Cross show (odsłona druga)
dodano: 10 Styczeń, 2010przez: Jakub Ćwiek
W komentarzach do poprzedniego wpisu pojawiła się Fabryczna odpowiedź. Jako że jest to głos drugiej strony, uważam, że zasługuje na miejsce na stronie jako cytat. Tak więc zostawiam wypowiedź Roberta Łakuty w całości tak w komentarzach jak i przenoszę ją tutaj. Tak będzie mi łatwiej odpowiadać a dla wszystkich obserwujących dyskusja stanie się czytelniejsza (dla odróżnienia, tekst Roberta puszczam kursywą:
Drogi Jakubie
Myślę, że robisz wiele złego mieszając ludziom w głowach, zmuszasz mnie więc niestety do zajęcia stanowiska.
Wszyscy Cię tu okropnie żałują, zdając się nie dostrzegać innej strony zjawiska co postaram się zaraz przybliżyć.
Na początek krótki rys historyczny.
Kiedy zaczynaliśmy tworzyć Fabrykę, nikt z polskich Autorów tak naprawdę nie zarabiał zbyt wiele na pisaniu.
Ci którzy zarabiali otrzymywali krociowe sumy około 60 groszy od egzemplarza a sam mistrz Sapkowki podobno aż 90.
Andrzeja Pilipiuka nikt nie chciał wydawać i Inni Autorzy nie traktowali go poważnie.
Niektórzy Autorzy posuwali się do pisania pod obco brzmiącym pseudonimem byle sprzedać książkę.
My przyszliśmy i staraliśmy się zrobić wszystko jak należy, daliśmy normalne stawki, postaraliśmy się o dystrybucje i umożliwiliśmy zaistnienie debiutantom.
W tym także Tobie Jakubie. Kto wie czy miałbyś szansę wypłynąć, piszących jest naprawdę mnóstwo.
A tak Ty swoją ciężko pracą jak i naszymi staraniami stałeś się zauważalny ( notabene nawet zdjęcie na Twoim blogu jest mojego autorstwa).
Dla Twojej informacji i innych czytelników czuję się też ojcem chrzestnym powoływanego przez Ciebie wydawnictwa Runa.
Po założeniu Fabryki rozmawialiśmy z różnymi Autorami , miedzy innymi z Anią Brzezińską. Na spotkaniu w Lublinie otrzymała propozycję umowy oraz usłyszała dość szczegółowo
o naszych planach, z których niektóre obserwowaliśmy w założonym później nowym przedsięwzięciu Ani wydawnictwie Runa.
Kto wie może gdyby nie my, nie miałbyś tam okazji publikować
Ale ad rem.
Wszystko rozwija się mniej lub bardziej pomyślnie jak to w życiu.
Oczywiście zdarzały się wpadki jak z Red Horsem.
Nie ma w tym naszej za wielkiej winy bo założywszy go, straciliśmy nad nim całkiem kontrole, zaufawszy, że prezes wie co robi.
Jakiś czas potem okazało się , że rzeczywiście rozliczenia nie były odpowiednie, co odpokutowaliśmy, bo chociaż firmy były zupełnie innymi bytami, nie mogliśmy
zostawić sytuacji niedopowiedzianych i w miarę możliwości staraliśmy się przynajmniej z naszymi Autorami załatwić jak się dało zaległości.
Nie mieliśmy takiego obowiązku, bo to zupełnie inny podmiot, nakazywała nam to jednak przyzwoitość.
I dalej jakoś by to się prostowało, ale przyszły trudniejsze czasy.
Zaczęły się problemy z Empikiem, wydłużyły się terminy płatności powiększyły procenty.
Razem z opłatami za magazyn centralny, marże dystrybucyjne sięgnęły 60% ceny okładkowej.
Potwierdzą to na pewno dobrze zorientowani, których serdecznie pozdrawiam
Nie dzwoniłem wtedy do Ciebie Jakubie proponując Ci inne warunki.
Mimo trudnej sytuacji staraliśmy się dzielić pieniądze i chociaż jak słusznie zauważasz nie udawało się dotrzymać terminu, trudno być tym jedynym sprawiedliwym , kiedy w koło wszyscy detaliści
próbują maksymalnie zwlec moment zapłaty.
Zaczęła się też inżynieria finansowa polegająca w skrócie na tym, że kiedy zbliża się termin faktury, to zgarniamy co mamy na półce i robimy zwrot.
To powoduje odjęcie wartości zwrotu od wartości faktury i następnego dnia można znowu zamawiać nie troszcząc się o terminy.
Za zdziwieniem i przerażeniem obserwowałem całe palety nowości oznaczone jako zwroty, byle zrobić ruch towarowy.
Wtedy my powinniśmy zrobić korektę Twoich rachunków , a tak się nigdy nie stało.
Jedynym tego wynikiem było nieprzysłanie rozliczenia na które się powołujesz, bo widniałoby tam zero.
Ale to nasz błąd trzeba było takie wysłać i jedna podstawa do oczerniania mniej.
Tu kłaniają się debiuty. Może zbyt pochopnie weszliśmy tak mocno z debiutami, bo pojawiły się tu wpisy o złej Fabryce.
Na każdą książkę w średnim nakładzie trzeba wydać kilkadziesiąt tysięcy, żeby ją wypuścić na rynek.
Większość debiutów sprzedaje się mizernie. niektóre w okolicach 500 egzemplarzy,a potem zaczynają się zwroty.
Trudno wtedy liczyć na jakieś sensowne rozliczenie skoro nie wiemy jak duże będą, a może wróci wszystko?
I co wtedy, mam pisać do Autora, oddajcie proszę pieniądze, bo się nie udało, przy czym jest domniemanie, że to ja jestem słaby, broń boże książka.
Powiem Ci po co jest wyłączność, bo na tym trudnym rynku, możesz postawić księgarzowi ultimatum, rozlicz się za poprzednie pozycje, to dostaniesz nowego “Kłamcę”
Jeśli on na to będzie miał argument, że mi nie zapłaci , bo kupi sobie w Runie, to na pieniądze możesz czekać i dwa lata.
Ale chyba za bardzo się oddaliłem
Skonkretyzujmy zarzuty:
Twój Jakubie: nie płacicie mi
Odpowiedź: nie prawda płacimy w miarę możliwości, można się skarżyć na opóźnienia, więc i ja się na nie skarżę.
Teraz ja:
wziąłeś zaliczkę i z powodu mąk twórczych nigdy dzieła nie wykonałeś, mało tego w tym czasie oddałeś książkę konkurencji.
przypomina mi to taką sytuację:
zamawiam ekipę do malowania domu oni mi mówią poprosimy zaliczkę na farbę, ja mówię proszę bardzo, a oni idą i malują dom sąsiada.
Uważasz, że to w porządku? zwyczajnie nas oszukałeś i to nie jeden raz, ale do tego za chwilę.
Nie wkładaj w nasze usta tego czego byśmy tam nie chcieli ![]()
Powiedziałeś, że ktoś z nas. bodajże Eryk sugerował Ci, że pisz cokolwiek bo to fantastyka.
Byłem przy tej rozmowie i przeinaczyłeś zupełnie to co mówiliśmy.
A była mowa o tym, że skoro masz zamiar pisać steampunk na dzikim zachodzie to po co przeżywasz męki związane z realiami.
Mówiłeś, że Ci się pomyliło coś w kampanii, ale skoro jak sam określałeś jest to czysta fantastyka, to możesz chyba zmienić co chcesz, nawet przebieg bitwy pod Gettysburgiem i tu męki 100% realizmu, nie powinny Cię dopadać.
I tu oszukałeś drugi raz , tym razem blogowiczów, przedstawiając nas jako idiotów, którzy nie wiedzą co wydają.
Trzeci raz oszukałeś w temacie rachunków.
Twój sprytny ruch polegał na tym, że tuż przed Falkonem odesłałeś kilka rachunków bodajże trzymanych od lipca, żądając ich natychmiastowej zapłaty.
Tu niestety będzie Ci trudno udać pokrzywdzonego, bo jest książka korespondencji.
Na spotkaniu żądałeś wypłaty i tak się stało, i to niezależnie od tego czy wysłałeś tekst, nie był to żaden szantaż.
Myśleliśmy , że się dogadaliśmy i się rozliczymy wzajemnie (to podkreślam, bo dla Ciebie te sprawy się nie łączą, Tobie są winni to samo zło, a Ty jak jesteś winny to pokrzywdzony artysta)
No i co zrobiłeś: oszukałeś na po raz wtóry, jak zaznaczasz w swoim blogu świadomie.
Potem się ukrywałeś i nie odpowiadałeś na maile i telefony i dopiero po moim dość stanowczym mailu objawiłeś się także mailowo, co mnie ucieszyło i skłoniło, do ponownego podjęcia tematu naszych WZAJEMNYCH
rozliczeń. i Znowu jak wydawało się, że coś ustaliliśmy Ty wtedy rozdarłeś szaty i opisałeś nas jako potworów, przekręcając prywatne rozmowy, suto okraszone ciekawym komentarzem bez wysłuchania drugiej strony.
Po całej tej przydługiej epistole, pozostaje mi tylko wyrazić swój smutek, że tak się sprawy potoczyły i że włączam się do tej dyskusji, która powinna odbywać się między nami
oraz że to Ty mimo wielokrotnego niedotrzymywania niczego, jesteś kryształowy.
Życzę Ci szczęścia i wyrażam nadzieję, że inni wydawcy Cię docenią, chociaż będą pewnie uważali o czym z Tobą rozmawiają prywatnie.
Pozdrowienia
Robert Łakuta
Fabryka Słów
dodane przez: Robert Łakuta
Styczeń 9, 2010 @ 10:04 pm
Tyle Robert.
Pozwolicie, że jeszcze ja zabiorę wam chwilkę czasu, odnosząc się do tego co napisał. Pozwolicie także, że w pierwszej kolejności odpiszę Robertowi wprost? Zacznę od finału listu, tego co bezpośrednio o mnie i do mnie:
a) Kwestia zaliczki, pokojowych malarzy itd. Jak już wspomniałem, a teraz przypomnę, nie chciałem brać zaliczki na książkę nienapisaną. Poinformowałem o tym z resztą, mówiąc, że proszę o pieniądze na którąś z dwóch pozycji już napisanych (przypominam “Ciemność płonie” już wydana, Kłamca już po redakcji, z okładką, a może nawet w druku). Wtedy to właśnie zaproponowano mi, by była to zaliczka na poczet nowej książki, bo z tamtymi “nie ma już co kombinować”. Zapytano mnie jak tam książka dla Runy, powiedziałem, że finalizuję i będę się brał za nową. Wszystko grało i buczało, nie było problemu. Przykład z malarzami jest więc o tyle nieadekwatny, że malarze wzięliby pieniądze za zrobioną pracę, a nie poszli na zaliczkę za taką, która się może wysypać. I owszem, wysypała się, moja wina. Tak, to był moment, kiedy mocno wierzyłem w długoletnią współpracę z Fabryką.
Podsumowując rozmowę, której owocem była zaliczka za “Drzewo”:
Szefowie Fabryki (w tym Robert) wiedzieli, że finalizuję książkę dla Runy, bo powiedziałem im jeszcze w maju, że następną pozycją w kolejce po Kłamcy 3 jest właśnie “Ofensywa szulerów”. Pisałem też o tym później po wielokroć śląc desperackie maile, gdy padał ten argument.
Chciałem wziąć zaliczkę na książkę już napisaną, zasugerowano mi inne rozwiązanie.
Dług Fabryki wobec mnie przekroczył wysokość zaliczki już w grudniu czyli na długo zanim powinienem był oddać “Drzewo”. A potem rósł.
Sprawa numer dwa, którą udowodnić będzie trudniej (na tamto są maile, tu była rozmowa telefoniczna) ale i tak spróbuję tym samym przyznając się do swojej potwornej gafy (siebie, Robercie, nie Was przedstawię teraz jako idiotę, nigdy nie sugerowałem, że nie wiecie co robicie, prawda?): Kiedy zadzwonił telefon, odebrałem, na pytanie o “Drzewo” użyłem zwrotu jak w poprzednim wpisie po czym opowiedziałem historię jak to pomyliłem południową i północną Armię Potomaku, bo miałem niewyraźną mapkę. Wynikiem tego historia, która miała mieć swój punkt zwrotny (i przejście w fantastykę) duuużo później, tu wykrzaczyła się niezgodnie z moim autorem, bo oto miałem armię Północy w Richmondzie, generała Lee zaczajonego za Potomakiem i w zasadzie koniec wojny. Nie pytajcie jak to zrobiłem, miałem ambitny zamiar wczuć się w generałów i iść za mapami. Tak, wiem. To było z mojej strony głupie.
No i o tej głupocie mówię, mówiłem też wtedy, a w odpowiedzi usłyszałem nie tylko to, co podałem wcześniej, ale nawet, że inny autor, ze skrupulatności i zamiłowania do faktów słynący, również robi podobne szopki i strasznie ciężko mu wytłumaczyć, że pisze przecież fantastykę.
Nie wkładam Ci więc w usta Robercie niczego, czego już wcześniej tam nie było
I wreszcie sprawa numer trzy, ta dla odmiany do udowodnienia najłatwiej. Rzeczywiście było jak mówisz z rachunkami, przyszły w jednej kopercie i naraz. Tyle, że… już dużo wcześniej zgłaszałem, że żadne rozliczenia do mnie nie doszły i chciałbym je dostać, żeby móc podpisać. Sprawa ruszyła dopiero przy okazji aneksu do umowy, a potem przedłużenia umowy na Kłamcę, kiedy to powiedziano mi, że dostanę pakietem jedno i drugie. I tu zabawna sprawa. Poprosiłem by i jedno i drugie wysłano mi mailem, podpiszę i odeślę, a potem mój egzemplarz umowy, podpisany przez drugą stronę wróci do mnie. Rachunki to tylko drukowane kartki i tylko ja je podpisuję, nie dostaję podpisanej kopii zwrotnej. I teraz uwaga, najzabawniejsza sprawa: Dostaję maila, w załączniku umowa, ale informacja, że rachunki to jednak dojdą pocztą. Zwykłym listem, dodajmy, nie żadnym tam poleconym, mimo iż doświadczenie uczy, że listy giną.
Ach i to właśnie wtedy, warto wspomnieć, Robercie, obiecałeś mi w smsie dodruk Kłamcy 3 w listopadzie. Mam tego smsa tak się składa. To był już czas, kiedy już takie rzeczy archiwizowałem.
No i moja obecność w Lublinie i tam sytuacja tak jak ją przedstawiłem. Potem wysłałem pismo, ale bez odpowiedzi, wreszcie kilka telefonów ze strony Fabryki i mail, na który odpowiedziałem raz dwa. Dowiedziałem się wtedy, że moje pismo nie doszło, więc wysłałem je raz jeszcze.
Sprawa zaliczki zostanie więc rozwiązana poprzez odjęcie jej z bieżących rozliczeń. Kiedy już je dostanę, bo znowu, co sygnalizowałem Fabryce, a powtórzę i tutaj, rozliczenia nie przychodzą.
To jakby zamyka sprawę wzajemnych, biznesowych ale.
Pozostaje cały długi wstęp, fabryczna historia, z którą spierać mi się trudno, bo na początku wcale mnie tam nie było, a potem i tak, ze szczegółów technicznych docierało do mnie niewiele. Próbowałem jednak zasięgnąć w temacie języka i jak się okazuje, mimo iż wszyscy mieli (a może i mają) z Empikiem problem i czasem pojawiają się problemy z płynnością, nikt nie załatwia tego wedle lojalnościowego klucza czy nie próbuje wyciągnąć nagle książki u konkurencji. O której, tu jeszcze raz, bo to ważne, Wydawca wiedział wcześniej! I rzekomo byliśmy w temacie ok.
Kwestii ojcostwa takiego czy innego wydawnictwa Runa poruszał nie będę, ale dyskusję chętnie pociągnę dalej, wsparty mnogością cytatów.
Tyle.
“Jak już wspomniałem, a teraz przypomnę, nie chciałem brać zaliczki na książkę nienapisaną. ”
Rzeczywiście, zapomniałem, ze tak pisałeś. To, zdaje się, kwestia kluczowa. Bo pretensja do ciebie dotyczy właśnie tej zaliczki i niewywiązania się z “roboty”.
dodane przez: malakh
Styczeń 10, 2010 @ 12:52 am
Robert Łakuta: “Mam nadzieje, że po niedzieli dogadamy się ostatecznie z Jakubem i co za tym idzie posypią się i dodruki
”
Styczeń 10, 2010 @ 12:13 am
Możliwe, że źle zrozumiałam intencje, ale w kontekście dyskusji brzmi to jak: “Kuba, jeśli się z nami dogadasz, to zobaczysz dodruki książek, które już dawno powinny się ukazać”. Mam nadzieję, że jednak źle zrozumiałam.
dodane przez: tesska
Styczeń 10, 2010 @ 1:06 am
Witam
Możliwe, że źle zrozumiałam intencje, ale w kontekście dyskusji brzmi to jak: “Kuba, jeśli się z nami dogadasz, to zobaczysz dodruki książek, które już dawno powinny się ukazać”. Mam nadzieję, że jednak źle zrozumiałam.
i źle i dobrze.
Dogadanie się z Kubą jest kluczowe.
Skoro tak mu z nami źle, to nie powinniśmy się ładować w dodruki i robić mu na złość powiększając w domyśle trudną sytuację rozliczeniową, tylko rozwiązać umowy.
Bo przecież zgodnie z sugestiami pewnie się nie rozliczymy, co nie jest prawdą.
Po drugie nie zgodzę się niestety z sugestią, że ktoś mu wciskał zaliczkę.
Otóż Kubo drogi zgłosiłeś się z pomysłem na “Drzewo” i propozycją, że żeby je napisać musisz pojechać do stanów.
Czyli potrzebowałeś na wycieczkę wakacyjną a teraz się okazuje, że właściwie to Ci wciskano.
Trudno to skomentować, bo po co byłaby ta dyskusja, gdyby taka była prawda.
dodane przez: Robert Łakuta
Styczeń 10, 2010 @ 7:32 am
“Sprawa zaliczki zostanie więc rozwiązana poprzez odjęcie jej z bieżących rozliczeń. Kiedy już je dostanę, bo znowu, co sygnalizowałem Fabryce, a powtórzę i tutaj, rozliczenia nie przychodzą.”
i jeszcze jeden symptomatyczny cytat:
“Sprawa zaliczki zostanie więc rozwiązana poprzez odjęcie jej z bieżących rozliczeń. Kiedy już je dostanę”
z którego wynika.
Fabryka mi nie zalega, to znaczy prawdopodobnie zalega dowiem się z rozliczenia, które teraz przyjdzie.
Czyli wytworzyliśmy wrażenie o zaleganiu na jakieś straszne sumy przekraczające zaliczkę, a na dzień dzisiejszy takich zaległości nie ma.
A co jeśli na najbliższym rachunku suma będzie niższa niż zaliczka ?
Cała ta dyskusja powstała z niezgody na bezkrytyczne oczernianie.
I pewnie nigdy by się nie rozwinęła, gdybyśmy kontaktowali się normalnie.
dodane przez: Robert Łakuta
Styczeń 10, 2010 @ 7:42 am
Jakubie; apel
czas chyba zakończyć, bo tak jeszcze można długo, tylko po co?
dodane przez: Robert Łakuta
Styczeń 10, 2010 @ 7:49 am
Robercie: apel! Czas chyba to zakończyć, fakt, zapłaćcie więc od razu Ćwiekowi i będzie. Po cóż zasypywać bloga komentarzami? Wpłacicie mu kasę na konto, to z pewnością nie będzie już pisał o tej sprawie na blogu. Można prosto? Można. Trzeba chcieć tylko.
dodane przez: Y.
Styczeń 10, 2010 @ 9:46 am
Jakubie, masz problem ze skończeniem Drzewa – to zrób zakończenie otwarte, sugerujące, jednoznacznie, że to jeszcze nie koniec. Takie urwane najlepiej. Wszyscy (no może oprócz MAGa) będą zadowoleni – FS dostanie tekst, Ty – dostaniesz pieniądze a Runa (lub inne wydawnictwo) – dostanie drugą część bestsellera, gdy w końcu znajdziesz pomysł na końcówkę.
dodane przez: Rada dla Jakuba
Styczeń 10, 2010 @ 10:07 am
Nie zamierzam komentować spraw, o których nie mam wiedzy, niemniej do jednej zmuszona jestem się odnieść. Sukces ma wielu ojców, kwituję więc zwykle uśmiechem wynurzenia o tym, kto i jak nam w pierwszym okresie tworzenia Runy pomógł, zainspirował, doradził. Naprawdę doświadczyłyśmy wówczas wiele życzliwości. Pamiętam Olgę Tokarczuk, prowadzącą wydawnictwo Ruta, którą podobieństwo nazw (niezamierzone) ogromnie rozbawiło i która życzyła nam sukcesów. Pamiętam Grzesia Szulca z ISA i Andrzeja Miszkurkę z MAGa, którzy naprawdę udzielali nam rad. Pamiętam konwenty, wreszcie Polcon, na którym byłam gościem honorowym, i spotkania, na których opowiadałyśmy o procesie wydawniczym czy o konstrukcji umów. Pamiętam mnóstwo spotkań z kolegami pisarzami, redaktorami, tłumaczami i fanami, od lat działającymi w klubach. Pamiętam i jestem od lat niezmiennie wdzięczna. Również dlatego, że wizja, nakreślona na tym blogu przez p. Mateusza, współpracownika Fabryki Słów, jakoby „wydawcy nienawidzili się jak psy”, że pozwolę sobie zacytować, nie jest mi bliska.
Z p. Robertem Łakutą, którego wówczas kojarzyłam jako syna dobrego znajomego mojego taty (oboje pochodzimy z Lublina), spotkałam się w Lublinie, w kawiarni Chmielewskiego. Rozmawialiśmy wówczas o notce, polecającej pierwszy zbiorek Wędrowycza, którą – mimo Runy – zgodziłam się dla Fabryki napisać. P. Łakuta zaproponował mi wydanie książki; nie zgodziłam się. Ale cenię Andrzeja Pilipiuka i chciałam mu pomóc (ach, te gryzące się psy!). Teraz się okazuje, że właściwie to nie ja pomogłam, tylko mnie pomogli.
Cóż, niebawem zapewne się dowiem, że tytuł mojego debiutanckiego, nagrodzonego Zajdlem opowiadania zawdzięczam antologii FS „A kochali się że strach”.
Pozdrawiam i życzę wszystkim pogodnej, śnieżnej niedzieli!
Anna Brzezińska
dodane przez: Sigrid
Styczeń 10, 2010 @ 10:07 am
“Po drugie nie zgodzę się niestety z sugestią, że ktoś mu wciskał zaliczkę.
Otóż Kubo drogi zgłosiłeś się z pomysłem na “Drzewo” i propozycją, że żeby je napisać musisz pojechać do stanów.
Czyli potrzebowałeś na wycieczkę wakacyjną a teraz się okazuje, że właściwie to Ci wciskano.
Trudno to skomentować, bo po co byłaby ta dyskusja, gdyby taka była prawda.”
Robercie, proszę Cię pięknie, nie wypaczaj, bo nie napisałem, że wciskano mi zaliczkę, tylko, że dawano mi ją za książkę nienapisaną, choć ja prosiłem, by wyliczyć ją z Kłamcy 3. Skoro jest potrzeba, oto cytat z maila z tamtych dni:
“2) W poprzednim mailu pytałem Cię o możliwość wypłaty zaliczki za
Kłamcę. Pozwolę sobie ponowić pytanie z racji tego, że szykuje mi się
okazja, na ciekawą wycieczkę po Stanach szlakiem Wojny Secesyjnej co
będzie nieocenioną pomocą przy pisaniu “Drzewa Crossa”. Dokonałem
wstępnej rezerwacji, ale niestety kwestie finansowe mogą sprawić, że
wycieczka przejdzie mi koło nosa. Byłbym wdzięczny, gdybyś napisał mi
jakie są możliwości w tej kwestii.”
Jest różnica, prawda? I o tym właśnie mówię.
Ja jestem za apelem, w mojej sprawie powiedzieliśmy w zasadzie wszystko, więc i owszem, ja już, niezaczepiany, siedzę cicho. Ale nie zabronię przecież komentować ludziom, prawda? Z mojej strony tyle, Robercie, czekam na maila po niedzieli.
dodane przez: Jakub Ćwiek
Styczeń 10, 2010 @ 11:02 am
Może mnie ktoś wyjaśnić czemu MAG nie miał by być zadowolony z takiej sytuacji w FS ? Inny profil wydawniczy
A ja mam prośbę pytanie do wydawców
ktoś mógł by ujawnić jak wygląda taka umowa ? niekoniecznie z JĆ ale taka standardowa jaką ja bym podpisał gdybym miał super wypasioną powieść
dodane przez: Toudi
Styczeń 10, 2010 @ 11:04 am
Toudi Twoje wypowiedzi są cokolwiek niemerytoryczne. Jak chcesz wydać książkę wyślij tekst do FS, Maga czy Runy. Może Cię ktoś wyda…
dodane przez: Mistle
Styczeń 10, 2010 @ 11:41 am
O.o
Mistle ja nie wydam żadnej powieści
mówię o czysto hipotetycznej sytuacji. Żadnej powieści nie napisałem i raczej nie napiszę . Po prostu ciekawi mnie jak wygląda taka umowa.
dodane przez: Toudi
Styczeń 10, 2010 @ 11:48 am
“wziąłeś zaliczkę i z powodu mąk twórczych nigdy dzieła nie wykonałeś, mało tego w tym czasie oddałeś książkę konkurencji.
przypomina mi to taką sytuację:
zamawiam ekipę do malowania domu oni mi mówią poprosimy zaliczkę na farbę, ja mówię proszę bardzo, a oni idą i malują dom sąsiada.”
Ja bardzo przepraszam, ale to już zwykła manipulacja i takie porównanie jest jak najbardziej błędne. Sugerowałoby, że p. Jakub poinformował Fabrykę, iż nie może dokończyć książki z powodów różnych, a następnie wydał ją u konkurencji. Z tego, co mi wiadomo, taka sytuacja miejsca nie miała. Właściwsze porównanie byłoby takie, że ekipa wprawdzie domu nie pomalowała, ale pomalowali dom sąsiadowi zupełnie innymi farbami, które rzeczony sąsiad im dostarczył. O ile mógłbym się zirytować, że sąsiad ma dom pomalowany, a ja nie, to krzyki, że ekipa nie dotrzymała umowy byłyby raczej nie na miejscu.
No chyba, że o czymś nie wiem.
dodane przez: Izek Inge I
Styczeń 10, 2010 @ 11:59 am
To raczej naiwna prośba Toudie. Ale ogólnie masz w takiej umowie określone zobowiązania stron, terminy realizacji tych zobowiazań, stawki – zaliczkę i prowizję ew. inne formy. Oprócz tego zapis o copyrightcie oraz warunki aneksowania. I to z reguły tyle – być może po tej dyskusji rzeczywiście umowy będą bardziej w stylu amerykańskim i będą zawierać klauzule o poufności relacji i rozliczeń oraz sztywniejsze warunki współpracy.
Co do mojej mizantropicznej czy też kynologicznej wizji świata wydawniczego to raczej jej nie zmienię, jak by mi go Anna Brzezińska nie słodziła. Ostatecznie po wszystkich ochach i achach, niemocach twórczych w grę wchodzą pieniądze, a tam zwykle kończą się sentymenty – właściwie w każdym biznesie gdzie istnieje rosnąca konkurencja tak to wygląda. Jako że pojawiła się wzmianka o mojej “współpracy” to nadmienię – z FS nie współpracuję od dobrych 4 lat – zająłem się rzeczami które mnie bardziej angażują, w zupełnie innej branży. Póki współpracowałem – głównie w zakresie debiutów, doprowadziłem do wydania Ani Kańtoch, Kuby Ćwieka, Mileny Wójtowicz, Mieszka Zagańczyka, Pawła Majki i paru innych – selekcji antologicznej nie liczę. Pozniej selekcjonowałem tytuły zagraniczne do zakupu praw m.in dla RH (które wtopiło przez nieudolność prezesa) i zdążyłem wprowadzić takie rzeczy jak np. cykl Katie Reichs.
dodane przez: Mateusz Kurmanow
Styczeń 10, 2010 @ 12:09 pm
Raczej nie spodziewałem się zobaczyć takiej umowy. Ale taka dyskusja o umowach a gadamy troszkę jak ślepcy o kolorach
Pawła Majki ? ale on jeszcze nic nie wydał
dodane przez: Toudi
Styczeń 10, 2010 @ 12:20 pm
Tempus Fugit 1 mistrzu.
dodane przez: Mateusz Kurmanow
Styczeń 10, 2010 @ 12:30 pm
A no fakt jedno opko
Było też w Nowe Idzie ale to inne wydawnictwo
No to dzięki bo ja twórczość Pawła lubię
dodane przez: Toudi
Styczeń 10, 2010 @ 12:37 pm
Przewertowałem cały wątek i zastanawia mnie jedno. Dlaczego wszyscy oburzają się na klauzulę lojalnościową. Może funkcjonuję w innej branży, w innych realiach, ale takie rozwiązanie ze strony wydawcy to nic innego jak ochrona własnych interesów.
W tym konkretnym przypadku to Fabryka Słów, jak czytam, postawiła na Pana Jakuba Ćwieka. Jego umiejętności zostały wycenione, wydawca zainwestował w jego pracę. Wnioskuję z zapisków, że inne wydawnictwa wypowiadające się teraz (jak mniemam) – onego czasu Pana Jakuba nie widziały. Teraz nazwisko Pana Jakuba ma konkretną wyliczaną w złotówkach wartość – sytuacja się zmieniła, więc i widzą go inne wydawnictwa.
Gdybym był właścicielem FS dążyłbym do zabezpieczenia swojej inwestycji – zainwestowałem, trafiłem, zarabiam. Nie oddaję konkurencji. Mówiąc brzydko i instrumentalnie Pan Jakub, jego książki, jego talent to dobro, któremu nadałem rozgłos i z którego uczyniłem markę – maszynka, dzięki której zarabiam i nic dziwnego, ze chronię poświęcony jej czas i pieniądze. To marka pod moim szyldem.
W życiu pracowałem już dla firm nie tylko pilnujących w podobny sposób, ale i z klauzulą czasowego zakazu pracy dla konkurencji po rozwiązaniu umowy o pracę. I wbrew padającym argumentom nie jest to zakazane w polskim prawodawstwie.
Z całej sytuacji natomiast wynika wg. mnie rzecz następująca:
Pan Ćwiek miał napisać książkę. Zwlekał, zwlekał, w końcu popełnił błąd i nie napisał. W międzyczasie pobrał na tę książkę zaliczkę (upieram się przy tym, bo chociaż proponował zaliczkę na poczet innej wydanej już pozycji – to pieniądze miały służyć na czynności służące napisaniu książki umówionej) . Do tego wydał książkę w innym wydawnictwie.
FS rozczarowana takim podwójnym zagraniem (nie napisanie książki i wydanie innej u konkurencji) zmieniła podejście do autora. Mówiąc brutalnie – wskaźnik zaufania spadł – postawiono na inne konie wyścigowe. Te, które pamiętają drogę do stajni.
I tu zapytam: Panie Jakubie, Pan się spodziewał czego? Czułego pożegnania? Na prawdę wierzył Pan, że dla FS wydanie w innym wydawnictwie to nic takiego? Aż tak Pan jest naiwny? Takie rzeczy się szczegółowo omawia, nie wspomina mimochodem w rozmowie.
Swoją drogą dziwne. FS powinna pieprznąć ręką w stół i powiedzieć – my Cię wypromowaliśmy, mamy umowy, piszesz dla nas.
Niestety opisane przeze mnie czyny nastąpiły szybko, ale kwestie finansowe nie dotrzymały im tempa. FS tłumaczy to zachowaniem sprzedawcy ich książek.
Zwraca uwagę coś innego. Jednocześnie FS podejmuje decyzję, że z Panem Jakubem dalej w takiej formie nie współpracuje. Nie decyduje się na dodruk jego książki. To tylko potwierdza, że miałem rację kilka zdań wcześniej, a Panu się zdawało Panie Jakubie, że może góry przenosić.
Jeżeli nie było to gwarantowane inną umową, to wydawca miał prawo do odmowy dodruku. Moralność takie rozwiązania także nie budzi we mnie zastrzeżeń – w końcu na decyzji traci i autor i wydawca. Walor dodatkowy. Zaległości wydawcy wobec autora nie rosną. Zemsta w aksamitnych rękawiczkach. No ale jak ktoś wystawia tyłek to niech się nie żali, ze zaliczył kopa.
Widzę to tak:
Pana Jakuba jak najszybciej spłacić i kwestię zamknąć. Pan Jakub skoro poczuł się autorem zdolnym do zarobkowania na swoim pisaniu – niech stanowi na rynku wartość, wyposaży się w agenta i szuka wydawcy.
Innej możliwości, po tylu słowach, które tu padły nie widzę.
Dodam tylko, że otwartym pozostaje wątek niewywiązania się Pana Jakuba z umowy na napisanie książki (zdaje się westernu) . To poważne niedotrzymanie ustaleń – za tego typu sprawy wyciąga się konsekwencje. Dodam, że nie jest to szczęśliwa wróżba na przyszłość dla autora, który szuka właśnie wydawcy.
Ze strony FS widzę jeden podstawowy problem – niewywiązanie się z terminowej wypłaty należności za wydane książki. Gdyby poczyniono stosowne umowy to wydawca cienko by teraz piszczał.
Owszem, wprowadzono rozwiązanie zastępcze. Minus obydwie strony chyba nie porozumiały się jak to ma wyglądać.
Panie Jakubie. Skoro chciał Pan zerwać pępowinę – trzeba było ciąć ją nożem, a nie pitulić łyżeczką. Nie jest Pan dzieckiem, miał Pan świadomość reakcji FS. Trzeba się było zabezpieczyć. A nie teraz biadolić.
dodane przez: Tomek
Styczeń 10, 2010 @ 2:57 pm
Szanowny Toudi zgodziłeś się wczoraj, że i sarkazm niepotrzebny,a i Ty nie będziesz wkładał palców w miejsca Ci nieznane
Popisz prywatnie do Ludzi, jeśli tak bardzo Cię ciekawość zżera, pewnych rzeczy nie ogłasza się urbi et orbi. Z powodów wielu.
Poszperaj trochę w necie, może znajdziesz wykład Sz. pani Anny w którym mówi “o trudnościach początku”. Może sam kiedyś zajdziesz przynajmniej parę setek.. tysięcy do zainwestowania i pewnie wliczone w to ryzyko około roku na sprawdzenie czy dobrze się wgryzłeś i na dobre karty postawiłeś i czy zaczną Ci się pieniądze zwracać.
Pamiętaj też by mnie o tym powiadomić. Pewniej mam lat troszkę mniej przed sobą a obiecałeś ;D
Kurczę, odezwały się tu osoby przed którymi chylę czoła. Chciałbym pozdrowić, więc Pozdrawiam.
I do “prostytutki nędzy” może przestańcie rzucać w siebie śnieżkami? Sprawy kuchenne zostawcie w kuchni. Zwłaszcza, że to raczej autopsja. Strony zaczynają utwardzać stanowisko (radykalnie) i pewnych rzeczy jak i słów już się nie cofnie.
“nigdy” w polityce trwa około pięciu lat, nie wiem jak w Waszym środowisku. Po co palić mosty i stosy?
dodane przez: Grzegorz
Styczeń 10, 2010 @ 3:41 pm
A ja może tak nieco nie do tematu. Ale znaleźć maila do Pana, Panie Jakubie, mi się nie uda, a chciałam pochwalić bardzo Ofensywę Szulerów. Mimo całodziennych zajęć na uczelni i uczenia się do 1, zaraz po nauce sięgałam po Ofensywę i wciągała mnie ona do jakieś 4, gdy to moja przyjaciółka pytała się, czy ja przypadkiem nie mam wykładów na godzinę 7 rano.
Ciężko się oderwać od przygód bohaterów, zwłaszcza Leni (może to z racji faktu, że jestem kobietą). Uwielbiam nawiązania do innych wydarzeń, utworów itp w Pańskich książkach. Kłamca mnie pod tym względem zachwycił i podobnie było z Ofensywą. Czekam niecierpliwie na kolejną część, bo zostawił mnie Pan samą, rozbudzoną, na pastwę nocy i myśli wszelakich co do dalszych losów bohaterów
dodane przez: Aine
Styczeń 10, 2010 @ 4:05 pm
@Tomek:
Dlaczego zatem wydawcy również lojalek nie podpisują? AM mówił, iż MAGa w pewnym momencie uratował “Eragon” – w takim razie rozumiem, że Paolini może oczekiwać od MAGa, że nie będzie wydawał niczego innego, bo w końcu to dzięki niemu mieli szansę zarobić i odbić się od dna?
Poza tym – czy autorzy podpisują umowy o dzieło/zlecenie czy o pracę? Bo jeśli nie o pracę – to czemu nie mieliby pisać książek do różnych wydawnictw? Rozumiem, jeśli zatrudnia się kogoś full-time o pracę, to można oczekiwać, że będzie robił tylko dla danej firmy – w końcu spędza tam cały swój (teoretyczny) czas (a i tak ludzie biorą kilka etatów w różnych firmach – czyżbyś nikogo takiego nie znał?). Jeśli pracuje na zlecenie, to ma po prostu wykonać coś i TYLKO I WYŁĄCZNIE z tego wolno go rozliczać.
Żeby się uciec do przykładu malarzy – jak zamówię, by u mnie pomalowali, to powinni podpisać lojalkę, że już do końca życia malować będą tylko u mnie, jeśli mnie ochota najdzie? Genialne, zaiste.
Co do niewywiązania się z westernu – adresował już chyba pan Ćwiek te kwestie tutaj – niech mu odpiszą z tego, co są mu winni, a resztę wypłacą i wszyscy będą szczęśliwi.
PS. Panie Jakubie – jak u Pana z prawami do eksploatacji elektronicznej swoich dzieł? Zostały zastrzeżone przez FS? Jeżeli nie – może zacząłby je Pan sprzedawać na swoich stronach?
dodane przez: Y.
Styczeń 10, 2010 @ 4:30 pm
: Grzegorzu ponownie bez sarkazmu i ironii dziękuje. Może kiedyś uda mi się zrealizować to marzenie
Obawiam się że za dużo powiedziano ciężkich słów by pełna zgoda miał nastąpić. przyznaje że wolał bym by kłamca 4 wyszedł w FS. Jedna szata graficzna dla całości
dodane przez: Toudi
Styczeń 10, 2010 @ 5:19 pm
Witam! Najgorsze dla nas czytelników jest to że praktycznie w merlinie dalej Kłamców nie ma ;(
21 dni dostępności u nic równa się że nie mają tego i nie dostaną…
dodane przez: Anonim
Styczeń 10, 2010 @ 6:42 pm
I ponownie cytat z Andrzeja Miszkurki dla tych, którzy równolegle nie śledzą ZB:
———————————————————————————————
Mistle, nie sieję propagandy w sieci, po prostu jestem w stanie zweryfikować dane podawane przez Roberta (oczywiście mógłbym milczeć), bo jestem w tej samej grupie dystrybucyjnej. I jako że przyjaźnie się jeszcze z dwoma wydawcami z tej grupy, wiem, że mają dokładnie te same warunki u Olesiejuka, co my (zresztą Olesiejuk twierdzi, że nikogo nie wyróżnia). Jeśli to wszystko jest prawdą, Eryk podaje nieprawdziwe informacje. Uwierz, nie ma 60% rabatu (chyba że FS, w co nie wierzę, jest najgorzej traktowanym wydawnictwem w grupie).
EMPIK nie jest złem. Po prostu interpretacja pewnych faktów zależy od punktu widzenia. Dla większości wydawców, przyzwyczajonych do tego, jak było kiedyś, zwroty są złem (tym bardziej że EMPIK uczy się robić je coraz lepiej, a kiedyś sam płacił, za nasze błędy). To wobec tego będzie zawsze budziło ich oburzenie. Dla mnie jednak zwroty są czymś normalnym, jak słońce czy deszcz. Nie widzę w nich nic złego, po prostu trzeba nauczyć się z tym żyć. Uwierz, zawsze, gdy moja książka się nie sprzedaje, szukam błędów na swoim podwórku, a nie sieciach sprzedaży.
Jak już napisałem, RH jest poronionym projektem, ale nie z powodu oferty czy ludzi, którzy tam pracowali. Wydawnictwo nie spełniło oczekiwań właścicieli, bo miało przynosić zyski, a dziś okazuje się być ciężarem. Co więcej Robert pisze, że stracili kontrolę nad tym co się tam dzieje i zawinił… brat Eryka. Więc moja wcześniejsza analiza okazała się być prawdziwa.
I na koniec FS. Wszystko, co napiszę, to fakty. FS była bardzo sprawnie i prężnie działającym wydawnictwem (dużo lepiej pod każdym względem od Maga; a przynajmniej jeszcze 2 czy 3 lata temu). Udało jej się osiągnąć coś fantastycznego (nikomu z wydawców w tym kraju to wcześniej nie wyszło na taką skalę), stworzyć markę (jak z Levisami 501); nie będę się teraz wdawał w to, o co chodzi. Wydawanie książek krajowych autorów jest tańsze, więc zamraża się mniej kasy na początku. To nie my (do niedawna dużo gorzej funkcjonujące wydawnictwo) mamy problemy, co więcej funkcjonujemy w tych samych warunkach i na tych samych zasadach rynkowych, więc trudno o lepsze porównanie. Żeby doprowadzić do takiej sytuacji (w przypadku tak dobrego i zdrowego wydawcy, jak FS), trzeba popełnić bardzo dużo błędów. Uwierz, to nie wina EMPIKU. Tylko życzeniowej polityki wydawniczej i oderwania od rzeczywistości rynkowej sterników wydawnictwa.
dodane przez: The Copypaster
Styczeń 10, 2010 @ 7:18 pm
Ufff… dokładne przegryzienie się przez wątek to zadanie niemal nadludzkie. Z góry więc przepraszam, jeżeli coś pominąłem, przekręciłem itp. Niemniej obserwując to nieco z boku pragnę przypomnieć, że obok wzajemnych pretensji jest jeszcze prawo. A z niego wynika, że:
1. Jak umowa z autorem nie określa terminu ukończenia dzieła, to nie ma prawnej możliwości zmuszenia autora do dostarczenia dzieła w jakimkolwiek terminie. Bo autor powinien dostarczyć dzieło niezwłocznie po ukończeniu, a to kiedy jest ukończone, jest jego własną decyzją. Sorry Winetou, ale jak wydawca, jako profesjonalista na rynku o tym nie wie, podtyka jakąś umowę, a później publicznie wypłakuje żale, to jest [piiii] a nie wydawca.
2. Twórca może zmienić plany twórcze itp. i od umowy tylko z tego powodu odstąpić. W takim wypadku po prostu zwraca zaliczkę. To czy Kuba tak zrobi, czy nie, to jest jego sprawa. Na razie – z tego co wynika z wypowiedzi na blogu – stwierdził tylko, że jedną książkę odkłada na półkę a bierze się za nieco inną. Jak będą się układały jego dalsze relacje z fabryką, to się zobaczy.
W tym więc zakresie – odwołując się do fabrycznej analogii – w świetle przepisów prawa autorskiego twórca, w przeciwieństwie do malarza pokojowego, może wziąć zaliczkę, kupić za nią farbę i pomalować dom sąsiada. Tyle że jak definitywnie zrezygnuje z malowania mojego domu, to powinien za farbę zwrócić.
3. Jak już o zaliczce mówimy, to wszystkim ścięcie oburzonym proponuję przypomnieć sobie jeden problem. Że zaległości wydawcy wobec Kuby były/są cokolwiek większe, co znów może prowadzić do określonych, prawnych konsekwencji. Tak więc – znów korzystając z kulawej, fabrycznej analogii – jest to trochę tak, jakbyśmy jeszcze nie zapłacili malarzowi za pomalowanie domu. a oburzali się, że wziął zaliczkę na pomalowanie garażu i kupił zań farbę na pomalowanie garażu sąsiada.
4. Praktyki lojalnościowe są rzeczą delikatną i prawo mocno w nie ingeruje. Rzeczywiste uwiązanie twórcy na kilka kolejnych książek to zadanie wymagające od prawnika sporządzającego umowę dużej fachowości i wyczucia. Tu znów to wydawca jest profesjonalistą i jeżeli daje do podpisania coś, co można natychmiast i bezdyskusyjnie podważyć to znów – sorry Winetou, business is business, to wydawca jest profesjonalistą i jak spieprzył sprawę, to niech nie płacze.
5. Coś jest na rzeczy, że dostępność niektórych książek Kuby jest ograniczona mimo istotnego popytu na nie (o czym świadczą ceny na allegro). Jak dla mnie nieładnie to pachnie i może być powodem do rozpoczęcia małej ofensywy. Kuba się napracował, chce zarobić, czytelnicy chcą poczytać, a tymczasem wydawca bawi się w zagrywki z dystrybutorami. Dlaczego autor i czytelnicy mają płacić za politykę wydawcy!!!
HOWG!
dodane przez: Obrońca Czejenów
Styczeń 10, 2010 @ 7:20 pm
Tomku, miło mi Cię powitać w dyskusji. Pozwól, że na początek dobra rada. Nie wertuj, a przeczytaj, to troszeczkę zmieni (albo i nie, ale jest szansa) Twoje stanowisko.
Powtórzę, żeby Ci streścić. Wydawnictwo nie podpisywało ze mną żadnej umowy lojalnościowej na początku naszej współpracy. Nikt tego nawet nie proponował. Podpisałem umowy najpierw na jedną, potem na dwie kolejne książki – na debiutancki procent, co oczywiste, bo w chwili, gdy podpisywałem umowy na Kłamcę 2 i Liżąc ostrze, nie było wiadomo, że seria o Kłamcy odniesie sukces – i tyle. Kwestia umowy lojalnościowej pojawiła się w chwili, gdy poprosiłem o zaległe pieniądze. Usłyszałem ( a właściwie przeczytałem, bo dostałem maila, więc w razie potrzeby mogę zacytować), że pieniądze dostanę choćby z kieszeni szefów jeśli UWAGA zerwę już podpisaną umowę z Runą ( o której, tu też powtarzam) Fabryka Słów wiedziała od dawna i podpiszę lojalkę, która w zasadzie nie gwarantuje mi żadnych praw, a bardzo mocno ogranicza właściwie na zawsze (szczęśliwie dla mnie umowa okazała się niezgodna z prawem o czym również pisałem)
Poza tym drogi Tomku, nie wiem w jakiej branży jesteś i w jakiej pracujesz, ale w tej – wydawniczej znaczy – wydawca również zarabia na autorze (a przynajmniej powinien) Inwestycja w moje książki zwróciła się Wydawnictwu dawno, właściwie nie trzeba było czekać do którejś tam książki, by sprzedała się pierwsza. Debiut sobie poradził spokojnie. Poza tym, uwaga, uwaga, wydałem w Fabryce sześć książek, w tym trzy potencjalne hity (piszę potencjalne, bo choć jest zapotrzebowanie, Fabryka ich nie sprzedaje, bo nie!)
I jeszcze jedno, zainwestowanie we mnie nie polegało na udzielaniu mi kursów pisania, wynajmowania specjalnych ludzi, którzy uczyli by mnie pisania książek. Inwestycja polegała na wydaniu książki. Inwestycja się zwróciła. A mówienie, że jeśli nie wydałbym książki w Fabryce, nie wydałbym jej nigdzie jest gdybaniem, w dodatku nieszczególnie miłym tak dla mnie jak i dla Wydawcy.
Ach i spieszę zapewnić, że nie mam problemów z Wydawcami (tak właśnie, liczba mnoga) więc proszę się aż tak bardzo o mój los nie obawiać.
Co do pępowiny, łyżeczki i noża… Tomku,. czy Ty na pewno przeczytałeś cokolwiek z tego co napisałem? Kurcze, proszę zrób to, bo:
a) inni już pisali i im wyjaśniłem
b) napisałem o tym w tekście.
Naprawdę, każda wypowiedź wisi, nic nie zostało usunięte, masz ten wpis i poprzedni- czytaj! A potem, jeśli Cię najdzie ochota, wypowiedz się znowu.
dodane przez: Jakub Ćwiek
Styczeń 10, 2010 @ 7:31 pm
No niestety, tak się kończy analizowanie sprawy na podstawie obserwacji postów bez znajomości całej sprawy. Pomyliłem się i teraz zainteresowane strony za swój poprzedni post przepraszam. Za dużo analogii i hipotez – za mało znajomości faktu.
Inna sprawa, że w kontekście tego co powyżej napisał Pan Jakub właściwie nie wiem już co mam myśleć o tym wszystkim. Tu krzyżuje się przynajmniej kilka kwestii szalenie ważnych dla stron plus ambicje i wielkie emocje stron.
Na pewno na stosunku wydawnictwa do Pana zaważyła sprawa książki wydanej w Runie – takie odnoszę wrażenie. To chyba było bolesne dla FS.
Sytuacja byłaby prostsza dla Pana gdyby nie ten beznadziejny ciąg zaległości finansowych – rozumiem, że dotyczący kilku książek i wznowień. Dla Pana to kwestia egzystencjonalna… (dla FS?) Jest z tym problem, ale z jakiego podłoża on wynika?
Czym w tej sprawie miało być “Drzewo Crossa” ( a to chyba sprawa kluczowa). Rekompensatą dla FS za sukces książki w Runie? (bo sukces był, prawda?) Fajką pokoju? Receptą na wspólny sukces? A może w grę idzie podejrzenie, że w pewnym momencie przestał Pan myśleć o wydaniu tej książki w FS? Może strony o coś się w tej materii podejrzewają?
I jeszcze jedno. A jeżeli FS naprawdę nie ma pieniędzy, by skutecznie i szybko Pana spłacić? Pan Robert wspomniał o wpompowaniu dużych pieniędzy w wydanie szeregu książek i trudnościach w wyegzekwowaniu zysków z ich sprzedaży. Pieniądze są w układzie – ale nie w portfelu. Ja rozumiem, że to nie jest kwestia, która powinna Pana interesować, ale możliwości wpływu nie można jej odmówić. Pojęcia nie mam o kondycji spółki i zapasach finansowych jej właścicieli. Bo może dla nich pieniądze dla Pana to także kwestia egzystencjonalna (Broń Boże nie pytam o kwoty,kondycje i perspektywy – nie chcę ich znać. To nie jest publiczna sprawa)
Jedno jest pewne, jeżeli w istocie na współpracy Jakub Ćwiek – Fabryka Słów strony nie położyły jeszcze krzyżyka – to rozwiązanie widzę w mediacji strony trzeciej. Poważanej przez Państwa – co miałoby być gwarantem trwałości porozumienia. Efektem powinna być pisemna umowa dotycząca sposobu rozładowania obecnego kryzysu. Osoba mediatora pozwoli uniknąć kolejnych sytuacji jak ta, a nadzór prawnika będzie gwarancją ważności umowy. I te rozmowy absolutnie nie mogą być publiczne jak to co teraz tu mamy. To jest nikomu nie potrzebne.
Panie Jakubie miał Pan moralne prawo wyśmiać mnie za błędną ocenę sytuacji. Cenię, że tego Pan nie zrobił. Ze swojej strony chciałbym zapewnić i Pana i Pana Roberta, że o ile mi się to zdarzy – będę formułował swoje opinie w ostrożniejszy sposób.
dodane przez: Tomek
Styczeń 10, 2010 @ 8:51 pm
Panie Tomku, na wstępie proszę wybaczyć wcześniejsze spoufalenie się. Przyzwyczajony, że zwracam się do użytkowników po imieniu zapominam czasem o dobrych manierach.
Zapewniam Pana, że brałem, wciąż biorę, pod uwagę szereg możliwości i czynników, które na obecną sytuację wpłynęły. Część z tych wskazanych przez Pana jest wielce interesująca, niemniej rodzi wiele pytań. Podstawowe brzmią następująco:
a) Nie jestem pierwszym autorem publikującym książkę w innym wydawnictwie w międzyczasie ciągnąc współpracę z Fabryką. Przynajmniej co do jednego, topowego, mam pewność, że nie zostało mu ta nielojalność “wypomniana” w postaci zablokowania wypłat, niskich nakładów i braku dodruków (w zasadzie nie mogę mieć pewności do kwestii pierwszej, dwie następne są jednak widoczne na księgarnianych półkach). Poza tym jak mówię, wydawca wiedział wcześniej o podjętej przeze mnie współpracy z innym wydawnictwem, a jednak nie robił z tego problemu tak długo, aż okazało się, że ma odpowiednie metody nacisku w postaci sporych zaległych kwot. Zaznaczam, bo o tym pisałem wcześniej, że mimo braku środków, wydawca był gotowy wypłacić z własnej kieszeni pieniądze w zamian za to, że postąpię nie fair wobec innego wydawcy odbierając mu już napisaną i złożoną książkę (Fabryka wiedziała kiedy ją składałem, mówiłem o tym, jak i o kolejności pisanych przeze mnie rzeczy). Problemy zaczęły się zanim ktokolwiek mógł zakładać, jak sprzeda się “Ofensywa szulerów”. Tak więc to chyba troszkę błędny trop.
Koncepcja, że wydawca mógł przypuszczać, że chcę książkę wydać gdzie indziej to kolejna ciekawa hipoteza, niemniej jeśli nawet tak właśnie uznał, to był to wyłącznie objaw jego lęków nie poparty żadnymi sygnałami z mojej strony. Współpracując z Fabryką Słów informowałem Wydawców o każdym tekście jaki pojawiał się gdziekolwiek indziej. Nie pytałem o zgodę, bo nie musiałem, ale informowałem. Z dotychczasowych umów się wywiązałem (bywało, że z poślizgiem, ale w takim razie opóźnienie tym bardziej nie powinno sugerować, że chcę z książką przejść gdzie indziej)
Kwestia braku możliwości finansowych Wydawnictwa to również istotna kwestia, choć w niej jestem odrobinę z boku. Nie jestem udziałowcem w firmie, nie brałem udziału w podejmowanych przez Wydawcę decyzjach (jak chociażby zakup pisma i wiążące się z tym koszta ) Rozumiem chęć rozwoju, nie wnikam w politykę w obliczu kryzysu, ale skoro nie mam wpływu na decyzję, nie uznaję ich także za argument.
Dziękuję, panie Tomku, za pana wypowiedź. Rozmowy, jeśli do nich dojdzie, odbędą się za zamkniętymi drzwiami, a ich wynik łatwo będzie poznać po owocach.
Serdecznie pozdrawiam
dodane przez: Jakub Ćwiek
Styczeń 10, 2010 @ 9:21 pm
Dodam tylko, że przez głowę mi nie przeszło być urażonym za owe “spoufalenie”. potraktował mnie Pan grzecznie, prośba o wybaczenie jest niepotrzebna. Pozostaje życzyć wypracowania satysfakcjonującego rozwiązania. Co też czynię. Obydwu stronom
dodane przez: Tomek
Styczeń 10, 2010 @ 9:30 pm
The Copypaster ktoś ci płaci za zaognianie sytuacji ? To już zaczyna dziwnie wyglądać
dodane przez: Toudi
Styczeń 10, 2010 @ 9:49 pm
Ależ on dał cytat z Twojego ulubionego AM, czyli Andrzeja Miszkurki. Równolegle dyskutuje sobie o całej sprawie (oraz relacjach FS, Mag, Runa, RH) na forum Zaginionej Biblioteki i już nieźle mi się oberwało za prezentowanie innego stanowiska niż linia programowa forum (Ave Mag). Oto mały cytat i link do zajadłej dyskusji (ostatnio dołączyła Kasia Kosik z Powergrapha):
MISTLE
Moim zdaniem polityka FS nie różni się zbyt wiele od polityki innych wydawców. Brakuje u nas porządnego prawa chroniącego autorów i jakichś powszechnych standardów.
ANNA BRZEZINSKA
No, nie. Dotarło już do mnie, że się nie doczekam przeprosin za Runę w kontekście kradzieży, ale sprawa jest ogólniejsza. Zdarzało mi się współpracować z wieloma wydawcami, również poza rynkiem fantastyki (publikuję od 1998 r., wiersze wcześniej, ale się do nich nie przyznam nawet pod groźbą rewolweru). Nie jest prawdą, że wszyscy wydawcy traktują autorów tak samo. Są tacy, również poza fantastyką, którzy forsują bezprawne umowy na wyłączność – prawo autorskie zabrania ich m.in. dlatego, że pozycja negocjacyjna debiutanta jest nieproporcjonalna do pozycji negocjacyjnej wydawcy. Są tacy, którzy rżną na rozliczeniach. Są tacy, którzy nie dotrzymują umów. Ale są i tacy, którzy respektują wszelkie ustalenia, także ustne i zgadzają się renegocjować warunki w przypadku ciężkiej sytuacji losowej, np. poważnej choroby dziecka. Świetnie mi się współpracuje – od lat – z Polityką. Nie miałam żadnych kłopotów ze Znakiem. Ani z Agorą. Jasne, jest też sporo takich, z którymi kłopoty były. Niemniej nie można przedstawiać patologii jako normy i twierdzić, że wszyscy oszukują.
MISTLE
Jakich przeprosin, Pani Aniu? A podbieranie sobie nawzajem autorów to czysta gra? Każde wydawnictwo ma swoje grzechy. Runa też. Co do płatności, to tu się wypowiadać nie będę, bo w przeciwieństwie do AM, który wie wszystko o finansach FS i RH, o księgowości Runy nic nie wiem
Cd. na
http://www.zaginiona-biblioteka.pl/viewtopic.php?t=1032&postdays=0&postorder=asc&start=330
Wątek ciągnie się mniej więcej od 9 strony – pojawia się RH jako poroniony pomysł, jest AM i “kompetentna” ocena FS itd. Zapraszam! Doszliśmy do ciekawych wniosków. Choć na Zagubionej Bibliotece lepiej nie mieć własnego zdania…
dodane przez: Mistle
Styczeń 10, 2010 @ 10:56 pm
Mistle, Copypasta, robicie coś czego staram się samemu uniknąć i innych również do tego zachęcam. Mianowicie wyrywacie cytaty z kontekstu i wrzucacie je tutaj podkręcając atmosferę. Wystarczyłby link do zaginionej biblioteki i toczącej się tam dyskusji, a już każdy zainteresowany by tam sobie zajrzał.
I na zaginionej bibliotece można mieć własne zdanie i mnóstwo osób je tam ma. Osobiście na tym blogu przepraszałem kolegę Tixona za naruszanie jego swobód i wolności wypowiedzi z jakich korzystał właśnie na tamtym forum. Kontekst sprawy był nieprzyjemny, trochę mnie wtedy poniosło, ale po namyśle przeprosiłem za głupią wypowiedź. Mam nadzieję, droga Mistle, że i Tobie ten namysł przyjdzie. Przyda się.
dodane przez: Jakub Ćwiek
Styczeń 10, 2010 @ 11:06 pm
Mistle ” oberwało ci się ” nie za prezentowanie innego stanowiska ( bo nikt nie wie jakie masz ) tylko za pisanie chaotycznie i pomawianie ludzi. Nie napisałaś konkretów tylko każdemu od tak zarzucasz że się nie zna albo ze ma złą wolę albo że pewnie też oszukuje pisarzy
Zaginionej a nie zagubionej
Nie rób z siebie ŚW męczennicy ok ? Zauważ że u ans zadnia są różne a wkurza ludzi twój fanatyzm co ł też ci pokazał.
Innych zapraszam do ZB niech sami wyrobią sobie opinię.
http://www.runa.pl/blog/node/91 a tutaj oświadczenie Z Runy
dodane przez: Toudi
Styczeń 10, 2010 @ 11:17 pm
Fakt Zaginionej
Żadnego fanatyzmu nie prezentuję. Już to pisałam. To na ZB był Sabat Czarownic i Czarowników (z Runy, Maga, niezadowolonych pisarzy FS, czytelników) przeciw FS i RH. Jakie pomawianie? To raczej AM pomawiał FS?
Jakubie, nie zamierzam przepraszać. Jeśli nie chcesz, to mogę po prostu nic nie pisać na Twoim blogu. Uważam, że Runa wykorzystała Twoje niezadowolenie do załatwienia swoich interesów. Za wielu autorów nie ma, więc stara się przejąć autorów FS. Nie podoba mi się to. To chwyt poniżej pasa. Tymczasem, żegnam się ładnie i obiecuję już tylko czytać. Twoje książki też – bo “Ciemność płonie” bardzo mi się podobała, jeszcze raz podkreślam
dodane przez: Mistle
Styczeń 10, 2010 @ 11:33 pm
Mistle, możesz pisać co chcesz, absolutnie nie wyganiam, ani też nie domagam się przeprosin. Jedynie zasugerowałem, żadnego przymusu (a już na pewno nie masz za co przepraszać mnie).
I nie zostałem “przejęty” przez nikogo, bo nie pracuję na wyłączność i nie zamierzam podpisywać lojalek. Miło Cię było gościć i zapraszam przy innych okazjach. Mniej niż ta burzliwych.
dodane przez: Jakub Ćwiek
Styczeń 10, 2010 @ 11:42 pm
Mistle, naucz się czytać ze zrozumieniem, bo robisz się irytująca;/
Kuba wydał “Ofensywę…” w Runie, ponieważ przy powieści pomagała mu Ania Brzezińska? Tak cię dziwi jego ruch?
dodane przez: malakh
Styczeń 10, 2010 @ 11:42 pm
Do Mistle:
Jeżeli nie podobają Ci się WYIMAGINOWANE chwyty poniżej pasa, to ich NIE WYMYŚLAJ. Wielokrotnie indagowana o dowody przez Anię Brzezińską, nabrałaś wody w usta. Nie masz dowodów, to nie rzucaj pomówień. A pomawiasz ostro – Runę przede wszystkim. A nie jest ona stroną w sporze, więc miło by było, gdyby nie dostawała rykoszetami.
dodane przez: Telmand
Styczeń 10, 2010 @ 11:51 pm
W kwestii problemów lojalnościowych się nie wypowiadam (nigdy nie współpracowałam z innym poza FS wydawnictwem), jestem winna wydawnictwu wdzięczność za to, że mnie wyłowiono i wydano (plus świadoma jestem faktu, że – w przeciwieństwie do Kuby, który prawdopodobnie i tak by się przebił – gdyby nie wydała mojej pierwszej książki Fabryka, prawdopodobnie nie zrobiłby tego nikt inny, więc tym bardziej mam za co dziękować), tylko… no właśnie, te nieszczęsne płatności faktycznie mają gigantyczne opóźnienia (pieniądze za styczeń otrzymane w październiku) i najczęściej jest tak, że, aby dostać cokolwiek, człowiek musi naprawdę głośno krzyczeć. Nie piszę tego w celu zaognienia dyskusji, nie piszę tego, żeby FS o cokolwiek oskarżać – zgodnie z zasadą domniemania niewinności zakładam, że zadziałały tu „czynniki wyższe”. Po prostu, mając do wyboru napisać/nie napisać, wybrałam „napisać”, bo a nuż (widelec) mój skromny głos będzie tą ostatnią kroplą, która skłoni szefostwo FS do zastanowienia się nad zmianą podejścia do tych kwestii.
dodane przez: Anna Kańtoch
Styczeń 11, 2010 @ 12:05 am
A ja a propo tych malarzy pokojowych – pamiętacie jeszcze te słowa? Przecież to sztandarowy dla FS Pilipiuk przedstawia się jako rzemieślnik i jak widać FS takich rzemieślników trzeba. Zrób nam towar, my to puścimy, a ty czekaj tatka latka aż wpadnie wypłatka.
Ave Jakub, plij na nich!
dodane przez: Pan X
Styczeń 11, 2010 @ 2:08 am
A propos kryzysu w wydawnictwie: zrobiłem małe podsumowanko, zestawiłem te dane, które wydawnictwo udostępnia na swojej stronie. Oto, co mi wyszło: http://polter.pl/,blog.html?ed&8073
dodane przez: Siman
Styczeń 11, 2010 @ 2:39 am
http://polter.pl/Siman,blog.html?8073
Zły link dałeś chyba.
A co do twojego podsumowania to mam pytanie. A co to jest kategoria inne ? ani polskie ani zagraniczne ?
http://www.fantasta.pl/src/download/rok_2009.pdf tutaj podają inne liczby
dodane przez: Toudi
Styczeń 11, 2010 @ 8:49 am
Kolejny autor z Fabryki SŁów informuje o tym, że nie dostaje wynagrodzenia. Zaczyna to wyglądać dość niepokojąco…
Pozwolę sobie zatem powtórzyć to, co napisałem w komentarzu do poprzedniego wpisu.
Główny zarzut, jaki Fabryka czyni Jakubowi Ćwiekowi to zarzut o lojalność (czy Annie Kańtoch publikującej tylko i wyłącznie w FS nie płaci się również z tego powodu?).
Ciekawe jest jednak to, że jedna z dwóch największych lokomotyw wydawnictwa – Jacek Piekara – wydał wcześniej książkę w wyd. Runa, a więc został niejako podebrany przez Fabrykę Słów. Rozumiem, że w tę stronę zabieg taki jest jak najbardziej w porządku, tak?
Proszę zwrócić uwagę, że autorzy: Piekara, Kossakowska, Orbitowski, Piskorski, R. Dębski, E. Dębski, Szmidt, Pacyński, Kres i wielu innych znaczących dla wydawnictwa pisarzy, to autorzy, którzy przeszli do Fabryki z innych oficyn.
Jak można więc czynić zarzut Ćwiekowi, że wydał powieść gdzie indziej, kiedy samemu podebrało się większość autorów generujących teraz największe zyski dla wydawnictwa.
Czy pan Łakuta mógłby się do tego ustosunkować?
dodane przez: Rafał
Styczeń 11, 2010 @ 9:56 am
Rafał ja nie uważam że to podbieranie
po prostu dali lepszą propozycję albo był to kaprys Autora i tyle. Autor człowiek dorosły i sam decyduje co ze swoim produktem robić.
Większość wydawanych przez FS pisarzy nie zaczynała kariery w samej Fabryce. Kuba Ćwiek i Magda kozak to chyba najwięksi z tych którzy swoją ” karierę ” zawdzięczają od początku FS.
dodane przez: Toudi
Styczeń 11, 2010 @ 10:10 am
Nowa powieść Magdy Kozak ma być wydana poza FS.
dodane przez: malakh
Styczeń 11, 2010 @ 10:46 am
Zdrajczyni ! Przebić jej serce osikowym kołkiem !
Chciałem tylko pokazać że bez przechodzenia z wydawnictwa do wydawnictwa nie istniał by FS. Więc pretensje do JĆ wydają mi się śmieszne.
dodane przez: Toudi
Styczeń 11, 2010 @ 10:51 am
“A co do twojego podsumowania to mam pytanie. A co to jest kategoria inne ? ani polskie ani zagraniczne ?”
Pozycje nie mające nic wspólnego z fantastyką. Głownie publicystyka Ziemkiewicza, a ostatnio: poradniki fotograficzne.
“http://www.fantasta.pl/src/download/rok_2009.pdf tutaj podają inne liczby”
Te liczby nie dotyczą FS, a wszystkich książek fantastycznych wydanych w Polsce. Tylko ostatnia tabela zawiera dane o Fabryce i jest faktycznie pewna minimalna nieścisłość – ta tabela podaje 89 pozycji, moja – 91 (po odjęciu pozycji “Inne”, których fantasta.pl na pewno nie brał pod uwagę). Ciekawe z czego to wynika, możliwe, że jakaś powieść przeze mnie zaklasyfikowana jako fantastyka, nie została wzięta pod uwagę przez ten serwis (np. nie mam pojęcia na ile fantastyczna jest powieść Przemysława Borkowskiego “Gra w pochowanego”, nie miałem jej w rękach – ale wrzuciłem do kategorii “polska fantastyka”, tak samo jak Komudę, który też we wszelkich tego typu zestawieniach tam trafia, mimo, że pisze raczej powieści historyczne, nie fantastyczne).
dodane przez: Siman
Styczeń 11, 2010 @ 12:43 pm
http://www.zaginiona-biblioteka.pl/viewtopic.php?p=82632#82632
Tutaj od prawnika WZÓR umowy z wydawca. Od razu zastrzegam że umowa z FS może się różnic ale podobieństwo pewnie jest spore
dodane przez: Toudi
Styczeń 11, 2010 @ 1:13 pm
@ Tomek
“Dlaczego wszyscy oburzają się na klauzulę lojalnościową. Może funkcjonuję w innej branży, w innych realiach, ale takie rozwiązanie ze strony wydawcy to nic innego jak ochrona własnych interesów.”
1. Bo to niezgodne z prawem (narusza wolność zawierania umów).
2. Bo to nieetyczne w zawodach wolnych, w których płaci się za wykonane dzieło lub zlecenie – zabroń komuś wykonywania pracy dla konkurencji, a w momencie, kiedy nie masz dla niego zajęcia, traci on zupełnie źródło utrzymania. Swoją drogą – to narusza również niektóre prawa wolnego rynku.
dodane przez: teaver
Styczeń 11, 2010 @ 2:44 pm
a wiecie co, ja nie widzę w ogóle podstawy do dyskutowania o platnościach a la FS. dyskusja bowiem wstaje wtedy, gdy są kontrowersje. ja kontrowersji nie widzę – popatrzmy na fakty:
- w marcu zeszłego roku wydaliśmy z robertem cihowlasem książke (zbiór opowiadań sępy) w FS
- do tej pory nie dostaliśmy ani grosza z tytułu honorarium autorskiego
- dostaliśmy zwykłą pocztą rachunki (w ostatnich dniach zeszłego roku), bez wyszczególnienia za co – czyli ile egzemplarzy się sprzedało
- na liczne prosby podania poziomu sprzedaży otrzymaliśmy zupełnie niewiarygodne dane, podane metoda ctrlc ctrlv do maila
- robert łakuta oburzony naszą chęcią oskubania FS przez debiutantów wytknał nam, ze wcisneliśmy FS towar niezbywalny, z tytułu czego wydawnictwo ma “poważną dziurę w budżecie” i zastanawia sie jak odzyskac stracone pieniądze.
gdzie tu kontrowersje? o czym tu dyskutować? gdyby pan łakuta się tutaj pojawil, apeluję – czlowieku zapłac już nam te kilkaset złotych i skończmy z tym, nastawiłem sobie w szedulerze notkę, żeby wam wypowiedzieć licencję w odpowiednim momencie i tyle. więcej się nie spotkamy.
dodane przez: jacar
Styczeń 11, 2010 @ 3:03 pm
Przede wszystkim, biznesmenem jest tutaj Fabryka Słów i to ona odpowiada za sprzedaż swoich książek. Autorzy te książki piszą, a wydawca ma prawo odmówić ich wydania, jesli uważa, że nie trafią w rynkowe gusta. Bo przecież wydawnictwo zapoznaje się wcześniej z drukowanymi pozycjami, prawda? Jeśli wydawnictwo otrzymuje tekst i w decyduje się go opublikować, to oznacza, że ocenił, iż pozycja się sprzeda. Za slabą sprzedaż może winić tylko i wyłącznie siebie (odbijają się wtedy: nieznajomość rynku i błednie podjęte decyzje biznesowe). Wypłata wynagrodzenia nie ma z tym kompetnie nic wspólnego.
Ja skierowałbym sprawę do sądu, bo odmowa wypłaty honorarium przez wydawcę z powodu słabej sprzedaży, to są kpiny.
dodane przez: Rafał
Styczeń 11, 2010 @ 3:41 pm
no ja nie wiem – dla kilku stów to się srednio kalkuluje.
to po prostu jest wskazówka dla innych – nie dajcie się wpuścić w maliny, bądźcie nieufni, dla własnego bezpieczeństwa traktujcie wydawcę jako potencjalnego złodzieja.
skoro wydawca traktuje autora jako naciągacza, namolnego petenta, a nawet zdrajcę (patrz wlaściciel bloga), to gdzie tu mowa o partnerstwie?
kto tu komu robi laske?
JacAr
PS. rafał – nam nie odmówiono wyplaty, nam powiedziano, że kiedyś, jak dostana jakieś pieniadze, to nam za cos zaplaca.
dodane przez: jacar
Styczeń 11, 2010 @ 4:27 pm
Na początku muszę napisać, że nie dobrnęłam do końca komentarzy tego posta, z tego powodu być może napiszę o czymś co było wyjaśnione/napomniane. (a i pewnie tego komentarza nikt nie przeczyta bo się zrobił przydługi)
Napiszę w tym komentarzu coś, co mam nadzieję ucieszy Cię, drogi Jakubie. TWOJE KSIĄŻKI SĄ JEDYNYMI, KTÓRE RAZEM Z DOSYĆ SPORĄ GRUPKĄ ZNAJOMYCH KUPUJEMY Z FS. Dlaczego? Bo się na nią „obraziliśmy”. Przed przeczytaniem Twojej historii (zaznaczam to, żeby Cię tam jakiś Eryk z Ronem czy jak im tam nie oskarżali o spadek sprzedaży czy coś) . Obraziliśmy się za wydanie książek Piekary w zmienionych okładkach. I boimy się, że to samo może stać się z Kłamcą, Okiem Jelenia i innymi seriami, które „posiada” to wydawnictwo. Obraziliśmy się również za to, że któreś z rzędu wznowienie serii o Mordimerze atakuje półki, a ostatniej części jak nie było, tak nie ma. Wiele można jeszcze pisać o niesmaku, obrzydzeniu czy jak to nazwać, związanych z tymi książkami. No i dochodzi do tego „przypadek Drzewa Crossa”. Biorąc pod uwagę to, że Piekara też wydał książkę w Runie, a Rzeźnik z Nazaretu zmienia tylko rok wydania, to już jest szczyt hipokryzji. Pisze Fabryka o szeroko pojętej „lojalności” , a jednocześnie w różny sposób traktuje „swoich” autorów. I to autora lubianego kopie w dupsko, a tego na którego fandom się wypina całuje po stopach (przynajmniej takie odnoszę wrażenie… a że Jacka nikt nie lubi – naprawdę mi przykro). Porównuję książki Ćwieka, do Piekary z powodu ewidentnie różnego i niezrozumiałego dla mnie podejścia Fabryki do tych autorów. Przy tym wszystkim stosowanie szantażu finansowego wobec ojca 2 dzieci jest co najmniej przykre i od razu stawia Fabrykę Słów w oczach dowolnego obserwatora na pozycji „tego złego”. A miałczenie i próby tłumaczenia „my mu nie zapłaciliśmy za Kłamcę, bo on nam nie oddał książki, którą nam obiecał” (bo tak to wygląda) to naprawdę, brak mi słów. To nie tak się robi – zabiera się zaliczkę, a nie nie wypłaca pieniędzy, które się komuś od dawna należą. Być może chcieliście tak zrobić, być może nie chcieliście się kłócić – nie wiem, niesmak pozostaje… Jak po włożeniu komuś w usta czegoś, czego się wcale w nich nie chciało (podoba mi się to sformułowanie^^)
Następna sprawa. Tym razem w zasadzie do pana Roberta Ł. (chyba), ponieważ wydaje mi się, że stał się tutaj głosem Fabryki. Ktoś tu pisał coś w stylu, że Jakub powinien być wdzięczny fabryce bo wydała mu Kłamcę? Bo zadebiutował pod jej „opiekuńczymi” skrzydłami? To, że wydawnictwo co jakiś czas pozwala komuś zadebiutować to norma… To, że autor robi się popularny, to zysk wydawnictwa. To, że autor wyda książkę w innym wydawnictwie – to niestety już „ryzyko zawodowe”. A powiedzenie mu „gdyby nie my to byś nie wydawał” no to… Kłamca to na tyle dobre książki, że połowa prezesów wydawnictw by się o niego pobiła. Moim zdaniem, Jakub Ćwiek już dawno przestał być autorem, któremu można takie rzeczy wypominać. Gdybyście mu nie dali szansy, to byście kasy nie mieli, a na Kłamcy zarobiliście więcej niż Ćwiek. Jeżeli już mówimy o zyskach – więcej na wojnie z autorem poprzez brak dodruku tracicie niż na tym, że wydał nową książkę w innym wydawnictwie (piszę to bo wygląda na to, że wy tego NIE widzicie). No i następna sprawa. To Ćwiek jest waszą gwiazdą, to wy na nim zarabiacie. I dobrze zdajecie sobie sprawę z tego, że nawet jeżeli zrobi coś źle to fani wezmą jego stronę. Więc nie piszcie, że sam sobie szkodzi… Albo piszcie, będzie się z czego pośmiać No i zainwestujcie w public relations menagera, bo sobie z takimi rzeczami ewidentnie nie radzicie…
Na koniec pozdrawiam Cię Jakubie, chcę cię pochwalić za Twoje dotychczas wydane książki, przeprosić za to, że nie kupiłam jeszcze Ofensywy Szulerów (a kupię, i przeczytam, i wszyscy znajomi przez najbliższe kilka miesięcy będą dostawać tą książkę w prezencie, żebyś więcej na niej zarobił! O!). Chcę jednocześnie życzyć Ci rozwiązania wszystkich spraw, przypływu weny i natchnienia (o ile czymś się różnią) i ZDROWIA (takie życzenie ze skrzywienia, za parę lat, zawodowego).
dodane przez: Karolina m.
Styczeń 11, 2010 @ 4:48 pm
A na stronie i blogu Fabryki ani słowa o kontrowersjach
dodane przez: Pan X
Styczeń 11, 2010 @ 6:09 pm
Nie przesadzajmy.
Po co mają o tym pisać gdzie indziej? Dyskusja rozgrywa się tutaj, szef FS się tutaj wypowiedział – co mają robić? Kopiuj/wklej?
dodane przez: malakh
Styczeń 11, 2010 @ 7:01 pm
Nie będę pisał na temat – FS a Pisarze, każdy z czytających zapewne wyrobił sobie własne zdanie. Natomiast nawiążę do wypowiedzi Karoliny -”No i zainwestujcie w public relations menagera, bo sobie z takimi rzeczami ewidentnie nie radzicie…”
)
Nie wiem kto poradził Panu Robertowi Łakucie tłumaczenie braku płatności dla Jakuba Ćwieka zwrotami z Empiku, ale raczej nie był to przyjaciel. Empik jak każda duża korporacja jest czuła na punkcie swojego wizerunku i nie lubi takich zagrywek (niezależnie od tego czy zwroty miały wpływ na płatności czy nie miały)szczególnie jeśli książki Jakuba Ćwieka w Empiku się sprzedawały. Empik monitoruje www w poszukiwaniu informacji na swój temat i niezależnie od tego że ta dyskusja jest maleńką kropelką w oceanie pretensji do Empiku, pewnie znajdzie się w info przekazywanym Empikowi w press report ( takie raporty powstają, nie wiadomo tylko czy ktoś zwróci uwagę na ten temat). Ale tego typu wypowiedzi jeśli nie jest się Wielką Piątką mogą być strzałem w, hmm, nawet nie w stopę – wyżej
………….
Jeśli książki Jakuba Ćwieka sprzedawały się to raczej nie było ich w zwrotach empikowych. Czyli za sprzedane egzemplarze należy się wypłata. Jeśli się nie sprzedawały to wysyłamy rozliczenia do autora i mówimy – przepraszamy, kiepska sprzedaż Twoich książek, nic nie zarobiłeś.
…….
Życzę Jakobowi Ćwiekowi wydawania jego książek “Gdziebądź”
))
Jako pisarz ma solidną pozycję, grono fanów – bez problemu znajdzie wydawców. Życzę sukcesów Panie Jakubie.
dodane przez: Mirek C.
Styczeń 11, 2010 @ 7:17 pm
Chciałam tylko podziękować Panu za wyciągnięcie problemu na światło dzienne i przedstawienie go tzw. opinii publicznej, a nie chowanie się po kątach i rozwiązywanie wszystkiego za zamkniętymi drzwiami. Czasem dobrze mieć odwagę mówić o sprawach głośno, nawet za cenę ewentualnych problemów. Gratuluję tej odwagi i dziękuję raz jeszcze. Wszystkiego dobrego, Panie Kubo. Powodzenia.
dodane przez: Martyna W.
Styczeń 11, 2010 @ 11:49 pm
Witam serdecznie
Namnorzyło się komentarzy i znawców tematu, uczucie pokrzywdzenia rośnie, padają insynuacje.
Proponuje się uspokoić i spojrzeć na wszystko normalnie.
W całej tej paranoi, być może celowo nakręcanej,
Zapomniano wspomnieć, że normalnie korespondujemy na bieżaco z Jakubem, na spokojnie ustaliliśmy sobie jak się rozliczmy i rozwiązujemy bolące nas sprawy i tyle.
A tu trwa jakaś ożywiona dyskusja i tylko jakoś zapomniano napisać jak wygląda sytuacja w rzeczywistości.
Pozdrowienia
dodane przez: Robert Łakuta
Styczeń 12, 2010 @ 10:19 am
Robert Łakuta: “namnorzyło się komentarzy…”
panie Robercie, chyba warto pomyśleć o etacie dla korektora, który będzie poprawiać panu posty na necie! chociaż “mnorzenie” to jednak nauki ścisłe a nie humanistyka, więc mógł się pan pomylić………
dodane przez: podśmiechujek
Styczeń 12, 2010 @ 11:07 am
Podśmiechujku, każdemu może się zdarzyć błąd, ja również wysypuję się na ortografii, gdy piszę coś w pośpiechu. Nie ma więc co się nabijać.
Robercie, o naszej korespondencji wspomniałem osobiście przecież i napisałem co ustaliliśmy.
Ale na wypadek, gdyby w natłoku komentarzy komuś ta wiadomość uciekła – rozmowy się toczą. Zawieszone z racji weekendu i potrzeby ochłonięcia (obu stron niewątpliwie) zostaną, wedle zapewnień jakie otrzymałem, podjęte na nowo w tym tygodniu. Rozmowy nie zostaną tutaj ujawnione, ale jeśli któraś przyniesie rozstrzygnięcie w sprawie losu któregoś z moich tytułów, o swoich zmienionych planach wydawniczych nie omieszkam poinformować na blogu.
dodane przez: Jakub Ćwiek
Styczeń 12, 2010 @ 11:56 am
a mnie sie wydaje, że pan Robert Łakuta z komentarza trzeciego powyżej to nie pan Robert Łakuta
dodane przez: Imię (wymagane)
Styczeń 12, 2010 @ 12:15 pm
Trudno mi na to odpowiedzieć, ale jeśli rzeczywiście to nie Robert (a wystarczy, że zainteresowany napisze mi o tym w mailu) natychmiast usunę posta, a Robertowi podam numer IP autora komentarza (inny niż ten, z którego Robert korzystał do tej pory) a także w razie potrzeby udostępnię bloga, jakby chciał szukać podszywającego się pod niego internauty. Nie orientuję się na ile takie postępowanie jest niezgodne z prawem (uważam, że bardzo, ale nie siedzę w kodeksie) natomiast z pewnością, niezależnie od intencji autora postu, jest mocno nieetyczne. Czekam więc w tej sprawie -innych także – na głos Roberta na maila.
dodane przez: Jakub Ćwiek
Styczeń 12, 2010 @ 12:32 pm
pisze pan panie robercie (?) “W całej tej paranoi, być może celowo nakręcanej,”?
to moze ja sam sobie nie płacę?
to moze nie pan pisał do mnie w mailiu, datowanym na poczatek grudnia, że macie “pierwsze” pieniądze ze sprzedazy mojej i roberta cichowlasa ksiazki(nawiasem mowiac, dziwnie zbieżnie z naszym ostrzeżeniem, że sprawa trafi do prokuratury)? i to moze nie jest styczeń (dalibóg druga dekada)? i może ktos to nakreca? masz pan paranoje, rzeczywiście!
dodane przez: jacar
Styczeń 12, 2010 @ 4:01 pm
Och, moi drodzy: jacarze i Robercie (?) paranoja to poważne zaburzenie urojeniowe i jako takie stwierdzać je powinien psychiatra po dokładnym zapoznaniu się z przypadkiem. Wydaje mi się, że nic nowego już sobie nie mówimy, więc może wypada teraz poczekać jakie będą skutki “Crossgate” (copyright by malakh), zwłaszcza te bezpośrednie. Ja ze swojej strony czekam na zapowiedziany przez Fabrykę kontakt (mailowy oczywiście), innym autorom proponuję albo to samo, albo odezwać się do Roberta osobiście i zaproponować domknięcie spraw. Szefowie Fabryki, jak zapewne każdy biorący udział w tej dyskusji, wyciągnęli wnioski i wierzę głęboko, że teraz już pewne sytuacje nie będą miały miejsca.
Mój blog, miejsce pod wpisami, pozostaje do waszej dyspozycji, ale ja, za wyjątkiem ewentualnych niezbędnych sprostowań, do czasu wyjaśnienia z Fabryką spraw, wyciszam emocje.
Dziękuję wszystkim za obecność i wypowiedzi w temacie.
dodane przez: Jakub Ćwiek
Styczeń 12, 2010 @ 4:34 pm
Witam!
Miał być na merlinie Kłamca i był (21 dni dostępności), teraz zniknął ;< Chyba się go nie doczekam.
dodane przez: Anonim
Styczeń 12, 2010 @ 4:49 pm
przepraszam własciciela blogu – kuba, przykro mi, ze akurat w tym miejscu tak się skłębily emocje. mnie puszczaja nerwy, kiedy po raz kolejny słysze, że byc moze to, że domagam sie pieniędzy za swoja pracę jest dzialaniem inspirowanym przez konkurencyjne wydawnictwa, w celu zaszkodzenia FS.
żeby bylo jasne – robert i ja jesteśmy dwiema, dorosłymi osobami – kazdy z nas odpowiada za swoje słowa i czyny odrębnie – jeśli uwazasz, że mój poprzedni wpis, był w jakikolwiek sposób uwłaczający rł – wykasuj go, ocenzuruj, łotewa. ja już z FS nie mam po co rozmawiać, chyba, że przez tłumacza, bo oni nie rozumieją polskich słów, takich jak rozliczenie, wykaz sprzedaży, nakład, stan magazynowy, etc. żeby byla jasność – nie wiemy jaki nakład miała nasza książka, ile ksiazek trafiło do sprzedaży, ile zostalo sprzedanych (z jakiej puli). ale ty to z pewnoscią znasz. na koniec, jako pocieszenie (najbardziej chyba dla siebie) powiem, że wreszcie znalazłem metody na zweryfikowanie wyżej wymienionych terminów, co z przyjemnościa uczynię, choćby po to by wreszcie dowiedzieć się, czy poza mną i robertem ktos “sępy” kupił
I jeszcze – my nie uwazamy, ze wydawnictwo nas oszukuje, ze sprzedało znacznie więcej naszej “swietnej” ksiązki, że ktos sobie za różnice postawił dom. nie nie. mamy poczucie realizmu. znamy swoje miejsce w szeregu.
chcodzi o zasady.
pozdrawiam i już się wycofuje pod swój kamień.
JacQ
dodane przez: jacar
Styczeń 12, 2010 @ 4:53 pm
Każdy coś dodaje, dodam i ja: http://witold.blox.pl/2010/01/Crossgate-oczami-fana.html. Kubusiu, wybaczysz mi zlinkowanie do siebie?
dodane przez: Szaman
Styczeń 12, 2010 @ 5:04 pm
Jacar, ja broń Boże nie wyganiam i nic, zupełnie nic nie zamierzam kasować bądź cenzurować. To nie jest tak, że tylko ja mogę krzyczeć co mi na sercu leży i wszystkim innym wara, bo to mój blog. Przeciwnie, cieszę się, że wypowiedzieli się inni autorzy, że dowiedziałem się tego, czego mogłem się w zasadzie jedynie domyślać – że niekoniecznie jestem odosobnionym przypadkiem. Za to Ci Jacku bardzo dziękuję i chcę, by to było wyraźnie zaznaczone, wciąż jesteś tutaj bardzo mile widziany
Szamanie – moje wybaczenie nie ma granic więc oczywiście, że wybaczam
dodane przez: Jakub Ćwiek
Styczeń 12, 2010 @ 5:15 pm
Witam, całe popołudnie zleciało mi na czytaniu owych 2ch wątków, niektóre rzeczy czytałem i po 3 razy, chyba jednak pojąłem ogół sprawy. Jestem przerażony tym co tu przeczytałem, zarówno, tekstami autorów(nie tylko Pana Jakuba, ale i reszty wypowiadających, jak i pana Roberta. Miałem napisać tu kilka spraw, czy też przemyśleń, ale jak widzę w końcowych komentarzach, sprawa ma się ku rozstrzygnięciu, zatem dodam tylko coś od siebie odnośnie Lokiego i kłamczucha vol 3.
Swego czasu zdarzyło mi się pracować w sieci salonów niegdyś znanej sieci Kolporter(takie cudo niby empik) byłem co prawda odpowiedzialny za dział muzyki i filmu, aczkolwiek jak podczas zatowarowania nowego salonu widziałem jak zostaje układana fantastyka, stwierdziłem wszem i wobec Basta! Zająłem się tym działem jako hobby w pracy(choćby ze względu na to iż czytam, bo lubię.
Zagadałem się, więc wracając do meritum:
Z biegiem czasu odpowiedzialność za zamawianie książek z fantastyki spadła na moją skromną osobę. Pewnego pięknego dnia, dostałem mejla od Olesiejuka, z informacją, że zbierają zamówienie na Kłamce 3, przy czym zastrzegli, że maksymalna ilość na salon to 15 sztuk.
Wiadomo, zamówiłem co było, bo to pewny towar. sam, kupiłem ponad 5 sztuk, dla siebie i znajomych. Książki się później już domówić nie dało, a ile to razy klienci się skarżyli, że zawsze wszystko było do ściągnięcia, a to książka z FS, musi przecież gdzieś by, toż to nowość Kruca Fiks! Olesiejuk w Tej materii tylko rozkładał bezradnie ręce, mówiąc, że więcej nie ma i nie wiedzą, czy będzie, a i tak źle się czują z tym, że musieli zrobić “przydziałówkę”.
Drogi Panie Kubo, Ciekawy jestem jak się sprawy dalej potoczą, mam nadzieję, że będzie dobrze ewentualnie – jeszcze lepiej. Proszę o napisanie w wątku czy też założenie osobnego, gdyż myślę, że pisze tu nie tylko w swoim własnym imieniu, że jesteśmy ciekawi rozstrzygnięcia sytuacji. I nie chodzi mi tu o kwoty, skany umów etc. (: lecz o choćby krótką notkę: Dogadaliśmy się, nie kończę współpracy z Fabryką..
Pozdrawiam Wszystkich zaangażowanych.
jelen
dodane przez: jelen
Styczeń 12, 2010 @ 5:55 pm
Ja mogę tylko potwierdzić problemy z kupnem kłamcy. Kupiłem jeden z tomów na prezent bo znałem hurtownika i dosłownie wyciągnął mi z pod lady. ( ubiegłem kolegę księgarza i chyba z 2 tygodnie był na mnie zły )
dodane przez: Toudi
Styczeń 12, 2010 @ 6:45 pm
A ja kupiłam kłamcę 3, przez przypadek w Empiku… chyba na premierze, bo jeszcze troche ich było^^’. Piszę, że przez przypadek, bo wcale się go nie spodziewałam – myślałam, że będzie za jakieś 3-4 miesiące (autor najwyraźniej też miał taki plan:P). Zresztą nigdy nie mamy w tych okolicach problemów z kupowaniem książek, może ludzi, którzy je czytają jest tu mniej? No i w Szczecinie jeszcze kilka egzemplarzy Kłamcy gdzieniegdzie widziałam… Proponuję szukać w małych księgarenkach, do których zazwyczaj młodzi ludzie nie zaglądają – można w nich znaleźć prawdziwe skarby.
dodane przez: Karolina m.
Styczeń 12, 2010 @ 8:09 pm
U mnie w salonie był przez ok 3-5 h – otwierany salon był o 9 a ja w pracy byłem na +/- 12/14 nie pamiętam dokładnie, było to dosyć dawno.
Suma sumarum, książka rozeszła się w mgnieniu oka.
Świerze bułeczki gorzej chyba schodzą.
dodane przez: jelen
Styczeń 12, 2010 @ 11:56 pm
Drogi Panie Rostocki
na tym poziomie nie da sie rozmawiać, nie posuwajmy sie do absurdu i kłamstw.
Sam Panu napisałem maila (kopie posiadam), w którym podałem wszystkie dane dotyczące nakładów i sprzedaży, bo rzekomo nie dało się ich wyciągnąć znikąd, co jest nie prawdą i proszę zaniechać kłamstwa.
Wydaje mi się, że już kuriozum byłoby wklejanie tu maila z treścią i cyframi.
Jak można pisać bzdury, że nic nie wiem. Czego Pan nie wie?
Oprócz mojego maila poszedł do Pana list fizycznie z informacjami których Pan sie domagał.
W czym więc problem?
Rozumiem, że wielkość sprzedaży jest niezadowalająca, ale zgodna z fakturami więc proszę o wyjaśnienie gdzie jest niejasność? Najlepiej na maila, jak podpowiada kultura.
Chętnie pomogę w zrozumieniu, bo zawsze odpowiadam na maile i staram się wyjaśnić nieporozumienia.
Pozdrowienia
dodane przez: Robert Łakuta
Styczeń 13, 2010 @ 12:00 am
Czy aby na pewno o to chodziło Autorowi notki, żeby zaczęła się tu mała wojenka, FS vs all? hmm.
dodane przez: jelen
Styczeń 13, 2010 @ 12:27 am
przepraszam kubę
no i mamy przejaw chyba własnie tzw. łapania się we własne sidła.
nie mam zamiaru panie łakuta rozmawiac z panem na drodze mailowej, bez świadków, bowiem nie przynosi to zadnego efektu. ja też mam maile. wszystkie. mam równiez niezrealizowany rachunek, z którego wychodzi że wydawnictwo nieźle zarobiło na naszej książce, zatem mowa o niezadowalającej sprzedaży to kolejna pańska konfabulacja. nigdzie, nigdy nie podał pan nakładu naszej książki. nie odpowiedzial pan na pismo wysłane wprost na panskie nazwisko pocztą tradycyjną (w dniu 19 listopada, ubiegłego roku), listem poleconym. dane dotyczące sprzedazy są calkowicie niewiarygodne, co bedę w stanie wkrótce udowodnić.
używając eufemizmu – bardzo oszczędnie używa pan prawdy.
i teraz powiem tak – twierdzi pan, że nie da się rozmawiać na tym poziomie? na jakim? takim, że zarzuca mi pan kłamstwo? w takim razie umówimy się tak – jeszcze jedno tego typu oszczerstwo z pana strony, a bedę popierał tu i gdzie indziej swoje wpisy cytatami z pańskich maili.
i na zakończenie przypominam – wystawilem i przesłałem państwu rachunek, na kwotę podaną przez wydawnictwo. kwota ta (zgodnie z prostym wyliczeniem matematycznym świadczy, że wydawnictwo nie tylko nie starcilo, lecz wręcz nieźle zarobiło na sępach). pieniędzy nie otrzymałem. czas mija, za chwilę minie rok od premiery książki.
jacar
PS. swoich zasejwowanych maili panu nie prześlę, bo wiem, ze nie przechowujecie swoich i np. macie problem ze stwierdzeniem jaką wielkość sprzedaży podaliście w poprzednim mailu. zaiste amatorka. ale jak wspomniałem – następnym razem podzielę sie tą przezabawną lekturą z internetem.
dodane przez: jacar
Styczeń 13, 2010 @ 7:11 am
kuba, szkoda mi zasmiecać bloga takim syfem.
resztę dyskusji (potencjalnych) przenoszę na sępowego bloga, pana lakutę zapraszam tam – jeśli nie zna adresu (co jest calkiem możliwe, przy poziomie zainteresowania wydawcy autorami) to podaję: http://www.sepy.com.pl
tu jest inny problem, sepy maja inny – w każdym razie z FS same problemy.
obciach jak beret..
jeszcze raz sorry, ale jak sam widzisz, trudno nerwy na wodzy utrzymac – oto jestem oszustem, który z polecenia innych wydawnict podkopuje fs, domagając się wyplaty kilkuset zlotych honorarium, za (wspólnie z robertem cichowlasem napisaną) antologie opowiadań, licącą 502 strony, wydaną w marcu ubiegłego roku.
bomba.
jacar
dodane przez: jacar
Styczeń 13, 2010 @ 7:17 am
Witam wszystkich!
Dużo mówi się o kłopotach Fabryki Słów, która przeinwestowała w ubiegłym roku i, jak rozumiem utraciła płynność finansową. Jak rozumiem, właśnie te problemy stoją za faktem, że FS przestała przysyłać “Nowej Fantastyce” egzemplarze recenzenckie swoich nowości, a nie – jak głosiła fama – opinia, że jesteśmy pismem nieistotnym, a w dodatku moglibyśmy coś ocenić nisko, więc nie zasługujemy. W tej sytuacji jesteśmy gotowi pokryć koszty wysyłki egzemplarzy do NF, bo jednak zależałoby nam, żeby pisać na bieżąco o ukazujących się tytułach. Mam nadzieję, że uda nam się to dogadać i książki Fabryki Słów znów zaczną docierać do redakcji.
Pozdrawiam.
dodane przez: JeRzy
Styczeń 13, 2010 @ 1:56 pm
Jerzy: Co ma piernik do wiatraka? z takimi sprawami zgłoś się do FS…
dodane przez: jelen
Styczeń 13, 2010 @ 4:10 pm
Jelen, to ja Ci powiem co ma piernik do maślaka. Jerzy wspomniał o najważniejszym słowie, jakie powinno się tutaj pojawić – płynność.
Jakub pisze książkę, jest deadline – data X, książka ‘wydaje się’ w Y, a “wgryza się” i zarabia w Z. Więc wydawnictwo ma prawo (czy nawet obowiązek) zaplanować na co wyda zarobione (przez siebie) pieniądze w czasie Z. Ale nagle okazuje się, że data X nie została dotrzymana, plany się posypały, płynność finansową diabli wzięli, bo autor nie dotrzymał umowy i w czasie Z nic nie będzie zarabiać, albo nie będą zarabiać tyle, ile chcieli, a wydatki pozostają bez zmian (bo nie ten jeden autor jest na liście płac).
Osobiście wrzuciłabym w umowę takie kary za jej niedotrzymanie i zawalenie mojej płynności finansowej (szczególnie jeśli książka ma być od takiego autora jakim jest Jakub Ćwiek, co już gwarantuje spory sukces i generuje duże wpływy), że autor znowu zacząłby szukać full-time job i o pieniądzach z innych książkek mógłby pomarzyć. Ale najwyraźniej wydawnictwo tego nie zrobiło, bo też myśleli, że “między wami wszystko cool”. Naprawdę zastanawiam się kto tu bardziej się przejechał. Tak to jest, jak się chce udawać przyjaciół, a chodzi o pieniądze.
Zresztą, ja bym się z Tobą pożegnała, bo na samej tej aferze i czarnym PR straciłabym już więcej, niż mógłbyś mi dać zarobić.
Ogólnie mam wrażenie, że to z płynnością finansową FS ma problem, a nie z zarabianiem w ogóle (i sprawa empiku to też sprawa płynności – najwyraźniej źle wyliczyli kiedy dostaną pieniądze, bywa). Zresztą masz pretensje, Jakub, o tę płynność i ich nieumiejętność regulowania zobowiązań w terminie, a sam się do niej przyczyniasz. Zastanawiam się czy gdybym była na ich miejscu też nie płaciłabym najpierw tym, którzy wszystkich terminów dotrzymują. Zwyczajnie masz ograniczoną liczbę pieniędzy, którymi możesz dysponować i musisz wybrać komu zapłacisz najpierw czy nawet komu najpierw robić dodruk. Dlaczego masz zostawić tych, którzy zawsze robili wszystko na czas? Tutaj nie ma miejsca na sentymenty, rodzinę, przyjaciół, wieloletnią współpracę, słowne obietnice, miłe uśmiechy, poklepywanie po ramieniu i inne tego typu zachowania. Psujesz im płynność – Ty pierwszy na tym tracisz. Może nie wyjaśnili Ci tej kwestii, a może sami nie wiedzą, że mają z tym problem, ale ja mam takie właśnie wrażenie. I musisz być uwzględniamy we wszystkich wpływach i wypływach, nie da rady inaczej.
Cała reszta to kwestią tego, że nie wyjaśniliście sobie czego od siebie oczekujecie nawzajem. Nikt pewnie nigdy Ci nie powiedział, że nie chcą, żebyś wydawał gdzieś indziej (przynajmniej wprost), szczególnie książki z tej samej półki, a Ty nigdy się nie pytałeś co oni sądzą o tym. A najzwyczajniejszym w świecie jest, że ktoś Ci pomaga, to wydajesz to u niego. Podpisuj kontrakty i trzymaj się ich. Zawierasz kontrakt na trzy książki, piszesz, wydajecie i au revoir. Jeśli współpracujecie dalej, to na tych samych zasadach. Bo właśnie po pewnym czasie okazuje się, że oczekiwania obydwu stron były zupełnie inne. A etyka nie ma tutaj nic do rzeczy.
Poza tym Twoim największym grzechem jest dla mnie niedotrzymanie terminu tego Crossa, kiedykolwiek by on nie był (a chyba był dawno). Tłumaczysz się, że nie chciałeś pieniędzy na niego, ale nikt nie zmuszał Cię do zaakceptowania tego, co Ci proponowali. Trzymaj się najzwyczajniejszej w życiu konsekwencji, o co zresztą trudno w polskim narodzie. Podpisujesz umowę, bierzesz zaliczkę, masz termin – piszesz. Jasne, że ciężko i rzeczywiście niefortunnie wyszło z tą pomyłką. Ale umowa, to umowa. I konsekwencja. Poza tym, jak mówię – psujesz płynność i nie wiadomo co z Tobą zrobić.
W ogóle bardzo ciekawe, że FS jakoś nie wzięła sobie do serca tego, że wydajesz w Runie. Od razu bym Ci wcisnęła (choćby siłą) jakiegoś redaktora, który nie tylko poprawia książki po ich napisaniu, ale i pogadać umie w razie problemów jeszcze przed tym (chociażby po to, żebyś sam się przekonał do swoich pomysłów) :]
I dalej o tym samym. Jeśli chcesz, żeby Twoim zawodem było pisanie, trzymaj się tego konsekwentnie. Nie masz umowy o pracę, ale to nic nie znaczy. Pracujesz dla wydawnictwa, tego czy tamtego, czy nawet kilkudziesięciu możesz, to bez znaczenia. Traktuj to jako pracę. A do pracy się nie spóźnia. Jasne, że kłopoty się pojawiają i nie jest to niczym nowym, ale nie może Ci to przeszkodzić w robieniu tego, do czego się zobowiązałeś. Choć dla niektórych może brzmi to jakby przyszło prosto z Japonii…
Przy okazji konsekwencji, widziałam ostatnio fajną inicjatywę na twitterze – #fridayflash. Nie chciałbyś wziąć udziału w czymś takim?
Inna sprawa jeszcze. Twój agent, czy może “agent” właściwie, powinien zająć się szukaniem tłumacza. Wiem, że to “agentowanie” jest dość nietypowe w waszym przypadku, ale przynajmniej powinien poszperać.
Tak więc, ja o konsekwencji i płynności. Może Pan Łakuta powie mi, że pieprzę trzy po trzy. Nie wiem, nie pracuję u nich. Po prostu takie mam wrażenie i jeśli nie mam racji, to z góry przepraszam.
dodane przez: Ann
Styczeń 13, 2010 @ 8:27 pm
Ann, bardzo Ci dziękuję za Twój rzeczowy i konkretny wpis. Zwróciłaś w nim uwagę na wiele istotnych elementów sprawy, ale mam wrażenie, że – zwłaszcza w kwestii płynności – troszkę rozjeżdża Ci się kolejność wydarzeń. Nie mogło być opóźnienie w płatnościach skutkiem mojego poślizgu, ponieważ w chwili gdy upływał termin oddania książki zaległości były już przeszło trzymiesięczne, o czym wspominam.
Po drugie argument z płynnością jest obosieczny. Jeżeli oddaję dwie książki jedna po drugiej, na których napisanie poświęcam większą część roku, obowiązkiem – do którego zobligował się wydawca – jest wypłacenie mi za nią pieniędzy, zwłaszcza jeśli, jak piszesz moje książki gwarantują pewny zysk. I bardzo ładne są Twoje Y i Z, ale zanim pojawi się kurczątko, rozmawiamy o kurze. Nie mówimy o ZUSie, który na emerytury obecnych starców czerpie pieniądze ze składek dwudziestoparolatków, tylko o Wydawnictwie, które już na mnie zarobiło i oddało mi należnych pieniędzy. I, podkreślam bo to istotne. W chwili gdy miałem oddać “Drzewo Crossa” był już moment, kiedy dwie poprzednie książki były po owym wgryzaniu się (czyli po Z) I oczywiście można tutaj mówić o problemach jakie ma Wydawca ze sprzedażą, jasna sprawa. Ale taką działkę na siebie wzięli, nie piszą tych książek tylko je wydają i sprzedają.
Umowa to umowa piszesz i ja się z Tobą zgadzam – nie dotrzymałem jej i zgodnie z zawartymi w owej umowie punktami, Wydawca ma prawo rozwiązać umowę i zażądać zwrotu zaliczki. Co najprawdopodobniej będzie miało miejsce. Ale patrząc w ten sposób, Wydawca nie dotrzymał sześciu umów, a do tego jego zachowanie przynosi już od dłuższego czasu realne straty. Jakby tego było mało nagle stwierdził, że nieważne, że mi nie płaci, należę do niego i nie mam prawa pisać nigdzie indziej, bo on mnie kiedyś wydał pierwszy. A potem, żeby mnie ukarać, przyblokował potencjalne (ale mocno realne, biorąc pod uwagę zapotrzebowanie) pieniądze na przyszłość. Układ się zmienia, warunki pracy robią się coraz bardziej stresujące, pojawiają się problemy z pracą twórczą. Nadal skutek i przyczyna, jak u Ciebie, tyle, że jakby odwrotnie.
Są więc, droga Ann, dwa światy. Jeden taki, w którym się obracamy, gdzie historia jaka się wydarzyła ma skutki opisane w notkach i taka, którą osobiście byś preferowała, a która nakładałaby na autora gigantyczne kary za opóźnienia. Tylko jeżeli tak, to kary również z drugiej strony za opóźnienia w zobowiązaniach Wydawcy, czyż nie? Regulacje odnośnie częstotliwości dodruków etc.
Jeżeli ta afera zaowocuje zmianą umów, trzeba się będzie dostosować i będą musiały to zrobić obie strony. Sądzę, że w takich okolicznościach autorzy zwyczajnie przestaną podpisywać umowy na książki jeszcze nie napisane, bo będą się obawiali kar i plan wydawniczy tym bardziej weźmie w łeb. Ale może rzeczywiście tak trzeba…
Tak czy owak zmiany są potrzebne i myślę wszyscy zainteresowani będą ich z utęsknieniem wyglądać.
Dziękuję Ci za wpis
PS. Mój agent – mimo że nietypowy nadal bez cudzysłowu – pracuje pełną parą i robi naprawdę wiele. Także w sugerowanym przez Ciebie kierunku.
dodane przez: Jakub Ćwiek
Styczeń 13, 2010 @ 10:36 pm
Tak sobie myślę, że niektórzy powinni się w życiu zająć handlem ziemniakami. Chociaż, właściwie, jak taka stonka nadciągnie i ziemniaki zeżre, to zupełnie jak nieterminowy autor z muchami natchnienia w nosie – precyzyjny biznesplan się zawali, i też płynności zabraknie, nie, jednak zły przykład.
Chociaż…
dodane przez: kasia
Styczeń 13, 2010 @ 10:50 pm
@ Ann, mój poprzedni post zwrócony był w kierunku JeRzego, odnośnie Nowej fantastyki i recenzowania przez nią książek wydawanych przez Fabrykę, to nie jest miejsce, a szczególnie ta notka nie jest ku temu miejscem. Ale fakt, nie napisałem do czego konkretnie “piję”. Moja wina, moja wina moja bardzo bardzo…
Pozdrawiam Cię Ann
“Jeżeli ta afera zaowocuje zmianą umów, trzeba się będzie dostosować i będą musiały to zrobić obie strony. Sądzę, że w takich okolicznościach autorzy zwyczajnie przestaną podpisywać umowy na książki jeszcze nie napisane, bo będą się obawiali kar i plan wydawniczy tym bardziej weźmie w łeb. Ale może rzeczywiście tak trzeba…”
Kubo, z drugiej strony, może wyniknąć taka sytuacja:
- Słuchajcie mam fajny pomysł na książkę, będzie ona taka a taka, traktowała o takich a takich rzeczach i co Wy na to?
- Spoko, napisz – wtedy się zobaczy.
pare miesięcy później
- Hej Hej, napisałem tą książkę o której rozmawialiśmy, podrzucę Wam ją na maila.
- Eh, sorry stary, ale przemyśleliśmy to(bądź też nie) i jednak temat kiepski, nie przejdzie. Szkoda, że zmarnowałeś tyle czasu, ale może kto inny Ci wyda.. Tylko pamiętaj, że jak wydasz gdzie indziej, to więcej się tu nie pokazuj. ces la vie
jest to tylko jeden z możliwych scenariuszy.
dodane przez: jelen
Styczeń 14, 2010 @ 12:36 am
Idealnych rozwiązań nigdy mieć nie będziesz. Choć to Twoje sugeruje, że to Wydawca będzie niechętny podpisaniu umowy. W sytuacji kar za nie dotrzymanie terminu, tym wstrzymującym się będzie raczej jednak autor, nie sądzisz?
dodane przez: Jakub Ćwiek
Styczeń 14, 2010 @ 12:46 am
Oczywiście, to, że Ty im drzewa na czas nie oddałeś, spowodowało przynajmniej jeden z Twoich problemów z FS,
- brak dodruku Kłamcy 3
- brak kasy
- fochy
Wybierz które.
ale to, Ze FS nie dotrzymała terminu z wypłatą należnych Ci pieniędzy, póki co skutkuje tylko tą notką.
hm..
dodane przez: jelen
Styczeń 14, 2010 @ 10:14 am
Póki nie wejdziesz na drogę sądową, to FS będzie Ciebie trzymała za jaja. bo mogą Cię zbywać ile im się żywnie podoba. Porozumienie stron będzie tu z ich strony dobrą wolą. Wcześniej już był a sytuacja, w której zaczynałeś rozmowe ze swoim prawnikiem i nagle fabryka się odezwała?
dodane przez: jelen
Styczeń 14, 2010 @ 10:19 am
Ta notka zrobiła swoje, jeleniu, rozmowy trwają (ruszyły dzisiaj).
dodane przez: Jakub Ćwiek
Styczeń 14, 2010 @ 10:28 am
hmm, Co więcej, jakby były umowy podpisywane tylko za gotowe książki, to autorów by dopiero Wydawnictwa trzymały w garści.
- Cześć Heniu co tam ciekawego w pracy?
- A, Ćwiek był dzisiaj z 4 częścią Kłamcy u nas, chciał ją wydać.
- I jak? czytasz już?
- Nie podpisałem z nim umowy, ząb mnie boli/nie podobają mi się jego sznurówki/jakiś taki nieogolony przyszedł/…
- To jest przecież pewny hit !?!
- Spokojna Twoja rozczochrana. za godIne ma przyjść Pilipuk/Dębski/Grzędowicz/Kossakowska/…
Jedyną odpowiedzią na takie coś może być jedyne masowe niewydawanie książek w wydawnictwie. Tylko to, że Ty Kubo i kilkoro innych osób nie widzi pieniążków na koncie, to nie znaczy, że Wszyscy tak mają.
Tak się mnie ino wydaje.
dodane przez: jelen
Styczeń 14, 2010 @ 10:30 am
Nie mogę niestety korygować tego, co Ci się wydaje, bo wykracza to poza moje sprawy, a tym samym nie zamierzam w to wchodzić. Myślę jednak, że popadanie ze skrajności w skrajność też nigdy niczemu dobremu nie służy. Aha i zauważ, przedstawiona koncepcja nie jest moją – to tylko możliwa konsekwencja koncepcji Ann związanej z karanie autorów za niedotrzymanie terminów.
dodane przez: Jakub Ćwiek
Styczeń 14, 2010 @ 10:40 am
Tak Kubo, poskutkowała, ale znalazłeś się w sytuacji szachowej, zostałeś do tego niejako zmuszony. Wydawca jest tym, który ma pieniądze i to on dyktuje niejako warunki. Ty musiałeś ich obsmarować publicznie żeby cokolwiek się ruszyło. Zdaję sobie sprawę, że to nie był dla Ciebie przyjemny krok. Nie twierdzę też, że zrobiłeś źle. Twierdzę, że nie powinno do takiej sytuacji w ogóle dojść. Tak jak nie powinno dojść do sytuacji, w której autor, którego książki się sprzedają, napisał w dodatku książkę która nie może się sprzedać z powodu braku jej w sklepach, bo wydawnictwo nie chce jej dodrukować, musi się zapożyczać na życie.
Wydaje mi się rozsądną umową taka, w której dostajesz nie tyle określoną datę, na ukończenie projektu nad którym pracujesz, ale jakiś termin(terminy) w którym kontaktujesz się z wydawcą i podajesz obecny stan sytuacji w jakim się projekt znajduje. co więcej, jeżeli stwierdzisz, że na chwilę obecną nie jesteś w stanie skończyć książki z jakiegoś powodu, to odstawiasz ją na bok, dopóki jej nie skończysz i zajmujesz się innym projektem, tyle, że też dla tego samego wydawnictwa. Mogłaby być klauzula, która w takim przypadku zabrania Ci wydania już gotowego produktu u innego wydawcy do czasu w którym nie oddasz im jakiejś gotowej. przy czym, np, niedokończone drzewo w dalszym ciągu czeka na dokończenie i wydanie.
może i troszkę zagmatwane, ale się połapiesz o co mi chodzi.
dodane przez: jelen
Styczeń 14, 2010 @ 10:47 am
Tak, połapałem się. Nie do końca wiem jak coś takiego mogłoby wyglądać w zapisie, ale, jak powiedziałem, wiele rzeczy jest do dogadania.
dodane przez: Jakub Ćwiek
Styczeń 14, 2010 @ 10:52 am
ale wiecie co?
ja mam cały czas takie wrażenie, ze to jest zakładanie złej woli.
to jest przerażajace! to przypomina wymyślanie pasów cnoty, jako zabezpieczenie przed zdradą. jak mam oddawac książkę do wydawnictwa, które tylko czyha, zeby mnie (pardon le mot) wyruchać, to przepraszam, wolę się po to mydlo nie schylac.
jacQ
dodane przez: jacar
Styczeń 14, 2010 @ 9:49 pm
Coż każdy ojciec rodziny stara sie jak może aby zdobyć fundusze na utrzymanie swoich dzieci
Żadne grabie nie grabia od siebie. Kuba kiedy możemy spodziewać się Kłamcy 4? I jeśli moge miec prośbę, porozwijaj trochę wątki poboczne w 3ce jakoś mi tego brakowało. Lubie pikantne scenki w wykonaniu Lokiego
dodane przez: Łukasz
Styczeń 15, 2010 @ 11:43 am
eh te pieniądze same kłótnie i problemy przeznie.
Życze Panu Jakubowi jak i Fabryce Słów szybkiego dogadania się
dodane przez: Husar
Styczeń 16, 2010 @ 12:02 am
Satyryczny komentarz do całej tej sprawy:
http://esensja.pl/ksiazka/publicystyka/tekst.html?id=8912
dodane przez: Achika
Styczeń 16, 2010 @ 1:24 pm
i jak tam kuba?
masz kontynuację ze strony fs?
bo u nas głucho…
tak myslalem, że sie po kościach rozejdzie.
trzeba chyba będzie poszukac jakiś znajomych dziennikarzy
przy okazji mogli by sprawdzić jak się ma sprawa z ISBNem – bo to granda
nawet wieksza niz IPN
pozdrawiam
j
dodane przez: jacar
Styczeń 19, 2010 @ 8:46 pm