Szczęśliwego Nowego Jorku

dodano: 2 Styczeń, 2010
przez: Jakub Ćwiek

Zacznijmy od tego, że to miał być ostatni post w starym roku. Taki, wiecie, z życzeniami, podsumowaniami i wszystkim tym, co robi się w ostatnich dniach grudnia. Ale ja to ja, zdążyliście się już pewnie przyzwyczaić, i oto mamy drugi dzień stycznia nowego, wierzę, że przełomowego roku.
Wiele się w tym roku wydarzy, część dawnych planów uległa zmianie, część się rozbudowała, stare projekty rozrosły się bądź skurczyły i wypadałoby wreszcie doprecyzować plany i koncepcje i poinformować was, drodzy czytelnicy co się dzieje. Jako że egocentryk ze mnie wielki, zacznijmy od tego co bezpośrednio u mnie.
A tu, literacko, nie jest najgorzej. Książki się piszą, a mnie udało się trzymać język za zębami na tyle długo, że część projektów może się dla was okazać niespodzianką. Mam nadzieję, że miłą i pozytywną. I tak po kolei, wedle tego co już możecie wiedzieć.
„Drzewo Crossa” – ten projekt leży w śpiączce i nie mam pojęcia jak go w zasadzie wybudzić. Na razie, wyszło na to, zachowuję się jak handlarz organami i kradnę śpiącemu a to nerczasty akapit, a to wręcz wątrobiasty podrozdział. Co tam, dla was zostanę nawet doktorem Frankensteinem. A gdzie to wszystko przeszczepiam?
Cóż, jak pewnie już wiecie (może nie wszyscy) „Drzewo Crossa” to miała być opowieść weterana wojny secesyjnej w totalnie steampunkowym świecie, w pełni wykrystalizowanym, opartym w równej mierze na nauce co magii i ogólnie miał to być western o wyrzutku. Tyle tylko, że po drodze byłem coraz mniej pewny czy mojemu bohaterowi uda się przebić swoją legendą takie postaci jak generał Jackson, Stuart czy inni. Czy Południe, nawet to moje, więc nieprawdziwe, jest w stanie go pokochać. Zacząłem więc ową legendę budować opowieściami innych, wierszami, listami i tym podobnymi dodatkami. Miał to być taki zbiorek, a całość stała się pełnoprawną książką. Nie jest to „Drzewo”, ta historia wciąż czeka na swój czas, na to kiedy uda mi się ją opowiedzieć. Ale nowy twór to dla mnie radość, że nie opuszczam pól bitew wojny secesyjnej bez jednego choćby zwycięstwa. Wy ocenicie czy to rzeczywiście wiktoria i jaka jest jej skala. Ów nowy twór nazywa się „Krzyż Południa. Rozdroża” i będzie pierwszym tomem historii rozpisanej na dwie, może trzy książki. W założeniu będzie szykował przedpole dla „Drzewa Crossa” ale jak to wszystko ostatecznie wyjdzie to się okaże.
„Świnie Boże” – to książeczka, która pokaże się nakładem Wydawnictwa Otwartego. Akcja osadzona współcześnie, historia słodko-gorzka z odrobiną grozy, odrobiną groteski. Miały być Bieszczady, ale nie będę właził w drogę Stasiukowi do którego mi daleko tak pod względem znajomości terenu jak i sprawności pióra. Będą więc Głuchołazy. Takie jakie znam, bez upiększania – bo to żadna propaganda, wcale nie zależy mi na tym, byście tam jeździli. Bo miasto turystyczne winno tętnić kulturą, a tam jest ona w odwrocie tak zaawansowanym, że trudno na horyzoncie wypatrzeć jej tylną straż. A o czym książka? O wierze i problemach z nią związanych, pisarstwie, demonach, tolerancji, wreszcie być może także trochę o mnie. Choć na pewno nie tyle ile wszyscy się dopatrzą. Nie, kochani, nie płacicie mi tyle, bym tańczył na emocjonalnej rurze. A już na pewno nie tyle, bym chociaż rozważał ściąganie majtek. Ale i tak będzie, mam nadzieję, fajnie.
„Ofensywa szulerów tom 2”
– Będzie na pewno inna niż tom pierwszy. Przede wszystkim narracja będzie nieco bliższa tej międzyrozdziałowej, bohaterowie nie dostaną już takiej swobody wypowiedzi, a przynajmniej nie wszyscy. W zamian za to dostaniecie solidny – wydaje mi się – przekręt, którego zajawka krąży już gdzieś po sieci (ta z Orsonem Wellesem). Mniej wojny, za to więcej akcji, Dillinger, Capone, Welles, Gable, znowu Welles ( bo w podwójnej roli), Dietrich i Garbo i oczywiście starzy znajomi w komplecie. Dowiecie się też dlaczego Maskelyne nienawidzi magów i co to ma wspólnego z Crowleyem, którego już poznaliście. Słowem będzie się naprawdę dużo działo.
Kłamca 4 – z nim to są, kochani moi, niezłe jaja. Jakie to wam jeszcze opowiem, ale już teraz mogę napisać, że Loki choć niewątpliwie jest moim największym sukcesem, dużo mnie kosztuje. Przede wszystkim nerwów, bo trzy dotychczasowe tomy to tak naprawdę krótka smycz na której wydawca usiłuje mnie trzymać. Wyobrażacie sobie, kochani moi, że to iż Lokiego nie ma w księgarniach to, wedle słów fabrycznego szefa, to wynik mojej współpracy z wydawnictwem Runa? To ja się, cholera, przed wami tłumaczę, kombinuję, mówię co sądzę, że może jakieś trudności, ale wszyscy się starają, bo przecież nie morduje się kur znoszących złote jaja (może nieduże, ale złote na pewno) a tu taka niespodzianka. Wedle Merlina – bo kto by mnie mówił takie rzeczy – wznowienia poprzednich trzech tomów wejdą do sprzedaży ponownie od szóstego stycznia. Ciekawi mnie naprawdę kiedy zobaczę z tego choć złotówkę. Brzmi gorzko? Cóż, może dzięki temu zrozumiecie skąd akcja „Loki-rewolucje” i skąd moja niechęć do pisania „Kłamcy 4”. Poza tym coraz mocniej mnie kusi, by parę rzeczy poprawić w poprzednich częściach. Może opracować je na nowo? Znaczy tak bez szaleństw, ale kilka kwestii uczynić bardziej spójnymi… Kiedy coś w tym temacie postanowię, dowiecie się z całą pewnością. W każdym razie trzymajcie za mnie kciuki, bym spokojnie dał radę domknąć tą historię.
Nie mam pojęcia ile z tego co powyżej wyjdzie w tym roku, dwie pierwsze pozycje są już prawie gotowe i one na pewno, dwóch następnych nie mogę być aż tak pewien, ale istnieje duża szansa.
Oprócz tego jest szansa na co najmniej trzy opowiadania. Jedno już oddane, dwa w planach. Z czwartego nie wiem czy coś wyjdzie, napisałem ze dwadzieścia stron i utkwiłem w martwym punkcie. Czasem to oznacza śmierć dla tekstu, ale mam wrażenie, że w tym przypadku jednak niekoniecznie. Może uda się coś uratować.
Dobra, to tyle bezpośrednio ode mnie. Teraz co na innych frontach naszej słodkiej wojenki. Przede wszystkim powstał fanklub Kłamcy pod adresem http://www.loki.efantastyka.pl/. Ekipa efantastyki podjęła się trudnego zadania odciążenia mnie w kwestiach Kłamcy. Ja obiecałem informować ich na bieżąco o postępach i czasem coś fajnego wrzucać. Słowa dotrzymam, więc rejestrujcie się i udzielajcie. Jeszcze nie wiem jak będzie z forum przy fanklubie, ale zamierzam zachęcić ekipę do współpracy z Koraliną, która w komentarzach rzuciła miłego forum-linka. Może coś się z tego urodzi.
Na pewno cudownie zaowocuje współpraca z moim nowym aniołem stróżem czyli Agnieszką z Łodzi (nie wiem czy mogę podawać personalia, najwyżej potem uzupełnię i zmienię), która nie tylko pomaga zrealizować moje wizje, ale i sama dostarcza ich tyle, że zastanawiam się kto z naszej dwójki powinien być pisarzem. Niech wypali tylko połowa z tego co dla was szykujemy, a świat stanie w poprzek, zobaczycie!
Wielu ludziom zainteresowanym współpracą jeszcze nie odpowiedziałem. Mam nadzieję, że nie obraziliście się ciężko, bo daję słowo, że zamierzam się odezwać, niech no tylko wygrzebię się z obecnej pisaniny. Tłumaczom piszącym w komentarzach odpowiadam: tak, na każdy język łącznie z angielskim. Byle dobrze. Czekam na pierwsze efekty. I kto mi tutaj pisał o kształceniu się na sopranistkę? Jak, powiedz mi proszę moja droga, mógłbym sobie pozwolić na zmarnowanie takiej okazji?! Nie byłbym sobą. Coś wymyślę, daj mi tylko chwilę…
Aha, założyłem też konto na facebooku i o ile znajomych przyjmuję raczej ostrożnie, o tyle ludzi do mafia wars poznam bardzo chętnie :) W planach jest także podstrona fanowska dla miłośników Lokiego, więc zaglądajcie. Dam oczywiście znać także i tutaj.
Notkę czas kończyć, bo i tak rozrosła się niemożebnie napiszę więc, że byłem w kinie na „Avatarze” i bawiłem się świetnie, a potem na nowym „Holmesie” i bawiłem się mimo wszystko nieporównywalnie lepiej. Możecie mnie nazwać dziwnym, ale przedkładam Downeya jr nad Weaver, a Lowa nad Woringhtona. A dobrą, nie nużącą akcję nad efekty specjalne. Nawet tak niesamowite jak u Camerona.
Najlepszego w Nowym Roku i… zostańcie ze mną. Zapewniam, że będzie się działo!


Kłamca – rewolucje

dodano: 18 Listopad, 2009
przez: Jakub Ćwiek

Dobra, kochani. Dość pierdół, całego tego pisarskiego smęcenia pod tytułem jakby to było fajnie, gdyby komuś się udało zekranizować, wyśpiewać, narysować. Od kiedy to, pytam, trzeba czekać aż inni się wezmą do roboty, żeby coś wyszło? Nie zrobisz, nie będziesz miał, proste jak opowiastki o Conanie.
I tak, wiem, że czasem nie wychodzi. Z tego miejsca bardzo przepraszam wszystkich zaangażowanych w projekt musicalu – za sprawą nagród pogmatwały się sprawy z prawami autorskimi i trochę wtopiliśmy. Zdarza się, nie do końca nasza wina, ale żal pozostaje. Nie ma jednak tego złego… to nam pozwoli zająć się innymi sprawami, których nie krępują w zasadzie żadne prawa prócz mojego wstrętnego widzimisię.
Do ad remu kochani, co by się notka specjalnie nie rozrosła. Ogłaszam wielką mobilizację, pomóżcie mi stworzyć multimedialne imperium!
Niczym ludzie z “Mam talent” szukam w zasadzie wszystkich utalentowanych. Macie kapelę muzyczną i lubicie Lokiego albo którąś inną książkę? Super, zróbmy coś razem, tak jak cudownie mi się pracuje z “Animą Liberti”. Rysujecie, malujecie, robicie fotki, komiksy? Czemu jeszcze nie mam waszych portfolio na mailu? A może jesteście operatorami filmowymi, dźwiękowcami, aktorami – jak ludzie z “Qltura Fabric” – albo charakteryzatorami jak nieoceniona Ara? Animatorzy, graficy komputerowi – są jacyś na sali? Znacie jakiś? A może po prostu gracie dobrze na jakiś instrumentach (wy, albo wasi znajomi)? Zróbmy coś do cholery, bo aż mnie skręca wobec takiej masy niewykorzystanych możliwości. I mówiąc “my” mam to właśnie na myśli. Niekoniecznie róbcie coś sami – chętnie się wmieszam, pomogę, zadziałam. Tylko pilotować nie mam czasu.
To jak? Bo oto co myślę, bardzo by się przydało:

1. Trailer czwartej części cyklu. Taki naprawdę miażdżący, zgniatający, pro i w ogóle.
2. Film krótkometrażowy. Może nie szaleńczo przepełniony efektami – może się okazać, że napiszę coś specjalnie na potrzeby scenariusza, zupełnie osobne story – ale wyglądający porządnie. Dał nam przykład “Hunt for Gollum” jak się starać mamy.
3. Może nasz własny, mały konwent, byśmy się wreszcie poznali. Jeśli ktoś się zajmie organizacją, zobowiązuję się:
a) przyjechać
b) napisać specjalnie na potrzeby zjazdu opowiadanie.
c) udostępnić bloga na dogadywanie szczegółów i reklamowanie spotkania
4. Solidny, wyczesany soundtrack do Kłamcy. Przyjmuję tak pełne, kompletne kawałki w dowolnym gatunku muzycznym (warunek, musi mi się spodobać) albo samą linię melodyczną do której trzeba dorobić tekst.

Poniżej macie maila na którego ślijcie proszę swoje portfolia, artystyczne CV, zdjęcia, demo-kawałki etc. Nie gwarantuję, że od razu uda się na tym wszystkim zarobić pieniądze, ale sława konwentowa, miejsca w dedykacjach, a czasem i książkach jako bohaterowie i wiele innych atrakcji już na Was czeka. Tylko coś zróbmy.

OTO SPECJALNY MAIL:

loki_rewolucje@op.pl

Jeżeli są wśród Was tłumacze na obce języki z doświadczeniem w temacie, również zapraszam. Tu każdy sprzedany za granicami tekst przekładać się będzie na konkretny – całkiem niezły – procent.

NIECH SIĘ DZIEJE!!!

Tyle.

Aha, wcale nie tyle, bo chciałem jeszcze napisać, że byłem na Falkonie, bawiłem się fajnie – w tym dużo z Mandriellem i Mando z SK.pl i CN – poznałem świetnych ludzi jakimi są z pewnością Rafał Orkan (widzieliśmy się już wcześniej, ale pogadać tak porządnie okazji nie było aż do teraz) i Krzysiek Piskorski, a także utwierdziłem w polconowym przeświadczeniu, że bardzo lubię Roberta Lipskiego i jego konkurs horrorowy. Ale i Motyl z filmowym nie ma się zupełnie czego wstydzić. Choć Goose nadal jest pewien swoich racji w kwestii kawałka z Matrixa, a ja mu wierzę, bo przekonałem się nieraz, że wie co mówi.


Cygańska klątwa

dodano: 15 Październik, 2009
przez: Jakub Ćwiek

Zacznijmy od małego uzupełnienia: Nadal nie znam imion ludzi z Wielosfera, którzy zagrali w reklamówce “Ofensywy”, ale że w Fandomie obowiązują raczej ksywki, więc uwaga, uwaga – oto oni: Alfar, Zielona Górka, Barven, Czedol i Azkazz. Dodajcie do tego jeszcze Nikę, która wzięła na siebie rolę producenta tego sekundowego ujęcia w filmie :)

Skoro tą formalność mamy już za sobą mogę napisać o tym co obiecałem w poprzednim wpisie. Zacznijmy od cyganki.
Dawno temu, miałem wówczas może z pięć lat, szedłem z mamą przez Bielsko-Białą. Niewiele mi się kojarzy, – jakaś wnęka, w niej fontanna, taka ze ściany, przy niej cyganka. Ją samą pamiętam lepiej, bo mnie solidnie wystraszyła. Słowo chuda byłoby eufemizmem. Wyglądała jak śmierć albo – teraz mogę to powiedzieć, wtedy takie zjawiska były mi zupełnie obce – jak osoba po bardzo ciężkiej chorobie z chemioterapią w tle. Na głowie miała czarno-czerwono-białą (albo srebrną) chustkę. T jedyne kolory jakie pamiętam w tamtym szarym obrazku.
Kobieta poprosiła mamę o pieniążek, a mama dała jej jakiś drobiazg. Kobieta obiecała powróżyć, mama się zgodziła. Do wróżby potrzebny był pieniądz papierowy, tylko do wypożyczenia, niezbędny jako symbol powodzenia czy coś tam. Nie wiem jak to wyszło, nie pamiętam, ale mama podała jej pieniądz, a kobieta mówiąc, zaczęła go składać w kostkę. Następną rzeczą jaką pamiętam to przerażona mama siłująca się z cyganką -bała się, że gdzieś w pobliżu czuwa ktoś, kto da jej w łeb, jak później mówiła – i szybka ucieczka z miejsca zdarzenia. Pieniądz poskładany w małą kostkę pozostał naszą własnością.
Nie żeby zaprzątało to moją głowę przez cały czas, ale były chwile, kiedy zastanawiałem się co też cyganka zamierza zrobić z maminym banknotem. No i się dowiedziałem.
Nie tak dawno temu bowiem zaczepiły mnie dwie cyganki i jedna poprosiła o grosik, a w zamian zaoferowała wróżbę. Natychmiast stanęła mi w głowie tamta “przygoda” i skojarzywszy, że największe nominały jaki mam w portfelu to dycha w papierku i piątka w bilonie, zdecydowałem, że zobaczę jak się sprawa potoczy. Trywialność sytuacji mnie dobiła i pozbawiła nastroju. Nigdy nie korzystałem z usług prostytutek, ale tak właśnie sobie wyobrażam ich podejście – znudzenie, oczywiste pytania sprawdzające czy aby nie da się wyciągnąć więcej, szybka akcja i po krzyku. Spadaj frajerze, pieniążek poskładany niknie gdzieś między palcami i tyle go widzieli, ale w zamian nie dostałem żadnego show, żadnej wymarzonej w dzieciństwie sztuczki. Rany, jakby ten pieniądz rozmył się w obłoczku dymu, poczułbym się lepiej.
Nie pochwalam oszustów, ale jeśli już są, to, do cholery jasnej, sprzedajcie trochę magii. Oddaję stówę, ale za to chcę choć przez moment poczuć się panem świata, chcę wiedzieć, że naprawdę mam perspektywę wygrania w totka czy szczęścia do końca swych dni. Oszustwo, które nie zawiera nawet tego to zwykłe tanie kurwienie któremu daleko do eleganckiej wysoko klasowej prostytucji. Jeżeli już dajecie się więc nabierać, to przynajmniej spróbujcie dużym łukiem omijać cyganki. Nie dlatego, że stracicie kasę, dlatego, że zamiast tego zostanie wam wyłącznie poczucie niesmaku. A do tego wystarczy przecież obejrzeć “Wiadomości”.

Miało być jeszcze o Nawikonie, ale tu będzie krótko, tak jak krótka była moja wizyta w Rzeszowie. Przyjechaliśmy (z Andrzejem Pilipiukiem), wygłosiliśmy swoje prelekcje, odbyliśmy spotkania, potem znowu prelekcje i do domu. Po drodze kilka sympatycznych rozmów i z wolna opadająca mnie gorączka zwiastująca choróbsko, którego skutki czuję do teraz. Po dwóch R-konach twierdziłem, że lubię Rzeszów, po Nawikonie nie zmieniłem zdania. Miła, kameralna impreza na którą – po prostu jako fan -nie tłukłbym się pewnie z drugiego końca Polski, ale mając w dwugodzinnym zasięgu, radośnie bym skorzystał.

Aha i jeszcze znalazłem swojego nowego, wymarzonego Lokiego. Włosy nie dość długie, ale za to poza tym jest wow i do tego świetnie gra (w znakomitym serialu “Synowie Anarchii”, o którym już tu pisałem, a tu dodam, że sezon drugi jest równie zajebisty jak pierwszy). Panie i panowie, oto Charlie Hunnam.




Oczywiście ciekawi mnie wasze zdanie, ale od razu zaznaczam, że jeśli ktoś zgłosi się do mnie z tym gościem w obsadzie, prawa ma za pół ceny. Nie to, żeby ktoś proponował cokolwiek…
Tyle.