“Alicja” już tutaj zamieszka
kwi25
Jak widzicie, trochę się tutaj zmieniło. Trudno mi się wdawać w dyskusję na temat tego czy taki układ męczy oczy czy nie. Mnie nie męczy, części z was odpowiada, innym nie. Nie przeskoczę. Mogę tylko tym zmęczonym zaproponować, niech zaznaczą sobie tekst, wtedy dostaną jego negatyw. W każdym razie za nową, kapitalną oprawę należy podziękować staremu (w sensie stałej obecności, nie w sensie wieku) Mike’owi Dravenowi oraz Michałowi Dagajewowi, który udostępnił zdjęcie. Fotka pochodzi z monodramu “Alicja”, który jakiś czas temu wystawiałem na Seminarium Literackim ŚKFu. Stąd taki a nie inny tytuł notki.
Z innych rzeczy. “Krzyż Południa.Rozdroża” mimo iż wciąż bez okładki, ma już wyznaczoną datę premiery. Siedemnasty czerwca. Jeżeli będziecie mieli trochę gotówki, kartę i oczywiście ochotę, zapraszam w tym czasie do księgarni. Nie, nie wiem ile będzie kosztowała.
Tymczasem fabrycznych wznowień ciąg dalszy. “Kłamca 3. Ochłap sztandaru” w nowej wersji pojawi się, według informacji jaka do mnie dotarła, dwudziestego pierwszego maja. W sam raz, żeby kupić i dać mi do podpisania w Warszawie, gdzie będę podczas Targów Książki.
“Świnie Boże” wciąż się obrabiają, bo to dla mnie cholernie trudna książka, ale już, już niebawem ogłoszę zakończenie prac i chętnie wtedy napiję się lampki szampana gdzieś w miłym miejscu. Jeszcze poinformuję o szczegółach wszystkich zainteresowanych. Z jeszcze weselszych rzeczy, napisałem dwa opowiadania z czego jedno jest dobre, a drugie przejdzie solidną obróbkę, zwiększy objętość i również dobre będzie. A “Ofensywa szulerów 2″ coraz bliżej.
I wreszcie “Kłamca 4″. O tym jaki będzie miał podtytuł dowiecie się już za tydzień, ale nie z tego bloga a ze strony Oficjalnego Fanklubu Lokiego. Macie taki elegancki button po lewej, wystarczy kliknąć w przyszłą niedzielę i już. Pierwsze koty za płoty. Nad Kłamcą 4 siadam porządnie w wakacje i mówiąc szczerze nie wiem ile mi zajmie. Ale do października, listopada powinienem skończyć etap pisania. To wróży książkę na luty 2011. Tak szacunkowo.
Poza planami zawodowymi chciałem poinformować, że poznałem i pokochałem nowy serial, do drugiego z oporami, ale się przekonuję.
Ten drugi to “Spartacus. Blood and sand”, którego pierwszy odcinek mnie zmulił, a chwilami, niezamierzenie, bardzo rozbawił, a kolejne dwa wyłącznie muliły. Ale, że Teklak polecał, a Patti ogląda na bieżąco, przełamałem się do paru scen, wysłuchałem streszczenia fabuły (z zaskakującymi zwrotami akcji) i obejrzałem odcinek trzynasty który ma tytuł dokładnie taki jak płyta po której skończyła się Metallica
Odcinek mnie zachwycił, postanowiłem nadrobić wcześniejsze i zmieniwszy nieco nastawienie (A co, wolno mi! Tylko krowa nie zmienia poglądów) przyglądam się walecznym gladiatorom z rosnącym zainteresowaniem. Jest spoko, choć mogłoby być lepiej.
Serial który pokochałem to “Entourage”. Ekipa kumpli zgromadzona wokół filmowego gwiazdora, absolutnie zabójczy agent i jego asystent gej azjata, gwiazdy filmowe wielkiego formatu w epizodach i satyra na Los Angeles lepsza niż Californication. Chcecie wiedzieć jaki film superbohaterski nakręcił James Cameron (występujący w kilku odcinkach) czego chce od bohaterów Jessica Alba, a czego Bono i Matt Damon? Kto ratuje Vince’a (główny bohater) z piekła zapomnienia i jaki ma w tym udział Gus Van Sant? Koniecznie zobaczcie “Entourage”. Czad, który zainspirował mnie do napisania opowiadania. Szczegóły wkrótce ![]()
Przeczytałem też nowo u nas wydanego Palahniuka – “Niewidzialne potwory” i uważam, że byłby z tego genialny film, choć sama książka nie przebija “Rozbitka”. Ale i tak jest nieźle.
To tyle.
