Śmiech

”Tak się właśnie kończy świat…

Nie hukiem ale skomleniem”.

 

T.S. Elliot

 

          Jako pierwszy chorobliwym śmiechem wybuchnął nasz prezydent. Podczas czytania noworocznego orędzia do narodu. Musiał czuć na sobie spojrzenie milionów widzów i może właśnie dlatego puściły mu nerwy. W pewnym momencie jego twarz zrobiła się cała czerwona. Wydął policzki niczym trębacz. Wywrócił oczami. Prychnął. A potem krzyknął: „Ależ to wszystko bezsensowne!” i parsknął śmiechem, jakiego nigdy wcześniej nie było mi dane słyszeć. Chorobliwym. Zaraźliwym. Opętańczym. Po chwili razem z nim śmiały się już rzesze telewidzów. Naród dosłownie ryczał. Tego wieczoru nowa plaga zebrała swoje pierwsze żniwo. Kilkaset osób umarło… ze śmiechu.

Epidemia w szybkim tempie ogarnęła całą planetę. Śmiali się Etiopczycy, wyli Eskimosi, Amerykanie sikali w spodnie. Mieszkańcy Egiptu tarzali się pod piramidami, niejeden Polak wpadł ze śmiechu do Wisły, tysiącom Chińczyków puściły zwieracze. Księża moczyli się na ambonach, bełkocząc coś o łaskotkach Pana Boga. Politycy płakali, rechocząc. Biznesmeni zjadali własne wizytówki. Mędrcy bezmyślnie kwiczeli, głupcy chichotali w zadumie. Pijacy trzeźwieli i śmiali się. Trzeźwi zaczynali pić i też się śmiali.

Każdego dnia ginęły setki tysięcy ludzi. Media donosiły, że „śmiech to choroba”, mimo że także dziennikarze nieustannie parskali śmiechem. Dochodziło do katastrof: piloci puszczali stery, drżąc w nieopisanej ekstazie, kierowcy wjeżdżali do rowów bądź powodowali karambole, kapitanowie okrętów tracili panowanie nad sobą i swoimi statkami.

Szaleństwo osiągnęło zenit, Ziemia zmieniła się w trudne do opisania, wiecznie rozchichotane Piekło.

Gdy teraz wam o tym wszystkim opowiadam, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że Koniec Świata był najzabawniejszą rzeczą, jaka przytrafiła się tej planecie. Wielka szkoda, że ja jeden musiałem przeżyć, wielka szkoda, że ja jeden nie zaśmiałem się ani razu, mimo tylu powodów do śmiechu, tylu skeczy wymyślonych na poczekaniu przez samo życie. Od dawna wiedziałem jednak, że mój los jest przesądzony. Gdy miałem czternaście lat szkolny psycholog powiedział mi coś, co już wtedy brzmiało jak wyrok:

- Cierpisz na chroniczną depresję, chłopcze.

miniatury |

komentarze: (3)


  1. Ostatni akapit. Dobry.


  2. zajebiste. to wyjdzie w jakims zbiorku?


  3. Witam. Ten tekst ukaże się w zbiorku “Makabreski”, który będzie zaraz po wakacjach.

Zostaw komentarz:

Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.