Jakub Małecki

Wpis 51 – o „Zaksięgowanych” na Wirtualnej Polsce.

„Szczególnie mocno w pamięć zapadają trzy opowiadania ze zbioru. Dwa z nich świetnie rozgrywają i w pełni wykorzystują potencjał pomysłów, które stały się ich źródłem. Mocno zakorzenione w doświadczeniach codziennego życia, doskonale trzymają w napięciu i wzbudzają silne emocje („Wybór”, „Król Ruger na zbutwiałym tronie”). Z kolei przejmujący opis serii rodzinnych tragedii „Za godzinę powinna tu być” – porusza do głębi i wyróżnia się starannością warsztatową. Także w tych utworach mamy do czynienia z dzisiejszym światem, który charakteryzuje wszechobecność zła i nieobecność dobra. Skąd ta budząca przerażenie sytuacja wynika? Według Małeckiego, brak dobra w naszym świecie spowodowany jest dojmującym brakiem tegoż dobra w człowieku.”

 Cała recenzja znajduje się w tym miejscu.

Wpis 50, w którym mowa jest o nominacjach.

Portal Katedra ogłosił coroczny plebiscyt czytelniczy i, jak się okazuje, opowiadanie „Za godzinę powinna tu być” zostało nominowane do tytułu polskiego opowiadania roku 2009.

http://katedra.nast.pl/artykul/4711/Fantastyka-2009-plebiscyt/

 Na stronie http://sfinks.solarisnet.pl/vote/40/polskie_opowiadania_roku ruszyło także głosowanie na nagrodę SFINKS. Do tytułu polskiego opowiadania roku 2009 nominowane są wszystkie utwory wydane w roku ubiegłym, także opowiadania ze zbioru „Zaksięgowani”.

 Wszystkich, którym podobała się książka, serdecznie zapraszam do udziału w głosowaniu.

Wpis 49, o trzecim miejscu w plebiscycie.

Internetowe czasopismo „Grabarz Polski” opublikowało właśnie wyniki plebiscytu czytelników na najlepszą książkę polskiego autora wydaną w 2009 roku. Z przyjemnością informuję, że trzecie miejsce przypadło „Zaksięgowanym”.

Gazeta do pobrania znajduje się na tej stronie.

Wpis 48. Za godzinę powinna tu być.

Wydawnictwo Powergraph uruchomiło na swojej stronie Czytelnię, w której znajdą się co ciekawsze opowiadania i fragmenty pozycji książkowych publikowanych nakładem tej oficyny. Na razie, z Czytelni można ściągnąć w formie pliku PDF dwa opowiadania.

Jednym z nich jest „Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami” Roberta M. Wegnera, drugim – „Za godzinę powinna tu być” mojego autorstwa, tekst uznany w niemal wszystkich recenzjach za najlepszy z całego zbioru „Zaksięgowani”.

Opowiadanie dostępne jest w tym miejscu na stronie wydawnictwa, a także tutaj, w dziale Fragmenty.

Zapraszam do czytania i komentowania.

Wpis 47. „Kronika umarłych” i „4 pory mroku”

„Kronika umarłych” i „4 pory mroku” to książki całkowicie inne, zbliżone do siebie chyba tylko jakością – obie są bowiem znakomite.Pierwsza z nich to pełnowymiarowa, mocno przyrośnięta do Polski powieść, podczas gry „4 pory mroku” składają się z odrębnych opowiadań, złączonych nicią wspólnego miejsca – prowincjonalnego amerykańskiego miasteczka.

W „Kronice umarłych”, Odija świetnie przedstawia smutną stronę rzeczywistości, malując niewielkie nadmorskie miasteczko samymi szarymi barwami. To powieść, nad która można siedzieć i myśleć; która wyzwala emocje i może czegoś nauczyć. Paliński umie za to pisać o rzeczach krańcowo wręcz błahych, lecz robi to z taką pasją, że choćby splunięcie urasta na kartach”4 pór mroku” do rangi czegoś bardzo istotnego. Strachy, które wrzucił w książkę, są nietypowe, brak tu sztampowych potworów i zagrań, a ich miejsce zajmują demony uwolnione z głowy autora. Oryginalne, ciekawe i prawdziwe.

Trudno określić, który z autorów jest sprawniejszy językowo – Odija z pewnością lepiej trzyma słowa w ryzach, jest spokojny, opanowany i perfekcyjny, podczas gdy Paliński, debiutant, rozpruwa wręcz polszczyznę na strzępy i zszywa po swojemu na nowo. To samo czyni z kolei Odija, za to z rzeczywistością, bo świat w jego powieści zapada się w umysłach kolejnych bohaterów, dziczeje, rozmywa się i wypacza. Postaci w „Kronice umarłych” usiłują, każda po swojemu, chwycić ten rozsypujący świat, złapać go w garści i ulepić z powrotem w coś stałego, na czym mogłyby znowu się oprzeć. Silną stroną obydwu pozycji jest obyczajowość i utkwiony w niej niepokój: Paliński by go pokazać, ucieka się – choć i tak rzadko w porównaniu do innych pozycji z tego gatunku – do fantastyki; Odija tłumaczy grozę bez jej udziału.

Obie książki to rzeczy oryginalne i napisane świetnym językiem, przy czym zarówno Odija jak i Paliński łamią pewne schematy: Odija pokazuje, że w polskim mainstreamie można stworzyć pełnokrwistą powieść z wciągającą fabułą, za to Paliński udowadnia, że w rodzimej fantastyce język opowieści może fascynować w równym stopniu co opowiedziana nim historia.

Wpis 46. Pantomima starego niedołęgi (fragment)

Zza przybrudzonej szyby, skryte przed wzrokiem Andrzeja młodzieńcze oko śledzi w ciszy każdy jego ruch, kiedy wstaje wśród delikatnego zgrzytu sprężyn, krzywi się, odmalowując zmarszczkami ten rwący ból łękotki, po czym powoli, kuśtykając, klepie bosymi stopami o wytarty parkiet i udaje się do kuchni, tak ciemnej i brzydkiej, że jawić się może jako dzieło szalonego architekta, tworzącego z myślą by każdy na widok jego dzieła pomyślał błyskawicznie: ależ to wszystko bez sensu.

Wrzątek bulgocze, topiąc parówkową ofiarę, jedną i drugą, bo Andrzej na śniadanie zwykle jada dwie; z radia sączy się cicho poranna audycja, a pokryte plamami dłonie zaciskają się: lewa na drewnianej rękojeści noża, prawa na ciemnej bułce z ziarnami za osiemdziesiąt groszy – jeszcze chwila a zgrabnym, nieposiadającym nic ze starości ruchem przecięta zostanie wzdłuż – codzienny rytuał więc trwa, a łękotka nadal rwie.

I młodzieńcze oko wciąż patrzy.

Tajemnicza sztuka konstruowania śniadań opartych na kromkach chleba z jednym tylko maleńkim i niepozornym kawałeczkiem kiełbasy, jako cień młodości spędzonej w piszczącej biedzie, wyłania się w umyśle Andrzeja i niknie zaraz, stłamszona przez niego samego, ginie w odmętach pamięci zamknięta na powrót pod czarnym wiekiem skrzyni opatrzonej napisem NIE CHCĘ, tej, którą posiada każdy z nas, a on sam, osiemdziesięciodwuletni były pracownik Urzędu Marszałkowskiego, tuląc się do jedynej myśli, jaka mu pozostaje, wymawia ją na głos, jakby mogło to pomóc w jej urzeczywistnieniu: nie jestem niedołężny.

Kiedy starannym ruchem wsuwa maleńki kawałek parówki między zmarszczone, podobne kluskom, wargi, oko za szybą znika, zaś jego właściciel, Kasta z piętnem po kiju bejsbolowym ciągnącym się przez czoło, zstępuje z transformatorowej skrzynki na miękki dywan trawy i szepcze do nieruchomego z rękoma w kieszeniach szarej bluzy Bola:

- Żre.

Bolo kiwa ogoloną głową i pochłania uwagę Kasty wyłuskanym z głębin szturmówek lolem, pięknym i pękatym, takim, który krzyczy do ciebie: tejk mi, zaciśnij na mnie zęby i rozjątrz końcówkę, sztachnij się i wdychaj, ajm jors. Wargi Kasty, które – jeśli on sam do tych osiemdziesięciu dwu dociągnie – przeistoczą się w pokrewne andrzejowym kluski, układają się teraz w półksiężyc uśmiechu, by po chwili rozdzielić się i wypluć z siebie jedno, gąbczaste i lekko ochrypłe:

- Pięknie.

Dwa metry od niego Andrzej Kopeć zaciska wyrzeźbione artretyzmem palce na uchwycie białego naczynia z napisem: „Kubek najfajniejszego taty na świecie”, tego starego upominku od Kasi, po czym unosi go, wdycha aromat Sagi za dwa sześćdziesiąt dziewięć, siorbie cicho, mruży powieki i bierze pierwszy łyk. Cudowna.

Po śniadaniu unosi się ze stęknięciem, a pobrużdżona zielonymi żyłami dłoń sięga ku czołu, by otrzeć gęste niczym miód drobinki potu, po czym w głowie eksploduje znów natrętna, powracająca uporczywie myśl, którą chciałby na zawsze zetrzeć w proch: nie jestem niedołężny. Nim kulista, ciężka kropla wody oderwana od nosa kranu uderza o mały blady talerz Rosenthala, położony uprzednio ostrożnie na  ściereczce w aluminiowym zlewie, wejściowe drzwi przemycają do środka rzadki w tym mieszkaniu dźwięk.

Ktoś puka.

————————————————————————————————-

Całość w najnowszym numerze “Nowej Fantastyki”, który ukazał się dzisiaj.

Wpis 45, w którym nadchodzi „Nadchodzi”.

Łukasz Orbitowski jest jednym z najbardziej utalentowanych polskich pisarzy, a jego powieść „Nadchodzi” to zdecydowanie najlepsza rzecz, jaką napisał do tej pory. Miałem przyjemność czytać tekst jeszcze w wersji roboczej i pamiętam, jakie zrobił na mnie wrażenie. Jest to mocna, osobista powieść, wobec której nie można pozostać obojętnym. Emocje buzują spomiędzy wersów, a kolejne, złożone przez Orbitowskiego po mistrzowsku zdania, odsłaniają nietypową i zaskakującą fabułę.

Wydawnictwo Literackie przygotowało powieść w zbiorczym wydaniu, w którym znajdą się też cztery wcześniejsze teksty autora, publikowane w pismach i antologiach. Spośród nich, moim faworytem jest wizjonerski, drukowany w Nowej Fantastyce Popiel Armeńczyk, jednak to właśnie Nadchodzi stanowi esencję książki, którą poznać powinien absolutnie każdy. Tym samym pojawia się dziwna sprawa bo oto, drogi czytelniku bloga, wzbiera we mnie zazdrość – przed Tobą lektura niesamowitej książki, którą ja już czytałem, a którą chciałbym wymazać z siebie i poznać przynajmniej raz jeszcze.

 Za trzy tygodnie w księgarniach.

 POLECAM bardzo mocno.

Wpis 44. Lutowy numer „Nowej Fantastyki”.

W najnowszym, przyszłotygodniowym numerze „Nowej Fantastyki” (rzeczywiście nowej, bo przeszła właśnie wizualną metamorfozę), znajdzie się moje opowiadanie pod tytułem Pantomima starego niedołęgi. To mój trzeci kawałek prozy w tym czasopiśmie, po Śmierci szklanego Kazimierza z 2007 roku i Oku z 2008, które weszły później w skład zbioru Zaksięgowani.

Tekst opowiada o ostatnich chwilach życia samotnego starca, a także o jego grzechach, wspomnieniach i fobiach. Myślę, że jest odrobinę straszny i odrobinę smutny, tak samo jak każda starość.

Do kupienia w przyszłą środę.

Wpis 43. Fabryka Słów i Red Horse

W wywiadach, które ostatnio ukazały się w internecie, unikałem tego tematu, jednak lektura bloga jednego z bardziej płodnych pisarzy związanych z nurtem fantastyki, skłoniła mnie, by o problemie choćby wspomnieć.

Jakub Ćwiek, autor 7 książek, w tym popularnego cyklu o Kłamcy, opisał na swoim blogu trudną współpracę z Fabryką Słów. Polecam lekturę tego wpisu, zamieszczonego na blogu pisarza.

Jednym z szefów Fabryki Słów jest Eryk Górski, zaś jego brat, Daniel Górski, to prezes oficyny Red Horse. Oprócz tego, wydawnictwa te mają wspólną siedzibę, jednakową szatę graficzną książek, analogiczną strategię marketingową, a także – jak się okazuje – jednakową politykę skierowaną ku autorom.

Moje doświadczenia wyglądają niemal identycznie jak te, opisane przez Jakuba Ćwieka. W komentarzu do jego wpisu pozwoliłem sobie opisać, jak wyglądała moja współpraca z szefostwem wydawnictwa, będącego w zasadzie “odnogą” Fabryki Słów.

http://carpenoctem.pl/wordpress/jakubcwiek/2010/01/07/ciekawy-przypadek-drzewa-crossa/

Wpis 42. Krótkie podsumowanie roku.

Rok 2009 był dla mnie naprawdę udany i sporo fajnych rzeczy przeżyłem przez te dwanaście miesięcy. Działo się dużo.

Jeśli zaś chodzi o literaturę, to rok ten upłynął mi głównie na pracy nad niewydaną jeszcze powieścią, zbiorem opowiadań, który ukazał się na jesieni oraz nową książką o roboczym tytule W odbiciu. Tę ostatnią pisał będę także w roku 2010, pracuje mi się nad nią dobrze i spokojnie, mam nadzieję, że wszystko przebiegnie w miarę zgodnie z planem.

 W 2009 opublikowałem jedną książkę, Zaksięgowanych, w wydawnictwie Powergraph, a także dwa opowiadania: w książkowej antologii City 1 oraz w pierwszym numerze nowego magazynu Lśnienie. (Najnowsze opowiadanie pod tytułem Pantomima starego niedołęgi ukaże się za trzy tygodnie w Nowej Fantastyce, ale o nim napiszę coś więcej za parę dni).

 Trudno powiedzieć, jaki będzie dla mnie rok 2010, wiem natomiast jedno – jeśli coś nie utnie mi rąk, będę pisał. Druga wersja Dżozefa jest ukończona i czeka na swój los, myślę, że za jakiś miesiąc/dwa będzie można powiedzieć już coś więcej. Obecnie pracuję nad W odbiciu, nową powieścią, która ukaże się nakładem wydawnictwa Powergraph, mam też pomysł na nowe opowiadanie.

 I jeszcze jedno. W najnowszym felietonie na Wirtualnej Polsce, Jacek Dukaj omawia proces tzw. przejścia fazowego u polskich pisarzy, opierając się głównie na najnowszej książce Macieja Guzka, Trzeci świat. Na ostatniej stronie felietonu jest też wzmianka o mojej „twórczości” i uważam, że powinienem ten felieton czytać po kolacji Wigilijnej, razem z rozpakowywaniem prezentów. Dla zainteresowanych, link do felietonu:

http://ksiazki.wp.pl/felietony/id,39926,felieton.html

 Wszystkiego dobrego.