Archiwum kategorii ‘Plany’

Szkoła życia…

maj
17

Człowiek uczy się całe życie.
Ja na przykład dopiero teraz odkrywam co naprawdę sprawia mi frajdę w pisaniu i co pisze się najfajniej. Nie to żebym nie lubił swoich dotychczasowych książek, widzę ich wady, ale lubię wszystkie. Niemniej to cały czas było odkrywanie co chcę pisać, gdzie sobie poradzę, a gdzie nie. Horror, fantastyka historyczna, czy dziwaczne trudno-powiedzieć-co (jak “Świnie Boże”), wszystko to eksperymenty, szukanie innej drogi, żeby nie zamknąć się na wyzwania i nie ograniczyć do cyklu o Lokim.
Teraz natomiast zataczam koło. Przeszedłem przez etap euforii, zachłyśnięcia się własnym pisaniem, przeszedłem etap wstydu, że piszę fantastykę rozrywkową bez przesłania ( aż wreszcie odkryłem, że ludzie którzy mówią o fantastyce ambitnej sami niekoniecznie wiedzą co mówią) i doszedłem tu, gdzie jestem w tej chwili. Uświadomiłem sobie, że są i zawsze będą dużo lepsi ode mnie, ale są też i dużo gorsi, a ja jestem na etapie, kiedy już bez lęku i trudu umiem ubrać myśli w słowa. To dobry znak i miłe uczucie, kiedy człowiek czuje się pewnie w tym co robi. Słowem, jest fajnie.
Skąd jednak ten refleksyjny ton? Cóż, może troszkę dlatego, że chciałbym się niektórym wytłumaczyć. Na przykład jednej z moich przyjaciółek, która wprost powiedziała mi, że czeka na książkę, która jej się spodoba, bo do tej pory nie napisałem. Poprosiłem ją o czas, obiecałem, że kiedyś taką napiszę. Ale wygląda na to, że jeśli nie spodobają jej się “Świnie boże” to jednak tego nie zrobię. Nie dotrzymam słowa i nie będę przeskakiwał rekina.
Nie chcę tu wcale powiedzieć, że cofnę się w rozwoju, choć niektórym może się tak wydać. Zamierzam jednak skupić się na tym, w czym jestem silny dopóki nie pojawi się ktoś, kto może mnie strącić w przepaść. Tak jak – tu opinia całkiem prywatna – Magda Kozak zrzuciła ze stołka Andrzeja Ziemiańskiego jako głównego piewcę militariów wszelakich, świata broni i twardzieli. Ja jestem mocny z popkultury i wykorzystywania jej w tworzeniu historii. To taka metoda, którą na swój sposób pracują Gaiman ale i Tarantino – obaj lepsi ode mnie, ale to przecież żaden wstyd.
Nie licząc wspomnianych “Świń” wszystko, co piszę i chcę pisać to książki akcji. “Krzyż Południa” jest tego pierwszym zwiastunem, “Ofensywa szulerów 2″ również idzie w tym kierunku, ale prawdziwy kierunek zmian wyznaczy “Kłamca 4: Kill’em all”, który z jednej strony coś zamyka, ale dużo więcej otwiera. Fani “Kłamcy” jeszcze przed poznaniem finału historii o Lokim, dostaną nową, podobną w klimacie historię. Ale o tym, póki co, sza!
Człowiek uczy się przez całe życie.
Jak na przykład “Crossgate” i sytuacja, która do niego doprowadziła, uświadomiły mi jak bardzo jako autor byłem i nadal jestem bezbronny. Bo nie znam prawa, bo podpisując umowy nie mam pojęcia co właściwie mogę. Na szczęście w całej tej sytuacji mogłem liczyć na przyjaciół, w tym cudownych Witka Siekierzyńskiego i Zbyszka Okonia.
Obaj są teraz organizatorami specjalnych warsztatów dla chętnych, właśnie z prawa autorskiego. Cudowna sprawa, znakomite dla początkujących i zaawansowanych pisarzy. Warto przyjść, a przy okazji zostać na reszcie programu ARS FANTASTICA na Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie. Zapowiadają się fajnie, a do tego będzie okazja, byśmy się tam spotkali. Zapraszam!
Człowiek uczy się przez całe życie.
Ja na przykład patrzę na ostatni czas, ostatnie miesiące, i nie jestem z nich zadowolony. Gdy nie jestem w pociągu, siedzę w domu, tyję, zarastam i robię się kudłaty. Ale w końcu zamierzam coś z tym zrobić i mówię o tym publicznie, żeby wypalić sobie piętno złożonej Wam wszystkim obietnicy. Moje książki będą równie energiczne jak pierwsza, choć lepiej napisane. Ja będę równie energiczny jak kiedyś, choć bardziej doświadczony.
Człowiek uczy się przez całe życie…
A potem zwyczajnie zaczyna korzystać z tej wiedzy. Ot tak, po prostu.
Jak ja.

Butch Loki i Sundance Cross

maj
9

W poprzedniej notce wspominam o wpisie na Fantazmatach – blogu Runy. I ten wpis już jest, możecie dowiedzieć się czegoś więcej na temat powstawania “Krzyża Południa”. Ja jednak już po napisaniu tej notki zauważyłem coś, czym jeszcze chciałbym się z wami podzielić. Bo oto mam wrażenie, że tematycznie… wróciłem do początku.
“Od mitów do legendy. Od Lokiego do Crossa. Od Kłamcy do “Krzyża Południa” ” – tak myślę, brzmieć będzie hasło reklamowe książek o Jeremiah Crossie. Bo i, mimo oczywistych różnic, są między cyklami bardzo wyraźne podobieństwa. Przede wszystkim główni bohaterowie wyglądają podobnie – to konsekwentnie realizowany pomysł (i tu sobie wybierzcie):
a) tworzenia bohatera o wyglądzie chrystusowym i budowania postaci na zasadzie opozycji cech charakteru do rzeczonego wyglądu.
b) czynienie bohaterem wyidealizowanej wersji siebie, żeby w ten sposób uleczyć swoje rozlicznej kompleksy.
c) z powodów, których sam nie umiem wyjaśnić, ale wciąż myślę, że to fajne.

Kolejnym podobieństwem jest obecność dawnych Bogów. Co prawda w cyklu o Krzyżu nie są oni aż tak licznie reprezentowani jak w Kłamcy, ale jest tu na przykład baron Samedi, przykłady opętań, w dalszych pojawią się też inni przedstawiciele istot nadprzyrodzonych. Myślę, że ta sfera nie powinna nikogo rozczarować.

Humor to trzy. Jest podobny, bo mój. Krzyż Południa nie jest co prawda aż tak nastawiony na śmiech jak Loki, Cross zdecydowanie woli milczeć, ale nadal, myślę, będzie się można uśmiechnąć przy ciętych odzywkach, albo podczas lektury opowiastek i plotek na temat Crossa. Bo to, jak już mówiłem, opowieść pełna opowieści. No i oczywiście nawiązań popkulturowych, choć wprowadzanych nieco inaczej niż Kłamcy.

Przede wszystkim jednak jest to książka, w której od samego niemal początku liczy się akcja, akcja i jeszcze raz akcja. Nieważne czy wydarzenia mówią akurat o Samedim na Południu, Crossie pod Gettysburgiem czy nieco dziwnym Lincolnie w Waszyngtonie, kolejnym stronom przyświeca cel – niech się dzieje!

Dlaczego to wszystko piszę? Cóż, przez te kilka lat, kiedy piszę, szedłem literacko w wielu kierunkach- szukałem miejsca w literaturze humorystycznej, skradałem się przez strefę mroku i grozy, wreszcie władowałem się na pola historii alternatywnych. Część czytelników trwa przy mnie niezależnie od moich pisarskich fanaberii, ale są też tacy, którzy biorą dla siebie interesujący ich kawałek. I właśnie ich chciałbym poinformować:
“Krzyż Południa. Rozdroża” to nie “Kłamca”, ale zdecydowanie jest mu do cyklu o Lokim bliżej niż do pierwszej “Ofensywy szulerów” (bo druga, to zupełnie inna historia i jazda bez trzymanki!).

Czy też może inaczej: Wyobraźcie sobie jak powstawałaby opowieść o Lokim, gdyby napisano ją w czasach Wojny Secesyjnej. Choć nie, nie musicie sobie wyobrażać, zrobiłem to za was. :)

Powtórzę to, co napisałem wcześniej: “Od mitów do legendy. Od Lokiego do Crossa. Od Kłamcy do “Krzyża Południa” ”

Już wkrótce (bodaj 17 czerwca) zapraszam do lektury. A przy okazji do paru ciekawych akcji i eventów. Zaglądajcie tutaj, by wszystkiego się dowiedzieć.

Aha, ponieważ są tacy, których to interesuje, za sprawą Fungusa (dzięki Fungus!) oglądam kapitalny serial “No heroics” – angielski sitcom o superbohaterach. Cudo!

Tyle.