W komentarzach do poprzedniego wpisu pojawiła się Fabryczna odpowiedź. Jako że jest to głos drugiej strony, uważam, że zasługuje na miejsce na stronie jako cytat. Tak więc zostawiam wypowiedź Roberta Łakuty w całości tak w komentarzach jak i przenoszę ją tutaj. Tak będzie mi łatwiej odpowiadać a dla wszystkich obserwujących dyskusja stanie się czytelniejsza (dla odróżnienia, tekst Roberta puszczam kursywą:
Drogi Jakubie
Myślę, że robisz wiele złego mieszając ludziom w głowach, zmuszasz mnie więc niestety do zajęcia stanowiska.
Wszyscy Cię tu okropnie żałują, zdając się nie dostrzegać innej strony zjawiska co postaram się zaraz przybliżyć.
Na początek krótki rys historyczny.
Kiedy zaczynaliśmy tworzyć Fabrykę, nikt z polskich Autorów tak naprawdę nie zarabiał zbyt wiele na pisaniu.
Ci którzy zarabiali otrzymywali krociowe sumy około 60 groszy od egzemplarza a sam mistrz Sapkowki podobno aż 90.
Andrzeja Pilipiuka nikt nie chciał wydawać i Inni Autorzy nie traktowali go poważnie.
Niektórzy Autorzy posuwali się do pisania pod obco brzmiącym pseudonimem byle sprzedać książkę.
My przyszliśmy i staraliśmy się zrobić wszystko jak należy, daliśmy normalne stawki, postaraliśmy się o dystrybucje i umożliwiliśmy zaistnienie debiutantom.
W tym także Tobie Jakubie. Kto wie czy miałbyś szansę wypłynąć, piszących jest naprawdę mnóstwo.
A tak Ty swoją ciężko pracą jak i naszymi staraniami stałeś się zauważalny ( notabene nawet zdjęcie na Twoim blogu jest mojego autorstwa).
Dla Twojej informacji i innych czytelników czuję się też ojcem chrzestnym powoływanego przez Ciebie wydawnictwa Runa.
Po założeniu Fabryki rozmawialiśmy z różnymi Autorami , miedzy innymi z Anią Brzezińską. Na spotkaniu w Lublinie otrzymała propozycję umowy oraz usłyszała dość szczegółowo
o naszych planach, z których niektóre obserwowaliśmy w założonym później nowym przedsięwzięciu Ani wydawnictwie Runa.
Kto wie może gdyby nie my, nie miałbyś tam okazji publikować
Ale ad rem.
Wszystko rozwija się mniej lub bardziej pomyślnie jak to w życiu.
Oczywiście zdarzały się wpadki jak z Red Horsem.
Nie ma w tym naszej za wielkiej winy bo założywszy go, straciliśmy nad nim całkiem kontrole, zaufawszy, że prezes wie co robi.
Jakiś czas potem okazało się , że rzeczywiście rozliczenia nie były odpowiednie, co odpokutowaliśmy, bo chociaż firmy były zupełnie innymi bytami, nie mogliśmy
zostawić sytuacji niedopowiedzianych i w miarę możliwości staraliśmy się przynajmniej z naszymi Autorami załatwić jak się dało zaległości.
Nie mieliśmy takiego obowiązku, bo to zupełnie inny podmiot, nakazywała nam to jednak przyzwoitość.
I dalej jakoś by to się prostowało, ale przyszły trudniejsze czasy.
Zaczęły się problemy z Empikiem, wydłużyły się terminy płatności powiększyły procenty.
Razem z opłatami za magazyn centralny, marże dystrybucyjne sięgnęły 60% ceny okładkowej.
Potwierdzą to na pewno dobrze zorientowani, których serdecznie pozdrawiam
Nie dzwoniłem wtedy do Ciebie Jakubie proponując Ci inne warunki.
Mimo trudnej sytuacji staraliśmy się dzielić pieniądze i chociaż jak słusznie zauważasz nie udawało się dotrzymać terminu, trudno być tym jedynym sprawiedliwym , kiedy w koło wszyscy detaliści
próbują maksymalnie zwlec moment zapłaty.
Zaczęła się też inżynieria finansowa polegająca w skrócie na tym, że kiedy zbliża się termin faktury, to zgarniamy co mamy na półce i robimy zwrot.
To powoduje odjęcie wartości zwrotu od wartości faktury i następnego dnia można znowu zamawiać nie troszcząc się o terminy.
Za zdziwieniem i przerażeniem obserwowałem całe palety nowości oznaczone jako zwroty, byle zrobić ruch towarowy.
Wtedy my powinniśmy zrobić korektę Twoich rachunków , a tak się nigdy nie stało.
Jedynym tego wynikiem było nieprzysłanie rozliczenia na które się powołujesz, bo widniałoby tam zero.
Ale to nasz błąd trzeba było takie wysłać i jedna podstawa do oczerniania mniej.
Tu kłaniają się debiuty. Może zbyt pochopnie weszliśmy tak mocno z debiutami, bo pojawiły się tu wpisy o złej Fabryce.
Na każdą książkę w średnim nakładzie trzeba wydać kilkadziesiąt tysięcy, żeby ją wypuścić na rynek.
Większość debiutów sprzedaje się mizernie. niektóre w okolicach 500 egzemplarzy,a potem zaczynają się zwroty.
Trudno wtedy liczyć na jakieś sensowne rozliczenie skoro nie wiemy jak duże będą, a może wróci wszystko?
I co wtedy, mam pisać do Autora, oddajcie proszę pieniądze, bo się nie udało, przy czym jest domniemanie, że to ja jestem słaby, broń boże książka.
Powiem Ci po co jest wyłączność, bo na tym trudnym rynku, możesz postawić księgarzowi ultimatum, rozlicz się za poprzednie pozycje, to dostaniesz nowego “Kłamcę”
Jeśli on na to będzie miał argument, że mi nie zapłaci , bo kupi sobie w Runie, to na pieniądze możesz czekać i dwa lata.
Ale chyba za bardzo się oddaliłem
Skonkretyzujmy zarzuty:
Twój Jakubie: nie płacicie mi
Odpowiedź: nie prawda płacimy w miarę możliwości, można się skarżyć na opóźnienia, więc i ja się na nie skarżę.
Teraz ja:
wziąłeś zaliczkę i z powodu mąk twórczych nigdy dzieła nie wykonałeś, mało tego w tym czasie oddałeś książkę konkurencji.
przypomina mi to taką sytuację:
zamawiam ekipę do malowania domu oni mi mówią poprosimy zaliczkę na farbę, ja mówię proszę bardzo, a oni idą i malują dom sąsiada.
Uważasz, że to w porządku? zwyczajnie nas oszukałeś i to nie jeden raz, ale do tego za chwilę.
Nie wkładaj w nasze usta tego czego byśmy tam nie chcieli ![]()
Powiedziałeś, że ktoś z nas. bodajże Eryk sugerował Ci, że pisz cokolwiek bo to fantastyka.
Byłem przy tej rozmowie i przeinaczyłeś zupełnie to co mówiliśmy.
A była mowa o tym, że skoro masz zamiar pisać steampunk na dzikim zachodzie to po co przeżywasz męki związane z realiami.
Mówiłeś, że Ci się pomyliło coś w kampanii, ale skoro jak sam określałeś jest to czysta fantastyka, to możesz chyba zmienić co chcesz, nawet przebieg bitwy pod Gettysburgiem i tu męki 100% realizmu, nie powinny Cię dopadać.
I tu oszukałeś drugi raz , tym razem blogowiczów, przedstawiając nas jako idiotów, którzy nie wiedzą co wydają.
Trzeci raz oszukałeś w temacie rachunków.
Twój sprytny ruch polegał na tym, że tuż przed Falkonem odesłałeś kilka rachunków bodajże trzymanych od lipca, żądając ich natychmiastowej zapłaty.
Tu niestety będzie Ci trudno udać pokrzywdzonego, bo jest książka korespondencji.
Na spotkaniu żądałeś wypłaty i tak się stało, i to niezależnie od tego czy wysłałeś tekst, nie był to żaden szantaż.
Myśleliśmy , że się dogadaliśmy i się rozliczymy wzajemnie (to podkreślam, bo dla Ciebie te sprawy się nie łączą, Tobie są winni to samo zło, a Ty jak jesteś winny to pokrzywdzony artysta)
No i co zrobiłeś: oszukałeś na po raz wtóry, jak zaznaczasz w swoim blogu świadomie.
Potem się ukrywałeś i nie odpowiadałeś na maile i telefony i dopiero po moim dość stanowczym mailu objawiłeś się także mailowo, co mnie ucieszyło i skłoniło, do ponownego podjęcia tematu naszych WZAJEMNYCH
rozliczeń. i Znowu jak wydawało się, że coś ustaliliśmy Ty wtedy rozdarłeś szaty i opisałeś nas jako potworów, przekręcając prywatne rozmowy, suto okraszone ciekawym komentarzem bez wysłuchania drugiej strony.
Po całej tej przydługiej epistole, pozostaje mi tylko wyrazić swój smutek, że tak się sprawy potoczyły i że włączam się do tej dyskusji, która powinna odbywać się między nami
oraz że to Ty mimo wielokrotnego niedotrzymywania niczego, jesteś kryształowy.
Życzę Ci szczęścia i wyrażam nadzieję, że inni wydawcy Cię docenią, chociaż będą pewnie uważali o czym z Tobą rozmawiają prywatnie.
Pozdrowienia
Robert Łakuta
Fabryka Słów
dodane przez: Robert Łakuta
Styczeń 9, 2010 @ 10:04 pm
Tyle Robert.
Pozwolicie, że jeszcze ja zabiorę wam chwilkę czasu, odnosząc się do tego co napisał. Pozwolicie także, że w pierwszej kolejności odpiszę Robertowi wprost? Zacznę od finału listu, tego co bezpośrednio o mnie i do mnie:
a) Kwestia zaliczki, pokojowych malarzy itd. Jak już wspomniałem, a teraz przypomnę, nie chciałem brać zaliczki na książkę nienapisaną. Poinformowałem o tym z resztą, mówiąc, że proszę o pieniądze na którąś z dwóch pozycji już napisanych (przypominam “Ciemność płonie” już wydana, Kłamca już po redakcji, z okładką, a może nawet w druku). Wtedy to właśnie zaproponowano mi, by była to zaliczka na poczet nowej książki, bo z tamtymi “nie ma już co kombinować”. Zapytano mnie jak tam książka dla Runy, powiedziałem, że finalizuję i będę się brał za nową. Wszystko grało i buczało, nie było problemu. Przykład z malarzami jest więc o tyle nieadekwatny, że malarze wzięliby pieniądze za zrobioną pracę, a nie poszli na zaliczkę za taką, która się może wysypać. I owszem, wysypała się, moja wina. Tak, to był moment, kiedy mocno wierzyłem w długoletnią współpracę z Fabryką.
Podsumowując rozmowę, której owocem była zaliczka za “Drzewo”:
Szefowie Fabryki (w tym Robert) wiedzieli, że finalizuję książkę dla Runy, bo powiedziałem im jeszcze w maju, że następną pozycją w kolejce po Kłamcy 3 jest właśnie “Ofensywa szulerów”. Pisałem też o tym później po wielokroć śląc desperackie maile, gdy padał ten argument.
Chciałem wziąć zaliczkę na książkę już napisaną, zasugerowano mi inne rozwiązanie.
Dług Fabryki wobec mnie przekroczył wysokość zaliczki już w grudniu czyli na długo zanim powinienem był oddać “Drzewo”. A potem rósł.
Sprawa numer dwa, którą udowodnić będzie trudniej (na tamto są maile, tu była rozmowa telefoniczna) ale i tak spróbuję tym samym przyznając się do swojej potwornej gafy (siebie, Robercie, nie Was przedstawię teraz jako idiotę, nigdy nie sugerowałem, że nie wiecie co robicie, prawda?): Kiedy zadzwonił telefon, odebrałem, na pytanie o “Drzewo” użyłem zwrotu jak w poprzednim wpisie po czym opowiedziałem historię jak to pomyliłem południową i północną Armię Potomaku, bo miałem niewyraźną mapkę. Wynikiem tego historia, która miała mieć swój punkt zwrotny (i przejście w fantastykę) duuużo później, tu wykrzaczyła się niezgodnie z moim autorem, bo oto miałem armię Północy w Richmondzie, generała Lee zaczajonego za Potomakiem i w zasadzie koniec wojny. Nie pytajcie jak to zrobiłem, miałem ambitny zamiar wczuć się w generałów i iść za mapami. Tak, wiem. To było z mojej strony głupie.
No i o tej głupocie mówię, mówiłem też wtedy, a w odpowiedzi usłyszałem nie tylko to, co podałem wcześniej, ale nawet, że inny autor, ze skrupulatności i zamiłowania do faktów słynący, również robi podobne szopki i strasznie ciężko mu wytłumaczyć, że pisze przecież fantastykę.
Nie wkładam Ci więc w usta Robercie niczego, czego już wcześniej tam nie było
I wreszcie sprawa numer trzy, ta dla odmiany do udowodnienia najłatwiej. Rzeczywiście było jak mówisz z rachunkami, przyszły w jednej kopercie i naraz. Tyle, że… już dużo wcześniej zgłaszałem, że żadne rozliczenia do mnie nie doszły i chciałbym je dostać, żeby móc podpisać. Sprawa ruszyła dopiero przy okazji aneksu do umowy, a potem przedłużenia umowy na Kłamcę, kiedy to powiedziano mi, że dostanę pakietem jedno i drugie. I tu zabawna sprawa. Poprosiłem by i jedno i drugie wysłano mi mailem, podpiszę i odeślę, a potem mój egzemplarz umowy, podpisany przez drugą stronę wróci do mnie. Rachunki to tylko drukowane kartki i tylko ja je podpisuję, nie dostaję podpisanej kopii zwrotnej. I teraz uwaga, najzabawniejsza sprawa: Dostaję maila, w załączniku umowa, ale informacja, że rachunki to jednak dojdą pocztą. Zwykłym listem, dodajmy, nie żadnym tam poleconym, mimo iż doświadczenie uczy, że listy giną.
Ach i to właśnie wtedy, warto wspomnieć, Robercie, obiecałeś mi w smsie dodruk Kłamcy 3 w listopadzie. Mam tego smsa tak się składa. To był już czas, kiedy już takie rzeczy archiwizowałem.
No i moja obecność w Lublinie i tam sytuacja tak jak ją przedstawiłem. Potem wysłałem pismo, ale bez odpowiedzi, wreszcie kilka telefonów ze strony Fabryki i mail, na który odpowiedziałem raz dwa. Dowiedziałem się wtedy, że moje pismo nie doszło, więc wysłałem je raz jeszcze.
Sprawa zaliczki zostanie więc rozwiązana poprzez odjęcie jej z bieżących rozliczeń. Kiedy już je dostanę, bo znowu, co sygnalizowałem Fabryce, a powtórzę i tutaj, rozliczenia nie przychodzą.
To jakby zamyka sprawę wzajemnych, biznesowych ale.
Pozostaje cały długi wstęp, fabryczna historia, z którą spierać mi się trudno, bo na początku wcale mnie tam nie było, a potem i tak, ze szczegółów technicznych docierało do mnie niewiele. Próbowałem jednak zasięgnąć w temacie języka i jak się okazuje, mimo iż wszyscy mieli (a może i mają) z Empikiem problem i czasem pojawiają się problemy z płynnością, nikt nie załatwia tego wedle lojalnościowego klucza czy nie próbuje wyciągnąć nagle książki u konkurencji. O której, tu jeszcze raz, bo to ważne, Wydawca wiedział wcześniej! I rzekomo byliśmy w temacie ok.
Kwestii ojcostwa takiego czy innego wydawnictwa Runa poruszał nie będę, ale dyskusję chętnie pociągnę dalej, wsparty mnogością cytatów.
Tyle.

no ja nie wiem – dla kilku stów to się srednio kalkuluje.
to po prostu jest wskazówka dla innych – nie dajcie się wpuścić w maliny, bądźcie nieufni, dla własnego bezpieczeństwa traktujcie wydawcę jako potencjalnego złodzieja.
skoro wydawca traktuje autora jako naciągacza, namolnego petenta, a nawet zdrajcę (patrz wlaściciel bloga), to gdzie tu mowa o partnerstwie?
kto tu komu robi laske?
JacAr
PS. rafał – nam nie odmówiono wyplaty, nam powiedziano, że kiedyś, jak dostana jakieś pieniadze, to nam za cos zaplaca.
Na początku muszę napisać, że nie dobrnęłam do końca komentarzy tego posta, z tego powodu być może napiszę o czymś co było wyjaśnione/napomniane. (a i pewnie tego komentarza nikt nie przeczyta bo się zrobił przydługi)
Napiszę w tym komentarzu coś, co mam nadzieję ucieszy Cię, drogi Jakubie. TWOJE KSIĄŻKI SĄ JEDYNYMI, KTÓRE RAZEM Z DOSYĆ SPORĄ GRUPKĄ ZNAJOMYCH KUPUJEMY Z FS. Dlaczego? Bo się na nią „obraziliśmy”. Przed przeczytaniem Twojej historii (zaznaczam to, żeby Cię tam jakiś Eryk z Ronem czy jak im tam nie oskarżali o spadek sprzedaży czy coś) . Obraziliśmy się za wydanie książek Piekary w zmienionych okładkach. I boimy się, że to samo może stać się z Kłamcą, Okiem Jelenia i innymi seriami, które „posiada” to wydawnictwo. Obraziliśmy się również za to, że któreś z rzędu wznowienie serii o Mordimerze atakuje półki, a ostatniej części jak nie było, tak nie ma. Wiele można jeszcze pisać o niesmaku, obrzydzeniu czy jak to nazwać, związanych z tymi książkami. No i dochodzi do tego „przypadek Drzewa Crossa”. Biorąc pod uwagę to, że Piekara też wydał książkę w Runie, a Rzeźnik z Nazaretu zmienia tylko rok wydania, to już jest szczyt hipokryzji. Pisze Fabryka o szeroko pojętej „lojalności” , a jednocześnie w różny sposób traktuje „swoich” autorów. I to autora lubianego kopie w dupsko, a tego na którego fandom się wypina całuje po stopach (przynajmniej takie odnoszę wrażenie… a że Jacka nikt nie lubi – naprawdę mi przykro). Porównuję książki Ćwieka, do Piekary z powodu ewidentnie różnego i niezrozumiałego dla mnie podejścia Fabryki do tych autorów. Przy tym wszystkim stosowanie szantażu finansowego wobec ojca 2 dzieci jest co najmniej przykre i od razu stawia Fabrykę Słów w oczach dowolnego obserwatora na pozycji „tego złego”. A miałczenie i próby tłumaczenia „my mu nie zapłaciliśmy za Kłamcę, bo on nam nie oddał książki, którą nam obiecał” (bo tak to wygląda) to naprawdę, brak mi słów. To nie tak się robi – zabiera się zaliczkę, a nie nie wypłaca pieniędzy, które się komuś od dawna należą. Być może chcieliście tak zrobić, być może nie chcieliście się kłócić – nie wiem, niesmak pozostaje… Jak po włożeniu komuś w usta czegoś, czego się wcale w nich nie chciało (podoba mi się to sformułowanie^^)
Następna sprawa. Tym razem w zasadzie do pana Roberta Ł. (chyba), ponieważ wydaje mi się, że stał się tutaj głosem Fabryki. Ktoś tu pisał coś w stylu, że Jakub powinien być wdzięczny fabryce bo wydała mu Kłamcę? Bo zadebiutował pod jej „opiekuńczymi” skrzydłami? To, że wydawnictwo co jakiś czas pozwala komuś zadebiutować to norma… To, że autor robi się popularny, to zysk wydawnictwa. To, że autor wyda książkę w innym wydawnictwie – to niestety już „ryzyko zawodowe”. A powiedzenie mu „gdyby nie my to byś nie wydawał” no to… Kłamca to na tyle dobre książki, że połowa prezesów wydawnictw by się o niego pobiła. Moim zdaniem, Jakub Ćwiek już dawno przestał być autorem, któremu można takie rzeczy wypominać. Gdybyście mu nie dali szansy, to byście kasy nie mieli, a na Kłamcy zarobiliście więcej niż Ćwiek. Jeżeli już mówimy o zyskach – więcej na wojnie z autorem poprzez brak dodruku tracicie niż na tym, że wydał nową książkę w innym wydawnictwie (piszę to bo wygląda na to, że wy tego NIE widzicie). No i następna sprawa. To Ćwiek jest waszą gwiazdą, to wy na nim zarabiacie. I dobrze zdajecie sobie sprawę z tego, że nawet jeżeli zrobi coś źle to fani wezmą jego stronę. Więc nie piszcie, że sam sobie szkodzi… Albo piszcie, będzie się z czego pośmiać No i zainwestujcie w public relations menagera, bo sobie z takimi rzeczami ewidentnie nie radzicie…
Na koniec pozdrawiam Cię Jakubie, chcę cię pochwalić za Twoje dotychczas wydane książki, przeprosić za to, że nie kupiłam jeszcze Ofensywy Szulerów (a kupię, i przeczytam, i wszyscy znajomi przez najbliższe kilka miesięcy będą dostawać tą książkę w prezencie, żebyś więcej na niej zarobił! O!). Chcę jednocześnie życzyć Ci rozwiązania wszystkich spraw, przypływu weny i natchnienia (o ile czymś się różnią) i ZDROWIA (takie życzenie ze skrzywienia, za parę lat, zawodowego).
A na stronie i blogu Fabryki ani słowa o kontrowersjach
Nie przesadzajmy.
Po co mają o tym pisać gdzie indziej? Dyskusja rozgrywa się tutaj, szef FS się tutaj wypowiedział – co mają robić? Kopiuj/wklej?
Nie będę pisał na temat – FS a Pisarze, każdy z czytających zapewne wyrobił sobie własne zdanie. Natomiast nawiążę do wypowiedzi Karoliny -”No i zainwestujcie w public relations menagera, bo sobie z takimi rzeczami ewidentnie nie radzicie…”
)
Nie wiem kto poradził Panu Robertowi Łakucie tłumaczenie braku płatności dla Jakuba Ćwieka zwrotami z Empiku, ale raczej nie był to przyjaciel. Empik jak każda duża korporacja jest czuła na punkcie swojego wizerunku i nie lubi takich zagrywek (niezależnie od tego czy zwroty miały wpływ na płatności czy nie miały)szczególnie jeśli książki Jakuba Ćwieka w Empiku się sprzedawały. Empik monitoruje www w poszukiwaniu informacji na swój temat i niezależnie od tego że ta dyskusja jest maleńką kropelką w oceanie pretensji do Empiku, pewnie znajdzie się w info przekazywanym Empikowi w press report ( takie raporty powstają, nie wiadomo tylko czy ktoś zwróci uwagę na ten temat). Ale tego typu wypowiedzi jeśli nie jest się Wielką Piątką mogą być strzałem w, hmm, nawet nie w stopę – wyżej
………….
Jeśli książki Jakuba Ćwieka sprzedawały się to raczej nie było ich w zwrotach empikowych. Czyli za sprzedane egzemplarze należy się wypłata. Jeśli się nie sprzedawały to wysyłamy rozliczenia do autora i mówimy – przepraszamy, kiepska sprzedaż Twoich książek, nic nie zarobiłeś.
…….
Życzę Jakobowi Ćwiekowi wydawania jego książek “Gdziebądź”
))
Jako pisarz ma solidną pozycję, grono fanów – bez problemu znajdzie wydawców. Życzę sukcesów Panie Jakubie.
Chciałam tylko podziękować Panu za wyciągnięcie problemu na światło dzienne i przedstawienie go tzw. opinii publicznej, a nie chowanie się po kątach i rozwiązywanie wszystkiego za zamkniętymi drzwiami. Czasem dobrze mieć odwagę mówić o sprawach głośno, nawet za cenę ewentualnych problemów. Gratuluję tej odwagi i dziękuję raz jeszcze. Wszystkiego dobrego, Panie Kubo. Powodzenia.
Witam serdecznie
Namnorzyło się komentarzy i znawców tematu, uczucie pokrzywdzenia rośnie, padają insynuacje.
Proponuje się uspokoić i spojrzeć na wszystko normalnie.
W całej tej paranoi, być może celowo nakręcanej,
Zapomniano wspomnieć, że normalnie korespondujemy na bieżaco z Jakubem, na spokojnie ustaliliśmy sobie jak się rozliczmy i rozwiązujemy bolące nas sprawy i tyle.
A tu trwa jakaś ożywiona dyskusja i tylko jakoś zapomniano napisać jak wygląda sytuacja w rzeczywistości.
Pozdrowienia
Robert Łakuta: “namnorzyło się komentarzy…”
panie Robercie, chyba warto pomyśleć o etacie dla korektora, który będzie poprawiać panu posty na necie! chociaż “mnorzenie” to jednak nauki ścisłe a nie humanistyka, więc mógł się pan pomylić………
Podśmiechujku, każdemu może się zdarzyć błąd, ja również wysypuję się na ortografii, gdy piszę coś w pośpiechu. Nie ma więc co się nabijać.
Robercie, o naszej korespondencji wspomniałem osobiście przecież i napisałem co ustaliliśmy.
Ale na wypadek, gdyby w natłoku komentarzy komuś ta wiadomość uciekła – rozmowy się toczą. Zawieszone z racji weekendu i potrzeby ochłonięcia (obu stron niewątpliwie) zostaną, wedle zapewnień jakie otrzymałem, podjęte na nowo w tym tygodniu. Rozmowy nie zostaną tutaj ujawnione, ale jeśli któraś przyniesie rozstrzygnięcie w sprawie losu któregoś z moich tytułów, o swoich zmienionych planach wydawniczych nie omieszkam poinformować na blogu.
a mnie sie wydaje, że pan Robert Łakuta z komentarza trzeciego powyżej to nie pan Robert Łakuta
Trudno mi na to odpowiedzieć, ale jeśli rzeczywiście to nie Robert (a wystarczy, że zainteresowany napisze mi o tym w mailu) natychmiast usunę posta, a Robertowi podam numer IP autora komentarza (inny niż ten, z którego Robert korzystał do tej pory) a także w razie potrzeby udostępnię bloga, jakby chciał szukać podszywającego się pod niego internauty. Nie orientuję się na ile takie postępowanie jest niezgodne z prawem (uważam, że bardzo, ale nie siedzę w kodeksie) natomiast z pewnością, niezależnie od intencji autora postu, jest mocno nieetyczne. Czekam więc w tej sprawie -innych także – na głos Roberta na maila.
pisze pan panie robercie (?) “W całej tej paranoi, być może celowo nakręcanej,”?
to moze ja sam sobie nie płacę?
to moze nie pan pisał do mnie w mailiu, datowanym na poczatek grudnia, że macie “pierwsze” pieniądze ze sprzedazy mojej i roberta cichowlasa ksiazki(nawiasem mowiac, dziwnie zbieżnie z naszym ostrzeżeniem, że sprawa trafi do prokuratury)? i to moze nie jest styczeń (dalibóg druga dekada)? i może ktos to nakreca? masz pan paranoje, rzeczywiście!
Och, moi drodzy: jacarze i Robercie (?) paranoja to poważne zaburzenie urojeniowe i jako takie stwierdzać je powinien psychiatra po dokładnym zapoznaniu się z przypadkiem. Wydaje mi się, że nic nowego już sobie nie mówimy, więc może wypada teraz poczekać jakie będą skutki “Crossgate” (copyright by malakh), zwłaszcza te bezpośrednie. Ja ze swojej strony czekam na zapowiedziany przez Fabrykę kontakt (mailowy oczywiście), innym autorom proponuję albo to samo, albo odezwać się do Roberta osobiście i zaproponować domknięcie spraw. Szefowie Fabryki, jak zapewne każdy biorący udział w tej dyskusji, wyciągnęli wnioski i wierzę głęboko, że teraz już pewne sytuacje nie będą miały miejsca.
Mój blog, miejsce pod wpisami, pozostaje do waszej dyspozycji, ale ja, za wyjątkiem ewentualnych niezbędnych sprostowań, do czasu wyjaśnienia z Fabryką spraw, wyciszam emocje.
Dziękuję wszystkim za obecność i wypowiedzi w temacie.
Witam!
Miał być na merlinie Kłamca i był (21 dni dostępności), teraz zniknął ;< Chyba się go nie doczekam.
przepraszam własciciela blogu – kuba, przykro mi, ze akurat w tym miejscu tak się skłębily emocje. mnie puszczaja nerwy, kiedy po raz kolejny słysze, że byc moze to, że domagam sie pieniędzy za swoja pracę jest dzialaniem inspirowanym przez konkurencyjne wydawnictwa, w celu zaszkodzenia FS.
żeby bylo jasne – robert i ja jesteśmy dwiema, dorosłymi osobami – kazdy z nas odpowiada za swoje słowa i czyny odrębnie – jeśli uwazasz, że mój poprzedni wpis, był w jakikolwiek sposób uwłaczający rł – wykasuj go, ocenzuruj, łotewa. ja już z FS nie mam po co rozmawiać, chyba, że przez tłumacza, bo oni nie rozumieją polskich słów, takich jak rozliczenie, wykaz sprzedaży, nakład, stan magazynowy, etc. żeby byla jasność – nie wiemy jaki nakład miała nasza książka, ile ksiazek trafiło do sprzedaży, ile zostalo sprzedanych (z jakiej puli). ale ty to z pewnoscią znasz. na koniec, jako pocieszenie (najbardziej chyba dla siebie) powiem, że wreszcie znalazłem metody na zweryfikowanie wyżej wymienionych terminów, co z przyjemnościa uczynię, choćby po to by wreszcie dowiedzieć się, czy poza mną i robertem ktos “sępy” kupił
I jeszcze – my nie uwazamy, ze wydawnictwo nas oszukuje, ze sprzedało znacznie więcej naszej “swietnej” ksiązki, że ktos sobie za różnice postawił dom. nie nie. mamy poczucie realizmu. znamy swoje miejsce w szeregu.
chcodzi o zasady.
pozdrawiam i już się wycofuje pod swój kamień.
JacQ
Każdy coś dodaje, dodam i ja: http://witold.blox.pl/2010/01/Crossgate-oczami-fana.html. Kubusiu, wybaczysz mi zlinkowanie do siebie?
Jacar, ja broń Boże nie wyganiam i nic, zupełnie nic nie zamierzam kasować bądź cenzurować. To nie jest tak, że tylko ja mogę krzyczeć co mi na sercu leży i wszystkim innym wara, bo to mój blog. Przeciwnie, cieszę się, że wypowiedzieli się inni autorzy, że dowiedziałem się tego, czego mogłem się w zasadzie jedynie domyślać – że niekoniecznie jestem odosobnionym przypadkiem. Za to Ci Jacku bardzo dziękuję i chcę, by to było wyraźnie zaznaczone, wciąż jesteś tutaj bardzo mile widziany
Szamanie – moje wybaczenie nie ma granic więc oczywiście, że wybaczam
Witam, całe popołudnie zleciało mi na czytaniu owych 2ch wątków, niektóre rzeczy czytałem i po 3 razy, chyba jednak pojąłem ogół sprawy. Jestem przerażony tym co tu przeczytałem, zarówno, tekstami autorów(nie tylko Pana Jakuba, ale i reszty wypowiadających, jak i pana Roberta. Miałem napisać tu kilka spraw, czy też przemyśleń, ale jak widzę w końcowych komentarzach, sprawa ma się ku rozstrzygnięciu, zatem dodam tylko coś od siebie odnośnie Lokiego i kłamczucha vol 3.
Swego czasu zdarzyło mi się pracować w sieci salonów niegdyś znanej sieci Kolporter(takie cudo niby empik) byłem co prawda odpowiedzialny za dział muzyki i filmu, aczkolwiek jak podczas zatowarowania nowego salonu widziałem jak zostaje układana fantastyka, stwierdziłem wszem i wobec Basta! Zająłem się tym działem jako hobby w pracy(choćby ze względu na to iż czytam, bo lubię.
Zagadałem się, więc wracając do meritum:
Z biegiem czasu odpowiedzialność za zamawianie książek z fantastyki spadła na moją skromną osobę. Pewnego pięknego dnia, dostałem mejla od Olesiejuka, z informacją, że zbierają zamówienie na Kłamce 3, przy czym zastrzegli, że maksymalna ilość na salon to 15 sztuk.
Wiadomo, zamówiłem co było, bo to pewny towar. sam, kupiłem ponad 5 sztuk, dla siebie i znajomych. Książki się później już domówić nie dało, a ile to razy klienci się skarżyli, że zawsze wszystko było do ściągnięcia, a to książka z FS, musi przecież gdzieś by, toż to nowość Kruca Fiks! Olesiejuk w Tej materii tylko rozkładał bezradnie ręce, mówiąc, że więcej nie ma i nie wiedzą, czy będzie, a i tak źle się czują z tym, że musieli zrobić “przydziałówkę”.
Drogi Panie Kubo, Ciekawy jestem jak się sprawy dalej potoczą, mam nadzieję, że będzie dobrze ewentualnie – jeszcze lepiej. Proszę o napisanie w wątku czy też założenie osobnego, gdyż myślę, że pisze tu nie tylko w swoim własnym imieniu, że jesteśmy ciekawi rozstrzygnięcia sytuacji. I nie chodzi mi tu o kwoty, skany umów etc. (: lecz o choćby krótką notkę: Dogadaliśmy się, nie kończę współpracy z Fabryką..
Pozdrawiam Wszystkich zaangażowanych.
jelen
Ja mogę tylko potwierdzić problemy z kupnem kłamcy. Kupiłem jeden z tomów na prezent bo znałem hurtownika i dosłownie wyciągnął mi z pod lady. ( ubiegłem kolegę księgarza i chyba z 2 tygodnie był na mnie zły )
A ja kupiłam kłamcę 3, przez przypadek w Empiku… chyba na premierze, bo jeszcze troche ich było^^’. Piszę, że przez przypadek, bo wcale się go nie spodziewałam – myślałam, że będzie za jakieś 3-4 miesiące (autor najwyraźniej też miał taki plan:P). Zresztą nigdy nie mamy w tych okolicach problemów z kupowaniem książek, może ludzi, którzy je czytają jest tu mniej? No i w Szczecinie jeszcze kilka egzemplarzy Kłamcy gdzieniegdzie widziałam… Proponuję szukać w małych księgarenkach, do których zazwyczaj młodzi ludzie nie zaglądają – można w nich znaleźć prawdziwe skarby.
U mnie w salonie był przez ok 3-5 h – otwierany salon był o 9 a ja w pracy byłem na +/- 12/14 nie pamiętam dokładnie, było to dosyć dawno.
Suma sumarum, książka rozeszła się w mgnieniu oka.
Świerze bułeczki gorzej chyba schodzą.
Drogi Panie Rostocki
na tym poziomie nie da sie rozmawiać, nie posuwajmy sie do absurdu i kłamstw.
Sam Panu napisałem maila (kopie posiadam), w którym podałem wszystkie dane dotyczące nakładów i sprzedaży, bo rzekomo nie dało się ich wyciągnąć znikąd, co jest nie prawdą i proszę zaniechać kłamstwa.
Wydaje mi się, że już kuriozum byłoby wklejanie tu maila z treścią i cyframi.
Jak można pisać bzdury, że nic nie wiem. Czego Pan nie wie?
Oprócz mojego maila poszedł do Pana list fizycznie z informacjami których Pan sie domagał.
W czym więc problem?
Rozumiem, że wielkość sprzedaży jest niezadowalająca, ale zgodna z fakturami więc proszę o wyjaśnienie gdzie jest niejasność? Najlepiej na maila, jak podpowiada kultura.
Chętnie pomogę w zrozumieniu, bo zawsze odpowiadam na maile i staram się wyjaśnić nieporozumienia.
Pozdrowienia
Czy aby na pewno o to chodziło Autorowi notki, żeby zaczęła się tu mała wojenka, FS vs all? hmm.
przepraszam kubę
no i mamy przejaw chyba własnie tzw. łapania się we własne sidła.
nie mam zamiaru panie łakuta rozmawiac z panem na drodze mailowej, bez świadków, bowiem nie przynosi to zadnego efektu. ja też mam maile. wszystkie. mam równiez niezrealizowany rachunek, z którego wychodzi że wydawnictwo nieźle zarobiło na naszej książce, zatem mowa o niezadowalającej sprzedaży to kolejna pańska konfabulacja. nigdzie, nigdy nie podał pan nakładu naszej książki. nie odpowiedzial pan na pismo wysłane wprost na panskie nazwisko pocztą tradycyjną (w dniu 19 listopada, ubiegłego roku), listem poleconym. dane dotyczące sprzedazy są calkowicie niewiarygodne, co bedę w stanie wkrótce udowodnić.
używając eufemizmu – bardzo oszczędnie używa pan prawdy.
i teraz powiem tak – twierdzi pan, że nie da się rozmawiać na tym poziomie? na jakim? takim, że zarzuca mi pan kłamstwo? w takim razie umówimy się tak – jeszcze jedno tego typu oszczerstwo z pana strony, a bedę popierał tu i gdzie indziej swoje wpisy cytatami z pańskich maili.
i na zakończenie przypominam – wystawilem i przesłałem państwu rachunek, na kwotę podaną przez wydawnictwo. kwota ta (zgodnie z prostym wyliczeniem matematycznym świadczy, że wydawnictwo nie tylko nie starcilo, lecz wręcz nieźle zarobiło na sępach). pieniędzy nie otrzymałem. czas mija, za chwilę minie rok od premiery książki.
jacar
PS. swoich zasejwowanych maili panu nie prześlę, bo wiem, ze nie przechowujecie swoich i np. macie problem ze stwierdzeniem jaką wielkość sprzedaży podaliście w poprzednim mailu. zaiste amatorka. ale jak wspomniałem – następnym razem podzielę sie tą przezabawną lekturą z internetem.
kuba, szkoda mi zasmiecać bloga takim syfem.
resztę dyskusji (potencjalnych) przenoszę na sępowego bloga, pana lakutę zapraszam tam – jeśli nie zna adresu (co jest calkiem możliwe, przy poziomie zainteresowania wydawcy autorami) to podaję: http://www.sepy.com.pl
tu jest inny problem, sepy maja inny – w każdym razie z FS same problemy.
obciach jak beret..
jeszcze raz sorry, ale jak sam widzisz, trudno nerwy na wodzy utrzymac – oto jestem oszustem, który z polecenia innych wydawnict podkopuje fs, domagając się wyplaty kilkuset zlotych honorarium, za (wspólnie z robertem cichowlasem napisaną) antologie opowiadań, licącą 502 strony, wydaną w marcu ubiegłego roku.
bomba.
jacar
Witam wszystkich!
Dużo mówi się o kłopotach Fabryki Słów, która przeinwestowała w ubiegłym roku i, jak rozumiem utraciła płynność finansową. Jak rozumiem, właśnie te problemy stoją za faktem, że FS przestała przysyłać “Nowej Fantastyce” egzemplarze recenzenckie swoich nowości, a nie – jak głosiła fama – opinia, że jesteśmy pismem nieistotnym, a w dodatku moglibyśmy coś ocenić nisko, więc nie zasługujemy. W tej sytuacji jesteśmy gotowi pokryć koszty wysyłki egzemplarzy do NF, bo jednak zależałoby nam, żeby pisać na bieżąco o ukazujących się tytułach. Mam nadzieję, że uda nam się to dogadać i książki Fabryki Słów znów zaczną docierać do redakcji.
Pozdrawiam.
Jerzy: Co ma piernik do wiatraka? z takimi sprawami zgłoś się do FS…
Jelen, to ja Ci powiem co ma piernik do maślaka. Jerzy wspomniał o najważniejszym słowie, jakie powinno się tutaj pojawić – płynność.
Jakub pisze książkę, jest deadline – data X, książka ‘wydaje się’ w Y, a “wgryza się” i zarabia w Z. Więc wydawnictwo ma prawo (czy nawet obowiązek) zaplanować na co wyda zarobione (przez siebie) pieniądze w czasie Z. Ale nagle okazuje się, że data X nie została dotrzymana, plany się posypały, płynność finansową diabli wzięli, bo autor nie dotrzymał umowy i w czasie Z nic nie będzie zarabiać, albo nie będą zarabiać tyle, ile chcieli, a wydatki pozostają bez zmian (bo nie ten jeden autor jest na liście płac).
Osobiście wrzuciłabym w umowę takie kary za jej niedotrzymanie i zawalenie mojej płynności finansowej (szczególnie jeśli książka ma być od takiego autora jakim jest Jakub Ćwiek, co już gwarantuje spory sukces i generuje duże wpływy), że autor znowu zacząłby szukać full-time job i o pieniądzach z innych książkek mógłby pomarzyć. Ale najwyraźniej wydawnictwo tego nie zrobiło, bo też myśleli, że “między wami wszystko cool”. Naprawdę zastanawiam się kto tu bardziej się przejechał. Tak to jest, jak się chce udawać przyjaciół, a chodzi o pieniądze.
Zresztą, ja bym się z Tobą pożegnała, bo na samej tej aferze i czarnym PR straciłabym już więcej, niż mógłbyś mi dać zarobić.
Ogólnie mam wrażenie, że to z płynnością finansową FS ma problem, a nie z zarabianiem w ogóle (i sprawa empiku to też sprawa płynności – najwyraźniej źle wyliczyli kiedy dostaną pieniądze, bywa). Zresztą masz pretensje, Jakub, o tę płynność i ich nieumiejętność regulowania zobowiązań w terminie, a sam się do niej przyczyniasz. Zastanawiam się czy gdybym była na ich miejscu też nie płaciłabym najpierw tym, którzy wszystkich terminów dotrzymują. Zwyczajnie masz ograniczoną liczbę pieniędzy, którymi możesz dysponować i musisz wybrać komu zapłacisz najpierw czy nawet komu najpierw robić dodruk. Dlaczego masz zostawić tych, którzy zawsze robili wszystko na czas? Tutaj nie ma miejsca na sentymenty, rodzinę, przyjaciół, wieloletnią współpracę, słowne obietnice, miłe uśmiechy, poklepywanie po ramieniu i inne tego typu zachowania. Psujesz im płynność – Ty pierwszy na tym tracisz. Może nie wyjaśnili Ci tej kwestii, a może sami nie wiedzą, że mają z tym problem, ale ja mam takie właśnie wrażenie. I musisz być uwzględniamy we wszystkich wpływach i wypływach, nie da rady inaczej.
Cała reszta to kwestią tego, że nie wyjaśniliście sobie czego od siebie oczekujecie nawzajem. Nikt pewnie nigdy Ci nie powiedział, że nie chcą, żebyś wydawał gdzieś indziej (przynajmniej wprost), szczególnie książki z tej samej półki, a Ty nigdy się nie pytałeś co oni sądzą o tym. A najzwyczajniejszym w świecie jest, że ktoś Ci pomaga, to wydajesz to u niego. Podpisuj kontrakty i trzymaj się ich. Zawierasz kontrakt na trzy książki, piszesz, wydajecie i au revoir. Jeśli współpracujecie dalej, to na tych samych zasadach. Bo właśnie po pewnym czasie okazuje się, że oczekiwania obydwu stron były zupełnie inne. A etyka nie ma tutaj nic do rzeczy.
Poza tym Twoim największym grzechem jest dla mnie niedotrzymanie terminu tego Crossa, kiedykolwiek by on nie był (a chyba był dawno). Tłumaczysz się, że nie chciałeś pieniędzy na niego, ale nikt nie zmuszał Cię do zaakceptowania tego, co Ci proponowali. Trzymaj się najzwyczajniejszej w życiu konsekwencji, o co zresztą trudno w polskim narodzie. Podpisujesz umowę, bierzesz zaliczkę, masz termin – piszesz. Jasne, że ciężko i rzeczywiście niefortunnie wyszło z tą pomyłką. Ale umowa, to umowa. I konsekwencja. Poza tym, jak mówię – psujesz płynność i nie wiadomo co z Tobą zrobić.
W ogóle bardzo ciekawe, że FS jakoś nie wzięła sobie do serca tego, że wydajesz w Runie. Od razu bym Ci wcisnęła (choćby siłą) jakiegoś redaktora, który nie tylko poprawia książki po ich napisaniu, ale i pogadać umie w razie problemów jeszcze przed tym (chociażby po to, żebyś sam się przekonał do swoich pomysłów) :]
I dalej o tym samym. Jeśli chcesz, żeby Twoim zawodem było pisanie, trzymaj się tego konsekwentnie. Nie masz umowy o pracę, ale to nic nie znaczy. Pracujesz dla wydawnictwa, tego czy tamtego, czy nawet kilkudziesięciu możesz, to bez znaczenia. Traktuj to jako pracę. A do pracy się nie spóźnia. Jasne, że kłopoty się pojawiają i nie jest to niczym nowym, ale nie może Ci to przeszkodzić w robieniu tego, do czego się zobowiązałeś. Choć dla niektórych może brzmi to jakby przyszło prosto z Japonii…
Przy okazji konsekwencji, widziałam ostatnio fajną inicjatywę na twitterze – #fridayflash. Nie chciałbyś wziąć udziału w czymś takim?
Inna sprawa jeszcze. Twój agent, czy może “agent” właściwie, powinien zająć się szukaniem tłumacza. Wiem, że to “agentowanie” jest dość nietypowe w waszym przypadku, ale przynajmniej powinien poszperać.
Tak więc, ja o konsekwencji i płynności. Może Pan Łakuta powie mi, że pieprzę trzy po trzy. Nie wiem, nie pracuję u nich. Po prostu takie mam wrażenie i jeśli nie mam racji, to z góry przepraszam.
Ann, bardzo Ci dziękuję za Twój rzeczowy i konkretny wpis. Zwróciłaś w nim uwagę na wiele istotnych elementów sprawy, ale mam wrażenie, że – zwłaszcza w kwestii płynności – troszkę rozjeżdża Ci się kolejność wydarzeń. Nie mogło być opóźnienie w płatnościach skutkiem mojego poślizgu, ponieważ w chwili gdy upływał termin oddania książki zaległości były już przeszło trzymiesięczne, o czym wspominam.
Po drugie argument z płynnością jest obosieczny. Jeżeli oddaję dwie książki jedna po drugiej, na których napisanie poświęcam większą część roku, obowiązkiem – do którego zobligował się wydawca – jest wypłacenie mi za nią pieniędzy, zwłaszcza jeśli, jak piszesz moje książki gwarantują pewny zysk. I bardzo ładne są Twoje Y i Z, ale zanim pojawi się kurczątko, rozmawiamy o kurze. Nie mówimy o ZUSie, który na emerytury obecnych starców czerpie pieniądze ze składek dwudziestoparolatków, tylko o Wydawnictwie, które już na mnie zarobiło i oddało mi należnych pieniędzy. I, podkreślam bo to istotne. W chwili gdy miałem oddać “Drzewo Crossa” był już moment, kiedy dwie poprzednie książki były po owym wgryzaniu się (czyli po Z) I oczywiście można tutaj mówić o problemach jakie ma Wydawca ze sprzedażą, jasna sprawa. Ale taką działkę na siebie wzięli, nie piszą tych książek tylko je wydają i sprzedają.
Umowa to umowa piszesz i ja się z Tobą zgadzam – nie dotrzymałem jej i zgodnie z zawartymi w owej umowie punktami, Wydawca ma prawo rozwiązać umowę i zażądać zwrotu zaliczki. Co najprawdopodobniej będzie miało miejsce. Ale patrząc w ten sposób, Wydawca nie dotrzymał sześciu umów, a do tego jego zachowanie przynosi już od dłuższego czasu realne straty. Jakby tego było mało nagle stwierdził, że nieważne, że mi nie płaci, należę do niego i nie mam prawa pisać nigdzie indziej, bo on mnie kiedyś wydał pierwszy. A potem, żeby mnie ukarać, przyblokował potencjalne (ale mocno realne, biorąc pod uwagę zapotrzebowanie) pieniądze na przyszłość. Układ się zmienia, warunki pracy robią się coraz bardziej stresujące, pojawiają się problemy z pracą twórczą. Nadal skutek i przyczyna, jak u Ciebie, tyle, że jakby odwrotnie.
Są więc, droga Ann, dwa światy. Jeden taki, w którym się obracamy, gdzie historia jaka się wydarzyła ma skutki opisane w notkach i taka, którą osobiście byś preferowała, a która nakładałaby na autora gigantyczne kary za opóźnienia. Tylko jeżeli tak, to kary również z drugiej strony za opóźnienia w zobowiązaniach Wydawcy, czyż nie? Regulacje odnośnie częstotliwości dodruków etc.
Jeżeli ta afera zaowocuje zmianą umów, trzeba się będzie dostosować i będą musiały to zrobić obie strony. Sądzę, że w takich okolicznościach autorzy zwyczajnie przestaną podpisywać umowy na książki jeszcze nie napisane, bo będą się obawiali kar i plan wydawniczy tym bardziej weźmie w łeb. Ale może rzeczywiście tak trzeba…
Tak czy owak zmiany są potrzebne i myślę wszyscy zainteresowani będą ich z utęsknieniem wyglądać.
Dziękuję Ci za wpis
PS. Mój agent – mimo że nietypowy nadal bez cudzysłowu – pracuje pełną parą i robi naprawdę wiele. Także w sugerowanym przez Ciebie kierunku.
Tak sobie myślę, że niektórzy powinni się w życiu zająć handlem ziemniakami. Chociaż, właściwie, jak taka stonka nadciągnie i ziemniaki zeżre, to zupełnie jak nieterminowy autor z muchami natchnienia w nosie – precyzyjny biznesplan się zawali, i też płynności zabraknie, nie, jednak zły przykład.
Chociaż…
@ Ann, mój poprzedni post zwrócony był w kierunku JeRzego, odnośnie Nowej fantastyki i recenzowania przez nią książek wydawanych przez Fabrykę, to nie jest miejsce, a szczególnie ta notka nie jest ku temu miejscem. Ale fakt, nie napisałem do czego konkretnie “piję”. Moja wina, moja wina moja bardzo bardzo…
Pozdrawiam Cię Ann
“Jeżeli ta afera zaowocuje zmianą umów, trzeba się będzie dostosować i będą musiały to zrobić obie strony. Sądzę, że w takich okolicznościach autorzy zwyczajnie przestaną podpisywać umowy na książki jeszcze nie napisane, bo będą się obawiali kar i plan wydawniczy tym bardziej weźmie w łeb. Ale może rzeczywiście tak trzeba…”
Kubo, z drugiej strony, może wyniknąć taka sytuacja:
- Słuchajcie mam fajny pomysł na książkę, będzie ona taka a taka, traktowała o takich a takich rzeczach i co Wy na to?
- Spoko, napisz – wtedy się zobaczy.
pare miesięcy później
- Hej Hej, napisałem tą książkę o której rozmawialiśmy, podrzucę Wam ją na maila.
- Eh, sorry stary, ale przemyśleliśmy to(bądź też nie) i jednak temat kiepski, nie przejdzie. Szkoda, że zmarnowałeś tyle czasu, ale może kto inny Ci wyda.. Tylko pamiętaj, że jak wydasz gdzie indziej, to więcej się tu nie pokazuj. ces la vie
jest to tylko jeden z możliwych scenariuszy.
Idealnych rozwiązań nigdy mieć nie będziesz. Choć to Twoje sugeruje, że to Wydawca będzie niechętny podpisaniu umowy. W sytuacji kar za nie dotrzymanie terminu, tym wstrzymującym się będzie raczej jednak autor, nie sądzisz?
Oczywiście, to, że Ty im drzewa na czas nie oddałeś, spowodowało przynajmniej jeden z Twoich problemów z FS,
- brak dodruku Kłamcy 3
- brak kasy
- fochy
Wybierz które.
ale to, Ze FS nie dotrzymała terminu z wypłatą należnych Ci pieniędzy, póki co skutkuje tylko tą notką.
hm..
Póki nie wejdziesz na drogę sądową, to FS będzie Ciebie trzymała za jaja. bo mogą Cię zbywać ile im się żywnie podoba. Porozumienie stron będzie tu z ich strony dobrą wolą. Wcześniej już był a sytuacja, w której zaczynałeś rozmowe ze swoim prawnikiem i nagle fabryka się odezwała?
Ta notka zrobiła swoje, jeleniu, rozmowy trwają (ruszyły dzisiaj).
hmm, Co więcej, jakby były umowy podpisywane tylko za gotowe książki, to autorów by dopiero Wydawnictwa trzymały w garści.
- Cześć Heniu co tam ciekawego w pracy?
- A, Ćwiek był dzisiaj z 4 częścią Kłamcy u nas, chciał ją wydać.
- I jak? czytasz już?
- Nie podpisałem z nim umowy, ząb mnie boli/nie podobają mi się jego sznurówki/jakiś taki nieogolony przyszedł/…
- To jest przecież pewny hit !?!
- Spokojna Twoja rozczochrana. za godIne ma przyjść Pilipuk/Dębski/Grzędowicz/Kossakowska/…
Jedyną odpowiedzią na takie coś może być jedyne masowe niewydawanie książek w wydawnictwie. Tylko to, że Ty Kubo i kilkoro innych osób nie widzi pieniążków na koncie, to nie znaczy, że Wszyscy tak mają.
Tak się mnie ino wydaje.
Nie mogę niestety korygować tego, co Ci się wydaje, bo wykracza to poza moje sprawy, a tym samym nie zamierzam w to wchodzić. Myślę jednak, że popadanie ze skrajności w skrajność też nigdy niczemu dobremu nie służy. Aha i zauważ, przedstawiona koncepcja nie jest moją – to tylko możliwa konsekwencja koncepcji Ann związanej z karanie autorów za niedotrzymanie terminów.
Tak Kubo, poskutkowała, ale znalazłeś się w sytuacji szachowej, zostałeś do tego niejako zmuszony. Wydawca jest tym, który ma pieniądze i to on dyktuje niejako warunki. Ty musiałeś ich obsmarować publicznie żeby cokolwiek się ruszyło. Zdaję sobie sprawę, że to nie był dla Ciebie przyjemny krok. Nie twierdzę też, że zrobiłeś źle. Twierdzę, że nie powinno do takiej sytuacji w ogóle dojść. Tak jak nie powinno dojść do sytuacji, w której autor, którego książki się sprzedają, napisał w dodatku książkę która nie może się sprzedać z powodu braku jej w sklepach, bo wydawnictwo nie chce jej dodrukować, musi się zapożyczać na życie.
Wydaje mi się rozsądną umową taka, w której dostajesz nie tyle określoną datę, na ukończenie projektu nad którym pracujesz, ale jakiś termin(terminy) w którym kontaktujesz się z wydawcą i podajesz obecny stan sytuacji w jakim się projekt znajduje. co więcej, jeżeli stwierdzisz, że na chwilę obecną nie jesteś w stanie skończyć książki z jakiegoś powodu, to odstawiasz ją na bok, dopóki jej nie skończysz i zajmujesz się innym projektem, tyle, że też dla tego samego wydawnictwa. Mogłaby być klauzula, która w takim przypadku zabrania Ci wydania już gotowego produktu u innego wydawcy do czasu w którym nie oddasz im jakiejś gotowej. przy czym, np, niedokończone drzewo w dalszym ciągu czeka na dokończenie i wydanie.
może i troszkę zagmatwane, ale się połapiesz o co mi chodzi.
Tak, połapałem się. Nie do końca wiem jak coś takiego mogłoby wyglądać w zapisie, ale, jak powiedziałem, wiele rzeczy jest do dogadania.
ale wiecie co?
ja mam cały czas takie wrażenie, ze to jest zakładanie złej woli.
to jest przerażajace! to przypomina wymyślanie pasów cnoty, jako zabezpieczenie przed zdradą. jak mam oddawac książkę do wydawnictwa, które tylko czyha, zeby mnie (pardon le mot) wyruchać, to przepraszam, wolę się po to mydlo nie schylac.
jacQ
Coż każdy ojciec rodziny stara sie jak może aby zdobyć fundusze na utrzymanie swoich dzieci
Żadne grabie nie grabia od siebie. Kuba kiedy możemy spodziewać się Kłamcy 4? I jeśli moge miec prośbę, porozwijaj trochę wątki poboczne w 3ce jakoś mi tego brakowało. Lubie pikantne scenki w wykonaniu Lokiego
eh te pieniądze same kłótnie i problemy przeznie.
Życze Panu Jakubowi jak i Fabryce Słów szybkiego dogadania się
Satyryczny komentarz do całej tej sprawy:
http://esensja.pl/ksiazka/publicystyka/tekst.html?id=8912
i jak tam kuba?
masz kontynuację ze strony fs?
bo u nas głucho…
tak myslalem, że sie po kościach rozejdzie.
trzeba chyba będzie poszukac jakiś znajomych dziennikarzy
przy okazji mogli by sprawdzić jak się ma sprawa z ISBNem – bo to granda
nawet wieksza niz IPN
pozdrawiam
j