<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Jakub Ćwiek</title>
	<atom:link href="http://carpenoctem.pl/wordpress/jakubcwiek/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/jakubcwiek</link>
	<description>oficjalna strona autora</description>
	<lastBuildDate>Mon, 23 Aug 2010 22:40:24 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Wielu wspaniałych</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/jakubcwiek/2010/08/23/wielu-wspanialych/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/jakubcwiek/2010/08/23/wielu-wspanialych/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Aug 2010 22:40:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Ćwiek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/jakubcwiek/?p=267</guid>
		<description><![CDATA[Mam do Was ogromną prośbę. Do wszystkich. Tych którzy czytają tego bloga regularnie i tych co weszli przypadkiem. Tych, którzy mnie lubią i tych, którym jestem zupełnie obojętny (ludzie mi nieprzychylni i tak nie posłuchają, więc po co strzępić literki na pajaców). Wielką, ogromną prośbę: Jeżeli z jakiegokolwiek powodu nie podobał Wam się &#8220;the Expendables&#8221;, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mam do Was ogromną prośbę. Do wszystkich. Tych którzy czytają tego bloga regularnie i tych co weszli przypadkiem. Tych, którzy mnie lubią i tych, którym jestem zupełnie obojętny (ludzie mi nieprzychylni i tak nie posłuchają, więc po co strzępić literki na pajaców). Wielką, ogromną prośbę: Jeżeli z jakiegokolwiek powodu nie podobał Wam się &#8220;the Expendables&#8221;, dzielcie się tą wiedzą z mamą, kolegami z podwórka, chłopakiem czy dziewczyną &#8211; z kimkolwiek, byle nie ze mną i nie przy mnie, dobra? Po co sobie psuć wzajemne relacje?<br />
Bo wiecie, są tacy, którym się wydaje, że jeśli dodadzą przed wypowiedzią zwrot &#8220;moim zdaniem&#8221;, albo &#8220;osobiście uważam, że&#8221; (bądź też zakończą wypowiedź sformułowaniem &#8220;ale to tylko moje zdanie&#8221;) to rozmówca nie ma prawa się wściec. To oczywiście bzdura, bo jak ktoś powie &#8220;wiesz, może to tylko moje zdanie, ale osobiście uważam, że twoja dziewczyna wygląda jak dziwka&#8221; &#8211; i tak zapamiętamy tylko ostatnie pięć słów.<br />
Podobnie będzie pewnie z kierowanymi do mnie negatywnymi opiniami na temat &#8220;the Expendables&#8221;. Możecie sobie IMHOwać do woli, a i tak do mnie dotrze tylko sedno przekazu. I się pokłócimy.<br />
Bo film jest absolutnie ZAJEBISTY. Nie ma w nim zupełnie nic nowego, wszystko znane, przerabiane po wielokroć i przewidywalne od pierwszej do ostatniej sceny. Żarty proste, ich obecność niekoniecznie uzasadniona, bohaterowie jak z erpegowego katalogu twardzieli. Czekacie na &#8220;ale&#8221;? Nie dostaniecie go, bo nie wymieniłem jeszcze żadnej wady &#8211; to wszystko zalety. Pokolenie VHS-ów przyzna mi rację.<br />
Bo to nie miał być odkrywczy film. To miało być spotkanie tytanów w ich świecie, ich rzeczywistości. Tam gdzie zawsze jest okazja, by wpierdolić damskiemu bokserowi i jego zadziornym kumplom, by rzucić żarcik przed i po wielkiej strzelaninie. W owym świecie nawet świeżo podduszony bohater znajdzie w płuco-miechach dość powietrza, by zakpić z przeciwnika, a ulubiona broń sprawdzi się lepiej niż dobrze.<br />
Odkrywczość w owej krainie tysiąca strzelb nad jednym kominkiem jest równie pożądana  jak wuwuzela w klasztorze kamedułów.<br />
I tak dostajemy świetny duet Stetham-Stallone, komediowo rozkopanego Jeta Li, akto-paśników (bo przecież nie nazwę ich aktorami) i szalonego Dolpha. Zły Roberts jest uroczy w swej kiczowatości, a Rurka wzruszający gdy trzeba, a poza tym paskudny jak postrzał w brzuch. Są też oczywiście panowie Arnie i Bruce dzięki którym dzieło Sly&#8217;a zapisało się na zawsze w historii kina. Takiego stężenia zajebistości na centymetr kwadratowy ekranu kino nie było chyba od czasu, gdy pamiętny pociąg wjechał na pamiętną stację przeszło stulecie temu. Mogliby tam stać i gadać jeszcze z godzinę, a scena i tak nie byłaby za długa. Magia kina, jak nic!<br />
A wiecie co jest w tym wszystkim najwspanialsze? Że cały ten film to takie zaproszenie na grilla, tylko z większym budżetem na reklamę. Chłopaki się zebrali i postanowili, że urządzą imprezę, zaprosili starych przyjaciół (widzów) skręcili program artystyczny i heja! Czuje się tą atmosferę wspólnej zabawy, jak wtedy gdy starzy rockmani jednoczą się z fanami na wspólnym uwielbieniu do rocka.<br />
Cóż więcej mogę powiedzieć? Czekałem na ten film piętnaście lat, odkąd pojawiły się pierwsze sygnały, że ma powstać (a przynajmniej odkąd owe sygnały dotarły do mnie) i dziś się doczekałem. Jestem szczęśliwym człowiekiem i proszę, nie psujcie tego głosząc swoje odmienne opinie.<br />
Bo jesteśmy kumplami, kochani. Lubię was ogromnie i strasznie, strasznie wysoko cenię. Ale tym razem, jeśli macie zdanie inne niż moje&#8230; zwyczajnie mam je w dupie. Sorry!<br />
STALLONE TO NIEŚLUBNY SYN PECKINPAHA! EXPENDABLES RULEZ!<br />
Tyle.</p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/jakubcwiek/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=267" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/jakubcwiek/2010/08/23/wielu-wspanialych/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rules of awesomeness</title>
		<link>http://carpenoctem.pl/wordpress/jakubcwiek/2010/08/14/rules-of-awesomeness/</link>
		<comments>http://carpenoctem.pl/wordpress/jakubcwiek/2010/08/14/rules-of-awesomeness/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 14 Aug 2010 08:55:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jakub Ćwiek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://carpenoctem.pl/wordpress/jakubcwiek/?p=265</guid>
		<description><![CDATA[Lud domaga się wiedzy. Lud wiedzę dostanie. Specjalnie dla Was w kilku wyczerpujących słowach o ZASADZIE ZACHOWANIA ZAJEBISTOŚCI.
Ponieważ wierzę w Was, kochani, z całego serca, jestem przekonany, że każdy kto raz czytał te słowa, choć raz w życiu czuł się zajebiście. Pamiętacie okoliczności? Zastanówcie się. Macie na koncie wyjątkowo udany seks z kimś &#8220;nie z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Lud domaga się wiedzy. Lud wiedzę dostanie. Specjalnie dla Was w kilku wyczerpujących słowach o ZASADZIE ZACHOWANIA ZAJEBISTOŚCI.<br />
Ponieważ wierzę w Was, kochani, z całego serca, jestem przekonany, że każdy kto raz czytał te słowa, choć raz w życiu czuł się zajebiście. Pamiętacie okoliczności? Zastanówcie się. Macie na koncie wyjątkowo udany seks z kimś &#8220;nie z naszej ligi&#8221;? Odwalenie Titanica na trudnym do zdobycia szczycie? Sześciopętlowy rollercoaster bez rzygania (mimo coli i nachosów)? A może coś zupełnie innego, co sprawiło, że huczało Wam w głowie, szumiało w żyłach, a uśmiech z twarzy nie dawał się zedrzeć nawet pumeksem? Zajebistość kochani może się bowiem czaić wszędzie &#8211; to stan ducha. To jak? Doświadczyliście jej kiedyś?*</p>
<p>Wyznaję teorię, że wszystko co naprawdę niesamowite przychodzi do nas z zewnątrz. Nieważne czy to pomysł na książkę czy bilet na Jamajkę, inspiracja nie pochodzi z naszego wnętrza, bierze się z otoczenia. I ona, sama w sobie nie jest jeszcze zajebistością, a jedynie preludium do niej. Bo w tym momencie potrzebne jest nasze zaangażowanie, nasze &#8220;tak&#8221; dla szaleńczej, niezwykłej przygody. Dopiero siłą połączonych mocy rodzi się on &#8220;Captain Awsome&#8221; &#8211; czysta Zajebistość bez popitki. I to od nas zależy ile jej obalimy.</p>
<p>Kojarzycie pana nazwiskiem Thompson? Hunter S. Thompson, pisarz i publicysta, autor między innymi świetnego &#8220;Las Vegas Parano&#8221;, ale i znakomitych felietonów i reportaży dla &#8220;Rolling Stone&#8221; czy &#8220;Playboya&#8221;. Facet opracował coś, co fachowcy ochrzcili potem mianem gonzo &#8211; subiektywne podejście do reportażu, pełne wtrąceń autora, jego przemyśleń, uwag, niezwiązanych z tematem dygresji. Jeśli czytaliście tutaj moją relację ze spotkania z Brucem to właśnie taką thompsonowską koncepcję relacjonowania wydarzeń chciałem tutaj osiągnąć.<br />
Zapytacie pewnie dlaczego o tym piszę? Otóż właśnie Thomson, swoimi tekstami, uświadomił mi, że liczy się nie tylko cel, ale i to w jaki sposób się go osiąga. Czyli, nawiązując do znanej piosenki Skaldów, owszem, chodzi o to, by złapać tego króliczka, ale i o to, by go długo gonić, bo to świetna frajda.</p>
<p>Chcecie przykładu? Proszę uprzejmie, zaczniemy od banału &#8211; wyobraźcie sobie seks, w którym chodzi wyłącznie o orgazm. Wszystko co do niego prowadzi to zestaw rutynowych czynności, niczym strojenie gitary przed koncertem. Brzmi trochę smutno, nie?<br />
Albo inaczej &#8211; wybieracie się na koncert w odległym mieście. Sami. Bierzecie w pociągu kuszetkę, żeby być wyspanym, dojeżdżacie na miejsce, tam idziecie na jakiś obiad, żeby mieć siły, wynajmujecie pokoik w hotelu, by zostawić w nim rzeczy i jedziecie wreszcie na miejsce koncertu, by w ostatniej chwili ustawić się w kolejce i jak najkrócej stać przy kasach. Macie zarezerwowane miejsce w loży, więc nie musicie się spieszyć.<br />
A teraz ten sam koncert, tyle, że z bandą znajomych, z którymi spotykacie się pod domem i już zaczynacie nawijać. Macie gitarę, rozstrojoną jak mózg Macierewicza, świadomość, że oto czeka was nieprzespana noc w pociągu, a potem koczowanie w pyle i darcie ryja z innymi fanami. Wracacie zmordowani jak plażowy lodziarz (mam na myśli tego gościa z przenośną lodówką, który sprzedaje lody na plaży, podli zboczeńcy! ) ale szczęśliwi, z notesem adresów i komórką pełną nowych kontaktów.<br />
Gdy was kto zapyta jak było, niezależnie od obranego wariantu odpowiecie &#8220;zajebiście&#8221;, ale tylko w jednym przypadku będzie to po was widać. Będzie to słychać w waszym głosie.<br />
Bo, kochani moi, nie ma ZAJEBISTOŚCI bez zmęczenia, bez świadomości, że dostaliśmy od losu rękę, ale szarpaliśmy tak, że wspięliśmy się aż na głowę. To jest właśnie stężenie zajebistości, które mamy zachowywać we własnych żyłach.</p>
<p>I jak to teraz działa. Wyobraźcie sobie, że istnieje takie coś jak Czynnik Zajebistości. To takie fajne uczucie, powiązane nieco z poziomem adrenaliny, ale nie tylko. Ów czynnik wśród zalet wielu ma jedną wadę &#8211; odparowuje. Czy też jak wolicie rozpuszcza się w substancji stagnacyjnej zwanej przeze mnie Szarością. Nie trzeba dużo czasu, by Zajebistość odparowała i została sama Szarość. W tej ostatniej są, owszem, wspomnienia o wielkich czynach, ale brak im polotu. Są jak rodzinne zdjęcia z wakacji: A tu my na tle mostu Karola z żebrakiem, któremu właśnie daliśmy koronę, a on powiedział, że jesteśmy fajni.<br />
Jakie jest rozwiązanie? Oczywiście Zasada Zachowania Zajebistości czyli niedopuszczanie do odparowania Zajebistości z żył.<br />
Jak tego dokonać? Oto krótki poradnik.</p>
<p>Po pierwsze: Nie odpuszczamy okazji do zderzenia z Zajebistością. Wręcz ich wypatrujemy. To jest coś, do czego nie są zdolni Szaraki. Tak nawykli do rutyny, do swojej codzienności, że pomysł pt &#8220;jutro uczymy się surfingu na karaibach, gdzie dojedziemy stopem, a resztę przepłyniemy wpław&#8221; traktują jak szaleństwo. Człowiek z odpowiednio podkręconym stężeniem CZ powie tylko &#8220;kurwa, muszę się zakręcić w sprawie kąpielówek&#8221;. Zobaczycie, rzeczy przestają być nierealne, gdy &#8211; tu truizm &#8211; zawsze szukamy sposobu zamiast powodu.<br />
Po drugie: Sprawiamy, by dążenie do zdarzenia samo było zdarzeniem. W tym celu albo ruszamy w towarzystwie albo je zdobywamy. I lejemy na zmęczenie, głód, pragnienie. Jeżeli mamy do wyboru zjeść przez dwa dni ciepłe posiłki albo po raz pierwszy w życiu pościgać się na skuterze wodnym, nie powinniśmy mieć wątpliwości. Lżejsi lepiej damy sobie radę na wodzie <img src='http://carpenoctem.pl/wordpress/jakubcwiek/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /><br />
Po trzecie wreszcie: Zawsze jest nam mało. Mamy plany sięgające kosmosu i marzenia na każdy dzień. To sprawia, że po osiągnięciu marzenia nie osiadamy na laurach tylko umacniamy się w zasuwaniu dalej. Spotkanie z Brucem doładowało mi akumulatory, ale to przecież nie sprawi, że zrezygnuję z Oscara za parę lat? Zajebistość to wypadkowa zdarzeń i nas samych. Wydarzenie może być najwspanialsze na świecie, ale my w swym ograniczeniu ogarniamy tylko kawałek. Trzeba to podkręcić.</p>
<p>PAMIĘTAJCIE: NAJGORSZE CO MOŻE NAS SPOTKAĆ, GDY DĄŻYMY DO TEGO CZEGO CHCEMY, TO, ŻE TEGO NIE DOSTANIEMY <img src='http://carpenoctem.pl/wordpress/jakubcwiek/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  NAJLEPSZE, GDY SIĘ UDA &#8211; SPEŁNILIŚMY MARZENIE.<br />
NIE WARTO??</p>
<p>To było pytanie retoryczne.</p>
<p>*<br />
 Skoro doświadczyliście, to na co jeszcze czekacie. Opiszcie w komentarzach!</p>
<p>PS. wpis niniejszy dedykuję Adze Wszechmogącej (niegdyś uberAdze) wyjątkowo zainteresowanej tematem <img src='http://carpenoctem.pl/wordpress/jakubcwiek/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
 <img src="http://carpenoctem.pl/wordpress/jakubcwiek/wp-content/plugins/feed-statistics.php?view=1&post_id=265" width="1" height="1" style="display: none;" />]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://carpenoctem.pl/wordpress/jakubcwiek/2010/08/14/rules-of-awesomeness/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

<!-- Dynamic Page Served (once) in 1.268 seconds -->
