściami czerpie z szeroko pojętej popkultury. W książce znajdziemy całą masę odniesień do filmów, muzyki oraz innych książek (a w szczególności do Dicka). Można wręcz powiedzieć, że autor jest “na czasie”. Przyznam szczerze, że bawiłem się świetnie w rozpoznawanie kolejnych znanych motywów, które są jednak ukazane w nieco innym świetle. Dawid Kain o tyle umiejętnie łączy wszystkie wątki, że mimo nieodpartego wrażenia “skąd ja to znam” dodaje coś od siebie. Duża w tym zasługa jego lekkiego pióra.
Jędrzej ‘bukins’ Bukowski, http://ksiazki.polter.pl

Zwykle w recenzji najpierw opisuję fabułę i tempo akcji, język zostawiając na potem (w niewielu książkach jest on na tyle wyjątkowy, by poświęcać mu więcej miejsca), tym razem jednak postąpię “wbrew regulaminowi”. Dlaczego? Otóż styl, jakim operuje Kain, wbija w ziemię i każe tam pozostać do odwołania. Pisarz urzekł mnie od pierwszych kilku stron i trzymał pod swym urokiem do samiuteńkiego końca. Kiedy się skończyło, bliski byłem wycia. Cóż takiego uderzającego jest w języku tej powieści? Wprost skrzy się od gier słownych, nawiązań do polskiej popkultury (najczęściej ciekawych parafraz) i delikatnie wtrącanych przemyśleń. Styl autora jest dosyć dosadny (autor nie używa eufemizmów, oględnie mówiąc), co skutecznie umożliwia nam wczucie się w klimat krakowskiego blokowiska. (…) Pisarz zdecydował się na podzielenie narracji na trzy wątki, które przeplatają się prawie cały czas. Zabieg ten sprawił, iż czytelnik nie nudzi się ani na chwilę, choć akcja wcale nie rozwija się w zabójczym tempie (biorąc poprawkę na objętość oczywiście). Co jakiś czas czytelnik zaskakiwany jest nagłym zwrotem akcji. Na duży plus zasługuje niezwykłe (i straszne) zakończenie. Kiedy myślałem, że jest już po wszystkim, nadszedł jeszcze epilog, który przeraził mnie jeszcze bardziej.

Bartosz ‘Zicocu’ Szczyżański, http://ksiazki.polter.pl

Prawy, lewy, złamany jest świetną gonitwą myśli, zdań wyrwanych z rzeczywistości, z naszego otoczenia i umieszczonych w nowym kontekście słowotoku. Książka ta jest świeżym spojrzeniem na wypaczoną rzeczywistość naszego wieku, jest obserwacją i umiejętnym przetworzeniem dostępnych nam środków. Czytanie jest jak rozmowa, niekiedy zaciekła dyskusja, momentami nużący obowiązek. Wczorajsze, wieczorne spotkanie z Prawym, lewym, złamanym było błyskotliwym dyskursem, rozpoczętym dobrym, choć właściwie bardzo gorzkim żartem, jednak powalającym z całą pewnością wstępem do dalszej coraz mniej tak zabawnej wymiany zdań. Mimo rozbudzających chwytów, luźnych, żartobliwych słów dla rozładowania przygnębiającej tematyki, nie dało się zbagatelizować faktów, potwierdzających swojego rodzaju żałosność naszego świata, ograniczone spojrzenie, kiepską wegetację mas. Nie ma gotowych rozwiązań, nic nie jest proste, jak pokazuje nam szklany ekran, o którym właściwie traktuje cały utwór Dawida Kaina. Karmieni złudzeniami, rzadko kiedy przebudzamy się, by znaleźć coś ponad płaskim życiem; jednak nawet ci, którzy próbują, kończą marnie, bo poznanie prowadzi do destrukcji, a może to ona jest prawdziwą wolnością; po prostu zniknieciem, bo nie pozostaje nic więcej do zrobienia.
Plectrude,
http://plectrude.blog.onet.pl



Dawid Kain napisał horror nowoczesny, pokazując, jak długą drogę przebył ten gatunek od czasów swoich dystyngowanych Ojców i Matek Założycieli, którzy dali na Draculę czy potwora Frankensteina. Nie znajdziemy w jego książce wampirów, duchów czy upiornych zamczysk. Zamiast wiktoriańskich gadżetów – wiwisekcja pokolenia MTV. (…) Bohaterowie książki powołują się i na filozofów, i na muzyków rockowych, cytują papieża i hiphopowców, Mickiewicza i reklamowe bonmoty, ich wrażliwość kształtują filmy Alfreda Hitchcocka i Davida Lyncha. Tropienie tych wszystkich smaczków – zazwyczaj pomysłowo ulokowanych w jakichś zaskakujących kontekstach – daje dużo frajdy. (…) Dobre horrory zawsze były metaforami problemów społecznych. Zombi kamuflowały strach przed komunistami, potwór Frankensteina wychodził naprzeciw lękom przed niekontrolowanym rozwojem techniki, a o symbolicznych znaczeniach wapira napisano już całe tomy. Do tej chlubnej tradycji odwołuje się również Kain. Interesuje go portret współczesnego społeczeństwa konsumpcyjnego, widzianego jako wielki tłum pozbawionych wyższych potrzeb bydlątek a la Witkacy, których podstawowym celem jest ogłupienie się – czy to telewizją, czy uzywkami
Alan Sasinowski, Kurier Szczeciński